piątek, 31 maja 2013

Rozdział XIV

Cześć wam :) no i mamy kolejny rozdział :)
Dzięki za komentarze  i proszę was komentujcie, jest to bardzo dla mnie ważne
Pozdrawiam DraMion

--------------------------------------------------------------------------------------




Draco

Ból jaki czułem w tej chwili był ogromny, udo mnie paliło żywym ogniem. Przerażony, patrzyłem jak wampir ponownie szykuje się do ataku. Zasłoniłem ręką oczy nie chcąc tego widzieć. Jednak nic się nie wydarzyło. Jedyne co usłyszałem to słowa:
- Hermiona, zrób coś! Nie daję rady.
Podniosłem powieki, otaczała mnie złota poświata, a w moim kierunku szła Granger. Z jej rąk wydobywały się długie, błękitne liny, które w kilka sekund z powrotem schowały się w jej dłoniach. Wyglądało to tak, jakby wciągała moc w czystej postaci do swojego ciała.
Co tu się kurwa dzieje?
Czułem jak siły mnie opuszczają, więc zamknąłem ponownie powieki. Ogarniała mnie ciemność. Nie rozróżniałem już głosów. Ktoś dotknął mojej nogi, a ja syknąłem z bólu.
- Blaise, proszę idź po pomoc. Nie wpuszczaj również nikogo do sali. Draco nie trać przytomności, słyszysz?! Otwórz oczy.
Grenger! Kurwa! Łatwo ci mówić, to nie ty prawie zostałaś pogryziona przez wampira! W sumie kto cię tam wie…
- Hermiona, on umiera. Błagam cię, uratuj go.
- Jeśli jest nieprzytomny, nie mogę użyć mojej mocy, aby go uratować. Za duże ryzyko, mogę go zabić. Malfoy, jeśli mnie słyszysz poruszaj proszę ręką.
-Jak byś nie zauważyła, to ja właśnie odlatuje! - Pomyślałem zirytowany.
-Ok, może zaboleć, sorki.
-Granger, wypad z mojej głowy!
Z ledwością podniosłem powieki. Pochylały się nade mną dwie osoby. Syntia, ze zmartwionym wyrazem twarzy i Granger, która skupiła swoją uwagę na moim udzie. Podniosła dłonie, trzymając je nad moją nogą, szepcząc jakieś dziwne słowa. Ponownie z jej rąk wydobyła się błękitna moc, spływająca na moje ciało. W pierwszej chwili cholernie zapiekło, natomiast później czułem już błogie uczucie, powoli ogarniającej mnie ciemności.
Pierwszy raz odzyskałem przytomność podczas badania przez pielęgniarkę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ubrana była w biały fartuch, zatem to musiała być pielęgniarka. Wykrzykiwała ciągle jakieś polecenia innym osobom, a jej głos cholernie irytujący, wbijał mi się do głowy niczym gwoździe. Drugi raz odzyskałem przytomność, jak do szpitala wpadł mój ojciec, blady jak ściana. Za trzecim razem obudziły mnie szepty…
- Co mówią lekarze?
- Rokowania są beznadziejne… Jeśli przeżyje noc, to będzie cud. Kiedy go operowali, stracił ponownie dużo krwi. Marcus za bardzo uszkodził mu tętnice.
- Dlaczego on jest w normalnym szpitalu? Niech zabiorą go do Munga!
- Jego ojciec sprowadził magomedyków. Nikt nie jest w stanie mu pomóc.
- Hermiona, a jeśli on… O Boże….
- Hej, spokojnie. Musisz w niego wierzyć. Chciałabym powtórzyć uzdrawianie.
- Jak to? Przecież nie dasz rady! Wykończysz się.
- Nic mi nie będzie, on musi przeżyć!
- Wiesz, nie rozumiem jednego, dlaczego za pierwszym razem nie zadziałało? Nigdy nie było takiej sytuacji, zawsze twoja moc była skuteczna.
- Nie o to chodzi. Z moja mocą jest wszystko dobrze.
- To ja nie rozumiem, co się dzieje do cholery?!
- Nie skończyłam go leczyć. Gdyby mi nie przerwano, byłoby z nim wszystko dobrze, ale nie myśl, że zdziałam cuda. Przetoczyli mu bardzo dużo krwi, jeśli jego organizm jest silny, wydobrzeje, jeśli zaś nie…
- Nie kończ proszę, musimy go uratować.
- Dobrze, pilnuj wejścia i pod żadnym pozorem nikogo nie wpuszczaj.
Nastała cisza… Po chwili usłyszałem kroki i zamykanie drzwi.
- Widzisz Malfoy, jak ja się mam z wami arystokratami. - Cichy szept… - Tare de mino, tare de no. Sanuse se mino. Tare de mino, tare de no. Sanuse se mino.
Znowu te same słowa, tylko tym razem nie piekło. Czułem chłód w prawym udzie, rozchodził się po moim ciele razem z krwią. Ponownie straciłem przytomność.
 
Hermiona
 
Ostatnia noc była jakimś cholernym koszmarem. Bójka w klubie, policja, szpital, walka o życie Draco, pięciogodzinna operacja i jeszcze nic nie wiadomo. Zasrani lekarze, nie potrafią w ogóle mu pomóc. Jak mogłam dopuścić do takiej sytuacji?
- Kurwa!
Wykrzyknęłam, rozbijając wazon z kwiatami o ścianę. Zafascynowana, obserwowałam wodę ściekającą po ścianie. Ciche pukanie dobiegło od strony drzwi.
- Proszę!
- Panienko, ma panienka gościa. Czeka on w salonie. Mówi, że to bardzo ważna sprawa.
- Nie przedstawił się?
- Nie, powiedział tylko, że pewnie się domyśla się panienka jego dzisiejszej wizyty.
Jednak ten ktoś w ogóle nie miał racji. Nikogo się dziś nie spodziewałam. Z duszą na ramieniu, poszłam na spotkanie z moim gościem. Nie miałam zielonego pojęcia kim jest ta osoba i czego może chcieć o takiej porze. Kurna, dochodziła 5 rano. Z mieszanymi uczuciami weszłam do salonu.
Naprzeciwko drzwi, zapatrzony w kominek, stał mężczyzna ubrany w biały garnitur. Dumna postawa, nienaganne maniery, chłodna elegancja. Emanowała od niego potężna moc. Odezwał się do mnie, kiedy tylko zamknęły się za mną drzwi.
- Witaj Katherino.
On, jako jedyny ze Starszych zwracał się do mnie Katherino, nie Hermiono jak pozostali. Uważany był za najważniejszego członka starszyzny. Nie wiedząc czego mam się spodziewać, milczałam, słuchając uważnie słów w mojej podświadomości, która krzyczała: Uważaj!
- Podejrzewam, że wiesz po co tu jestem, prawda? - Nie czekając na moją odpowiedź, kontynuował, dalej patrząc w płomienie. - Jestem niezadowolony z dzisiejszych wydarzeń. Jak mogłaś dopuścić do tego, że Syntia użyła swojej mocy, kiedy za ścianą było pełno mugoli? Twoje Bractwo po raz kolejny złamało nakazy! Jesteś przewodniczącą i masz nad nimi panować! Chciałem cię poinformować, że młody Malfoy ma mieć wyczyszczoną pamięć.
- Co? Dobrze wiesz, że tego nie zrobię! On jest jednym z nas! Nie mogę na to pozwolić!
- Sprzeciwiasz mi się? Jeśli nie ty, to ja to zrobię!
- Nie! Jak mówisz to moje Bractwo, a on będzie częścią niego! Nie pozwoli ci go skrzywdzić!
Wzburzona stałam pośrodku salonu, niedowierzająco w jego słowom.
- Twoje, czy nie, nie panujesz nad nim. Wymyka ci się spod kontroli, jesteś nieodpowiedzialna.
Zaczynała mnie już męczyć ta rozmowa. Przeżyłam ciężką noc, moja magia była na wyczerpaniu, a do tego dostaję reprymendę od samego Rafaela.
- Czy to już wszystko co chciałeś mi powiedzieć? Jest piąta rano, jestem wykończona, chciałabym się położyć już spać, zwłaszcza, że mam być jutro rano w szpitalu. Wiec jakbyś mógł, proszę powiedz mi to co masz, bo wiem że to jeszcze nie koniec Twojego wykładu.
Spojrzał na mnie zdziwiony. Jego czarne oczy lustrowały moja osobę.
- Nigdy jeszcze się do mnie nie zwróciłaś takim tonem.  Zaskakujesz mnie Katherino. Najpierw sprzeciwiasz się naszemu rozkazowi, teraz omalże nie wyrzucasz mnie ze swojego domu. Myślałem, że mnie szanujesz?
- Dobrze wiesz, że tak jest. Jesteś jedynym z dziesiątki, którego się obawiam i szanuję jak nikogo innego. Jestem wykończona, przepraszam jeśli cię obraziłam, ale ty uczyniłeś to pierwszy. Jak mogłeś pozwolić na to, aby zapadł taki rozkaz? Nie mogłeś się wstawić za nim? Wiesz, że jest rodziną S? Jak mogłabym cokolwiek mu zrobić, nie raniąc przy tym jej?
- Ktoś musi ponieść za to karę!
- Co masz na myśli?
- Jeśli nie usuniesz mu pamięci, karę poniesie Syntia. Ona jest odpowiedzialna za to ujawnienie mocy. Chcę, aby stanęła przed nami o 17, w Alpach.
- Chcesz powiedzieć, że albo Draco, albo Syntia? Oszalałeś? Ona nie jest za to odpowiedzialna! Cholera Raphael, to moja wina! To przez moją głupotę Marcus zaatakował Draco. Nic nie wiesz!
Krzyczałam, ciągnąc się za włosy. Zdezorientowany mężczyzna złapał mnie za ramiona i potrząsnął mną lekko.
- Uspokój się! Wiem co czujesz do nich obu i wiem również co się tam stało!
Wyrwałam się Raphaelowi i usiadłam na kanapie, podciągając kolana pod brodę. Tysiące myśli krążyło po mojej głowie. Siedziałam tak milcząc, próbując coś wymyślić. W mojej głowie urodził się pewnie pomysł.
- Jaka kara czeka S?
- Myślę o tym, aby odebrać jej moc tarczy. Byłoby to sprawiedliwe.
Patrzyłam się na niego, nie mogąc uwierzyć w to co mówi. Od kiedy stał się taki bezwzględny? Gdzie się podział ten człowiek, który mnie uczył?
- Nie możesz jej ukarać w tak okrutny sposób. To jest niedorzeczne! Ona ratowała swoją rodzinę! Błagam cię Raphael, musisz znaleźć inne wyjście.
- Rada chce winnego, ktoś musi ponieść karę.
- Pozwól mi się tym zająć. Obiecuję, że jutro w Alpach, pojawi się winna osoba.
- Dobrze, teraz jest jeszcze jedna sprawa. Asad uciekł, pomogła mu w tym jedna z kapłanek. Chłopak rozkochał ją w sobie. Dziewczyna była nim całkowicie oczarowana. Obiecał jej, że uciekną razem. Uwolniła go, jednak on uciekł sam. Kapłanka oczywiście nie żyje. Chcę, abyś go odnalazła i zabiła, albo cokolwiek chcesz z nim uczynić. Decyzja należy do ciebie. Jest on jednym z twoich. Wymierz mu karę i pokaż kto rządzi. Z mojej strony to wszystko. Śpij dobrze Katherino.
Ruszył w stronę drzwi, jednak w miejscu zatrzymało go moje pytanie.
- Kto zabił kapłankę?
- Ja.
Powiedział i zniknął, zostawiając mętlik w mojej głowie. Nie wiem ile siedziałam na kanapie. Do rzeczywistości przywołał mnie głos Toma.
- Panienko, myślę, że panienka powinna się położyć spać.
Bez zbędnych słów, udałam się do swojego pokoju. Padłam wykończona na łóżko. Nie służyło mi użycie tak silnej magii dwa razy na dobę. Mój organizm ledwie się trzymał na powierzchni.  Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Obudziły mnie promienie słońca. Niezadowolona, naciągnęłam na głowę kołdrę, broniąc się przed okrutnym światłem. Do mojej głowy napłynęły wspomnienia, a czarne myśli nie dawały mi spokoju. Wiedziałam co zrobię, już wczoraj to wiedziałam.
- Hermiono…
Zaskoczona usiadłam na łóżku, ściągając z głowy przykrycie. Na kanapie siedział nie kto inny jak Marcus.
- Marcus? Co ty tu robisz?
- Chciałem się dowiedzieć co z chłopakiem.

Draco

Kiedy otworzyłem oczy, za oknem świeciło słońce, a w sali nikogo nie było. Rozejrzałem się dookoła. Leżałem w oddzielnym pokoju, zapewne ojciec o to zadbał. Pokój przypominał to samo pomieszczenie co w domu. Przez otwarte drzwi widać było salon.
Leżałem nieruchomo, bojąc się poruszyć. Ciało wydawało mi się jakby z kamienia, nie miałem siły nawet ruszyć palcem u ręki. Przypomniałem sobie całe zdarzenie.
Jakim cudem Granger ma taka moc? Kim ona do cholery jest? Jeszcze do tego Syntia, ona o wszystkim wiedziała, a może mi się wydawało… Sam nie wiem.
Do sali weszła pielęgniarka w towarzystwie moich rodziców, zamknąłem oczy udając, że śpię.
- Jestem zaskoczona, od kiedy jestem pielęgniarką nigdy nic się takiego nie wydarzyło. W jednej chwili chłopak był umierający, a w następnej jego stan był już stabilny, nic mu nie groziło. Jego rana na nodze całkowicie się zrosła, pozostała tylko czerwona blizna. Nie wiem czy to możliwe, ale stało się to tak, jakby ktoś go uleczył. Nie to oczywiście niemożliwie nawet dla nas, czarodziei. Jednak nie znajduję żadnego innego wytłumaczenia na to, co się wydarzyło. Zostało tylko jedna możliwość…
- Jaka? – Odezwał się mój ojciec, w jego głosie można było usłyszeć strach.
Strach? Jasne, może jeszcze o mnie? Akurat, bo uwierzę…
- To cud! Wasz syn miał ogromne szczęście.
- Jak w ogóle doszło do takiej sytuacji? To jest niedopuszczalne. – Wysyczała moja matka.
Ta przynajmniej nie udaje, że coś się zmieniło.
- Myślę, że na to pytanie, znacie państwo odpowiedź. A teraz przepraszam, ale muszę się udać po Severusa, miał mi dostarczyć eliksiry dla Draco.
Po wyjściu magomedyczki, nastała cisza.  Pierwsza odezwała się matka. Mówiła pustym głosem.
- Lucjuszu, co o tym wszystkim myślisz? To jest niedopuszczalne, aby coś takiego przydarzyło się naszemu synowi. Bujka w barze? Z wampirem?! Nie mogę w to uwierzyć!
- Cicho bądź, kobieto. On potrzebuje spokoju. Najważniejsze, że nic mu nie jest i że wyzdrowieje, nawet blizny nie będzie miał. Myślę, że powinniśmy podziękować tej Grenger za uratowanie nam syna, kto wie, co by było, gdyby nie jej interwencja.
- Dziękować szlamie? Nigdy!
- Witaj kochana ciociu, jak na arystokratkę znasz bardzo nie arystokratyczne słownictwo. Witaj wuju. – Powiedziała sarkastycznie Syntia.
- Witaj kochana chrześnico, wiesz może gdzie znajdę pannę Granger? - Zapytał ojciec.
On chyba naprawdę się martwi. Nie do wiary, wielki i potężny Lucjusz Malfoy chce dziękować Hermionie... pfff… znaczy Granger…
- Zaraz powinna tu być, rozmawia właśnie z profesor McGonagall.
- Syntia, jak on się czuje? - Dało się usłyszeć nowy głos.
 Zaciekawiony podniosłem powieki. W progu stała dziewczyna, wielkimi oczami wpatrując się w moich rodziców. Ojciec podszedł do niej i skłonił się uprzejmie.
- Witam, panno Granger. Chciałbym wraz z moja żoną, uroczyście ci podziękować za uratowanie życia mojemu synowi.
Zszokowana dziewczyna spojrzała w stronę SS, marszcząc brwi ze złości.
- Nie rozumiem o co panu chodzi, panie Malfoy.
- Jak to o co? Gdybyś nie przytrzymała tego wampira zaklęciem w miejscu, po moim synu nic by nie zostało.-  Wyjaśnił ojciec. Widać było, że odetchnęła z ulgą, po czym uśmiechnęła się uroczo.
- Proszę mi uwierzyć, zrobiłabym to dla każdego.
- To jednak nie zmienia faktu, że mam u ciebie dług wdzięczności. Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebowała, wiesz gdzie mnie znaleźć. A teraz wybaczcie nam, udamy się na rozmowę do lekarza. Narcyzo…
Po wyjściu moich rodziców, obie dziewczyny podeszły do okna. W ogóle nie zwracając na mnie uwagi. Hermiona usiadła na krześle,  łokcie oparła na kolanach, a dłonie złożyła jak do modlitwy, opierając na złączonych kciukach głowę. Widać było, że coś ją gryzie. Odezwała się cichym, zmartwionym głosem.
- Syntia, wiesz, że twój kuzyn jest jednym z nas, prawda?
- Jak to? Przecież jest nas już tyle ile powinno być.
- Co tysiąc lat rodzi się ośmioro dzieci, ósme od zawsze jest chłopcem.
- Skąd to wiesz? Chodzi mi o Draco…
- Nie zauważyłaś? Malfoy włada ogniem. Podpalił ramię Marcusa. Sama tego nie widziałam, ale powiedział mi o tym właśnie Marcus. Dopiero po tym, jak mi to oznajmił, zjawiłam się w szpitalu i przyjrzałam się mu dokładnie. Moc dopiero się w nim budzi. Podejrzewam, że nie ma zielonego pojęcia, że ją posiada. Musimy czekać.
- Byłaś już tu? Kiedy?
- Jakieś 2 godziny temu. Był nadal nieprzytomny.
- I to cię tak martwi?
- Nie, mam teraz inny poważniejszy problem na głowie. Rada mnie wzywa. Asad zdradził, mam go znaleźć i wyznaczyć mu karę.
- Uciekł? Jak mu się to udało? Jak to zdradził?- Odezwała się Syntia.
- Uciekł, ponieważ pomogła mu jedna z kapłanek. Przeszedł na stronę Voldemorta, nie wiem ile mu wyznał, czy coś w ogóle mu powiedział.
- Co z kapłanką?
- Raphael ją zgładził.
- Jaka karę zastosujesz dla Asada?
- Śmierć.
Wytrzeszczyłem oczy w niedowierzaniu. Syntia jedynie popatrzyła na nią ze współczuciem.
W co one się wpakowały?!
- Nie rozumiem jednego, skoro wiesz jakie wyznaczyli ci zadanie, to dlaczego cię wzywają? - Zapytała moja kuzynka. Hermiona spojrzała na nią z bólem.
- Dlatego, że została złamana zasada. Użyłaś tarczy bez mojej zgody. Nie wiem jakim cudem Rada się dowiedziała, ale wiedzą i chcą twojej kary. Nic więcej Raphael mi nie powiedział. O 17 mam zjawić się w siedzibie. Nie wiem kiedy dokładnie wrócę.
- Nie martw się, nic mi nie zrobią, przecież jest on jednym z nas.
- Czy ty nic nie rozumiesz? Ich to nie obchodzi. Mają to gdzieś, dla nich zasady są święte. Boję się. - Załamał się jej głos. Podniosła się z krzesła. Położyła ręce na barkach Syntii, a ta zapatrzyła się w okno, by po chwili zrozumieć sens wypowiedzianych słów. Ze strachem w oczach, zwróciła się w stronę Hermiony.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby cię bronić. Nie pozwolę na to, aby coś ci się stało. Przysięgam.
Między nimi zapadło milczenie, więc postanowiłem przypomnieć im o swojej obecności.
- Możecie mi wyjaśnić, co tu się kurwa dzieje?!

czwartek, 16 maja 2013

Rozdział XIII




Witam
Chciałam się z wam podzielić kolejnym rozdziałem, jest on krótszy, ale za to bardzo istotny.
Dedykuje go Dominice, wracaj do zdrowia szybciutko.
Przepraszam za błędy, ale Nika jest chora, wstawiam bez bety...
Kolejny nie wiem kiedy 
Dziękuje za komentarze...
DraMion :D


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 



Nie widzisz, że nie jesteś mi obojętna?

To zdanie ciągle przewijało się w moje głowie, zabierając umiejętność logicznego myślenia. Jakiekolwiek resztki rozsądku, jeżeli jeszcze zostały w moim umyśle, poszły się kochać, gdy zbliżył swoje usta do moich i złożył na nich pocałunek, którego jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłam.

Całował mnie tak namiętnie, tak zachłannie, że zabrakło mi oddechu. Nie przerwałam jednak pocałunku, przybliżając się jeszcze bliżej chłopaka, wplatając swoją jedną dłoń w jego włosy, a drugą, błądząc po jego plecach. Złapał mnie za pośladki, unosząc do góry i sadzając na parapecie. Zaczął błądzić rękoma po jej ciele, jakby chciał zapamiętać każdy jego fragment. Ściągnął mi koszulkę, obsypując pocałunkami każdy odkryty skrawek mojej skóry. Nie byłam mu dłużna i z niezwykłą szybkością odpięła wszystkie guziki przy jego koszuli, zsuwając mu ją z ramion. On nie pozwolił mi jednak posunąć się dalej, podnosząc mnie i kładąc na łóżko.
 - Teraz jesteś moja, tylko moja… - Szepnął mi na ucho, składając gorący pocałunek na mich ustach. Nasze języki zaczęły namiętny taniec o dominację. Całowaliśmy się zachłannie, jakby miał to być nasz ostatni raz… Draco zdarł ze mnie stanik i przyssał się do jednej z piersi, drugą pieszcząc dłonią. Ssał coraz mocniej sutek, przygryzając miejscami fragmenty skóry wokół niego. Czułam jak alkohol coraz bardziej uderza mi do głowy. Unosiłam się pod gwiazdy, tracąc resztki rozsądku. To, co on ze mną wyczyniał, było wspaniałe. Kolejne jęki wydobywały się z moich ust. Chłopak słysząc je zaczął rozpinać mi spodnie, ściągając je, jednym, szybkim ruchem i odrzucając na podłogę.
Całował moje stop, stopniowo przesuwając się w górę, łydki, wewnętrzna strona ud, z premedytacja ominą najważniejsze miejsce, w którym go potrzebowałam. Składając słodkie pocałunki dotarł do szyi, naznaczając ją swoimi ustami i zębami. Przybliżając się do mojego ucha, wyszeptał:
- Nie tylko wampiry potrafią gryźć… Teraz jesteś naznaczona, jesteś moja.
Wypowiedziawszy jedne zdanie, ściągnął mnie na ziemie. Gwałtownie wyprostowałam się, spychając Draco z siebie. Wstając z łóżka, nie interesowało mnie to, że jestem tylko w samych majtkach. Przybierając najbardziej dumną postawę, co było trudne, zwarzywszy na mój strój, oraz stan, w jakim się znajduje. Spojrzałam w zdziwione srebrno niebieskie oczy.
- Draco nie mogę, ja nie jestem taka. Jeśli, mam z tobą się kochać, chce, aby było to w inny okolicznościach. Nie potrafię udawać, że wszystko jest w porządku. Jest jeszcze…ja…chodźmy lepiej spać.
Powiedziałam, mu to, czego nie chciałam. Okłamałam go, nie mówiąc mu nic o Marcusie. Słowa wypowiedziane przez mnie, nie miały pokrycia. Nie mogę być z nim, będąc z Marcusem. Zranię go tylko.
 Już to zrobiłaś!
Wślizgnęłam się do łóżka, po drogę zagarniając koszule blondyna. Leżąc, chciałam wymazać dzisiejszy wieczór z głowy. Otulona ciepłem, pochodzącym od młodego arystokraty, zasnęłam.
Ranek nastał stanowczo za szybko, leżałam w łóżku z zamkniętymi oczami, próbując sobie przypomnieć wczorajsze wydarzenia.
Cholera, nic nie pamiętam!
Poczułam dotyk czyjejś dłoni na mojej tali, marszcząc brwi, powolutku próbowałam otworzyć oczy. Światło słoneczne, skutecznie mi to utrudniało, z każdym minimalnym ruchem powiek, powodowało silniejszy ból głowy.
Cholera! Wylądowałam w łóżku z Marcusem i tego nie pamiętam! Świetnie!
Odwróciłam się do mojego towarzysza, z zamiarem przywitania się.
- Witaj piękna.- Zmysłowy szept, niosący z sobą obietnice spełnienia.
Kurwa! To nie jest głos Marcusa! To jest głos…
Raptownie otwieram oczy, patrzę prosto w szaroniebieskie tęczówki, zalewa mnie fala wspomnień ubiegłej nocy. Robi mi się niedobrze, rzucam się w stronę łazienki.
Klęcząc nad toaletą, wymiotując moje wnętrzności. Opłukuje twarz i usta zimną woda. Opieram się o ścianę chowając twarz w dłonie.
Staram się zrozumiem, co ja najlepszego zrobiłam. Jak mogłam tak postąpić, przecież to nie w moim stylu. Kurwa! Łzy złości lecą mi z oczu ciurkiem.
Draco znajduje mnie, zapłakaną, w pozycji embrionalnej, pod ścianą. Nie mogę, nie potrawie spojrzeć mu w oczy.
- Nie płacz, proszę.
Jego głoś, powoduje kolejną fale łez, chłopak chwyta mnie w ramiona, kołysząc na boki. Już nic nie powiedział, cały czas milczał, próbując mnie uspokoić. Przeniósł mnie na łóżko, układając sobie w ramionach, tuli do swojej piersi. Uspokoiwszy się, usiadłam, patrząc mu w oczy. Musiałam wiedzieć, zrozumieć, coś zrobić.
- To, co było wczorajszej nocy…
Niedane mi było dokończyć, Draco mi przerwał.
- To, co mówiłem, było prawdą.
- Tak, racja. Puszczam się, - wyszeptałam drżącym głosem.
- CO? Nie o to mi chodziło! Mi naprawdę na tobie zależy.
- Ja tak nie mogę, zrozum, spotykam się już z kimś, a to, co było wczoraj nie powinno się w ogóle wydarzyć. Jesteśmy z dwóch innych światów.
Moje słowa podziałały na niego jak piorun. Zerwał się z łóżka, odsuwając mnie od siebie. Nagle stał się zimny, odległy.
- Chcesz mi powiedzieć, że to, co było wczoraj nic dla ciebie nie znaczy?
- Chce mu to powiedzieć?- Pyta moja podświadomość.
- Tak. Nie wiem. Cholera oczywiście, że nie!
- Chce ci powiedzieć, że nie powinno się w ogóle wydarzyć, za dużo wypiliśmy.
- Wolisz tego pierdolonego wampira?
Patrzył na mnie ze złością, cedząc słowa. Milczałam, nie mogąc, powiedzieć ani słowa. Nie ufałam sobie, wiedziałam, że chce więcej, właśnie od niego, ale jeszcze nie teraz.
- Nie wieże, kurwa pierwszy raz mi zależy, a dziewczyna woli trupa.
Chodził w kółko, nie patrząc w moje stronę, słowa zdawały się same wylatywać z jego ust.
- Jak sobie życzysz, to, co było wczoraj, był nic nieznaczącym incydentem, niczym!
Wyszedł, trzaskając drzwiami od mojego pokoju, po nie spełni minucie było słychać ryk odjeżdżającego auta.  Ponownie zaczęłam płakać. Czułam się tak, jak bym coś straciła, coś naprawdę bardzo ważnego.
Siedziałam w swoim pokoju cały dzień, cały czas leżąc na łóżku i tempo gapiąc się w sufit. Tak właśnie znalazł mnie Syntia. Zmartwiona moim stanem, zaczęła wyciągać wszystkie informacje, jakie się dało. Opowiedziałam jej o wszystkim, o moich uczuciach do Draco, o tym, co się wydarzyło miedzy mną a nim, o wszystkich pocałunkach. Gadałyśmy długo, z racji, że zbliżał się wieczór, Syntia musiała się udać do domu na rodzinna kolacje. Ponownie zostałam sama, zegarek wskazywał godzinę 21, postanowiłam, że się wykąpie. W łazience spędziłam dobra godzinę, relaksując się w wannie. Wychodząc owinęłam się w biały ręcznik, tak też weszłam do mojego pokoju.
Ustałam sparaliżowana, na krawędzi łózka siedział Marcus, bawiąc się różdżką. Szeroko otwieram oczy, przypominając sobie czyja ona jest.
Draco!
Sam Marcus, patrzył na mnie obojętnym wzrokiem, mierząc mnie z góry na dół. Przełykając głośno ślinę, chciałam postawić krok na przód, w miejscu, zatrzymał mnie ton jego głosu.
- Nie radze ci podchodzić teraz do mnie!
- Grozisz mi?
- Ostrzegam! Jak mogłaś mi to zrobić?
- Co zrobić?
- Nie udawaj głupiej, myślisz, że nie wiem, że z nim spałaś?
- Co? Ale? Ja..
- Jak się dowiedziałem? Proste. Jeszcze jak byłem człowiekiem, należałem do tego samego bractwa, co ty, nie byłem tak potężny jak ty, ale miałem moc telepatii. Kiedy stałem się wampirem, zyskałem zdolność czytania w myślach.
- Grzebiesz w mojej głowie?
- Nie, ty masz tarcze, jak większość członków twojego bractwa. Zajrzałem do umysłu twojego kamerdynera, słyszał waszą kłótnie rano. Później znalazłem się w twoim pokoju, znalazłem jego krawat i różdżkę. Wiedziałem już, że się z nim przespałaś. Miałem nadzieje, że się mylę, ale kiedy wyszłaś z łazienki, spojrzałaś na mnie przestraszona, wszystko się ułożyło w całość.-Mówił patrząc mi głęboko w oczy, podnosząc się do pozycji stojącej, z niespotykaną szybkością, znalazł się za mną, gwałtownie złapał mnie za gardło, lekko ściskając- Jeszcze ta malinka.
- Marcus, to boli.
- A wiesz jak mnie boli to, co zrobiłaś?
- Byłam pijana, do cholery! Puść mnie!
Zmienił pozycje, teraz stał twarzą do mnie, jego piękne zielone oczy, miały teraz kolor czerni, cholera był naprawdę wściekły. Dłoń z gardła przesunął na moja szczękę ściskając ją trochę zbyt mocno.
- Nie dziwie mu się, że cię pragnie jesteś taka piękna. Jesteś moją zgubą.
Mówił jak w transie, zbliżając swoje usta do moich. Pocałował mnie gwałtownie, agresywnie, niemal do bólu. Uwalniając mnie z uścisku, w szybkim tempie, złapał za różdżkę Draco, po czym wybiegł z pokoju. Kilka sekund później było słychać odgłos odjeżdżającego auta.
Zachwiałam się upadając na kolana. Dlaczego nie zaprzeczyłam? Co on teraz zamierza zrobić? Modliłam się do każdego Boga po kolei, aby miał w opiece Draco. W mistrzowskim tempie, ubrałam się, wysyłając przy okazji patronusa do S. Zjawiła się szybko.
- Gdzie Malfoy?
- Nie wiem, kolacja skończyła się jakąś godzinę temu, wspominał coś, że idzie z Diabłem do klubu. Stało się coś?
- Marcus tu był. Wie o wszystkim, jest naprawdę wściekły. Pewnie są w Area?
- Ja już pójdę, a ty się przyszykuj.
- Dobra.
Ogarniecie się do końca nie zajęło mi długo czasu. Po 10 minutach byłam już na parkingu klubu mojego ojca, stały tam dwa auta, Marcusa i Draco. Krew w żyłach mi zamarzła, pełna złych przeczuć ruszyłam do sierotka.
W klubie, jak zawsze było pełno ludzi, tłum uniemożliwiał mi szybkie zlokalizowanie chłopaków. Kierowałam się do Sali dla Vipów, wiedziałam, że tam ich znajdę.  Z dziesiątki dobiegały krzyki. Wchodząc do pomieszczenia, ustałam jak sparaliżowana. W powietrzu unosił się zapach krwi i energia płynąca od Synti.
Dziewczyna stała na środku sali, wokoło niej unosiła się złota poświata jej tarczy. Za nią pod ściana leżał Draco, wokół niego walało się mnóstwo szkła. Zaś przed Syntią stał rozwścieczony Marcus, oddychał ciężko, napierając na niewidzialną tarcze.
- Hermiona?! Powstrzymaj go! Nie daje rady!
Rzuciłam się w stronę Marcusa, wiążąc go moimi linami. Rozwścieczony wydał z siebie przerażający krzyk. Naciskając na jego umyśl, uśpiłam go. Padł jak kłoda, pod moimi nogi. 
- Musze go stąd zabrać, za dużo krwi. Nie panuje nad sobą.
Wyniesieniu go pomógł mi jeden z pracowników ochrony. Zaciągnęliśmy go na parking. Posadziliśmy go w jego aucie. Długo nie musiałam czekać, aż się ocknie. Patrzył na mnie zamglonym wzrokiem, podnosząc się do pozycji stojącej.
- Co się stało?
- Ty się mnie pytasz, co się kurwa stało? Pojebało cię do reszty? Po raz kolejny zrobiłeś mu krzywdę! Kurwa! Marcus, co ja mam z tobą zrobić?
- Ja, przepraszam. Nie kontroluje się, jeśli chodzi o ciebie. Zostałem pochłonięty przez swoją bestie.
Padł przed mną na kolana, chowając głowę w dłoniach.
- Jesteś…
Nie dokończyłam, przerwał mi przerażona Syntia.
- Hermiona z nim jest coraz gorzej, ma uszkodzona tętnice, karetka nie zdąży dojechać. Stracił za dużo krwi. Jest nie przytomny. Musisz mu pomoc. Błagam cię.
Nie czekając na mnie, ruszyła z powrotem do budynku. Pobiegłam za nią, przy wejściu, obejrzałam się na Marcusa.
- Nie spałam z Draco! Jeśli on nie przeżyje tej nocy, ty również.