sobota, 1 sierpnia 2015

potrzeba czytania.. czyli ochota na dobre Dramione

Cześć! 

Mam do was wielką prośbę. Od kilku dni chodzi za mną ochota na przeczytanie naprawdę dobre Dramione i tu kieruje do was moją prośbę, czy może wiecie o jakimś blogu? Jeśli tak, proszę zostawcie mi adres w komentarzu. Z góry dziękuje wam bardzo.
Pozdrawiam Fav

czwartek, 19 czerwca 2014

Sarby cześć V and KONIEC






Cześć! 
Mam dla was ostatnio cześć  miniaturki. 
Dziękuje wam za poprzednie komentarze i że byłyście ze mną do końca. 
Mam nadziej, że wam się spodoba. 
Do następnego!
   Bajo..
 



 ____________________________________________________







Skarby

                                                                          Cześć IV



Hello?
Is it me you're looking for?
I can see it in your eyes
I can see it in your smile
You're all I've ever wanted
And my arms are open wide
Beause you know just what to say
And you know just what to do
And I want to tell you so much
I love you.
Lionel Richie - Hello

   - Mamo!- usłyszałem, zaraz po zatrzaśnięciu frontowych drzwi. Pobiegłem w stronę salonu. Dlaczego pozwoliłem jej wyjść? Pytałem sam siebie. Idiota ze mnie, jakich mało! W salonie nie było jej, za to na kanapie siedział Xander.
   - Gdzie twoja mam Xander?- zapytałem spanikowany. Bałem się, że straciłem ją ponownie.
   - Mama jest w Londynie, miała dziś oglądać jakieś mieszkanie. Miała to być dla ciebie niespodzianka. Tato, stało się coś?
   - Wszystko zniszczyłem synku!- wyznałem. Opadłem na kanapę, chowając twarz w dłoniach. Ramiona mi się trzęsły. Byłem załamany.
   - Tato! Przestań się mazać! Z nas dwóch ty jesteś dorosły! A dorośli nie płaczą!- zaskoczony jego słowami, spojrzałem na niego zdziwiony.- Powiedz, co się stało!  
Otwierałem już usta, kiedy do salonu weszła Nina, wesoło podśpiewując pod nosem. Na mój widok ustał w miejscu, marszcząc drwi identycznie jak Hermiona. Zawyłem w duchu z bezsilności.
   - Xander, co zrobiłeś, że tata płacze.
   - Ja!- zapytał chłopiec oburzony, wskazując na swoją pierś palcem.- Nic! To lepiej zapytaj się, co tata zrobił! Jak zawsze popełnił jakieś głupstwo!
   - Halo! Ja tu jestem! I dodaje, że jestem waszym ojcem!
   - Nie da się tego ukryć tato.- powiedziała Nina wymownie patrząc to na mnie to na Alexandra. Czasami zastanawiam się czy oni na pewno mają po 7 lat.- Zacznij od początku, ok?

Co to jakieś przesłuchanie jest?! Nie sądziłem, że będę się musiał spowiadać moim dzieciom z tego, co robię. Westchnąłem zrezygnowany, obserwując jak Nina siada na przeciwległej do mnie kanapie, a Xander instynktownie rusza w jej stronę, siadając na podłokietniku. Obydwoje patrzyli na mnie wyczekująco.
   
   - Powiem, jeśli obiecacie, że mama się o tym nigdy nie powie. Podejrzewam, że drogo bym za to zapłacił. Ok?- obydwoje pokiwali głową zgodnie.- Hermiona odwiedziła mnie dziś w biurze, no i doszło między nami do pewnego, jak by to nazwać incydentu. Dokładnie nie będę wam mówił, o co chodzi, bo to jest tylko dla dorosłych, wiec..
   - O fuj tato! Ty się całowałeś z mamą!- przerwał mi Xander, oskarżycielsko wytykając mnie palcem. Zaśmiałem się z jego reakcji.
   - Xander proszę cię, przecież całowali się już nie raz. Co ty żeś myślał, że my, co, z kapusty się wzięliśmy? Proszę cię bądź poważny.- uciszyła brata Nina. A ja w duchu płakałem ze śmiechu. Kocham te moje aniołki. Kontynuowałem.
   - Nie wiedziałem, że przyszedł z nią Mike, został za drzwiami. Kiedy wasza mama długo do niego nie wracała, wszedł do mojego gabinetu, zastając nas w dwuznacznej sytuacji. Wybuchła z tego wielka kłótnia. Dowiedziałem się, że ten gbur poprosił ją o rękę. Byłem wściekły, niepotrzebnie na nią nakrzyczałem, byłem pewny, że przyjęła jego oświadczyny. Okazało się, że nie. A wiecie, dlaczego? Bo kocha kogoś innego. Długo mi zajęło zanim zrozumiałem i jestem pewny na 100 procent, ze chodzi o mnie. Muszę ją zlałeś i naprawić to wszystko.- Miałem nadzieje, że te małe intryganci mi w tym pomogą.
   - No masz racje tato. Jesteś w wielkim gównie!- powiedział Xander.
   - Język synu!
   - Uhh przepraszam.- Powiedział nawet nie patrząc w moją stronę, patrzył w oczy siostry. Miałem wrażenie, że z sobą rozmawiają. Trwało to może z pięć minut, po czym Nina wzruszyła ramionami.
   - Ok pomożemy ci.
****
Od mojej wizyty w Nowym Jorku minęło dwa dni. Niby nie wiele, ale stęskniłem się za nimi niemiłosiernie. Chciałbym mieć ich już przy sobie i jeśli wszystko pójdzie na naszej myśli, możliwe, że już niedługo zamieszkamy razem. Plan jest banalnie prosty, w wykonanie go zaangażowałem nawet swoją matkę.
Mama właśnie wróciła wraz z Alexandrem z konnej jazdy, gdzie rzekomo chłopiec miał spaść z konia. W tej właśnie chwili Nina opowiada o tym Hermionie, gdzie ta przerażona teleportuje się, wprost w moje ramiona.
Słysząc natarczywe walenie do drzwi, uśmiecham się tryumfalnie. Otwierając staje oko w oko z przerażoną Hermioną.
   - Miałeś na niego uważać!- krzyczy na powitanie, oskarżycielsko dźgając mnie palcem.- Gdzie mój syn Malfoy!
   - Mama? Co tu robisz?- do holu wchodzi zdziwiony Xander. Oczywiście udaje.
   - Synku nic ci nie jest!- rzuciła się w jego stronę, zamykając w sowich ramionach.
   - Dlaczego miałoby mi się coś stać?
   - Nina mówiła, że źle się czujesz. Wspomniała coś, że miałeś jeździć konno i pewnie spadłeś z któregoś.
   - Nic mi nie jest. Tata był ze mną. Nina musiała się pomylić.
   - Przecież ona nigdy się nie myli!
   - Mamusiu nawet najlepszym się to zdarza.
Teraz moja kolej.
   - Skoro już tu jesteś to musimy porozmawiać.- Powiedziałem poważnym głosem, uważnie przyglądając się Hermionie, która w pierwszej chwili spojrzała na mnie zaskoczona, po czym spuściła wzrok na swoje stopy.
   - Nie mogę, Nina na mnie czeka.
   - Ja się tym zajmę!- do holu wchodzi moja matka. Idealnie.- Zabiorę Ninę i Xandera do Malfoy Manor’e. A wy porozmawiajcie sobie szczerze.
   - Ale..- zaprotestowała Hermiona.  
   - Nie ma żadnego, ale słodziuteńka.- Zaświergotała Narcyza niczym pani Weasley. Skrzywiłem się nieznacznie.
   - Mamo zobaczymy się jutro.- Szybko pożegnałem się z nimi, nie bacząc na protesty Hermiony. Kiedy zostaliśmy sami zaprowadziłem ją do jadalni. Mieliśmy przygotowaną kolacje. Podczas posiłku nie rozmawialiśmy. Cisza do około była przytłaczająca, a napięcie panujące miedzy nami nie do zniesienia. Odezwałem się dopiero przy deserze.
   - Dostałaś moje kwiaty?- zapytałem, pragnąc przerwać ciszę.
   - Tak, są piękne, dziękuje.
   - Chodź, wyjdziemy na taras.
Podnieśliśmy się oboje, ruszając w stronę tarasowych drzwi.
Jak na początek czerwca noc była nadzwyczaj ciepła. Księżyc górował nad tysiącem gwiazd, swoim blaskiem rozświetlał zalany w ciemnościach świat. Można by było rzec, że nawet pogoda jest po mojej stronie. Idealna chwila do wyznanie swoich uczuć. Kobiety lubią takie romantyczne momenty, prawda?
   - Hermiono..- zacząłem, odwróciłem się w jej kierunku, patrzyła na mnie uważnie.-..przepraszam. Wiem, że to tylko słowo i słyszałaś je z moim ust tysiące razy. Nie powinienem unieś się wtedy, ale jeśli chodzi o ciebie moje racjonalne myślenie znika gdzieś wraz z rozsądkiem. Wiem, że to marne wytłumaczenie, ale nie potrafię zapanować nad sobą, kiedy tylko pomyśle, ze jakiś inny mężczyzna jest w twoim życiu. Wtedy, kiedy powiedziałaś mi, że kochasz innego mężczyznę mój świat zawalił się po raz kolejny, w tamtej chwili myślałem, że ponownie cię stracę. Nie pomyślałem nad tym, że może chodzić ci równie dobrze o mnie.- Nabrałem głęboko powietrza.- Powiedz czy ty również mnie kochasz?
Czekałem na odpowiedz z duszą na ramieniu. A co jeśli się pomyliłem?
   - Oh Draco! Oczywiście, że chodziło o ciebie! Nigdy nie przestałam cię kochać!- wyznała ze łzami w oczach. Stała przede mną, z własnym sercem wyciągniętym jak na dłoni. Przygarnąłem ją do siebie, zamykając w ramionach.

Jedną walkę wygrałem, ale teraz zacząłem kolejną bitwę. Bitwę o moje szczęście mojej rodziny.


Gdy chodzi o marzenie, człowiek może się potykać, ale upadnie dopiero wtedy, kiedy przestanie marzyć.
Alexander Grayson, „Dracula”

czwartek, 8 maja 2014

informacja



Cześć.

Chciałam wam tylko przekazać, że na razie nie będzie żadnego rozdziału Anielskiej Straży, postanowiłam zawiesić te opowiadanie. 
Chciałabym skupić się na Eltonie. 
Swoją drogą serdecznie zapraszam na rozdział 7. 

http://elton-zakochaniuczniowie.blogspot.co.uk/

buziaczki Fav

piątek, 4 kwietnia 2014

Takie małe co nieco, PROLOG!!!




Cześć! 

Dawno mnie tu nie było. Czas nadrobić zaległości! :) 

Mam dla was dwie (mam nadzieje) niespodzianki. 

Jedna z nich to pewny blog, którego znalazłam całkiem niedawno. Pochłonął mnie naprawdę doszczętnie, wciągając nie głęboko w swoją historie. Wiem, że może nie każdemu się to spodoba, ale naprawdę warto poświęcić swój czas, na czytanie go. 

http://voldemortgranger.blox.pl/2009/11/Rozdzial-1-1.html

Zapewne obudzi w was wiele kontrowersji, ale warto!!


Druga zaś to prolog. 

Postanowiłam, że ten blog będzie miał inne zakończenie.  

Zapraszam na początek końca. 

Buziaczki Fav!!

ps. liczę na komentarze, już teraz was uświadamiam, że nie ma nic za darmo :p

********************************


Anielska Straż 

Prolog



               Przyglądając się blondwłosemu, wychudzonemu mężczyźnie, spoczywającemu w łóżku, Michael zastanawiał się czy to faktyczni ta sama osoba, o której miał okazje dostawać raporty, przez ostatnie 21 lat. Wydaje się długo? Cóż jak na archanioła, ten czas nie znaczy nic, jedynie krople w morzu jego egzystencji. 
- Jesteś pewien Michaelu, że to jest ten o sam chłopak, kiedyś wyglądał całkiem inaczej.
- Ostatni raz widziałeś go, tusz po jego narodzinach. Oczywiste, że się zmienił.
- Wygląda dość..- zatrzymał się, szukając odpowiedniego słowa – marnie.
- Dużo ostatnio przeszedł.
- Może powinienem pozwolić mu umrzeć, w końcu tego pragnie, prawda?
- Na Archanioła… - wykrzyknął Michaela, nieświadomie.
- Taaak? – Idealna czarna brew podjechała do góry, ni to w złości ni to w rozbawieniu.
- Uh, wybacz. Zapominam, kim jesteś, kiedy otacza cię urok.– Łowca pokręcił głową, przeklinając swoją głupotę.- Może powinieneś dać mu swojej krwi? Wiem, że to jest szybko, nie przeszedł jeszcze inicjacji, ale w końcu stanie się jednym z nas. Przecież i tak, będziesz chciał go przemienić.
Archanioł zerknął na swojego drugiego, zastanawiając się ile wie. Michael był dość młody, miał zaledwie 170 lat, minęło 20 lat, od kiedy trafił do Rady Starszych, pod skrzydła Rafaela, mógł nie słyszeć o haniebnym wyczynie Gabriela. Złamanie najbardziej przestrzeganej zasady, jakie się dokonał, przyniosło z sobą owoc, na który patrzy.
- On nie potrzebuje mojej krwi.- Tak, jak myślał, Łowca spojrzał na niego zaskoczony.- W jego żyłach płynie anielska krew.
- Przecież łączenie się z ludźmi jest zabronione! To najświętsze prawo.
- Ja o tym wiem, sam ustalałem te zasady.
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że on jest jednym z nas, dosłownie?! Tylko archanioł, może spłodzić dziecko z ludzką istotą.- Wypowiedziane zdanie zawisło w powietrzu, krążąc miedzy nimi.
- Gabriel zawsze miał słabość do śmiertelników. Przemiana nastąpi niedługo. Już za kilka dni będziemy mieli nowego Łowce.




środa, 19 lutego 2014

Epilog...





 Nie wiem co mnie napadło....
Zapewne mnie zabijecie, albo i nie..
Wyobrażałam sobie ten Epilog całkiem inaczej, cholera sama jestem zaskoczona. Wydaje mi się nawet, że zacznę kontynuować to co tu napisałam. 
Oceńcie sami, co o tym sądzicie. Proszę was, napiszcie co o tym sądzicie. 

Dziękuje wam za 33 tyś, wyświetleń i 300 komentarzy, przeszło to moje oczekiwania. 
Dziękuje że byliście ze mną do samego końca.

Tak naprawdę to ciesze się, że to koniec. 
A wiecie dlaczego? 
Otóż, jest to moje małe zwycięstwo!
Nie mogę uwierzyć, że w ogóle udało mi się dokończyć te opowiadanie, była pewna, że się poddam.
A jednak podołałam..
ale to dzięki wam..
 a teraz zależy od was czy nasz kochany Anielski Łowca będzie miał swoją historie.

Zapraszam na Epilog


 **************************************************************




Pierwsze pięć lat po bitwie był dla mnie jak bezkresna otchłań. Świadomy swojego bólu, pragnąłem szybkiej śmierci.  Rozpacz ciągnęła mnie ku ciemności, pochłaniając mnie boleśnie powoli, pozwalałem na to, bez mrugnięcia okiem.
                Każdego dnia, budziłem się z nadzieją, że jednak to, co mi się przydarzyło było dla mnie tylko koszmarem, jednak, kiedy otwierałem oczy, prawda docierała do mnie z dwojoną siłą.
Miłość, jaką darzyłem ukochaną, stała się moim przekleństwem, z biegiem lat, przerodziła się w palącą nienawiść do samego siebie. Stałem się, dla siebie potworem, nienawidziłem siebie za to, do czego się przyczyniłem, ukochana osoba zginęła, poświęcając swoje cenne życie, abym to ja przeżył. Nie zasługiwałem na to i byłem w pełni tego świadom.
                Próbowałem z sobą skończyć, chciałem tego, pragnąłem, niczym powietrza, jednak zawsze znalazł się ktoś, kto mi w tym przeszkodził. W końcu zaprzestałem prób, skazałem się na życie, w cierpieniu. Wtedy uważałem, że to najgorsza kara, jaka może mnie spotkać..  
                Mówią, że z biegiem czasu rany się goją, ludzki umysł wymazuje złe wspomnienia, jednak w moim przypadku było na odwrót. Mijały sekundy, minuty, godziny, dni, miesiące i lata, a mój ból powiększał się z każda minioną chwilą.
                Nie wiem, co by się ze mną stało, gdybym po raz tysięczny nie pojawił się nad jej grobem, błagając, aby do mnie wróciła i mnie ocaliła…..

Lato w tym roku było wyjątkowo beznadziejne, zamiast słonecznych dni, padał rzęsisty deszcz. Duże krople moczyły moją cienką koszule, klęczałem na kolanach w błocie, błagając o wybaczenie. Wyglądałem żałośnie. Nie żebym się tym przejmował. Nie interesowało mnie, co inni o mnie pomyślą, nie czułem nic, tylko głęboką pustkę. Nie pamiętam, w którym momencie zorientowałem się, że ktoś stanął blisko mnie. Może pomiędzy błaganie o to, aby powróciła, a pomstą dla niebios za to, że mi ja zabrali. Nie wiem, tak naprawdę to nie jest istotne.
- Jednak to, co ludzie mówili jest prawdą. Do czego ty się doprowadziłeś?- powiedział przybysz. Rozpoznałem głos od razu. Zaskoczony uniosłem na niego wzrok. Mężczyzna napotykając moje spojrzenie cofnął się o krok. Nie mogłem wtedy wiedzieć, że cofnął się, zaskoczony pustką w moich oczach.
- Co tu robisz Michaelu?
- Zapewne to samo, co i ty. Dziś są jej urodziny, miałaby 21 lat.
Mój żołądek zawiązał się w supeł.
- Nie wspominaj jej przy mnie – powiedziałem zadławiony głosem.
- Minęło już tyle czasu, nie uważasz, że czas najwyższy wyjść z tego dołka, w którego sam się wkopałeś? Użalanie się nad sobą nic ci nie da. Staw czoło swoim demonom i rusz dalej. Jesteś młody, masz jeszcze dużo życia przed sobą.
Poczułem się tak jak by ktoś kopnął mnie w tyłek. Nikt jeszcze nie powiedział mi tego, co on teraz, odezwało się we mnie moje dawne ja.
- Co ty do cholery możesz o tym wiedzieć, siedzisz na dupie w tej swojej wierzy z kości słoniowej i gówno się obchodzi cudze życie!- Wy warczałem w jego stronę, podnosząc się. Moje zdrętwiałe ciało zaprotestowało, kiedy podszedłem do niego bliżej.
- Nie masz racji, jej życie mnie obchodziło, błagałem nawet archanioła, którego imię nosze o przywrócenie jej do życie. Byłem w stanie oddać swoją dusze za nią. Na nic zdały się moje prośby, odmówił.
Jaki archanioł, o czym on kurwa bredzi? Zamrugałem kilkakrotnie, próbując pozbyć się deszczu z oczu.
- Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale coś takiego jak archanioł nie istnieje.- Powiedziałem z goryczą w głosie, zastanawiając się jednocześnie, co on chce osiągnąć. Michael spojrzał na mnie, wykrzywiając swoje usta w coś na kształt uśmiechu.
- Chodź! Nie mamy za wiele czasu.
- Nigdzie nie idę!
- Idziesz!- Powiedział spokojnie, jednak z jego głosu dało się wyłapać groźną nutę. Spojrzałem na niego zirytowany.
- Po co to robisz?
- Wykonuje rozkazy. No i obiecałem, że nie pozwoli ci się dalej pogrążać. Szkoda, abyś zmarnował swoje dary. 
- Jakie dary? Jestem potworem! Powinienem gnić w piekle, za to, co zrobiłem!- Zawołałem z desperacja w głosie.- Zostaw mnie w spokoju.
Blondyn spojrzał na mnie zaskoczony, przybliżając się.
- To nie twoja wina, to była jej decyzja. Nie możesz tego zmienić, nikt nie może. Próbowaliśmy, ale nie możemy sprzeciwiać się woli archanioła. Musisz zmienić swoje życie, za długo żyłeś w cieniu.
- Upadłeś na głowę.- Stwierdziłem sarkastycznie.- Albo jesteś psychicznie chory. Stawiam na to drugie. Anioły nie istnieją! Nie ma nic poza piekłem!
- Wierzysz w piekło, uwierz też w anioły. To one przynoszą nadzieje na lepsze jutro.
- Dla mnie nie ma nadziei.  
- Nie ty o tym będziesz decydował.- Powiedział zniecierpliwiony Michale.
Szybkim ruchem ręki machnął mi dłonią przed oczami. Zapadłem w sen. Ostanie, co zobaczyłem, to błysk białego światła.
               
Obudziłem się dwa dni później. Bolała mnie każda kość, nawet te, o których nie miałem pojęcia. Mrużąc oczy, przed oślepiającym światłem, rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałem. Był to kwadratowy pokój, urządzony nadzwyczaj skromnie. Mieściła się w nim jedna szafa stojąca naprzeciwko drzwi, obok stała komoda, naprzeciwko dużego dwu osobowego łóżka było ogromne okno zajmujące połowę ściany, grube granatowe zasłony były rozsunięte, ukazując śnieżnobiałe firanki powiewały przez chłodny wiatr, dostający się przez otwarte okno.  Na prawej ścianie od łózka znajdowały się dwie pary drzwi, oddzielone od siebie dużym dębowym biurkiem. Przekręciłem się na lewy bok, sięgając ręką do lampki, stojącej na szafce nocnej. Z westchniemy ulgi zgasiłem irytujące światło, pokój rozświetlał tylko blask księżyca w pełni.
Nie wiem jak długo tak leżałem, po pewnym czasie pojawił się Michael, na pytanie gdzie się znajduje, odpowiedział spokojnym głosem.
- W ośrodku szkoleniowym Anielskiej Straży.
Patrzyłem na niego szeroko otwartymi oczami, kiedy tłumaczył mi, co to jest Anielska Straż, po co istnieją i czym się zajmują. W pierwszej chwili nie wierzyłem w żadne jego słowo. A kiedy, kazał mi się ubrać, w rzeczy, które przyniósł z sobą, nawiasem mówiąc były one ze skóry, zaczynałem pojmować, że on w ogóle nie żartuje. Pokazał mi cały ośrodek, począwszy od biblioteki a skończywszy na zali treningowej.
- Zostałeś wybrany, spotkał cię zaszczyt, zostaniesz Anielskim Łowcą.

Wtedy jeszcze nie rozumiałem jego słów, nie rozumiałem niczego. Wiedziałem jedynie, że moje życie zmieni się diametralnie. Miałem możliwość stania się inna osobą i z niej skorzystałem. Z jednego piekła, wpakowałem się w drugie. Ja Draco Malfoy zostałem łowcą, wyparłem się świata czarodziejów, na rzecz ciągłej walki i igrania ze śmiercią. Jednak pamięć pozostała, miłość do Hermiony nie wygasła. Kochać będę ją zawsze, tylko jej udało się rozkruszyć lud w moim sercu. Czekałem z cierpliwie, wiedziałem, że każdy mieniony dzień przybliża mnie do spotkania z nią.