sobota, 1 sierpnia 2015

potrzeba czytania.. czyli ochota na dobre Dramione

Cześć! 

Mam do was wielką prośbę. Od kilku dni chodzi za mną ochota na przeczytanie naprawdę dobre Dramione i tu kieruje do was moją prośbę, czy może wiecie o jakimś blogu? Jeśli tak, proszę zostawcie mi adres w komentarzu. Z góry dziękuje wam bardzo.
Pozdrawiam Fav

czwartek, 19 czerwca 2014

Sarby cześć V and KONIEC






Cześć! 
Mam dla was ostatnio cześć  miniaturki. 
Dziękuje wam za poprzednie komentarze i że byłyście ze mną do końca. 
Mam nadziej, że wam się spodoba. 
Do następnego!
   Bajo..
 



 ____________________________________________________







Skarby

                                                                          Cześć IV



Hello?
Is it me you're looking for?
I can see it in your eyes
I can see it in your smile
You're all I've ever wanted
And my arms are open wide
Beause you know just what to say
And you know just what to do
And I want to tell you so much
I love you.
Lionel Richie - Hello

   - Mamo!- usłyszałem, zaraz po zatrzaśnięciu frontowych drzwi. Pobiegłem w stronę salonu. Dlaczego pozwoliłem jej wyjść? Pytałem sam siebie. Idiota ze mnie, jakich mało! W salonie nie było jej, za to na kanapie siedział Xander.
   - Gdzie twoja mam Xander?- zapytałem spanikowany. Bałem się, że straciłem ją ponownie.
   - Mama jest w Londynie, miała dziś oglądać jakieś mieszkanie. Miała to być dla ciebie niespodzianka. Tato, stało się coś?
   - Wszystko zniszczyłem synku!- wyznałem. Opadłem na kanapę, chowając twarz w dłoniach. Ramiona mi się trzęsły. Byłem załamany.
   - Tato! Przestań się mazać! Z nas dwóch ty jesteś dorosły! A dorośli nie płaczą!- zaskoczony jego słowami, spojrzałem na niego zdziwiony.- Powiedz, co się stało!  
Otwierałem już usta, kiedy do salonu weszła Nina, wesoło podśpiewując pod nosem. Na mój widok ustał w miejscu, marszcząc drwi identycznie jak Hermiona. Zawyłem w duchu z bezsilności.
   - Xander, co zrobiłeś, że tata płacze.
   - Ja!- zapytał chłopiec oburzony, wskazując na swoją pierś palcem.- Nic! To lepiej zapytaj się, co tata zrobił! Jak zawsze popełnił jakieś głupstwo!
   - Halo! Ja tu jestem! I dodaje, że jestem waszym ojcem!
   - Nie da się tego ukryć tato.- powiedziała Nina wymownie patrząc to na mnie to na Alexandra. Czasami zastanawiam się czy oni na pewno mają po 7 lat.- Zacznij od początku, ok?

Co to jakieś przesłuchanie jest?! Nie sądziłem, że będę się musiał spowiadać moim dzieciom z tego, co robię. Westchnąłem zrezygnowany, obserwując jak Nina siada na przeciwległej do mnie kanapie, a Xander instynktownie rusza w jej stronę, siadając na podłokietniku. Obydwoje patrzyli na mnie wyczekująco.
   
   - Powiem, jeśli obiecacie, że mama się o tym nigdy nie powie. Podejrzewam, że drogo bym za to zapłacił. Ok?- obydwoje pokiwali głową zgodnie.- Hermiona odwiedziła mnie dziś w biurze, no i doszło między nami do pewnego, jak by to nazwać incydentu. Dokładnie nie będę wam mówił, o co chodzi, bo to jest tylko dla dorosłych, wiec..
   - O fuj tato! Ty się całowałeś z mamą!- przerwał mi Xander, oskarżycielsko wytykając mnie palcem. Zaśmiałem się z jego reakcji.
   - Xander proszę cię, przecież całowali się już nie raz. Co ty żeś myślał, że my, co, z kapusty się wzięliśmy? Proszę cię bądź poważny.- uciszyła brata Nina. A ja w duchu płakałem ze śmiechu. Kocham te moje aniołki. Kontynuowałem.
   - Nie wiedziałem, że przyszedł z nią Mike, został za drzwiami. Kiedy wasza mama długo do niego nie wracała, wszedł do mojego gabinetu, zastając nas w dwuznacznej sytuacji. Wybuchła z tego wielka kłótnia. Dowiedziałem się, że ten gbur poprosił ją o rękę. Byłem wściekły, niepotrzebnie na nią nakrzyczałem, byłem pewny, że przyjęła jego oświadczyny. Okazało się, że nie. A wiecie, dlaczego? Bo kocha kogoś innego. Długo mi zajęło zanim zrozumiałem i jestem pewny na 100 procent, ze chodzi o mnie. Muszę ją zlałeś i naprawić to wszystko.- Miałem nadzieje, że te małe intryganci mi w tym pomogą.
   - No masz racje tato. Jesteś w wielkim gównie!- powiedział Xander.
   - Język synu!
   - Uhh przepraszam.- Powiedział nawet nie patrząc w moją stronę, patrzył w oczy siostry. Miałem wrażenie, że z sobą rozmawiają. Trwało to może z pięć minut, po czym Nina wzruszyła ramionami.
   - Ok pomożemy ci.
****
Od mojej wizyty w Nowym Jorku minęło dwa dni. Niby nie wiele, ale stęskniłem się za nimi niemiłosiernie. Chciałbym mieć ich już przy sobie i jeśli wszystko pójdzie na naszej myśli, możliwe, że już niedługo zamieszkamy razem. Plan jest banalnie prosty, w wykonanie go zaangażowałem nawet swoją matkę.
Mama właśnie wróciła wraz z Alexandrem z konnej jazdy, gdzie rzekomo chłopiec miał spaść z konia. W tej właśnie chwili Nina opowiada o tym Hermionie, gdzie ta przerażona teleportuje się, wprost w moje ramiona.
Słysząc natarczywe walenie do drzwi, uśmiecham się tryumfalnie. Otwierając staje oko w oko z przerażoną Hermioną.
   - Miałeś na niego uważać!- krzyczy na powitanie, oskarżycielsko dźgając mnie palcem.- Gdzie mój syn Malfoy!
   - Mama? Co tu robisz?- do holu wchodzi zdziwiony Xander. Oczywiście udaje.
   - Synku nic ci nie jest!- rzuciła się w jego stronę, zamykając w sowich ramionach.
   - Dlaczego miałoby mi się coś stać?
   - Nina mówiła, że źle się czujesz. Wspomniała coś, że miałeś jeździć konno i pewnie spadłeś z któregoś.
   - Nic mi nie jest. Tata był ze mną. Nina musiała się pomylić.
   - Przecież ona nigdy się nie myli!
   - Mamusiu nawet najlepszym się to zdarza.
Teraz moja kolej.
   - Skoro już tu jesteś to musimy porozmawiać.- Powiedziałem poważnym głosem, uważnie przyglądając się Hermionie, która w pierwszej chwili spojrzała na mnie zaskoczona, po czym spuściła wzrok na swoje stopy.
   - Nie mogę, Nina na mnie czeka.
   - Ja się tym zajmę!- do holu wchodzi moja matka. Idealnie.- Zabiorę Ninę i Xandera do Malfoy Manor’e. A wy porozmawiajcie sobie szczerze.
   - Ale..- zaprotestowała Hermiona.  
   - Nie ma żadnego, ale słodziuteńka.- Zaświergotała Narcyza niczym pani Weasley. Skrzywiłem się nieznacznie.
   - Mamo zobaczymy się jutro.- Szybko pożegnałem się z nimi, nie bacząc na protesty Hermiony. Kiedy zostaliśmy sami zaprowadziłem ją do jadalni. Mieliśmy przygotowaną kolacje. Podczas posiłku nie rozmawialiśmy. Cisza do około była przytłaczająca, a napięcie panujące miedzy nami nie do zniesienia. Odezwałem się dopiero przy deserze.
   - Dostałaś moje kwiaty?- zapytałem, pragnąc przerwać ciszę.
   - Tak, są piękne, dziękuje.
   - Chodź, wyjdziemy na taras.
Podnieśliśmy się oboje, ruszając w stronę tarasowych drzwi.
Jak na początek czerwca noc była nadzwyczaj ciepła. Księżyc górował nad tysiącem gwiazd, swoim blaskiem rozświetlał zalany w ciemnościach świat. Można by było rzec, że nawet pogoda jest po mojej stronie. Idealna chwila do wyznanie swoich uczuć. Kobiety lubią takie romantyczne momenty, prawda?
   - Hermiono..- zacząłem, odwróciłem się w jej kierunku, patrzyła na mnie uważnie.-..przepraszam. Wiem, że to tylko słowo i słyszałaś je z moim ust tysiące razy. Nie powinienem unieś się wtedy, ale jeśli chodzi o ciebie moje racjonalne myślenie znika gdzieś wraz z rozsądkiem. Wiem, że to marne wytłumaczenie, ale nie potrafię zapanować nad sobą, kiedy tylko pomyśle, ze jakiś inny mężczyzna jest w twoim życiu. Wtedy, kiedy powiedziałaś mi, że kochasz innego mężczyznę mój świat zawalił się po raz kolejny, w tamtej chwili myślałem, że ponownie cię stracę. Nie pomyślałem nad tym, że może chodzić ci równie dobrze o mnie.- Nabrałem głęboko powietrza.- Powiedz czy ty również mnie kochasz?
Czekałem na odpowiedz z duszą na ramieniu. A co jeśli się pomyliłem?
   - Oh Draco! Oczywiście, że chodziło o ciebie! Nigdy nie przestałam cię kochać!- wyznała ze łzami w oczach. Stała przede mną, z własnym sercem wyciągniętym jak na dłoni. Przygarnąłem ją do siebie, zamykając w ramionach.

Jedną walkę wygrałem, ale teraz zacząłem kolejną bitwę. Bitwę o moje szczęście mojej rodziny.


Gdy chodzi o marzenie, człowiek może się potykać, ale upadnie dopiero wtedy, kiedy przestanie marzyć.
Alexander Grayson, „Dracula”

piątek, 13 czerwca 2014

Skarby część IV





Cześć robaczki! 
Tak jak przewidywałam, mamy kolejną część, mam nadzieje, że się ucieszycie bo nie jest ona ostatnią, tak jak zapowiadałam. Za cholerę nie mogę się z tym rozstać i przewiduje jeszcze jedną. Tak myślę, że jedną. 
Dziękuje za komentarze i za to, że jesteście ze mną!
 Następna część w sobotę 21 czerwca!!

Bawcie się dobrze czytając o niegrzecznych wyczynach Malfoya i Granger :D 

Buziole Fav,

 Ostrzeżenie +18! 
Jeśli jesteś niepełnoletnia, albo co gorsza sceny sexu przyprawiają cie o nieprzyjemne dreszcze, udaj się do lekarza, uprzednio opuszczając tą stronę! 


Skarby


                                                              Cześć IV



 




To było wtedy, gdy w nocy do mnie przyszłaś,

Tak się cieszyłem, gdy Ciebie zobaczyłem,

A Ty od razu zdejmujesz swe ubranie,

Podchodzisz do mnie i siadasz na kolanie,

Ja zaskoczony o wszystkim zapomniałem,

Zadowolony od razu się oddałem.
Cliver - Moje Ciało Oszalało




          Wiecie jakie to uczucie, kiedy wiesz, że droga, jaką pokonałeś nie była łatwa, ale opłacała się, no w pewnym sensie. Zwycięstwa jeszcze nie ogłoszę, bo jak mogę nazwać się wygranym, kiedy przyklejono mi łatkę kochanka? 

    To jest zaawansowany wariacki poziom irytacji! 

         Od pamiętnego poranka wszystko potoczyło się jak w kalejdoskopie. Błyskawicznie!
Kochaliśmy się i kłamstwem by było, jeśli powiedziałbym, że nie było cudownie.  Było nieziemsko. Jednak wszystko, co dobrze, kiedyś się kończy. Hermiona szybko rozwiała moje nadzieje i jeszcze szybciej sprowadziła mnie na ziemie. Myślałem, że to cokolwiek zmieni, jednak Hermiona była nieugięta. Dla niej to był tylko sex, a dla mnie spełnienie marzeń. Zaproponowała mi układ, sex bez zobowiązani, może takie rozwiązanie by mi odpowiadało, jeśli nie chodziłoby o nią. Wahałem się nad odpowiedzią, ale szale przeważyło to, że zostaje w związku z tym gogusiem. Gdyby nie to, może bym na niego przystał bez walki, ale nie mogłem znieść myśli, że ktoś inny jeszcze może ją dotykać. Wściekły ubrałem się w mgnieniu oka, pożegnałem się z bliźniakami i wyszedłem. Nie rozumiałem, w jaką grę ona pogrywała. Ta Hermiona była inna, wiedziała, czego chce i nie zawahała się przed niczym. Unikałem jej, zatapiając się w pracy. Wiedziałem, że długo tak nie pociągnę, nie dałoby się. Tęskniłem do niej i w dzień, kiedy przegrałem walkę z sam sobą, pojawiła się w moich drzwiach. I wiedziałem, że byłem stracony. Szalałem za nią, szalałem dla niej. Była wszystkim, czego pragnąłem w kobiecie. Wiedziałem to siedem lat temu i wiedziałem o tym teraz.
    Jej ciało! Oh na samo wspomnienie robię się twardy. Mimo moich wcześniejszych przygód, z żadną kobietą nie było mi tak dobrze jak z Hermioną. Pasowała do mnie idealnie, jej ciało współgrało wraz ze mną. A jej usta?! Ah robią cuda! Te dwie idealne połówki zaciskające się na moim… nie nie stop! Nie mogę o tym myśleć teraz! Nie kiedy jestem w biurze! Ale te usta! A niech to szlag! 
 
***Wspomnienie***.

        Klęczała przed mną, jak niewolnica przed swoim panem, posłusznie czekając na polecenie. Rola opracowana do perfekcji. Jej wygłodniały wzrok utkwiony był w moim boleśnie naprężonym członku, który sterczał dumnie niczym pan na swoich włościach.
- Pocałuj go!- rozkazałem. Ta gra coraz bardziej mi się podobała. Wykonała moje polecenie bez słów. Swoimi kurewsko czerwonymi wargami, pocałowała żołądź. Delikatne muśnięcie, niczym dotyk róży. Mało!- Kurwa Granger, weź go do buzi i to głęboko! I zrób to porządnie, bo będę musiał cię ukarać!- to było to, co chciała usłyszeć, wiedziałem o tym! Podniosła na mnie swoje brązowe oczy, jednocześnie biorąc w dłoń trzon penisa. Mentalnie sapnąłem.
   - A czy kara przewiduje pieprzenie mnie mocno i szybko?- zapytała, poruszając sugestywnie swoimi gołymi biodrami. Złapałem dłonią za jej żuchwę, zmuszając do otwarcia buzi, kiedy tylko jej słodkie usteczka się rozchyliły, niezbyt delikatnie wszedłem w nie. Zamruczała z zadowolenia, językiem oplatając czubek penisa.
   - Całego! Masz mnie pieprzyć swoimi ustami, głęboko! A może twoja kara za nieposłuszeństwo będzie kprzyjemniejsza.- Wzięła mnie całego, kurwa całego do gardła. Ssała, lizała i gryzła, doprowadzając mnie do szaleństwa. Jęczałem jak nastolatek! Jak łatwo mogłem zapomnieć, jaka była w tym dobra! Kurwa, tylko ona!
   - O tak maleńka! Połknij wszystko, tak właśnie tak. Grzeczna dziewczynka!- Szorstko i szybko! Trzymała mnie w swoich ustach tak długo, aż ponownie nie stwardniałem. Wyciągając pocałowała go soczyście. Szeroki uśmiech rozjaśnił jej twarz, kiedy wstała. Lubiła to!
   - Kto pozwolił ci wstać?- zapytałem przezornie spokojnym głosem. Podszedłem do lewej komody przy oknie, wyciągając gruby sznur.- Nie dość, że odezwałaś się nieproszona, to jeszcze wstałaś.- Widziałem jak jej oczy błyszczą na widok sznura, a usta układają się jeszcze w większy uśmiech. Spuściła głowę pokornie.
   - Wybacz panie.
   - Właź na łóżko!- Polecenie wykonała bez żadnego oporu.- Na kolana, plecami do mnie.- To również wykonała bez sprzeciwu.- Połóż się, opierając swój ciężar na barkach, przechyl głowę w prawą, aby było ci wygodniej, chcę widzieć twoje ręce między kolanami. O właśnie tak.- Podszedłem do niej, dając jej klapsa w pośladek, zajęczał cicho. Sznurem przywiązałem jej nadgarstki do kolona, prawy do prawego, lewy do lewego. Wszystko po to, aby nie mogła się ruszyć. W ten sposób jej doznania będą mocniejsze, bardziej intensywne.- Teraz wypnij ten twój seksowny tyłeczek!- Spojrzała na mnie pytająco, z wahaniem wykonując moje polecenie. Przesunąłem się za nią, biorąc mojego kutasa w rękę. Ustawiłem się przed jej wejściem.- O tak kochanie, mam zamiar pieprzyć cię mocno i szybko.- Odpowiedziałem na niezadane przez nią pytanie, wchodząc w nią głęboko. 

Mówiłem, że kocham tą grę?

***Koniec wspomnień!*** 

        Poprawiłem się na swoim fotelu prezesa, próbując załagodzić w jakiś sposób swoją pulsującą erekcje. Cholera! Zaraz rozerwie mi spodnie. Prychnąłem pod nosem. Muszę jakoś pozbyć się tego problemu. Zmarszczyłem brwi, intensywnie myśląc, co robi w tym momencie Granger. Cholera ma jakieś spotkanie! Klapa.
   - Panie Malfoy,- przez szparę w drzwiach ukazała się Keit w swojej, rzekłbym nieodpowiedniej kreacji do biura. A może by tak? O nie, zapomnij kurwa!- Przyszła do pana, panna Granger.
Jak gwiazdka z nieba!
   - Wpuść ją!
Obszedłem biurko, opierając się o jego blat, twarzą do drzwi. Weszła posyłając mi lekki uśmiech, którego nie odwzajemniłem.
   - W porządku?- zapytała podchodząc bliżej. Pokiwałem głową na nie, wyciągając do niej rękę. Łapczywie wbiłem się w jej usta, przyciskając ją do siebie. Chciałem, aby poczuła, jaki jestem twardy. Łapiąc ją za pośladki, posadziłem ją na biurku, mieszcząc się między jej udami. Biodra przycisnąłem do jej centrum.
   - Draco!
   - Potrzebuje twoich ust Granger.
   - Co? Ale, że jak?- zapytała zdziwiona. Serio? Mam jej to pokazać? Przewróciłem oczami.
   - Zwyczajnie w świecie, chce abyś wzięła mojego kutasa w swoje słodziutkie usteczka.- Powiedziałem, przygryzając płatek jej ucha. Odepchnęła mnie od siebie, sapiąc. Wyglądała na zniesmaczoną, zawiedzioną, złą? Hallo słońce, sama tego chciałaś!
   - Wybacz, nie możemy teraz. Nie wypada, w biurze jesteś.- Ucięła zadowolona, wygładzając zmarszczki na spodniach.
   - Pieprzyć to! Potrzebuje cię!- wiedziałem, że wygrałem. Jestem Malfoyem, a oni zawsze dostają to, co chcą.
   - Ale za drzwiami jest..- próbowała powiedzieć, jednak uciszyłem ją pocałunkiem. Skutecznie przełamując jej zawahanie.
   - To ty ustaliłaś te zasady. Jesteśmy dla siebie zawsze, kiedy się potrzebujemy. Do dzieła maleńka!- Zepchnąłem ją z biurka, zajmując jej miejsce. Stałem oparty czekając na jej ruch.
   - Gdyby nie to, że jestem również na ciebie napalona, to sam sobie musiałbyś porazić z tym problemem. Odpłacisz mi się za to wieczorem!- podniosłem jedną brew rozbawiony jej przemową, nie komentując. Czekałem.
Odpięła mi pasek, pozwalając swobodnie opaść spodnią do kolan. Patrząc mi w oczy sięgnęła do gumki od bokserek, uwalniając bestię na zewnątrz. Sapnąłem. Posłała mi zadowolone spojrzenie. Jędza wiedziała, że to wszystko jej wina. I jeszcze była z tego dumna!
Uklęknęła na piętach, równając się z moim penisem. Językiem przejechała po trzonie, liżąc go niczym lizaka. Kurwa kocham to uczucie, ale było mi mało.
   - Hermiona, nie baw się, proszę.
   - O co prosisz?
   - Weź go!
Bez zbędnych słów wsadziła go sobie do buzi, głęboko. Mogłem poczuć jak wkładała go sobie do gardła, coraz głębiej. W symetrycznych ruchach poruszała głową. Do przodu do tyłu, za każdym razem coraz głębiej. Ssała, lizała, jęczała, a ja razem z nią. Była mistrzynią w tym fachu, niezastąpioną kochanką. 
 
W drodze z piekła do nieba, tak gdzieś pomiędzy poczułem, że coś jest nie tak. 

   - Co tu się kurwa dzieje!- otworzyłem szeroko oczy, patrząc na pana lowelasa. Co on tu kurwa robi? Spojrzałem na Hermionę, która z głośnym mlaśnięciem wyciągnęła mojego penisa ze swoich ust, odwracając głowę w stronę przybysza. Nie wiem czy to szok powodował, ale w dalszym ciągu klęczała przed mną. Westchnąłem zirytowany. Ubrałem się bez pośpiechu. Podniosłem dziewczynę, za ramiona, szepcząc jej do ucha, że jest wspaniała.
   - Może mi to w końcu wytłumaczycie? Albo lepiej nie! Nie spodziewałem się tego po tobie Hermiono!
   - Mike, to nie tak jak myślisz!
   - A niby kurwa jak! Robiłaś mu laskie, jak jakaś tania dziwka! 

Ooo hola koleżko! 

Rozumiem, że wstrząsem może być dla niego to, że zobaczył swoją dziewczynę z kutasem innego w buzi, ale czy to powód, do tego, aby ją obrażać? No ok! Postąpiłbym tak samo, ale to Granger! MOJA Granger i nikt nie będzie jej obrażał!
   - Nie obrażaj jej!- warknąłem, ruszając w jego stronę.
   - Bo co? Myślisz, że się ciebie boje? Z resztą cokolwiek zrobisz ona zostanie kurwą!- krzyknął oburzony. 
Rach ciach i chłopak leżał na ziemi, dławiąc się swoją krwią. 

   - Draco!- krzyknęła Hermiona, łapiąc mnie za rękę, kiedy chciałem zadać kolejny cios. No, co, od  dawna chciałem mu dokopać, a okazja jest sprzyjająca.- Nie warto, z resztą on ma racje. To nie było w fair w stosunku do niego.

O, a w stosunku do mnie jest? Dobrze, że martwi się o moje uczucia! Gdzie byłą przez ostatnie dwa miesiące? Fuck! 

   - A ja chciałem cię poślubić!- wymamrotał Mike podnosząc się z podłogi przy pomocy Hermiony.
Że co kurwa? Jednak kutas się jej oświadczył? Kobieta, którą kocham miała wyjść za innego. Ten mały skurczybyk miał rację!
Milczałem, nie miałem zamiaru w ogóle się wtrącać. Czułem się urażony. I nie chodzi mi o mój niedoszły orgazm. Usiadłem na sofie, obserwując dalszy ciąg akcji. Po pięciu minutach miałem już po wyżej uszy wrzasków. Faktów nie da się zakrzyczeć, rozlane mleko płynie rwącym nurtem. A ja sprzątać tego nie będę!
    - Koniec! Wypad z mojego biura!- warknąłem w stronę Mika. Czekając, aż wyjdzie, kontem oka obserwowałem poczynania Granger. - A ty zostajesz!- powiedziałem, kiedy zmierzała wyjść.
   - Czego chcesz jeszcze?- po tonie głosu można było się domyślić, że nie jest zadowolona.
   - Oświadczył ci się?- zadałem pytanie, które nurtowało mnie od dawna.
   - Tak.
   - CO? Zajebiście!
   - O co ci chodzi?
   - O co? Kurwa Granger! Jesteś zaręczona, albo raczej byłaś, a dawałaś mi nadzieje!
   - Nie byłam zaręczona!- krzyknęła. Zbaraniałem!- Poprosił mnie o rękę, a ja odmówiłam!
   - Dlaczego?
   - Co, dlaczego?
   - Dlaczego odmówiłaś?
Zapadła cisza, a kiedy padła odpowiedz nie wiedziałem czy mam się cieszyć czy mam raczej płakać. Nie wiedziałem już nic.
   - Bo kocham kogoś innego!

czwartek, 5 czerwca 2014

Skarby cześć III





Holla!!
Tak, więc mamy kolejną cześć Skarbów!  
Mam nadzieje, że wam się spodoba! 
Wybaczcie mi proszę jak znajdziecie błędy, miniaturka niesprawdzona. Sorki!
Dziękuje wam bardzo za komentarze :) jest mi bardzo miło
na kolejną cześć będziecie musieli poczekać aż do piątku

Bajo!!





_________________________________________________




Skarby

                                                                           Cześć III

Oooh I can't cope.
 These arms are yours to hold.
Olly Murs - Dear Darlin


Moje życie zmieniło się diametralnie. Od kiedy poznałem swoje dzieci minęło już sześć miesięcy. Początki był trudne. 
Po entuzjastycznym powitaniu Alexsandra, miałem nadzieje, że Nina również będzie zadowolona. Jednak jak to z kobietami bywa, nigdy nie da się przewidzieć, co zrobią w danej sytuacji. Zważywszy, że mam córę z taką kobietą jak Granger, można było się po niej spodziewać wszystkiego. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że temperament odziedziczyła po matce, a złośliwość po mnie. 

Wspomnienie**…

Nina wróciła do domu późnym wieczorem. Nie było czasu na tłumaczenia i w ogóle. Została położona spać, a ja odprawiony.  Wróciłem do Nowego Jorku następnego dnia rano, tak samo zestresowany jak poprzednim razem. Zostałem zaproszony do salonu, gdzie na kanapie siedziała dziewczynka, obok której stał brat, z założonymi rękoma na pierś, minę miał niewzruszoną. Nina obserwowała mnie zwężonymi oczami. Wiedziałem, co ten wzrok oznacza, wielokrotnie widziałem go u Granger, nie była zadowolona. Przełknąłem ciężko ślinę.
   - Witaj Nino, - powiedziałem do dziewczynki, która mnie kompletnie zignorowała.- Xander.- kiwnąłem głową.-  Bardzo się cieszę, że mogę was poznać.
   - Rychło w czas!- powiedziała, wstając z miejsca.- Co ty żeś sobie myślał? Że jak wpadniesz tu to ci się rzucę na szyje? Tak? No to cię rozczaruje! Jedyne, co mogę zrobić to rzucić w ciebie jakąś paskudną klątwą!- zamyśliła się, układając usteczka w dzióbek.- Jednak nie mogę, mama zabrała mi różdżkę, po wczorajszej akcji. No chyba, że dasz mi swoją? Dasz?
Czy ona na oby na pewno jest normalna?
   - Pytasz mnie serio? Mam dać ci moją różdżkę, za pomocą, której możesz panować całkowicie nad swoimi mocami. A nie wątpię w to, że magia, jaką posiadasz jest silna, zważywszy na fakt, że jestem twoim ojcem. Przecież możesz zrobić mi krzywdę.- Serio, ona jest bardziej Granger niż Malfoy!
   - Właśnie o to chodzi!- powiedziała dumna ze swojego pomysłu.
Mała terrorystka!
   - Nina! Przestań! Proszę.- głos Xander ’a przeciął cisze. Nina spojrzała w oczy brata, po czym westchnęła zrezygnowana.
   - Ok, żartowałam! Chciałam zobaczyć czy byłby w stanie oddać mi różdżkę. Mama zawsze mówiła, że się z nią nie rozstawał. To prawda?- zapytała, patrząc na mnie. Jej spojrzenie złagodniało, pokazując teraz jedynie zainteresowanie i wrodzoną ciekawość.
Odetchnąłem z ulgą. 

 Koniec wspomnień**…


Bliźniaki dokładnie od 126 dni, 17 godzin i 38 minut posiadają moje nazwisko. Z czego jestem MEGA dumny. Byłem zaskoczony, kiedy Hermiona zgodziła się na zmianę bez jakiegoś wielkiego sprzeciwu. Gorzej było już z wizytami, zważywszy na to, że ja mieszkam w Londynie a oni w Nowym Jorku. Prosiłem nawet Granger, aby zastanowiła się nad przeprowadzką, ale jest nieugięta. Cały czas powtarza, że jest dobrze tak jak jest. Niby, dla kogo? Jedynie dla niej! Może wtedy spotykać się z tym gogusiowym Mańkiem, Muńkiem, Mike czy w cholera jak mu tam.
Pamiętam to jak by wydarzyło się wczoraj. 
           Byłem wtedy na odwiedzinach u bliźniaków. Bawiliśmy się w salonie, kiedy zadzwonił dzwonek. Nina pobiegła otworzyć, po czym wróciła z odpicowanym kolesiem. Spokojnie, nie dorastał mi do pięt. Był tyci w porównaniu do mnie, co nie zmienia faktu, że gdy go zobaczyłem, nie spodobał mi się. Ten błysk w jego oczach, kiedy patrzył na Granger. Moją Granger! Ok nie moją, ale wkrótce będzie moja! Ale najgorsze miało nadejść. Granger, ta poukładana kobieta, wróciła do domu DOPIERO następnego dnia, i to cała w skowronkach. Wyobrażacie to sobie? Wiedziałem, że tak ma być, sama mi o tym powiedziała, ale nie wspomniała nic, że wychodzi z facetem! Spodziewałem się raczej, że to będzie babski wieczór. Tak, więc, kiedy się pojawiła w domu, byłem wściekły. Podjudzony złością i zazdrością, nawrzeszczałem na nią, że jest nie odpowiedzialna, jak mogła zostawić nasze dzieci same na całą noc i nie ważne, że były ze mną. Skończyło się tak, że mnie spoliczkowała i zabroniła się pokazywać dopóki jej nie przejdzie. 

Kazała mi czekać, aż tydzień!

Oczywiście bez przeprosin się nie obeszło. Co ta kobieta ze mną robi? W ciągu tych sześciu miesięcy przepraszałem więcej niż przez całe moje dotychczasowe życie.

          Westchnąłem przeciągle poprawiając się na swoim fotelu. Nie mogłem się skupić na arkuszach kalkulacyjnych łażących na mahoniowym biurku. Od tygodnia, każda gazeta w świeci czarodziejskim trąbiła o tym, że mam dzieci.

Hermiona mnie zabije!

          Zaśmiałem się pod nosem, zdając sobie sprawę, że te zdanie towarzyszy mi cały czas, przez ostanie czasy. W sumie nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat. Nie może mnie winić, za coś takiego. Prędzej czy później to i tak by wyszło na jaw. W tym wypadku dość późno, ale było to nie uniknione, zwarzywszy na to, kim jestem.
   - Draco! Gazety już dawno tak nie szalały. Ty to wiesz jak wywołać sensację!- do mojego biura wpadł Blaise, machając na wszystkie strony porannym wydanie Proroka. Usiadł naprzeciwko mnie, szczerząc się szeroko. Położyłem głowę na blat biurka, w geście rezygnacji.- No nie przesadzaj, to świetna reklama dla twojego banku. Słuchaj, „Najmłodszy z najbogatszych czarodziei Draco Lucjusz Malfoy, prezes Narodowego Banku Czarodziei, ma dzieci! Tak, dobrze czytacie, pan Malfoy jest ojcem bliźniąt. Urocza dwójka ma już po 6 lat. Przyjaciel rodzinny donosi, że pan prezes długo się nie kwapił do roli ojca. Jedni twierdzą, że nie wiedział, iż jest ojcem, a inni, że nie przyznawał się do tego, ponieważ (i tu uwaga) matką dzieci jest panna Hermiona Granger, jak każdemu wiadomo ów czarownica jest pochodzenia mugolskiego. Czyżby pan Malfoy wstydził się, że jego dzieci nie moją czystej krwi? To pytanie powinniśmy zadać mu osobiście, jednak prezes NBC pozostawia wszystko bez komentarza. Przypominamy, że małżeństwo…
    - Dobra stop!- krzyknąłem, czym skutecznie przeszkodziłem Blaisowi w czytaniu.- Starczy Diable, wiem, co tam jest napisane czytałem to rano.  
   - Ale nie doszedłem do najlepszego!- pożalił się.
   - Koniec!- uciąłem, nie miałem zamiaru ponownie słuchać o pożal się boże wyznaniu Astorii.- Po co przyszedłeś? Nie powinieneś być teraz w Ministerstwie i bronić swoich klientów? 
   - Tak właściwie to mam do ciebie sprawę. Z racji tego, że wszystkie moje pieniądze, powierzyłem w twoje ręce, potrzebuje twojej rady. Dostałem propozycje założenia kancelarii…
Rozmowa o nowym interesie Blaisa zajęła nam trochę, nawet się nie spostrzegliśmy a wybiła godzina 15. Mieliśmy zamiar wybrać się na jakiś lunch, kiedy do mojego biura bez pukania wpadła Granger, goniona przez moją asystentkę. 

Dobre maniery, jak zawsze na pierwszym miejscu! 

   - Co jest do cholery Malfoy!- krzyknęła, rzucając we mnie gazetą. Uff dobrze, że to tylko prasa, a nie jakaś paskudna klątwa.
   - Bardzo przepraszam panie Malfoy, ale ta pani w ogóle nic nie robiła sobie z tego, że zabronił pan sobie przeszkadzać.
   - Yhy w porządku, możesz odejść.- Powiedziałem, patrząc cały czas na wściekłą Hermionę.- Blaise myślę, że wspólny lunch nam nie wypali. Wpadnij do mnie wieczorem. Będę miał dla ciebie tą gotówkę. Pozdrów żonę.- Pożegnałem się z przyjacielem braterskim uściskiem. Odprowadziłem go do drzwi. Byłem gościnny, nie chodziło mi wcale o to, aby przedłużyć czas do starcia z rozwścieczonym hipogryfem aka Granger. Wyglądała naprawdę dobrze, tweedowy płaszcz był rozpięty, ukazując czarną bawełnianą bluzkę, na nogach skórzane spodnie i jak zawsze, nie odłącznie buty na platformie. Biła od niej gracja, co zawsze mu się w niej podobało. Mogła mieć na sobie zwykłe jeansy i tak by wyglądała elegancko.

Dobra, jeśli już omówiłem jej ubiór, możemy przejść do zbrodni z premedytacja.

           Usiadłem na sofie, plecami do wielkiego okna, przez które rozciągał się widok na cały Londyn. Przybierając najbardziej wygodną pozycje. Jak mam umrzeć to z klasą, co nie?! Na szklany stolik do kawy położyłem gazetę, którą uprzednio wziąłem ze swojego biurka. Ta sama gazeta, którą Granger we mnie rzuciła. Urocza kobieta! Wyczekująco wygiąłem brew, czekając na jej ruch. 
   - Ten buldog, który siedzi za biurkiem przed twoim gabinetem, podeptał mi moje buty! To jest ogarniany Et Venefici!- poskarżyła się, wskazując na swoje stopy. Spojrzałem na jej buty i nic! Kompletnie nic na nich nie było! Dalej były czarne i świecące!
Dla wyjaśnienia Et Venefici, to najbardziej pożądany czarodziejski projektant obuwia. Za jedną parę liczy sobie czasami po kilka setek galeonów. Nie jedna kobieta dałaby się pokroić za buty z jego kolekcji. Nawet ja mam buty spod ręki tego projektanta, a nie jestem kobietą! I mówię to tylko, dlatego żeby nie było wątpliwości. No, ale wracając do tematu…
   - Jesteś wściekła przez buty? Wpadasz tu jak jakiś rozjuszany…- hipogryf! No, ale tego nie mogę jej powiedzieć..-… Puszek! Krzyczysz, rzucasz gazetą! We mnie! Na Merlina kupie ci nowe!- wzruszyłem lekceważąco ramionami.
Upiekł mi się? Mam nadzieje.
   - To buty szyte na zamówienie! I nie o to mi chodzi! Nie przyszłam tu, aby gadać o butach! Co jest do cholery!- warknęła, wskazując ręką nieszczęsną gazetę.
Ups!
   - Przepraszam cię, ale to nie moja wina.- Cholera znowu te słowa. Widzicie, co ja musze przez nią znosić. JA NIENAWIDZE PRZEPRASZAC!
   - Dlaczego moje dzieci są w gazecie!? Wszystko twoja wina!
   - Nasze.
   - Co?
   - Nasze dzieci, nie twoje. I no PRZEPRASZAM panią bardzo…- grr! Skrzywiłem się mentalnie-…, ale nie moja wina, że oni wszyscy czyhają na jakąś sensacje. Jestem, kim jestem i nawet jak bym chciał ukryć to, że jestem ojcem, oni i tak by to wygrzebali. Z resztą nie wstydzę się tego.
   - Nie chodzi o to! Bądź poważny!- wykrzyknęła, wyrzucając ręce w powietrze. – Jestem zmęczona tym wszystkim. Od tygodnia nie dają mi spokoju.- Miała racje, kiedy z jej twarzy znikło zdenerwowanie, gołym okiem było widać zmęczenie. Po raz setny westchnąłem przeciągle, podnosząc się. Przywołałem płaszcz, zakładając go na siebie.
   - Chodź, pójdziemy coś zjeść.- Złapałem ją za dłoń, pociągając za sobą. Wychodząc, zatrzymałem się przy biurku mojej asystentki.
   - Przygotuj mi transakcje. Na wieczór potrzebuje pół miliona galeonów. Podpisze wszystko, kiedy wrócę.
   - Tak, jest proszę pana. Jakiego rodzaju ma być ta transakcja?
   - Gotówką.- Kiwnęła głową, zapisując coś na małej żółtej karteczce.- Z mojego konta.
Zaskoczona podniosła głowę patrząc na mnie pytająco, po czym skierowała wzrok, na moją dłoń, wciąż złączoną z dłonią Hermiony. Zwęziła oczy groźnie, na co Granger uniosła zdziwiona brew. Mogłem sobie wyobrazić, jak trybiki w jej głowie pracują wściekle. Błysk w jej oczach świadczył o tym, że coś wymyśliła i nie koniecznie miała racje. Żeby nie było, nie sypiam z moimi pracownicami! Cokolwiek one sobie wyobrażają.
   - Jestem głodna Draco!- powiedziała głosem, bardzo nie na miejscu. Jęknąłem mentalnie, przyciągając ją do siebie. Nie wiedziałem, w co ona pogrywa, ani co sobie uroniła w tej swojej gryfońskiej główce, ale obydwoje mogą zagrać w tą samą grę.
   - Yhy ja też.- wymruczałem, do jej ucha, przygryzając je lekko. Czułem jak zaczęła się trząść i to nie z zimna.- Będę o 18, czekaj na mnie.- Powiedziałem do Kety, ruszając w stronę windy.
   - Tak jest sir!- odpowiedz sekretarki była zimna, bardzo zimna. Na co Granger uśmiechnęła się dumnie, krocząc niczym diwa po czerwony dywanie. Podejrzewam, że miała ogromną ochotę odwrócić się do kobiety siedzącej za biurkiem i zwyczajnie w świecie pokazać jej język.

Ta i kto tu powinien być poważny?!

****

   - Tato musimy porozmawiać!- powiedział Xander, kiedy przekroczyliśmy próg mojego mieszkania w centrum ulicy Pokątnej. Po lunchu, wraz z Granger teleportowaliśmy się do Nowego Jorku, skąd miałem zabrać bliźniaki do siebie na weekend. Jakie moje zdziwienie było, kiedy Nina oznajmiła, że nie idzie z nami, ponieważ miała coś do załatwienia. Co może mieć do załatwienia 6-letnia dziewczynka? Nie miałem pojęcia, co kombinują, było jasne, że w to również wmieszany jest Xander. Jak się tego domyśliłem? Proste! Z racji tego, że już zdążyłem ich poznać, wiedziałem, że Alexander nie chętnie opuszcza swoją siostrę, zwłaszcza na tak długi okres jak trzy dni. A dziś nie dość, że nie miał nic przeciwko to jeszcze był zadowolony. Bliźniaki łączyła specyficzna więź. Nina mogła uderzyć się w kolano, Xander narzekał, że go boli. Xander spadł z łózka, Nina płakała, że plecy ją bolą. Nie ważne, jaka odległość ich dzieliła, zawsze wiedzieli jak te drugie się czuje. Byli wspaniali.
Usiedliśmy na kanapie w salonie. Przyglądając się swojemu synowi mogłem stwierdzić, że był poważny, ale tak prawdziwie poważny.
   - Co jest synu?
   - No, bo tato, powiedz mi, ale tak szczerze, zależy ci na nas?
   - Co to za pytanie? Oczywiście, że tak! Jesteście moimi dziećmi i kocham wam bez względu na wszystko!
   - A co z mamą?- zapytał, patrząc na mnie. Byłem zaskoczony. Do czego on dąży?
   - Nie rozumiem twojego pytania.
   - Czujesz cos do niej? Kochasz ją?
Że co? Moja szczęka znalazła się gdzieś pomiędzy moimi stopami a podłogą. Co to niby ma być?!
   - Myślę Xander, że się zapędzasz. To, co czuje do waszej matki, jest moją sprawą. Jeśli jesteś tak bardzo ciekawy to zależy mi na niej i to bardzo. A teraz myślę, że czas do łóżka.- Podniosłem się z miejsca, patrząc wymownie na mojego syna psychologa.
   - Dobrze, ale jeśli ci naprawdę zależy to się pospiesz, słyszałem jak Mike proponował mamie wspólne mieszkanie. I nie myśl sobie, że go szpieguje, ale widziałem jak oglądał pierścionki. Dobranoc tato! 

O rzesz kurwa! 

****

   - Tato obudź się!- poczułem jak ktoś mnie szarpie za ramie. Podniosłem leniwie jedną powiekę. Nad mną pochylał się Xander z nietęgą miną.
   - Dzień dobry synu, - podniosłem się do pozycji siedzącej, zerkając na zegarek, stojący na szafce nocnej. 7 rano!- Dlaczego już nie spisz?
   - Chce wracać do domu. Nina źle się czuje.
   - Co masz na myśli?
   - Uhh tęskni.- Moje brwi podjechały wysoko.
   - Tylko ona?
   - Oczywiście! Jestem za duży, aby za nią tęsknić.
   - Oczywiście, - odpowiedziałem sarkastycznie. Ten mały drań nie dość, że mi na gadał o Hermionie i tym jej pseudo przyjacielu, przez co pół nocy nie mogłem zasnąć to jeszcze bezlitośnie mnie budzi o 7 rano, bo tęskni za siostrą!
Po niecałych 20 minutach staliśmy przed drzwiami Granger, dzwoniąc wściekle.
   - Co wy tu robicie?- zapytała zdezorientowana Hermiona, po otwarciu drzwi.
   - Zapytaj twojego wspaniałego syna!- wymamrotałem wchodząc do środka. Ustałem w salonie, morząc jedynie o łóżku. Pierwszy odezwał się Xander.
   - To ja pójdę do Niny. Zobaczymy się jutro, pa mamo, tato.
   - Co się stało?- zapytała Hermiona. Kiedy spojrzałem na nią zorientowałem się, że ma na sobie jedynie cienki szlafrok. Sapnąłem cicho, aby mnie nie usłyszała, co chyba mi się nie udało, bo spojrzała na mnie dziwnie.
   - Xander zatęsknił za Niną i chciał już wracać.
   - Wiedziałam, że tak będzie. Oni bez siebie nie mogą.
   - Yhhy. Granger gdzie jest twoja sypialnia? 
   - Prosto korytarzem i trzecie drzwi po prawej. A co?- zapytała zaskoczona widząc mnie zmierzającego w wyznaczonym kierunku. Po przekroczeniu progu zastałem zielony pokój z srebrnymi dodatkami. Nie czerwono złoty tylko zielony. W moim sercu zapłonęła nadzieja. Nie myśląc za dużo, ściągnąłem jeansy i podkoszulek, po czym położyłem się na ogromnym łóżku. Ah satynowa pościel.
   - Mogę się dowiedzieć, co ty robisz?- zapytała zaraz po wejściu do swojej sypialni. Wiedźma zapaliła górne światło!
   - Idę spać.- powiedziałem, przekręcając się na plecy.
   - To widzę! Ale dlaczego w moi łóżku! Równie dobrze możesz wrócić do Anglii i położyć się u siebie!
   - Cicho, bo dzieci obudzisz!- podniosłem głowę patrząc w jej stronę. Stała przy łóżku ciskając we mnie złowrogim spojrzeniem. – Nie mogę spać u siebie, bo w Anglii jest rano i znając moje szczęście za parę minut Blaise wraz ze swoją uroczą żonką Mariettą wpadną do mnie na śniadanie.
   - Możesz spać w pokoju gościnnym, jak tak bardzo ci zależy! Po prostu wyjdź z mojego lóżka!
Co za zołza!
   - Nie! Mi tu dobrze, a jeśli chcesz to sama śpij w pokoju gościnnym!- Posłałem jej szeroki uśmiech, po czym ponownie zagłębiłem się w satynowe poduszki, wdychając upajający zapach Hermiony.
   - Jesteś bezczelny Malfoy!
   - Tak, masz racje i takiego mnie kochasz!- wymamrotałem z pomiędzy poduszek, czy skutecznie ją uciszyłem.
   - Dupek!- usłyszałem, jednocześnie czując jak materac z lewej strony się ugina. Czy tylko ja zauważyłem, że nie zaprzeczyła? Przekręciłem się w jej stronę. Leżała plecami w moją stronę, zapewne obrażona. Uśmiechając się przebiegle, przyciągnąłem ją do siebie. Ułożyłem ją sobie na piersi trzymając mocno.  Zapiszczała zaskoczona wyrywając się mi.
   - Co ty robisz?! Zabieraj łapy!
   - Jest mi zimno a ty jesteś ciepła, chce się przytulić.- Opowiedziałem z miną zbitego psa.  Wiedziałem, że to na nią podziała, zawsze działało. Przewróciła oczami, ale dała sobie spokój z wyrywaniem się. Czułem jak jej mięsnie się odprężają, a oddech uspokaja. Leżałem z zamkniętymi oczami, było mi ta dobrze. Trzymałem ją w ramionach, napawając się chwilą. Sam nie wiem, kiedy zasnąłem, obudziło mnie słońce wpadające do pokoju. Pierwszy raz od bardzo dawna wyspałem się i to dzięki kobiecie, która ciągle spała na mojej nagiej piersi. Pocałowałem ją w głowę, wiedząc, że przez jakiś czas nie będzie mi to dane.
   - Miałeś spać a nie mnie całować.- Wymamrotała, przeciągnęła się sennie, ocierając o moje ciało. To bardzo zły pomysł.
   - Jeszcze cię nie pocałowałem, uwierz nie dałabyś rade tego przegapić!
   - Jesteś taki pewny siebie.- Zaśmiała się kpiąco, przekręcając się na plecy. Dobry ruch słonko! Wystarczyła chwila, a znalazłem się nad nią, przyciskając swoje ciało do jej.
   - Chcesz się przekonać?- wymruczałem sunąc nosem po zgrabnej szyi.- Zobaczysz spodoba ci się.- Kusiłem.
   - Chciałbyś!- powiedziała lekko zmienionym głosem, przycisnąłem usta do punktu, gdzie można wyczuć puls, przygryzając go lekko. Głośny jęk wydobył się z jej ust, potwierdzając moje wcześniejsze słowa. Nie mogą się doczekać, podparłem się na łokciach, przyciskając swoje głodne usta do jej warg. 



____________________________________________


Tak wiem jestem okropna :p 
hihihi