Cześć!
Smęcić nie będę, albo i posmęcę. Jestem nie zadowolona! Nie podoba wam się moje opowiadanie? Wyświetleń jest naprawdę dużo, ale komentarzy...
Dziękuje tym co są, czytają i komentują, ale sorry będę chamska.. kolejny rozdział ukarze się, gdzieś w dalekiej przyszłości .
Dedykacja dla Dominiki! dziękuje że jesteś :)
Bajo!
**************************************************************************
Marcus
Kolejny dzień z rzędu spożywaliśmy kolację w zupełnej ciszy.
Miałem już tego dosyć.
- Czy podczas swojego pobytu tutaj, masz zamiar się odezwać
choć słowem?
- Tak.
- Świetnie. Więc może byś coś powiedziała.
- Właśnie to zrobiłam.
Uderzając pięściami o stół wstałem i wyszedłem z kuchni,
zamykając za sobą drzwi. Będąc jeszcze blisko nich zdołałem usłyszeć:
- Mogłabyś nam okazać trochę szacunku, zwłaszcza mojemu
ojcu.
- No tak. Zapomniałam, że mam do czynienia z samym królem
wampirów. Następnym razem wyeksponuję smukłą szyję i padnę przed nim na kolana.
- Jesteś bezczelna!
- Nie. Szczera.
- Przestań zachowywać się jak jakaś pieprzona niewolnica!
- A jak mam się zachowywać, będąc tu zamkniętą, niczym w
więzieniu, zdana na waszą łaskę?
Nie chciałem już więcej tego słuchać. Z postanowieniem
pokazania dziewczynie jak bardzo się myli, skierowałem się do swoich komnat.
***
- Lynette poproś Dominikę o przyjście do mojej komnaty.
- Oczywiście.
Miałem zamiar pokazać jej swoje prawdziwe oblicze.
Przedstawić jej siebie i swoją historię. Może wtedy będzie dostrzegała we mnie
trochę więcej niż samego potwora. Przerażało mnie jak bardzo mi na niej
zależało i jaki wywierała na mnie wpływ, ale musiałem spróbować. Nie mogłem jej
stracić. Nie jej.
- Chciałeś mnie widzieć.
Znowu ta raniąca obojętność w jej pięknych, niebieskich
oczach.
- Tak. Dziękuję, że przyszłaś.
Skinęła lekko głową, ostrożnie rozglądając się po
pomieszczeniu.
- I jak ci się podoba? – spytałem, uniesionymi dłońmi
pokazując jej swoje królestwo.
- Wiktoriański styl z barokowymi złoceniami. Klasycznie,
gustownie i bogato. Idealny wystrój dla króla wampirów.
Uśmiechnąłem się, słysząc jej protekcjonalny ton.
- W istocie masz rację. Jednak mniemam, że ci się podoba. –
Wciąż ją obserwując czekałem na stosowną ripostę, jednak się przeliczyłem.
Wciąż rozglądała się wokoło, przystając przy obrazach, przedstawiających
portrety moich przodków. – To moi poprzednicy. Jednak nie wszyscy. Jeżeli
chciałabyś poznać całą genealogię, musiałabyś przyjrzeć się temu. – Jednym
ruchem ręki ściągnąłem atłasową zasłonę, odkrywając ręcznie wyszywany gobelin,
wiszący w specjalnie wyrzeźbionej wnęce na jednej ze ścian. Moja wampirza
rodzina.
- To cała twoja
historia w jednym miejscu. – powiedziała z nieudawanym zaciekawieniem i podeszła
do płótna, dokładnie przyglądając się każdemu portretowi z osobna. – Akasha.
Pierwsza wampirzyca. Matka wszystkich nieśmiertelnych. Enkil. Wiecznie
nienasycony. Jeden z najstarszych. Ciemna karta historii. Mekare i Maharet.
Bliźniaczki i królowe potępionych. A raczej wybawionych. To one zapoczątkowały
nową erę, trwającą aż do dzisiaj.
Patrzyłem jak z zapamiętaniem przesuwa palcami po kolejnych
postaciach, bezbłędnie odgadując ich tożsamość. Niesamowite.
- Nie wiedziałem, że tyle wiesz o rodowodzie wampirów.
- Trzeba znać swojego wroga. Uważnie prześledziłam historię
twoją, jak i twoich pobratymców.
- Uważasz mnie za swojego wroga? – zapytałem, usilnie
próbując ukryć żal pobrzmiewający w moim głosie.
- Już nie. – westchnęła, przenosząc wzrok na podłogę. –
Analizując twoją historię, natknęłam się na wystarczająco dużo przykładów,
stawiających ciebie, jak i cały klan wampirów w jasnym świetle. Mieszkając z
tobą, mając sposobność bezpośredniego kontaktu z wami, tylko utwierdziłam się w
tym przekonaniu. Macie w sobie więcej miłości, cierpliwości i oddania, niż
niejeden człowiek. Spokojnie mogliście wykorzystać swoją potęgę, by zemścić się
na nich za ich zbrodnie i plugawe kłamstwa, ale tego nie zrobiliście. Wolicie
żyć w ich cieniu, nie angażując się zbytnio w sprawy, które was nie dotyczą.
Tak jak my. – Ponownie przeniosła wzrok na płótno, wpatrując się w jeden z
portretów. Niestety nie mogłem dostrzec jaki. – Przyjmując zlecenie zabicia
cię, nie miałam o tym pojęcia.
Ja w transie wpatrywałem się w jej postać, powoli
przyswajając sobie jej słowa. Nawet nie widząc jej twarzy mogłem dobrze
odczytać targające nią emocje. Żal pobrzmiewający w jej głosie był aż nadto
słyszalny. Pytanie tylko dlaczego? Nawet ja nie znałem swojej historii tak
dobrze jak ona. Chciałem w końcu to wszystko zrozumieć.
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Dlaczego przyjęłam zlecenie? – spuściła wzrok, nie
odwracając się jednak w moją stronę – To miała być moja prywatna zemsta. Pięć
lat temu moi rodzice zostali zabici przez wampira. Mnie uratowało bractwo. Bez
zbędnych pytań, przyjęli mnie do siebie, stając się moją drugą rodziną. Nawet
moja na… moje pochodzenie nie miało dla nich żadnego znaczenia. Jednak
przebywając z tobą zrozumiałam, że nie mogę nikogo karać za błędy innych.
Podszedłem do niej, kładąc dłonie na jej ramionach. Nie
poruszyła się.
- Mogę odnaleźć zabójcę twoich rodziców i wymierzyć mu karę
na jaką zasługuje.
- Nie. Mam już dosyć krwawego wymierzania sprawiedliwości.
To nie zwróci im życia.
Obróciłem ją w swoją stronę, delikatnie unosząc podróbek, by
widzieć jej idealną twarz.
- Byliby z ciebie dumni, widząc cię teraz. – w jej oczach
błysnęły łzy – Cały czas będą z Tobą. Na zawsze.
Nie mogąc się powstrzymać przysunąłem się bliżej, delikatnie
dotykając jej ust swoimi. Tak bardzo tego pragnąłem. Na początku nie reagowała,
ale gdy splotłem swoją dłoń z jej, odwzajemniła pocałunek. Czując mój język,
dotykający jej warg, rozchyliła je lekko, co wykorzystałem pogłębiając
pieszczotę. Była taka słodka, taka cudowna. A ja tak jej pragnąłem.
- Przepraszam cię.
Zanim zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować, wyślizgnęła
się z moich ramion, wybiegając z komnaty. Mi pozostał tylko zmysłowy zapach jej
cudownego ciała i delikatny posmak jej miękkich warg.
Dominika
To była ciężka noc. Zasnęłam dopiero około 4 w nocy, więc
gdy otworzyłam oczy i zobaczyłam dużą i małą wskazówkę zegara na ustawioną
idealnie na 2, nie byłam zaskoczona. Przynajmniej się wyspałam. Wczorajszy
wieczór nie powinien się wydarzyć. Za bardzo przywiązuję się do Markusa. Prawie
wyjawiłam mu całą prawdę o mnie. A co w
tym złego? Nie możesz wiecznie ukrywać swojej prawdziwej natury… Pieprzona
podświadomość!
Po szybkim prysznicu i jeszcze szybszym ubraniu się zeszłam
na dół, kierując się w stronę kuchni. Gdy wzięłam się za przygotowywanie
kanapek usłyszałam straszny huk w głównym holu. Natychmiast się tam udałam.
Widoku, który zobaczyłam nie zapomnę do końca życia. Zakrwawione ciało Markusa,
bezwładnie leżało w ramionach jakiegoś chłopaka. On nawet nie patrząc na mnie
skierował się po schodach na górę, udając się jego prywatnych komnat. Stałam,
nie zdolna do wykonania żadnego, nawet najmniejszego ruchu. Gdzieś w pobliżu
usłyszałam głos Hermiony.
- Byliśmy na akcji. Udało nam się zdobyć kolejną cząstkę
duszy Voldemorta, jednak nie spodziewaliśmy się ataku Śmierciożerców. Było ich
z 15, rzuciliśmy się w wir walki, pragnąc jak najszybciej stamtąd uciec. W moją
stronę leciało jakieś nieznane zaklęcie, nie zauważyłam go, stojąc tam jak
sparaliżowana. Te oczy pod białą maską, należały do… - Głos się jej załamał, a
w oczach pojawiło się niedowierzanie i ból.- ...jednego z nich. Marcus, obronił
mnie swoim ciałem, padając do moich nóg. Sergiej kazał się teleportować, a Aron
zdążył chwycić ciało Marcusa i już po chwili byliśmy przed Black Manor.
Przepraszam, to moja wina. On tam umiera, a wszystko przez moja głupotę! Jak ja
mogłam tak postąpić?! Przepraszam.
Sens wypowiedzianych słów z każdą sekundą przerażał mnie coraz bardziej. Nie mogłam pozwolić by umarł. Nie teraz…
- Dostał krew?
- Tak, ale to nic nie zmieniło.
- Musze do niego iść.
- Ja naprawdę nie wiem kiedy to się stało. Przepraszam, ja…
Odwróciłam się w jej stronę, chwytając jej dłonie moimi, spoglądając prosto w oczy.
- To nie twoja wina. Wszystko będzie dobrze. Dziękuję ci.
Nie czekając na jej reakcję udałam się na samą górę, prosto do jego komnaty. Przy duży łóżku z baldachimem, stała Diana, nachylając się nad bezwładnym ciałem Marcusa. Wilgotną szmatką obmywała jego zakrwawione ciało.
- Zostaw mnie z nim samą.
Wampirzyca podniosła na mnie swój wzrok, nie przerywając wykonywanej czynności.
- Nie będziesz mi rozkazywać.
- Jeżeli go kochasz, zrób to o co cię proszę i wyjdź.
W jednym momencie znalazła się przy mnie, zbliżając swoją twarz do mojej.
- Co ty możesz o tym wiedzieć, co?
- Więcej niż mogłabyś sobie wyobrazić. – odpowiedziałam ze spokojem, patrząc w jej zielone oczy – Przez cztery lata byłam nieszczęśliwie zakochana w chłopaku, który nawet nie chciał na mnie spojrzeć. Znam uczucie samotności, niezrozumienia i cierpienia lepiej niż bym sobie tego życzyła. Jeżeli chcesz jeszcze kiedyś być szczęśliwa, zapomnij o nim, w końcu zaczynając żyć. Znajdziesz prawdziwą miłość, tylko musisz się na nią otworzyć, zostawiając w tyle dawne uczucie.
Widziałam jak z każdym kolejnym słowem targające nią uczucie złości ustępuje miejsca rozpaczliwej bezradności.
- Nie jesteś taka jak inni. Dlaczego to robisz?
- Nie chcę patrzeć jak się niszczysz. Nie chcę byś była sama.
- Czy to kiedyś minie?
- Tak. Musisz tylko się wyrwać z tej złotej klatki, w której tkwisz. – uśmiechnęłam się do niej delikatnie. – A teraz pozwól mi go ratować.
- Jak?
- Dając mu swoją krew – podeszłam do jego łóżka, klękając przy nim.
- Przecież on już ją dostał.
- Nie taką, jakiej potrzebuje. Mamy ze sobą wiele wspólnego Diano. – wysuwając kły wbiłam się w swój nadgarstek, pozwalając wypłynąć czerwonym kroplom na zewnątrz. Ciemno czerwona ciecz spłynęła po mojej ręce, kapiąc na jedwabną pościel. Przyłożyłam nadgarstek do zimnych ust Marcusa, pozwalając mu poczuć słodki posmak krwi. Po chwili ponownie poczułam wbijające się w delikatną skórę kły. Złapałam się drugą ręką łóżka, zaciskając pięść na pościeli. Usłyszałam głos Diany.
- Wreszcie znalazł swoją królową.
Obróciłam głowę w jej stronę, ale zobaczyłam tylko zamykające się za nią drzwi. W tej samej chwili poczułam obejmujące mnie ramiona i zanim zdążyłam zareagować leżałam na łóżku, nakryta ciałem Marcusa. Spojrzałam w jego oczy.
- Kim jesteś?
- Mieszańcem. Pół wampirem, pół czarownicą. Sama do swoich 17 urodzin o tym nie wiedziałam. Kiedy miałam dwa lata moi rodzice musieli oddać mnie zwykłemu małżeństwu, by mnie chronić. Wiedziałam, że nie jestem normalna. Wyostrzone zmysły, wysuwające się kły, nadzwyczajne zdolności… 15 lat odmienności i samotności. Gdy zostałam odnaleziona przez swoich prawdziwych rodziców, po roku prawdziwego życia, straciłam ich ponownie, tym razem na zawsze. Moim ojcem jest Damian, potomek Mariusa z pierwszej linii.
- Damian, pamiętam. Nie poznałem go osobiście, ale słyszałem o nim. Jeden z najwyżej postawionych w radzie wampirów.
- Tak i chyba dlatego zginął. Dla zdobycia władzy. Moja matka to Caroline, jedna z odwiecznych. Zaalarmowane bractwo przybyło na miejsce, ale było już za późno. Uratowali tylko mnie. Przyjęli mnie do siebie, mimo iż nie pochwalali związku mojej matki z wampirem. Stali się moją drugą rodziną. Od tamtej pory szkoliłam się jako łowczyni, czekając na dzień, w którym będę mogła pomścić rodziców. Gdy dostałam zlecenie zabicia ciebie, wiedziałam, że nie mogę zmarnować takiej szansy. Myślałam, że tak dowiem się kto jest odpowiedzialny za ich śmierć.
- Pomogę ci go odnaleźć – usilnie próbowałam na niego nie patrzeć.
- Nie, widzisz do czego prowadzi zemsta. Ty przywróciłeś mi spokój. – odważyłam się na niego spojrzeć. W chwili gdy nasze spojrzenia się spotkały, poczułam jego usta na swoich. Zatopiłam się zupełnie w tym pocałunku.
- Pragnę cię. Pozwól mi się kochać. – Z każdym kolejnym słowem schodził swoimi wargami coraz niżej. Nie potrafiłam, a raczej nie chciałam mu odmówić. Teraz gdy znał całą prawdę nic nie mogło powstrzymać ukrywanego uczucia do niego. Objęłam jego nagie plecy ramionami, unosząc swoje ciało i ocierając się o niego. W jego oczach widziałam, że jest na granicy utraty kontroli.
- Zrób to. Proszę, nie powstrzymuj się. – To były ostatnie słowa, które wydostały się z moich ust. Potem powoli traciłam świadomość, z trudem rejestrując niektóre ze zdarzeń. Rozrywane ubrania, jego gorące ciało, cudowne wypełnienie, głębokie pchnięcia, szybkie oddechy, kły wbijające się w moją szyję w momencie spełnienia, cichy szept tuż przy moim uchu… Moja królowo.
Hermiona
Chodziłam od ściany do ściany, błagając w myślach, żeby to, co zobaczyłam było tylko snem. Chciałam się obudzić z tego koszmaru, jednak życie miało dla mnie inne plany. To, co dziś się stało było prawdą. Ale jak? Kiedy to się stało?
Usiadłam na parapecie dużego okna, w swoim tymczasowym pokoju, patrząc na wschód słońca. Co się wydarzyło po moim zniknięciu? Jakim cudem on znalazł się w szeregach tego szaleńca? Przymknęłam oczy, opierając głowę na moich kolanach.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Wykończona, musiałam zasnąć na parapecie. Wstałam, rozprostowując obolałe mięśnie.
- Proszę.
Do pokoju weszła Syntia, uśmiechnięta od ucha do ucha. Spojrzałam na nią, marszcząc brwi.
- Co jest?
- Blaise do mnie napisał. - uśmiechnęła się jeszcze szerzej - Przysłał swoje włosy. Napisał, że to najgłupszy pomysł, na jaki wpadłam i jak chcę to może mi przysłać swoją bieliznę.
Podeszłam do niej, odbierając pakunek. Położyłam go na biurku, po czym wyciągnęłam z dolnej szuflady pudełko, w którym był słoiczek z eliksirem, dzięki któremu przekonam się, czy Blaise jest moim bratem. Odkręciłam wieczko i wrzuciłam pukiel włosów Diabła wraz z moimi do środka. Wyciągając różdżkę, wypowiedziałam formułę zaklęcia.
- Ostende mihi verum, prodit secreta.
- Nic się nie dzieje!
- Spokojnie S, to trochę potrwa.
- Zapomniałabym! Blaise kazał przekazać ci to. - Podała mi kopertę, na której było moje imię i nazwisko, napisane tak dobrze znanym mi pismem. Moje serce zabiło szybciej, kiedy rozrywałam kopertę.
Sens wypowiedzianych słów z każdą sekundą przerażał mnie coraz bardziej. Nie mogłam pozwolić by umarł. Nie teraz…
- Dostał krew?
- Tak, ale to nic nie zmieniło.
- Musze do niego iść.
- Ja naprawdę nie wiem kiedy to się stało. Przepraszam, ja…
Odwróciłam się w jej stronę, chwytając jej dłonie moimi, spoglądając prosto w oczy.
- To nie twoja wina. Wszystko będzie dobrze. Dziękuję ci.
Nie czekając na jej reakcję udałam się na samą górę, prosto do jego komnaty. Przy duży łóżku z baldachimem, stała Diana, nachylając się nad bezwładnym ciałem Marcusa. Wilgotną szmatką obmywała jego zakrwawione ciało.
- Zostaw mnie z nim samą.
Wampirzyca podniosła na mnie swój wzrok, nie przerywając wykonywanej czynności.
- Nie będziesz mi rozkazywać.
- Jeżeli go kochasz, zrób to o co cię proszę i wyjdź.
W jednym momencie znalazła się przy mnie, zbliżając swoją twarz do mojej.
- Co ty możesz o tym wiedzieć, co?
- Więcej niż mogłabyś sobie wyobrazić. – odpowiedziałam ze spokojem, patrząc w jej zielone oczy – Przez cztery lata byłam nieszczęśliwie zakochana w chłopaku, który nawet nie chciał na mnie spojrzeć. Znam uczucie samotności, niezrozumienia i cierpienia lepiej niż bym sobie tego życzyła. Jeżeli chcesz jeszcze kiedyś być szczęśliwa, zapomnij o nim, w końcu zaczynając żyć. Znajdziesz prawdziwą miłość, tylko musisz się na nią otworzyć, zostawiając w tyle dawne uczucie.
Widziałam jak z każdym kolejnym słowem targające nią uczucie złości ustępuje miejsca rozpaczliwej bezradności.
- Nie jesteś taka jak inni. Dlaczego to robisz?
- Nie chcę patrzeć jak się niszczysz. Nie chcę byś była sama.
- Czy to kiedyś minie?
- Tak. Musisz tylko się wyrwać z tej złotej klatki, w której tkwisz. – uśmiechnęłam się do niej delikatnie. – A teraz pozwól mi go ratować.
- Jak?
- Dając mu swoją krew – podeszłam do jego łóżka, klękając przy nim.
- Przecież on już ją dostał.
- Nie taką, jakiej potrzebuje. Mamy ze sobą wiele wspólnego Diano. – wysuwając kły wbiłam się w swój nadgarstek, pozwalając wypłynąć czerwonym kroplom na zewnątrz. Ciemno czerwona ciecz spłynęła po mojej ręce, kapiąc na jedwabną pościel. Przyłożyłam nadgarstek do zimnych ust Marcusa, pozwalając mu poczuć słodki posmak krwi. Po chwili ponownie poczułam wbijające się w delikatną skórę kły. Złapałam się drugą ręką łóżka, zaciskając pięść na pościeli. Usłyszałam głos Diany.
- Wreszcie znalazł swoją królową.
Obróciłam głowę w jej stronę, ale zobaczyłam tylko zamykające się za nią drzwi. W tej samej chwili poczułam obejmujące mnie ramiona i zanim zdążyłam zareagować leżałam na łóżku, nakryta ciałem Marcusa. Spojrzałam w jego oczy.
- Kim jesteś?
- Mieszańcem. Pół wampirem, pół czarownicą. Sama do swoich 17 urodzin o tym nie wiedziałam. Kiedy miałam dwa lata moi rodzice musieli oddać mnie zwykłemu małżeństwu, by mnie chronić. Wiedziałam, że nie jestem normalna. Wyostrzone zmysły, wysuwające się kły, nadzwyczajne zdolności… 15 lat odmienności i samotności. Gdy zostałam odnaleziona przez swoich prawdziwych rodziców, po roku prawdziwego życia, straciłam ich ponownie, tym razem na zawsze. Moim ojcem jest Damian, potomek Mariusa z pierwszej linii.
- Damian, pamiętam. Nie poznałem go osobiście, ale słyszałem o nim. Jeden z najwyżej postawionych w radzie wampirów.
- Tak i chyba dlatego zginął. Dla zdobycia władzy. Moja matka to Caroline, jedna z odwiecznych. Zaalarmowane bractwo przybyło na miejsce, ale było już za późno. Uratowali tylko mnie. Przyjęli mnie do siebie, mimo iż nie pochwalali związku mojej matki z wampirem. Stali się moją drugą rodziną. Od tamtej pory szkoliłam się jako łowczyni, czekając na dzień, w którym będę mogła pomścić rodziców. Gdy dostałam zlecenie zabicia ciebie, wiedziałam, że nie mogę zmarnować takiej szansy. Myślałam, że tak dowiem się kto jest odpowiedzialny za ich śmierć.
- Pomogę ci go odnaleźć – usilnie próbowałam na niego nie patrzeć.
- Nie, widzisz do czego prowadzi zemsta. Ty przywróciłeś mi spokój. – odważyłam się na niego spojrzeć. W chwili gdy nasze spojrzenia się spotkały, poczułam jego usta na swoich. Zatopiłam się zupełnie w tym pocałunku.
- Pragnę cię. Pozwól mi się kochać. – Z każdym kolejnym słowem schodził swoimi wargami coraz niżej. Nie potrafiłam, a raczej nie chciałam mu odmówić. Teraz gdy znał całą prawdę nic nie mogło powstrzymać ukrywanego uczucia do niego. Objęłam jego nagie plecy ramionami, unosząc swoje ciało i ocierając się o niego. W jego oczach widziałam, że jest na granicy utraty kontroli.
- Zrób to. Proszę, nie powstrzymuj się. – To były ostatnie słowa, które wydostały się z moich ust. Potem powoli traciłam świadomość, z trudem rejestrując niektóre ze zdarzeń. Rozrywane ubrania, jego gorące ciało, cudowne wypełnienie, głębokie pchnięcia, szybkie oddechy, kły wbijające się w moją szyję w momencie spełnienia, cichy szept tuż przy moim uchu… Moja królowo.
Hermiona
Chodziłam od ściany do ściany, błagając w myślach, żeby to, co zobaczyłam było tylko snem. Chciałam się obudzić z tego koszmaru, jednak życie miało dla mnie inne plany. To, co dziś się stało było prawdą. Ale jak? Kiedy to się stało?
Usiadłam na parapecie dużego okna, w swoim tymczasowym pokoju, patrząc na wschód słońca. Co się wydarzyło po moim zniknięciu? Jakim cudem on znalazł się w szeregach tego szaleńca? Przymknęłam oczy, opierając głowę na moich kolanach.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Wykończona, musiałam zasnąć na parapecie. Wstałam, rozprostowując obolałe mięśnie.
- Proszę.
Do pokoju weszła Syntia, uśmiechnięta od ucha do ucha. Spojrzałam na nią, marszcząc brwi.
- Co jest?
- Blaise do mnie napisał. - uśmiechnęła się jeszcze szerzej - Przysłał swoje włosy. Napisał, że to najgłupszy pomysł, na jaki wpadłam i jak chcę to może mi przysłać swoją bieliznę.
Podeszłam do niej, odbierając pakunek. Położyłam go na biurku, po czym wyciągnęłam z dolnej szuflady pudełko, w którym był słoiczek z eliksirem, dzięki któremu przekonam się, czy Blaise jest moim bratem. Odkręciłam wieczko i wrzuciłam pukiel włosów Diabła wraz z moimi do środka. Wyciągając różdżkę, wypowiedziałam formułę zaklęcia.
- Ostende mihi verum, prodit secreta.
- Nic się nie dzieje!
- Spokojnie S, to trochę potrwa.
- Zapomniałabym! Blaise kazał przekazać ci to. - Podała mi kopertę, na której było moje imię i nazwisko, napisane tak dobrze znanym mi pismem. Moje serce zabiło szybciej, kiedy rozrywałam kopertę.
Przepraszam!
Pozwól mi wyjaśnić. Spotkajmy się dziś o 20 na klifach.
Bary, południowa Walia. Będę czekać.
- Co on chce ci wyjaśnić? - Syntia, tak jak i ja,
rozpoznała to pismo bez problemu.
Wpatrywałam się w ten krótki list, pytając samą siebie czy mam jej powiedzieć prawdę. Odpowiedź była oczywista.
- On tam był S.
- O czym ty mówisz?
- Draco… on był dzisiaj u Gringotta.
- Jak to?
- On jest jednym z nich S, jest Śmierciożercą.
Wpatrywałam się w ten krótki list, pytając samą siebie czy mam jej powiedzieć prawdę. Odpowiedź była oczywista.
- On tam był S.
- O czym ty mówisz?
- Draco… on był dzisiaj u Gringotta.
- Jak to?
- On jest jednym z nich S, jest Śmierciożercą.