piątek, 29 marca 2013

Rozdział VI



*** Hermiona



Wychodząc z Wielkiej Sali, podeszłam do stołu domu Lwa, każdy gryfon, przyglądał mi się zaciekawionym.
- Gdzie ty byłaś?
-, Dlaczego Tonks z tobą przyszła?
- Wszystko w porządku?
Trzy pytania i każde od kogoś innego. Ginni, Ron i Harry patrzyli się, oczekując na odpowiedz. Uśmiechnęłam się do mnie słodko.
- Snap pokazał mi moje dormitorium, dlatego się spóźniłam, Tonks spotkałam przy wejściu do WS, a i tak wszystko w porządku. Spotkajmy się za 20 minut w Pokoju Życzeń, ok. Chciałabym wam przedstawić Syntie.
- Jasne, będziemy.- Odpowiedziała mi Ginni.
- Ok, ja lecę. Muszę się jeszcze przebrać, to pa.
Podeszłym do mnie S.
- Okłamałaś ich, nie byłaś z moim tata.- Zamyśliła się.- Oni nie wiedzą, kim jesteś?
- Malfoy wie, kim jesteś? - Odpowiedziałam pytanie na pytanie.
- Nie, oczywiście, że nie wiem. Przecież to jest nie zgodne z zasadami, jakie nam przedstawiłaś.
- Właśnie, więc dlaczego myślisz, że oni wiedzą. Te zasady również dotyczą mojej osoby.
- Ok rozumiem, myślałam tylko, że ty nie musisz ich stosować, w końcu to twoje bractwo.
- Moje, ale to nie oznacza, że mi wolno wszystko, wy tłumaczycie się mi, ja tłumaczę się radzie.
- Wydaje mi się, że jesteś na mnie wściekła.
- Dobrze ci się wydaje, - niespodziewanie się zatrzymałam i odwróciłam się w jej stronę- Nie potrzebuje, pieprzonej niańki, rozumiesz.
- Doskonale o tym wiem, ale nie chciałam abyś, była z tym wszystkim sama. Traktuje cię jak siostrę.
- Dobrze, przepraszam S, ale było to dla mnie szokiem. No sama pomyśl, wchodzę do sali a tam siedzisz sobie ty i jak by nigdy nic gadasz z Malfoyem. Super nie? Nie masz pojęcia jak się poczułam, kiedy moja przyjaciółka nic mi nie powiedziała o takiej zmianie.
- Miona, już mówiłam, zabroniłabyś mi, z reszta miało być to niespodzianka.
- Ha udała ci się. Chłopacy wiedza?
- Nie jeszcze, ale wysłałem im sowy.
- A co z Misza?
- Nic, a co ma być. Misza ma Alexis, na mnie nie zwraca uwagi.
Pokręciłam głowa z rezygnacja, ruszyliśmy ramię w ramię do lochów, gadając o głupotach. Jak tylko znalazłyby się w pokoju wspólnym Slytherinu, zapadła cisza. Nie zwracając w ogóle uwagi na slizgonow, którzy nas otaczali, ruszyliśmy w stronę schodów, które prowadzą do prywatnych dormitoriów. Jednak niedane nam było daleko zajść, na drodze stanął nam chłopak, jego niebieskie oczy świętowali nas z góry na dół.
- Nie spodziewałem się, ze nasz nietoperz ma taką piękna córkę, może masz ochotę się bliżej poznać?- Odezwał się nosowym głosem, zwracając się do Synti, po czym spojrzał na mnie. – No a ty szlamo, też jesteś niczego sobie, możemy się zabawić w troje, co w na to.
- Myślę Nott, że moja kuzyna i jej koleżanka, nie maja ochoty, na jaka kolejek znajomość z twoja osoba.
Dumnym krokiem, podszedł do nas Malfoy, zimne oczy utkwił w chłopaku, każdy obecny uczeń, zamilkł, zainteresowany sytuacja, jaka powstała.
- Jeśli zobaczę lub usłyszę że je zaczepiłeś, będziesz miał do czynienia ze mną, a uwierz tego nie chcesz. Zrozumiałeś?
- A co ci do tego Malfoy.- Zapytał Nott.- Rozumiem, że Snap to twoja kuzynka, ale szlama, co ci do niej? Myślisz, ze jak uważają cię za księcia Slitherinu, każdy się ciebie słucha, to ja tez będę?
Usta arystokraty wyciągnęły się w grymasie pogardy, zwęził swoje stalowoniebieskie oczy niebezpiecznie, ciesząc słowa.
- Owszem, tak właśnie myślę, ba ja to wiem Nott. Dla twoje świadomości, nie interesuje mnie jej osoba, owszem jest szlamą, tego fakty nic nie zmieni, szlama czy nie, jest ona przyjaciółka S, więc jeśli coś się jej stanie, Syntia będzie nieszczęśliwa, a jeśli ona jest nie szczęśliwa, jestem wściekły i ten, kto, przyczynie się do tego, będzie miał mnie na karku. A teraz wypad do swoich zajęć, nie mam ochoty się powtarzać.
Jak na zawołanie wszyscy wrócili do tego, co robili poprzednio. Zdziwiona spojrzałam na arystokratę, który spokojnie podszedł do Notta, złapał chłopaka za kark i zaprowadził w stronę wyjścia.
- No, no, nie pomyślałabym, że stać go na taki gest, ale ta szlama mógł sobie darować.- Odezwała się moja przyjaciółka, ja będąc dalej w szoku, jedynie wzruszyłam ramionami. Po chwili, znalazłyby się w moim pokoju.
- Za dwadzieścia minut idziemy do Pokoju Życzeń, poznasz moich przyjaciół.- Odezwałam się, rzucając z siebie ciuchy, w których chodziłam.
- Ok, to ja spadam do siebie, muszę się przygotować, wracam za 5 minut.
Zostałam sama, ruszyłam do łazienki wsiąść szybki prysznic, po walce z Asadem, czułam się brudna. Stojąc pod prysznicem, czułam się tak, jakby woda zmywała ze mnie, całe napięcie, spowodowane wydarzeniami dzisiejszego dnia. Powoli moje ciało się rozluźniało. Zaczęłam rozmyślać…
A co jeśli Asad miał racje, może powinnam zezwolić Bractwu, z naszymi mocami. Powinni mieć większe szanse na wgraną. Nie jest pewna, nie mogę ich stracić, to moi przyjaciele.
- Harry Potter, też jest twoim przyjacielem.-  Usłyszałam głosik w mojej głowie.
Zła na siebie, za głupie myśli, gwałtownie zakręciłam wodę. Oparłam głowę o zimne kafelki, próbując się uspokoić oddychałam powoli. Tępym wzrokiem, patrzyłam na swoje stopy, zatracona w ponurych myślach. Wyrwało mnie z nich głośne walenie w drzwi.
- Wyłaź już, masz tylko 5 minut.- Zawołała S.
***

W Pokoju Życzeń, siedziałyśmy do 23. Harry i Ginni przyjęli Syntie z otwartymi ramionami, jedynie Ron nie bardzo był zadowolony. Dotarłyśmy do naszego pokoju wspólnego, doznałyśmy szoku. W salonie znajdowali się wszyscy mieszkańcy Slytherinu, bawiąc się w najlepsze. Spojrzałyśmy po sobie.
- Właśnie razem z Smokiem się zastanawialiśmy, gdzie się podziałyście. Drogie Panie nie ładnie tak się włóczyć po korytarzach nocą.- Powitał na Blaise Zabini, obejmując nas ramionami, tak, że jedna była z prawej strony a druga z lewej. Poprowadził nas do kanapy, gdzie znajdował się Malfoy, w towarzystwie jakiejś dziewczyny.- Znalazłem nasze zguby, wyobraź sobie Draco, że panna Snape i panna Granger dopiero wrócił, z nieznanej mi wędrówki.
Blondyn, jak na dumnego przywódcę Ślizgonów siedział rozwalony, z ramionami rozłożonymi na oparciu kanapy, leniwymi ruchami dłoni bawił się włosami swojej towarzyski. Unosząc pytająco brew, zmierzył nas uważnie zaciekawionym spojrzeniem, chwile dłużej zatrzymując się na mnie, gdy ponownie spojrzał na swojego kumpla, wyprostował się.
- Astorio, zostaw nas samych.-Powiedział do blondynki, ta niezadowolona, podniosła się posyłając nam wściekłe spojrzenie.
Przewracając oczami, klapnęłam na kanapę obok blondyna. W moje ślady, poszła również Syntia. Oparłam głowę o oparcie, przymykając powieki.
- To był kurewsko długi dzień S.
- Wiem H, wiem. Napiłabym się czegoś.
- To ja wam zaraz przyniosę, Hermiono też chcesz?- Zapytał Zabini.
Otworzyłam, leniwie oczy, posyłając mu spojrzenie, które mówił „czy jesteś normalny”, na potwierdzenie tego powiedziałam.
- Sorry chłopie, ale nic od ciebie nie wezmę. Jeśli zachce mi się pić, sama pójdę.
- Ej spokojnie, nie kąsaj, drinka proponuje tylko.- Powiedział, podnosząc racę w geście obronnym.
- Dobra, nie ważne, pójdę z tobą. Prowadź.
Podniosłam się z kanapy, idąc za brunetem. Podchodząc do baru, chłopak zapytał, co chce, wzruszyłam tylko ramionami w odpowiedzi. Pokazał mi pokaźną kolekcje alkoholu, tego ze świata magicznego jak i również z mugolskiego. Podnosząc butelkę Hennessy Paradis Imperial , posłałam chłopakowi zdziwione spojrzenie. Ten jedynie wzruszył niedbale ramionami.
- Poważnie? Kto by pomyślał, że arystokraci, raczą się mugolskim koniakiem.- Sarkazm.
- Ale za to jakim dobrym, dla mnie liczy się smak. A nie skąd pochodzi dany alkohol. Uwielbiam Dom Perignon, Glaetzer Amon-Ra, Jack Daniel's oraz Johnnie Walker Blue mini cube by Porsche Design, tylko, jest limitowana edycja, została mi butelka, nie wiem, jak ja sobie bez niej poradzę.
- Haha Blaise, ja mam jeszcze karton. – Posłałam mu zadowolony uśmiech.
- Naprawdę? A mówiłem ci już, że cię lubię? Nie? No to teraz ci to mówię, uwielbiam cię dziewczyno.- Wykrzyknął, podskoczył do mnie, chwycił w ramiona i okręcił wokół siebie, śmiejąc się przy tym głośno. Całkowicie zaskoczona, nie wiedziałam, co się dzieje. Czując grunt pod nogami odsunęłam się od niego, kręcąc głową.
- Muszę ci coś powiedzieć, - zaczęłam poważnym tonem, na co chłopak się uspokoił, - przykro mi bardzo, ale jesteś nienormalny. – Zaczęłam się śmiać z miny chłopaka, złapałam butelkę Ognistej, z zamiarem powrotu na kanapę. W półkroku zatrzymał mnie głos Zabiniego.
- A tak na poważnie to chciałem prosić cię o wybaczenie.
Odwróciłam się w stronę bruneta, podnosząc pytająco brew.
- Za to jak cię traktowałem, przepraszam.
- Uhy…ta masz, za co…ale spoko…już nie pamiętam…co nie zmienia faktu, że i tak nie dam ci butelki.
Wystawiłam mu język i uciekłam w stronę tańczących ludzi. Przeciskając się przez parkiet, zostałam złapana za wolny nadgarstek i pociągnięta w stronę schodów do prywatnych dormitoriów. Co jest, kurwa? Próbowałam się uwolnić, nie wiedząc, kto mnie ciągnie, moje próby była marne, uścisk na mojej ręce tylko się wzmocnił. Jak tylko, wydostaliśmy się z parkietu, zostałam bezceremonialnie posadzona na schodkach. Posyłając wściekłe spojrzenie mojemu oprawcy, otworzyłam Ognista i pociągnęłam z gwintu, ugasiłam swoje pragnienie, odezwałam się nie zbyt grzecznie.
- Czego kurwa chcesz?
- Co to miało być przy barze?
- A konkretnie, o co ci chodzi?
- Jak to, o co? Dlaczego Diabeł cię przytulił?
- A co zazdrosny?
- Nie pierdol głupot, tylko odpowiedz na pytanie.
- Jak to powiedziałeś, Diabeł mnie przytulał, ponieważ mam karton Johnne Walkera Blue by Porsche Desing.
- Co masz? Żartujesz?
- Poważnie mówię, ale chyba nie o to chodzi. Malfoy spłyń po prostu i daj mi spokój, tak będzie lepiej. – Powiedziałam, mierząc chłopaka obojętnym spojrzeniem. Zamyślony, spojrzał na mnie, po czym wypalił.
- Spokojnie, chciałem cię tylko przeprosić.
Co jest dzisiaj z tymi facetami? Na przeprosiny im się zebrało?
Zakrztusiłam się alkoholem, którego właśnie piłam, kaszląc próbowałam ogarnąć to, co usłyszałam. Tylko jak udało mi się uspokoić moje rozpalone gardło, napadłam na arystokratę.
- Chciałeś mnie tylko przeprosić?- Zapytałam z niedowierzaniem.- A dokładnie, za co, bo jest tego trochę.- Zwęziłam na niego oczy.
- Za to jak cię traktowałem, za te wszystkie wyzwiska, krzywdy, jakie ci wyrządziłem. Zmieniłem się, wierz mi w to lub nie, ale nie jestem tym samym człowiekiem, co kiedyś. Naprawdę cię przepraszam.
Podniosłam się, otrzepując moje spodnie z niewidzialnego kurzu, nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. No, bo niby, czego on chce, myśli, że jak mi powie przepraszam to będzie wszystko ok? Zgłupiał do reszty!
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale przepraszam szlame, ta samą, która nienawidzisz, swojego wroga. -  Zamyśliłam się, patrząc prosto w jego oczy. Pociągnęłam porządnego łyka z butelki.- To, że mnie przerosiłeś, nic nie zmieni, dalej cię nienawidzę. Jesteś dla mnie pieprzonym arystokratą. Kimś, kto za wszelką cenę, próbuje udowodnić światu, że jest lepszy od innych. Możesz mnie za to bardziej znienawidzić, ale twoje przeprosiny w ogóle na mnie nie zrobiły wrażenia. A teraz wybacz, idę spać.
 Wcisnęłam w ręce blondyna Ognistą, odwróciłam się, przeskakując dwa stopnie na raz udałam się do mojego pokoju. W mojej głowie odbijał się tylko jedno słowo.

Kłamczucha

***
Następnego dnia, obudziłam się w wyśmienitym humorze. Zadowolona z życia, ruszyłam do łazienki, uporawszy się ze swoimi potrzebami, wyprostowałam włos, umalowałam się i ubrałam, ruszyłam w stronę pokoju S. Wpakowałam się bez pukania do dormitorium mojej przyjaciółki. Zastałam ją, na łóżku, jeszcze w piżamie.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego nie jesteś jeszcze gotowa?- Zapytała, w odpowiedzi, rzuciła we mnie kawałkiem pergaminu. Zdziwiona, zaczęłam czytać…

S
Jestem na ciebie wściekły!!!!
Misza
Spojrzałam na Syntie, dziewczyna siedziała z pod kulonymi nogami, głowę trzymała na kolanach. Usiadłam obok, przytulając ja do siebie.
- Od mnie teraz nienawidzi.- Załkała
- Nie gadaj głupot, ciebie się nie da nienawidzić. On jest po prostu w szoku, że się przeniosłaś. Nie rozumiem imbecyla, o co się wścieka? – Prychnęłam.- A może miałaś zostać i patrzeć jak się mizdrzy do Alex. Bałwan, ja mu pokarze, niech on lepiej uważa.
- Miona, daj spokój, nie warto.- S podniosła głowę i posłałam mi swój najładniejszy uśmiech.- Mam rozumieć, że się cieszysz, że jestem tu?
- Oczywiście, że się cieszę, cieszyłam się od samego początku. Proszę, podnieś swoją sexy dupkę i idź się przyszykować.
Wyskoczyła z łóżka jak oparzona. Jak można mieć aż tak częste zmiany nastroju. Kręcąc głową z politowanie podeszłam do okna. Na dworze świeciło słońce, zapatrzona w błonie odpłynęłam…

*** Draco

- Jakim cudem mamy wszystkie lekcje z gryfonami?- Zapytałem Blaise, chłopak jedynie wzruszył ramionami.
- Nie dość, że z Granger trzeba się użerać, to jeszcze z tą bandą pajacy.- Mamrotałem do siebie.
- Stary, wczoraj nie wydawało mi się, abyś się z nią męczył. Mogę nawet powiedzieć, że ona ci się podoba.
Usłyszawszy słowa Diabła, zatrzymałem się gwałtownie, w skutek, czego, wpadła na mnie jakaś dziewczyna. Wściekły, nawrzeszczałem na nią, nawet na nią nie patrząc.
- Ślepa jesteś? Jak łazisz kretynko, może byś tak uważała, ja wiem, że wszystkie laski na mnie lecą, ale bez przesady! Z plebsem się nie zadaje!...-Chciałem dalej wygłaszać swoją tyradę, ale dostałem po żebrach od Blaisa, wściekły spojrzałem na niego, ten pokazał mi głową, w kierunku gdzie przed chwilą siedziała, dziewczyna. Pierwsze ujrzałem jej buty, były z czarnej skóry na wysokim obcasie, leniwie zmierzając w kierunku twarzy, mogłem powiedzieć, że zderzyłem się z ślizgonka, ale jakoś krawat nie pasował do herbu, który nosiła na sercu…
Co u licha, robi krawat w barwach Grifindoru, na szyi ślizgonki?
Podnosząc głowę wyżej, spojrzałem w szafirowo niebieskie oczy, rozwścieczonej Granger. Widać było, że dziewczyna, ledwie się kontroluje. Zdezorientowany rozejrzałem się po tłumie, który zdążył się już zebrać. Chcąc nie chcąc, postanowiłem dokończyć…
-, Na czym to ja skończyłem? Ah tak, wiec, wiem, że na mnie lecisz, ale wyobraź sobie, że nie zawsze człowiek, dostaje to, co chce. A teraz wybacz, spieszę się na lekcje.
Podnosząc głowę wysoko, ruszyłem w stronę klasy, po przejściu kilku kroków, przypomniało mi się coś. Zawróciłem, podchodząc do dziewczyny, ściągnąłem jej krawat, w zamian założyłem jej swój.
- Wybacz Granger, ale nie mogę patrzeć na to jak bezcześcisz nasza szatę. W moim jest ci lepiej.
Uśmiechnąłem się szeroko, zadowolony z siebie, ruszyłem na Eliksiry. Nie obchodziło mnie, zdziwione spojrzenia innych. Liczyło się tylko wyraz twarzy Hermiony.
 Eliksiry, zaklęcia, zielarstwo i transmutacja minęły mi zaskakująco szybko. Blaise twierdzi, że tylko i wyłącznie, dlatego, że gapiłem się na Granger, co jest oczywiście nie możliwe. No, bo sami pomyślcie, mnie nikt się interesuje., oprócz mojej zajebistej osoby.
Zmierzając do WS na obiad, zagarnąłem po drodze Diabła, który paplał coś o kółku wzajemnej adoracji.
- Jakie kółko?
- Wzajemnej adoracji, czyli Potter, duble Weasle, oraz jak jej tam, Bron, Broun, no ta blondyna co latała za rudzielcem.
- Mniejsza o nią, co z tym kółkiem?
- A no tal! Nakręcają nasza Grenger!!  Słyszałem, jak się kłócili, o ten twój krawat. Myślałem że normalnie mi nerwy puszczą, poważnie.
- Nasza? Haha Diabeł jesteś nie normalny, mam gdzieś Pottera i jego ogon. A co do Grenger, to, dlaczego ona tak cię interesuje?
- …
- Blaise?
- Nie wiem, po prostu czuje coś takiego w środku, co karze mi ja chronić, nie wiem, co to jest, ale jak tylko widzę kogoś, kto jej chce dopiec, włącza mi się w głowie tabliczka z napisem „ Bronić Granger”. Jest to bardzo wkurzające, ale nic na to nie poradzę. Szczerze to ją nawet lubię.
- Ty jej w ogóle nie znasz. Jak możesz ją lubić? Przecież to szla…- nawet mi to przez gardło przejść nie może- czarownica nie czystej krwi.- Dokończyłem.
- A ty się tym przejmujesz? Widzę jak na nią patrzysz. Ona ci się podoba, czy chcesz czy nie lecisz na Hermione.
- Pieprzysz Diabeł, na nikogo nie lecę, w zwłaszcza na Granger! Już się to mówiłem.
Wkurzony na Blaisa, za powiedzenie, tego, co jest oczywiste już dla mnie, wszedłem do Wielkiej Sali, gdzie jak zawsze panował gwar, powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę naszego stołu, przy którym już była S, usiadłem obok niej, zabierając się za jedzenie. Dziewczyna była jakaś milczący.
- Słońce, co jest?- Zagadałem.
- Nic, wiesz może gdzie jest H?
- Nie, a powinienem wiedzieć?
- Myślałam, ze ja widziałeś. Zaraz po lekcjach, gdzieś ja wcięło.
- Diabeł, ja widział, razem z kółkiem wzajemnej adoracji.- Zaśmiałem się, cytując mojego przyjaciela.
- ...
- No z Potterem i tak dalej.
- Aha, no nic idę jej poszukać.
- Czekaj, pójdę z tobą, pewnie jest u siebie.

Ramię w ramię wyszliśmy z WS, zmierzając do lochów, nie natknęliśmy się na nikogo. W pokoju wspólnym, tez mało było uczniów, każdy siedział jak zahipnotyzowany, słuchając muzyki, płynącej od strony prywatnych dormitoriów. S, stanęła zszokowana. Wszeptała.

- Ona, gra...


*** Hermiona

Zła jak osa, wpadłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, przypominając sobie rozmowę z Ronem.
- Co to miało być?
- Yyyy, co?
- To z Malfoyem?
- Niby, co?
- Dlaczego on dał ci swój krawat?
- Nie wiem, sam się go zapytaj.
- Nie rozumiem, jak możesz pozwalać, aby on cię dotykał?
- Ron! On mnie nie dotykał! A nawet, jeśli to jest to moja sprawa, kto, kiedy i jak mnie dotyka!
- Nie możesz! Słyszysz! Zabraniam ci z nim rozmawiać, to nasz wróg.
- NIE BĘDZIESZ MI MÓWIŁ, Z KIM MOGE ROZMAWIAĆ!!! ZROZUMIALES?
- Co ci się stało? Nigdy taka nie byłaś! Miesza ci się w głowie! To wszystko przez ta twoja koleżaneczkę! Teraz wolisz ja niż nas, prawda?
- Koga masz na myśli?- Cała zesztywniałam.
- Ta pieprzona Snap!
- Co masz do S?
- Ona jest nie normalna! Spójrz, co z ciebie zrobiła!
Plask i młody Weasley leży na ziemi. Podeszłym do niego, zaciskając dłonie w pięści.
- Nie życzę sobie, abyś mnie obrażał, jeśli mnie nie akceptujesz to trudno, obejdę się bez ciebie.- Wysyczałam w stronę chłopaka.- Jeszcze raz usłyszę, jak obrażasz Syntie, pożałujesz, że się urodziłeś.

Normalnie w głowie mi się nie mieści, jak on mógł coś takiego powiedzieć. Rozumiem, Malfoy i ten krawat, mógł się zdenerwować, ale żeby od razu na S najeżdżać? Idiota! Podnosząc się leniwie z łóżka, zrzuciłam z siebie szatę i krawat Malfoya, który powiesiłam sobie na toaletce, z zamiarem, że jutro go oddam chłopakowi. Nie mając ochoty na jedzenie, usiadła do zadań domowych. Pierwszy dzień szkoły i już nam zadali.  Uporawszy się z lekcjami, usiadłam do fortepianu, zaczęłam grać. Przepiękny muzyka wypełniła moje dormitorium, jak i pokoje innych uczniów. Zatracona, nie zwracaliśmy uwagi, co się dzieje w okól mnie, myślami brodziłam nad perypetiami mojego życia. W pewnym momencie, w moje myśli wkradł się pewien blondyn, w efekcie pomyliłam nuty. Zatrzymując swoje ruchy, zaparzyłam się w ścianę, gdzie stało moje biurko, zmarszczyłam brwi, podchodząc do niego, od razu zauważyłam, ze na biurku wylądował list. Kopertę była cała biała, bez żadnego podpisu, czy adresu. Zaciekawionym otworzyłam.

Droga Hermiono Katherino Sulivan.
Nie było mi łatwo cię odnaleźć, zważywszy na moje kilkusetletnie życie. Chciałbym osobiście podziękować ci za uratowanie mojego syna. Wiem, ze sam na sam z nieśmiertelnym wydają się samobójstwem, zwłaszcza ze ten nieśmiertelny pożywia się w krwią. Oboje wiem, że należysz do osób odważnych. Jeśli, jest zainteresowana, napisz odpowiem na odwrocie. 

                                                                                         Marcus.

-Markus? Jaki znowu Markus? Chwila, pomyślmy. Krew, nieśmiertelny, czyli że wampir. Uratowanie mojego syna? Ale, od kiedy wampiry mogą mieć dzieci? Czas odwiedzić bibliotekę.- Gadałam do siebie, chodząc w kółko. Co mam zrobić, spotkać się z nim? Odpowiedz przyszła szybciej niż się spodziewałam, chwyciłam pióro i na odwrocie listu napisałam.

Marcusie
Jako, że należę do ciekawskich osób, oraz, co zdarzyłeś zaobserwować, albo raczej TWÓJ SYN, jestem osobą odważną, lub, jak kto woli, igram ze śmiercią. Pragnę cię poinformować, że nie mogę się  doczekać naszego spotkania.

H. K. Sulivan

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




Hej kochani, obietnicy dotrzymałam, a teraz proszę was, o to abyście, odwdzięczyli się w postaci komentarza, dla was to może nie wiele, ale mnie motywuje i to bardzo. Dziękuję wam za komentarz, czekam na następne :)
 kolejny rozdział się ukarze nie znanym mi terminie x), postara się jak najszybciej :) 
buziaczki kocham wam ;)
DraMion


poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział V


EDIT: Wybaczcie, proszę. Błędy były, ponieważ na szybko wstawiałam rozdział, bez sprawdzanie. Nie myślałam jeszcze o becie, chodź by się przydała :)


------------------------------------------------------------------------------------------------------------

*Draco


-Moi drodzy witam was......

Jezu, znowu się zaczyna.  Właśnie siedzę w wielkiej sali, zaraz zacznie się ceremonia przydziału. Rozejrzałem się po otoczeniu, nic te same twarze, co zawsze. Mój wzrok padł na stół domu Lwa. Potter i Weasley gadali coś do siebie cicho.
- Zabini czy mi się wydaje czy wieprzlej i grzmoter wyprzystojnieli.

Zabini spojrzał na mnie zaskoczony i popatrzył na naszych wrogów.

- No, może tak. Mamy konkurencje- zaśmiał się
- Co oni tacy zadowoleni są? Siedzą tak od początku i cieszą się jak nie normalni, nie żebym uważał ze są normalni czy coś. No, ale sam zobacz żal się robi jak się na nich patrzy
- Wiesz smoku, widzę ze ci się faktycznie nudzi, poczekaj jeszcze trochę, zaraz się rozkręcić
- Co masz na myśli?
- Sam się przekonasz, a teraz słuchaj.

Powiedział mój przyjaciel i skupił się na tym, co mówi dyrektor. Co on taki jest tajemniczy, już w pociągu wydawał się zamyślony? Muszę z nim pogadać.

- Dracze kochanie, może miał byś ochotę mnie odwiedzić?- Zapytała Pansy glosę przypominającym skrzętnie żaby.

Pewnie pomyślała ze jest seksowny- wzdrygnąłem się na sama myśl.

- Dzięki ale nie, teraz mi nie przeszkadzaj, mam zamiar schudnąć dyrektora.

Parkinson spojrzała na mnie jak bym miał dwie głowy, Zabini zaś posłał mi rozbawione spojrzenie. Zacząłem słuchać Dropsa.

-Mam nadzieje ze pierwszoroczni są....··Dobra nie bardzo mi się to udaje, ale co mam zrobić, nudzić mi się. Katem oka zauważyłem jak wieprzlej wymachuje coś do swojej siostry. Zirytowany pokręciłem głowa. Moje myśli poszybował do słów ojca, którymi mnie pożegnał zanim wyjechałem do szkoły.

" Draco, jesteś jedynym dziedzicem naszego nazwiska i gdyby nie to, nie dal bym ci jeszcze jednej szansy. Przemyśl sobie to, co mi powiedziałeś ostatnio. Zastanów się, po której stronie jesteś. Razem z matka mamy nadzieje ze jednak oprzytomniejesz".
Cholera- warknąłem w myślach- Uważa się za inteligentnego człowieka, a nie może zrozumieć tego, co mu powiedziałem, to on ma wybierać nie ja...

Poczułem na sobie czyjś wzrok, podniosłem głowę i przechwyciłem zadowolone i triumfalne spojrzenie Pottera. Moja brew podjechała do góry i posłałem mu pogardliwe spojrzenie.

Ok to jest dziwne, i o co kurwa mu chodzi?- Pytałem samego siebie. Zwróciłem się w stronę dyrektora.

-...mam dla was jeszcze jedna nowinę. W tym roku dołącza do nas dwie  uczennice. Panno Snap, proszę założyć tiarę.

Hola hola, panno Snap?- Patrzyłem zszokowany na Syntie. Co tu robi moja kuzynka? Uśmiechałem się zadowolony ze będę miał, z kim pogadać, wypić, pośmiać się i powygłupiać. Oczywiście normalne jest, aby trafiła do Slitherinu. W tym czasie Tiara wrzasnęła.

- Slytherin.

Cały stol zaczął wiwatować. Zadowolona dziewczyna uśmiechnęłam się promienie, każdy chłopak w WS się za nią oglądał. Spojrzałem na profesora Snapa. Siedział z wściekła mina i patrzył się w plecy swojej córki. Ciekawe jak jej się udało skłonić go do przeniesieni. Zrobiłem jej miejsce, usiadła obok mnie i się przywitała.

- Cześć braciszku, tęskniłeś?
- Witaj, kochana siostrzyczko. Oczywiście, że tęskniłem, powiedz jak udało ci się zmusić naszego kochanego profesorka, aby cię przepisała do tej szkoły.
- Szantaż Draco – specjalnie nie dokończyła zdania, robiąc przy tym minę aniołka.

Uśmiechnąłem się, moja kochana SS. To właśnie dzięki niej jestem tym, kim teraz jestem. To ona otworzyła mi oczy, pokazała ze nie wszystko, co złe jest najlepsze. Przede wszystkim popiera mnie w moich wyborach. Jest jedyna osoba, za która mógłbym oddać życie, szanuje ja i kocham. Oczywiście kocham ja jak siostrę, której nigdy nie miałem. Muszę podziękować mojemu ojcu chrzestnemu za to ze ja tu ściągnął.

- Chciałbym ponownie powitać w naszym gronie pewna młoda czarownice.

W tej właśnie chwili drzwi do wielkiej sali otworzyły się szeroko. Pierwsza weszła do sierotka aurorka Tonk a za nią szła dziewczyna. Ubrana była w obcisła, skórzana, czarna kurtkę, ze sztywnych kołnierzem, granatowe jeansy i wysokie buty do kolan na płaskiej podeszwie. Piękne długie brązowe loki, które opadły na plecy, błyszczy w blasku świec. Szła z dumnie uniesiona głowa. Odwróciła się w moja stronę z przepięknym uśmiechem.  Spojrzałam na mnie z konsternację, po czym przeniosła spojrzenie na Syntie. Uśmiech znikł, zastąpił go szok i niedowierzanie. Zmrużyła groźnie oczy. Syntia nie wiedząc, co zrobić odwróciła głowę w inna stronę.

- O kurwa to ona, dziewczyna z Pokątnej.- Wyszeptałem tak ze mnie nikt nie usłyszał

Dyrektor przywołał dziewczynę do siebie. Mamrocząc coś pod nosem, ustała koło profesor McGonagall.

- Podejrzewam ze jej nie poznajecie. Nie dziwie się wam, zmieniła się nie do poznania....-Umilkł i spojrzał na profesora Snapa, ten zaś posłał mu zrezygnowanego spojrzenie.

-To jest jeszcze dziwniejsze.-  Pomyślałem

- ....Witam ponownie w naszych murach Hermione Granger.

Po sali rozległy się głosy zaskoczenia i zadowolenia. A ja wpatrywałem się w nią żałośnie, z wielkiej szokiem.

- Panna Granger zostanie jeszcze raz poddana ceremonii przydziału. Proszę uciąć na stołku i założyciel Tiarę.

- Hmm proszę proszę, kogo tu mamy, przydzielę cię tam gdzie powinnam byś, tam gdzie twoje miejsce.- Tiara zawiesiła głos- Slytherin - wrzasnęła.

Cisza jak zapadła była nie do zniesienia. Każdy wstrzymał oddech nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszeli. Cały stul domu Węża jak na zawołanie zaczął krzyczeć, ze to nie realne, aby czarodziej mugolskiego pochodzenia był w takim domu.

Wpatrywałem się w nią, posłała tryumfalne spojrzenie Potterowi i uśmiechnęło się szeroko do profesora Snapa. Ten tylko pokręcił głowa z rezygnacja.

Szlama, szlama w Syitherinie. Kurwa nie możliwe,  co tu się kurwa dzieje? Pojebało ich do reszty.  -Pomyślałem, wkurwiony jak i zaciekawiony. Przyjrzałem się uważnie Gryfonce, albo raczej slizgonce. Dalej siedziała na stołku. Zmroziłem ja wzrokiem. -Kurwa pięknie, Granger, jednostka świętej trójki, szlama, ale za to, jaka szlama. Przecież ci idioci mogą jej coś zrobić.- Czułem jak wściekłość rozchodziła się po mojej krwi. – Ej Malfoy a co cię ona obchodzi?.

W tej chwili każda głowa z domu węża zwróciła się w moja stronę, czekając na reakcje. Ciekawe, czego od mnie oczekują.
Rozejrzałem się z obojętna chłodna mina i wzruszyłem ramionami, tak jak by mnie to wcale nie obchodziło.

Pansy nie wytrzymała i wrzasnęła

- Zrób coś Draco

**Hermiona


Wszystkie głowy z domu Węża wróciły się w stronę Draco Malfoya. Ten jak gdyby nigdy nic posłał obojętne zimne spojrzenie po swoich kolegach i wzruszył ramionami.
- Zrób coś Draco- wrzasnęła jakaś dziewczyna, zaraz to mopsica.
Uniosłam dumnie głowę i spojrzałam w oczy blondyna, które aż paliły od tłumionej wściekłości.  Wkurzony nie wytrzymał i wysyczał w stronę mopsa.
- A niby, co ja mogę idiotko, myślisz ze mi się to podoba. Ktoś taki jak ona, nie powinien być w ogóle brany pod uwagę.
Malfoy aż poczerwieniał ze wściekłości. Parkinson otwierała i zamykali buzie jak rybka. Spojrzała błagalnie na Dracona. On zaś posłał jej wkurzone spojrzenie
- Ale, ale to jest nie możliwe. Przecież to jest NASZ dom...-Słowo nasz powiedziała dobitnie i posłała mi spojrzenie zabójcy. Spojrzałam na nią z politowanie i uniosłam jedna brew.-... Nie ma miejsca w nim dla szlam.
Cisza, jaka zapadła po ostatnim słowie przestraszyłaby nawet trupa. Zauważyłam jak Snape wstaje, chcąc coś powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do słowa.
- Parkinson mogę być i szlama, ale w porównaniu do ciebie i tak jestem lepsza, więc oszczędź sobie tych uroczystych słówek, bo ja akurat nie mam ich zamiar słuchać. -  Mówiąc to cały czas patrzyłem w piękne oczy blondyna...
Piękne? Boże ratuj, co ja gadam.
- Cisza, panno Parkinson minus 10 punktów dla Slytherinu za obrazę koleżanki z domu, jeśli usłyszę chodź jedno złe słowo skierowane do panny Granger, każdy powtarzam każdy będzie miał do czynienia ze mną. Dziękujemy za przedstawienie.- Wygłosił swoją mowę Snape, mówiąc to patrzył to na Draco to na mnie.
 -Ja go nie rozumiem, najpierw mówi mi, ze będzie mi utrudniać wszystko, teraz mnie broni. Malfoy idioto nie patrz tak na mnie.- Krzyknęłam w myślach.
- Oczekuje od was moi mili ze wszystko będzie dobrze i Hermiona będzie miała spokój, teraz możecie już zacząć jeść. Smacznego.- Powiedział dyrektor.
Ok, mam to już za sobą. Fakt nie spodziewałam się takiego przedstawienia. A teraz mam zamiar zabić moja przyjaciółkę. Podeszła do niej i kiwnęłam głowa, aby się przesunęła. Ta zaś ochoczo to zrobiła, w skutek popchała Malfoya na Parkinson, która spadła z ławki.
- No od razu więcej miejsca.- Odezwała się Syntia
Oburzona Parkinson podniosła się z podłogi, wysyczała wściekle.
- To moje miejsce, nie mam zamiaru jej ustępować.
- Znajdź sobie inne - odpowiedziała panna SS.
- Nie mam zamiaru, wynocha głupia szlamo.
- Pansy, wrażaj się inaczej. - Odezwał się jak dotąd milczący blondyn. – Jesteś w towarzystwie kulturalnych ludzi, nie w domu.
Mops tylko prychnął i usiadł na miejsce, które jej zrobił Malfoy. Ja zaś spojrzałam groźnie na SS.
- Możesz mi powiedzieć do cholery to ty tu kurwa robisz?- Wysyczałam.
- H nie złość się na mnie, nie mogłam patrzeć spokojnie na to, co chcesz zrobić. Ktoś musi cię wspierać. Ja się do tego nadaje, wiedziałam gdzie mnie przydzielą, wiec było to prostsze niż się wydaje. Tata nie bardzo chciał się zgodzić, ale jak widzisz udało się.
- A dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
- Dlatego, że wiem, jaka by byłą twoja reakcja. Zabroniłabyś mi.
Prychnęłam tylko w odpowiedzi. Rozejrzałam się po moich „kolegach” z domu. Każdy, kto się na mnie spojrzał, posyłał mi pogardliwe lub groźne spojrzenia.




 -------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej...
rozdział dodany :) 
dziękuje za komentarze :)  jesteście kochani 
za błędy przepraszam...
następny dopiero w piątek..
miłej lektury...
DraMion 

sobota, 23 marca 2013

Hej...
chciałam podziękować, już 1000 odsłon bloga :) 
Dziękuje wam bardzo :)
 Kolejny rozdział "może" jutro lub pojutrze...
Nic nie obiecuje :*
pa

piątek, 22 marca 2013

Rozdział IV



                                                                     Hi, Hey, Hola moi mili.
Dziękuje bardzo za komentarze, jest mi bardzo miło :)
Oddaje w wasze ręce kolejny rozdział ;)
Za błędy przepraszam...
Kolejny dodam w czwartek...
Pozdrawiam DraMion


** Hermiona


Ostatnie dni wakacji szybko mi upłynęły. Stałam właśnie na stacji Kings Cross i rozglądałam się za kimś znajomym.
-Witaj piękna.-Usłyszałam, obróciła się w stronę osoby, która mnie przywitała.
-Zabini, czego chcesz?- Spojrzałam na niego z drwiną, pytając- A może zgubiłeś Malfoya? Nie chce cię rozczarować, ale w moim towarzystwie go nie spotkasz. Tacy jak on nie zadają się z takimi jak ja.
-Nie wiem, co ci zrobił Smok, ale widzę, że nie pałasz do niego sympatią?!
-Co? Sympatią? Oszalałeś? Ja Go Nienawidzę.-odparła już wkurzona, wypowiadając wyraźnie każde słowo.
- No w końcu cię znalazłem. Co ty tu robisz? Wchodź do pociągu. Czekamy na ciebie. No Hermiona, szybciej- Powiedział Ron, dopiero po wypowiedzeniu mojego imienia, uświadomił sobie, że rozmawiam z ślizgonem.- O w mordę.- Dodał i spojrzał na mnie przepraszająco.
-Dzięki Ron, nie ważne.-Powiedziałam, czekając na reakcje Zabiniego.
- Hermiona? Czekaj, czekaj…- Zamyślił się chłopak. Popatrzył na mnie zaciekawiony. Normalnie wyobraziłam sobie jak trybiki w jego głowie wskakują na prawidłowe miejsce. Jeden, dwa, trzy i ….
- Grenger?? Ja pierdole. To się Malfoy ucieszy. Dobra ja spadam gołąbki, podzielić się dobrą nowiną ze Smokiem.-Powiedział i zaczął odchodzić. Zatrzymał się w pół kroku, odwrócił się w moją stronę.- Cieszę się, że już jesteś Hermiono.
- Co to było?- Zapytał zszokowany Ron
-Nie wie, dobra, chodźmy już do pociągu bo faktycznie nam odjedzie, a ja nie mam na to w ogóle ochoty.
Od ponad godziny zadaje sobie pytanie co będzie. Obawiam się tego jak cholera, nie boje się slizgonow, bo co oni mogą mi tak na prawdę zrobić. Prędzej ja im coś zrobię niż oni mi. No i jeszcze ten cholery Zabini. O co mu chodziło, to nie mam zielonego pojęcia. Może naćpał się czegoś. Kurde i do tego wszystkiego dochodzi Malfoy. Pieprzony, seksowny Malfoy. Wyciągnęłam z torby książkę, delikatnie ręką przejechałam po okładce. Była to starożytna księga „Ordinis Corvus”, w tłumaczeniu oznacza to Bractwo Kruka. Opisuje ona wspaniałą sztukę magii Immortales od VII w.n.e., pochodzą z  Francji. Wiedza jak się w niej znajduje, powaliła by na kolana samego Voldemorta. No ale cóż, jest tylko jeden jedyny egzemplarz, należący właśnie do mnie. Przed otwarciem rozejrzałam się ukradkiem, aby sprawdzić co robią moi przyjaciele. Ginni zamyślona spoglądała w okno, Ron i Harry gadali jak najęci, Lavender spała wtulona w Seamusa, Dean wraz z Parvati rozmawiali o nadchodzącym roku . Jejku normalnie cały Griffindor do przedziału nam się wpakował. Rozbawiona pokręciłam głową wracając do mojej książki.  Otworzyłam ją na stronie 569, rozdział nosił nazwę „Otwórz umysł na działania natury”. Zafascynowana zatopiłam się w książce, nie zwracając zupełnie uwagi na to co się dzieje wokół mnie. Przewracając kolejna kartę, dotarły do mnie słowa Ginni.
- Czy to jest biały kruk? Od kiedy kruki są białe?
Moja głowa sama wystrzeliła w stronę otwartego okna, na którym siedział ptak. Szeroko otworzyłam oczy niedowierzając.
Co ty tu do cholery robisz? – zapytałam telepatycznie ptaka
-Pani, wysłała mnie do ciebie starszyzna, pragnę ci przekazać że dziś o godzinie 18 odbędzie się potajemne zebranie, w którym ty masz nie uczestniczyć, zostało zwołane przez Asada, który podszywa się pod ciebie, pani.
- Gdzie?
- W Szkocji na wyspie Inchmurrin, znajdującej się na…
-Wiem gdzie ona jest. Dziękuje ci za przekazanie wiadomości. Leć.
Ptak przytaknął i odleciał w nieznajomym kierunku, czując jak wściekłość mnie pochłania, zamknęłam oczy aby się uspokoić .
Po jaką cholerę ten idiota to robi? Jak on śmie!! Oj biedny będzie!-  pomyślałam.
-Hermiona! – wydarła się Ginni.
Zaskoczona spojrzałam na nią, wpatrywała się w mnie zdziwiona, jak każdy w przedziale.
 O co im chodzi?
- Tak?-zapytałam, nie stać mnie na nic więcej zwłaszcza że złość aż mnie pali.
- Co to miało być?
- Niby co?
- No to, jak ten ptak na ciebie patrzył, to było tak jak, jak…- zabrakło jej słów
- Tak jak by mi chciał coś powiedzieć?- Podpowiedziałam jej, a ta mi przytaknęła.- Nie wiem co to było.
- Tylko to wyglądało to tak jak byś mu odpowiadała.- Świetnie jeszcze tego mi brakuje.
-Ginni daj spokój, przecież to nie możliwe. Nie umiem gadać ze zwierzętami.
Wpatrywała się we mnie ze zmrużonymi oczami, przetrawiając to co jej powiedziałam. Aby odciągnąć ich myśli od kruka, postanowiłam zagadać ich jakimś tematem.
- Ok było to dziwne nie przeczę, ale nie miałam nic z tym wspólnego. Powiedzcie mi lepiej czy Gwardia Dumbledora dalej istnieje?- Tak jak przewidziałam, udało mi się odciągnąć od zajścia przed chwilą, tylko wiewióra patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niej, ta zaś odwzajemniła mi go. Chcąc aby zapomniała, usiadłam blisko jej i powiedziałam szeptem.
-Podoba mi się Malfoy.- Ha, mam cie. Wytrzeszczyła oczy, odpowiadając również cicho.
-Jaja sobie robisz?
-Nie, dlaczego? Sama przyznaj, niezły jej. Te oczy.- Westchnęłam- Na Pokątnej miałam wrażenie że zagląda mi nimi na samo dno duszy. A jego ciało…-celowo nie dokończyłam.
- Ok, masz racje jest boski, ale moim zdaniem Zabini jest lepszy…
Tak oto całą podróż do Hogwardu przegadałyśmy o chłopakach. Ich wadach, zaletach. Właśnie dojeżdżaliśmy na miejsce. Nawet nie zdążyła się zastanowić co zrobić z Asadem.  O co w ogóle mu chodzi. Jak tylko znalazłam się na zewnątrz zegarek wskazywał 17:45. Zwróciłam się do Harrego, który właśnie do mnie podszedł.
- Musze coś załatwić, zobaczymy się w zamku. Pa
Nie czekając na  odpowiedz chłopaka, pognałam do wyjścia. Jak tylko się wydostałam, teleportowałam się do Szkocji.


** Sergiej

- O co może jej chodzić?- Zapytałem brata, właśnie przybyliśmy na wyspę.- Nie wydaje ci się dziwne, dziś zaczyna się szkoła i u nas i u niej. Musiało się stać coś naprawdę ważnego.
Misza, ja i Ethan zatrzymaliśmy się na samym końcu, zamykając krąg. Hermiony nigdzie jej jeszcze nie było, za to przybili wszyscy członkowie Kruka. Syntia przesunęła się w nasza stronę.
-Co się dzieje?- Zapytała dziewczyna, na co wzruszyliśmy ramionami.
Do sierotka kręgu wstąpiła Asad, przemawiając .
-Moi drodzy, dziękuje za przybycie. Hermiona się nie zjawi. To ja wysłałem powiadomienia.- Przerwał, po zgromadzonych przebiegł szmer zdziwienia i nie dowierzania.- Wiem że jest to dziwne, ale chciałbym się z wami podzielić moimi zastrzeżeniami do rządów Hermiony. Uważam że ona się nie nadaje do tego, aby stać na czele i nami przewodzić. Ona nic nie umie. Nie chce nam pozwolić dołączyć się do wojny. Chce abyśmy się przeciwstawili jej…
-Jaja sobie robisz człowieku?- Nie wytrzymałem, za kogo on się uważa, aby ja obrażać?- Zdajesz sobie sprawę że jeśli ona się dowie o tym co wyprawiasz to cię zabije! Nikt z nas nie będzie jej w tym przeszkadzał.
- Gówno prawda, nic mi nie zrobi. Ona nie jest to tego zdolna. Twierdzisz że jest taka wspaniała a nawet nie wie co się dzieje w jej bractwie. No powiedzcie gdzie jest nasza wspaniała przewodnicząca? Siedzi w szkole i nie ma zielonego pojęcia że my tu jesteśmy.
- Asad zastanów się co wyprawiasz- Odezwała się jak to tej pory milcząca Syntia- Sergiej ma racje, nie znasz Hermiony i nie wiesz do czego jest zdolna.
- Czy wy jesteście tacy ślepi, ona nie jest godna tego miejsca. Do cholery jest pieprzono szlamą.- Wydarł się Asad. Zacząłem się trząść ze wściekłości, rzuciłem się na niego z pięściami. Trafiłem go dwa razy w głowę, po czym poczułem jak coś mnie oplata w tali i z impetem odrzuca nas od siebie. Spojrzałem w dół, oplatała mnie błękitna linia.
A jedna się dowiedziała.
Zapadła cisza, nikt się nie śmiał odezwać, każdy wpatrywał się w rozwścieczone brązowe oczy. Z jej dłoni płynęły liny trzymające nas w kleszczach.


** Hermiona

Krety, idiota, palant.
Wpatrywali się w mnie jak przestraszone króliki. Chcą groźnego przywódcy, będą go mieli. Puściłam chłopaków, liniami oplotłam Asad za szyje przyciągając go pod moje nogi. Zmusiłam go do uklęknięcia, wpatrując się w jego oczy.
- Pamiętaj, ja zawsze wiem co się dzieje w moim bractwie. Zastanawia mnie jedno. Wiesz co? Dlaczego zawsze znajdzie się jakiś idiota, który myśli że wie wszystko? Powiedz Asad co miałeś im takiego do powiedzenia, oczywiście pomijając to że jestem szlamą.- Chłopak spuścił głowę nie odzywając się. Zacisnęłam mocniej liny.- Tracę cierpliwość.
- Nic, pani.- Wychrypiał.
- Powtórz to co powiedziałeś innym.
- Pani, proszę.
- Powtarzaj. – Wykrzyknęłam, czując jak złość rozsadza mnie od sierotka.
- Powiedziałem im że nie jesteś godna tego miejsca które zajmujesz. Że nie chcesz nas dopuścić do walki z Tym Co Imienia Nie Wolno Wymawiać.- Przerwał, podniósł głowę patrząc mi prosto w oczy.- Że niczego nie umiesz.
Liny którymi go trzymałam, zniknęły. Przyjrzałam się jemu uważnie, obchodząc go dookoła. Łapczywie łapał powietrze, twarz miał zmasakrowaną, warga i łuk brwiowy rozwalony, oko podbite. Rozejrzałam się po zgromadzonych. Byli wszyscy. Zastanawiając się co mam z nim zrobić, podeszłam do niego, kładąc rękę na jego głowie.
- Tare de mino, tare de no. Sanuse se mino.*
Rany na jego twarzy zniknęły, tak samo jak obrażenia na jego ciele.
- Wstań.
Polecenie wykonał bez problemu. Odeszłam od niego co najmniej na 10 metrów. Musze jakoś wyładować wściekłość. Skoncentrowałam się na energii płynącej w moim ciele, tworząc w ręce kule energii.  Rzuciłam ja w nic nie spodziewającego się Asada, tego zaś odrzuciło porządnie. Jak tylko wylądował, podniósł się szybko i rzucił we mnie kulą cz. Machnęłam ręką tak że kula się odbiła od mnie i wylądowała w jeziorze , obróciłam się wokół własnej osi rzucając w niego zieloną wiązkę energii, nie zdążył zrobić uniku, upadł na jedno kolano sparaliżowany. Podchodząc do niego zwróciłam się do reszty.
- Możecie wracać już do siebie. Przedstawienie skończone. Oczywiście nie zabije go ale trafi pod rade starszych, oni zdecydują co zrobić.
- Hermiono…- Odezwał się Aron, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Nie Aron, nic co powiesz nie zmieni mojego zdania, zasłużył na kare i będzie ja miał. Idźcie już.
Posłusznie zaczęli się oddalać. Połowa się już teleportowała, zostali moi przyjaciele.
- Was też to dotyczy. Wracajcie do szkoły.
-Chcieli byśmy z tobą porozmawiać.- Odpowiedział Misza.- Długo się nie widzieliśmy.
- Nie ma na to teraz czasu, powinniście być teraz w szkole. Tak samo jak ja.
- Dobrze już idziemy, ale chciałem ci powiedzieć że my nic nie wiedzieliśmy o tym że on podszył się pod ciebie. – Zmarszczyłam brwi,  o czym on mówi?
- Wiem przecież, spokojnie nic mi nie będzie. Nie jestem na was zła, jejku przecież podrobił mój podpis.  Skąd mogliście wiedzieć że to nie ja. Wracajcie do szkoły, wystarczająco jesteście spóźnieni.- Pokiwali głowami na znak zgody, pierwsza teleportowała się Syntia, później Ethan, Misza, Sergiej popatrzyła na mnie, uśmiechnęłam się do niego.- Poczekaj.- Zawołałam,  ustał w miejscu i spojrzał na mnie tymi swoimi czarnymi oczami.
- Jak się czujesz?- zapytałam, podchodząc do niego.
- Dobrze, mam chyba połamane żebro ale jest ok.
- Uklęknij.- Uklęknął na jedno kolano, patrząc mi w oczy. Uśmiechnęłam się uspokajająco. - Tare de mino, tare de no. Sanuse se mino.*
- Teraz lepiej?
-No jasne, kiedy się tego nauczyłaś? Zastanawialiśmy się czym poczęstowałaś Asada. A tu proszę ty go uzdrowiłaś.
- Musiałam, jak by dostał taką dawkę energii na swoje obrażenia, które ty mu zrobiłeś, mógł by umrzeć, ale nie po to cię zatrzymałam. Dlaczego nie uważasz na swoje życie? Sergiej, który to już motor? Boże uważaj na siebie, nie chce cie stracić.
- Kto ci powiedział? Cholera, prosiłem ich aby się zamknęli.
-Daj spokój doskonale wiesz, że i tak bym się dowiedziała. Który to już motor?
- Czwarty, i przepraszam postaram się ogarnąć, ale nic nie obiecuje.- Podszedł do mnie i mnie przytulił.- Jak ty się czujesz?
- Ja dobrze, bywało gorzej.  Jak się dowiedziałam co ten kretyn szykuje, musiałam się pilnować aby nie znaleźć go od razu.
Wtulona w niego czułam jak moje mięśnie się rozluźniają. Wdychając jego zapach, zapominam o całym świecie. Poczułam jak się od mnie leciutko odsuwa, złapał mnie pod brodę i zajrzał w oczy.  Uśmiechnął się do mnie pięknie i pocałował. Zszokowana na początku nie oddałam pocałunku, dopiero jak poczułam jego język na moich wargach proszący o wstęp, otworzyłam usta i oddałam pocałunek. Całowaliśmy się tak jakby miał być to ostatni pocałunek w naszym życiu. Pozwoliłam sobie na chwile zapomnienia.
- Sergiej przestań- odsunęłam się od chłopaka- Wracaj już, ja zabiorę Asada do Starszyzny
- Dobrze, Hermiono jesteś pewna że chce go tak ukarać, przecież oni zrobią z niego wraka, to gorsze niż śmierć.
- Spokojnie, nic mu strasznego nie zrobią.
Chyba….
Chłopak kiwnął głowa i po sekundzie go nie było. Ja równie podeszłam do Asada i teleportowałam się w Alpy, do głównej siedziby Rady Starszych.

****