wtorek, 24 września 2013

Rozdział 21




 Ta dam! 
Oddaje w wasze łapki kolejny rozdzialik :) 
Jestem z niego bardzo zadowolona, mam nadzieje, że wam się spodoba. Kolejny dodam jak się postaracie!!  Komentujcie, to motywuje. 
Do następnego moi mili...


kropki przecinki literki 
**********************************************************************

Rozdział 21


*Hermiona

- Co ty mówisz?
- To, co słyszałaś! Śledzi mnie łowczyni. Jest naprawdę dobra. Cholera, możesz mi powiedzieć, po co?
- Może zmądrzeli w końcu i chcą się ciebie pozbyć. - Odezwał się Draco rozbawionym głosem.
- Możesz byś wyszedł i zostawił nas samych? - Zapytał Marcus, ignorując złośliwą uwagę młodego blondyna.
- Ani mi się śni zostawiać ją z tobą. Jeszcze wpadniesz na pomysł, aby ją zmienić w to coś, czym jesteś. - Odparł chłopaka z pogardą w głosie, po czym skierował się na parapet okna, siadając wygodnie.
- Przypominam ci, że nie miałeś nic przeciwko temu.
- Musze cię poprawić, miałem i to wiele! No, ale na szczęście jednak jest cała i zdrowa. Piękna jak zawsze, nieprawdaż?
Że co proszę? Zgodził się?! Ja mu dam zgodził się, niech on tylko poczeka! Za kogo oni się uważali, aby decydować o moim życiu! Postanowiłam się wtrącić, zaczynali mnie denerwować tym swoim testosteronem! Piekliłam się w myślach. Dobra spokój, najważniejsze to pokazać, że w ogóle mnie to nie ruszyło.
- Draco, przestań! A ty Marcus powiedz dokładnie o jakiego łowce ci chodzi.
- Młoda dziewczyna, blondynka, od stycznia chodzi do waszej szkoły. Przeniosła się z Zachodniej Europy. Nazywa się bodajże Dominika.
Uradowany Draco klasnął w dłonie, a jego przystojną twarz rozświetlił przepiękny uśmiech.
- Muszę jej wysłać kwiaty. - Podrapał się po brodzie, udając zamyślonego. - Co by się stało jakbym jej pomógł cię odnaleźć?
- Skończ! To nie jest wcale śmieszne.
Spoważniał raptownie, dumnie unosząc głowę i powiedział najbardziej poważnym tonem, na jakiego było go stać:
- Mówię poważnie, przynajmniej bym się go pozbył z twojego życia.
Wskazał lekceważąco ręką na wściekłego Marcusa. Wstał kierując się w stronę drzwi. W progu przystanął, zwracając się do mnie obojętnym tonem.
- Jak będziesz miała ochotę to odwiedzę cię wieczorem. – Nawet na mnie nie spojrzał, patrzył cały czas w oczy Marcusa. - A i twoja koleżaneczka jest w Slitherinie, pozdrowię ją od ciebie.
Wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Wydawał się urażony. Nie chciałam sobie teraz tym zawracać głowy. Skoncentrowałam się na mężczyźnie, który pozostał ze mną w pomieszczeniu.
- Może zaczniesz od początku?
- Jeszcze zanim zniknęłaś, wampiry z niższego szczebla donosiły mi o łowczyni, która wypytuje o mnie. Nie bardzo się tym przejąłem, bo jest to dość częste, ale teraz nie mogę tego zlekceważyć. Chris złapał ją jak obserwowała nasz dom. Próbowaliśmy ją przesłuchać, ale ciężko było cokolwiek z niej wyciągnąć. Powiedziała jedynie, że dostała zlecenie od Asada. Opisała go dokładnie, jest on jednym z twoich kruków. Jak mi to wytłumaczysz?
Zawładnęła mną złość. Podniosłam się z łóżka, podchodząc do niego powoli.
- Co ty sobie wyobrażasz? Wpadasz tu jak huragan. Rzucasz jakieś bezsensowne oskarżenia i jeszcze chcesz, abym ci to wytłumaczyła?
- Ktoś musi mi to wytłumaczyć!
Spojrzałam na niego obojętnie. W ogóle się nie przejął moim wybuchem.
- Asad nie należy do Bractwa, przeszedł na stronę Voldemorta. Jak mogłeś pomyśleć, że zleciłam coś takiego? Po co miałabym to robić?
- Pamiętam słowa, które powiedziałaś wtedy pod klubem... - Podszedł do mnie, łapiąc swoimi dłońmi, moje. -  Pomyślałem, że chcesz się mnie pozbyć.
- Marcus, jeśli chciałabym zemścić się na tobie, za to, co zrobiłeś Draconowi, zrobiłabym to osobiście. W ogóle obydwoje zachowujecie się jak dzieci!
- Ja...
- Nie przerywaj mi! - Wyrwałam swoje dłonie z jego uścisku i odsunęłam się od niego na kilka kroków. - Dobrze, że się pojawiłeś. Jest coś, co musimy sobie wyjaśnić.
- Tak?
- MOŻESZ MI POWIEDZIEĆ, CO TY CHCIAŁEŚ ZE MNĄ ZROBIĆ?
- Nie rozumiem.
- Wydaje mi się, że rozumiesz! Czy ty oszalałeś? Nie chce być wampirem! Nie mieści mi się w głowie nawet to, że chciałeś mnie zmienić!
- Nie chciałem cię stracić. Chciałem, abyś była przy mnie cały czas.
- Ty chyba nie mówisz poważnie! Chciałeś mnie zmienić, bo co? Bo wyobraziłeś sobie, że będę z tobą do końca świata? Ty chyba oszalałeś! Wybacz, ale ja się na to nie pisze!
- Chcesz mi powiedzieć, że to koniec?
- A był kiedyś początek?  Nie byliśmy razem. Byłam tobą zauroczona, intrygowałeś mnie, pożądałam cię. W tedy, w mojej sypialni, naprawdę mnie przeraziłeś. Nie nadaje się na twoją królową. Przepraszam, jeśli dałam ci złudne nadzieje na cokolwiek.
- Nie wiem, co mam powiedzieć. Jestem zaskoczony.
- Nie podoba mi się to, że chciałeś zdecydować o mojej przyszłości za mnie. To ja powinnam decydować, kim chce być.
- Tak masz rację. Przepraszam, wtedy wydawało mi się, że tego właśnie chcę.
Chwila, chwila! Coś mi tu nie pasuje!
- Mówisz w czasie przeszłym. To co teraz myślisz?
Milczał, przyglądając mi się uważnie. Cała jego postawa emanowała spokojem. Co myślał w tej chwili będzie dla mnie zagadką do końca życia. Bolało mnie to, że go zraniłam, ale nie mogę ciągnąc tego, co jest miedzy nami, kiedy zależy mi na kimś innym. Jestem cholerną egoistką! Dlaczego on milczy? Wpatrywał się w okno, myślami był gdzieś indziej. Kiedy się w końcu odezwał, mówił poważnym głosem, bez nuty smutku.
- Hermiono, chcę  być twoim przyjacielem. Kimś, na kim będziesz mogła zawsze polegać. Nie mówię tego dlatego, że chcę zatrzymać cię w moim życiu na zawsze, choć zawsze będziesz zajmować ważne miejsce w moim sercu, ale dlatego, że mnie zdobyłaś. Jako pierwsza od wielu już lat. Nie, jako kobieta, którą kocham, tylko, jako ktoś, kogo darze wielkim szacunkiem. Chcę abyś wiedziała, że nie mam do ciebie jakiegokolwiek żalu. Okłamałbym cię gdybym powiedział, że mi nie ulżyło. Nie patrz tak na mnie, bo to, co mówię to szczera prawda. Ja… cholera! Pogubiłem się w tym, co czuje. Myślałem, że cię kocham, ale tak jak powiedziałaś, tylko mnie intrygujesz. Pamiętasz, kiedyś powiedziałem ci, że stałaś się moją obsesją.
Wpatrywałam się w niego jak ciele w malowane wrotki*. Przetwarzałam w głowie jego słowa. Nie odpowiedziałam mu nic, nie potrzebował moich słów. Wiedział, że pamiętam, dlatego kontynuował bez zająknięcia.
- To była prawda. Stałaś się moją odskocznią od ponurego świata, w jakim się znajdowałem. Od rutyny, która powoli zabijała mnie od wewnątrz. Ciągle o Tobie myślałem. Wpadłaś w moje życie, niczym huragan, burząc nudę i monotonię. Jestem ci za to wdzięczny.
Zamilkł, zapewne, aby dać mi czas do przyswojenia sobie tego, co mi powiedział. Jednak ja nie potrzebowałam czasu. Nurtowało mnie tylko jedno pytanie.
- Co spowodowało, że zrozumiałeś swoje uczucia?
- Łowczyni.
- Łowczyni? Dobra, teraz to ja już nic nie rozumiem! - Klapnęłam na łóżko, wlepiając spojrzenie w mojego „nowo” nabytego przyjaciela.
- No tak. Ta mała, jak ty, wparowała w moje życie, przewracając je do góry nogami. Kiedy Chris do mnie zadzwonił, miałem ochotę ją rozszarpać, ale kiedy ją zobaczyłem, miałem jedynie ochotę ją pocałować. Cała złość wyparowała w jednym momencie. Spojrzałem w jej oczy, które mieniły się jak dwa niebieskie akwamaryny i byłem zgubiony.
- Chcesz mi powiedzieć, że się zakochałeś? 
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? Ja nie wierzyłem, do teraz. Pewnie uważasz, że mam jakieś rozdwojenie jaźni, ale uwierz mi, że nie.
- Uh, jestem zaskoczona obrotem wydarzeń, ale chyba za szybko na składanie gratulacji?
- No raczej tak. Jakby nie patrzeć, zauroczyłem się kobietą, która chce mnie dorwać. Muszę cię również przeprosić za te oskarżenia. Teraz już rozumiem, dlaczego mnie ściga.
- Zakładając, że Asad służy Voldemortowi, czego on od ciebie chce?
- Kto?
- Voldemort.
-Nic takiego, zapewne chodzi mu o Księgę Czarów Merlina.
Moja szczeka walała się gdzieś pomiędzy moimi kolanami. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Co się tak patrzysz?
- Hmm, no nie wiem. Może dlatego, że posiadasz coś tak ważnego, a mówisz o tym jakby to było coś nieistotnego.
- Dla mnie takie jest. Zostało mi to powierzone przez samego Merlina, kiedy umierał.
- Nie przestaniesz mnie zaskakiwać. Po co Voldemortowi jest ta księga? Pamiętam, jak kiedyś mój ojciec razem ze Snapem o niej rozmawiali. Musi być coś w niej bardzo ważnego.
- Nie mam pojęcia. Może by tak zapytać twoich rodziców?
- Żartujesz sobie? Jestem na nich wściekła! Nie mam zamiaru się do nich odzywać!
- Co! Dlaczego?
- Jutro w Proroku Codziennym ma się pojawić artykuł o mojej rodzinie. Wpadli na pomysł, że się ujawnią. Uważają, że w ten sposób będę bezpieczna. Myślą, że ktoś mnie zaatakował w szkole. Nie mają pojęcia o Bractwie.
- Cholera, ale wybuchnie zamieszanie wokół twojej osoby.
- Yhy, jakoś mnie to nie pociesza.
- Dasz sobie radę. A wracając do tematu księgi, jeśli chcesz mogę ci ją pokazać. Kiedy cię stąd wypuszczą.
- Jutro, choć może uda mi się wyjść już teraz. Poczekaj chwile, ok?
Ruszyłam do biura pani Pomfrey. Byłam zdeterminowana, aby się wydostać już dziś. Musiałam się dowiedzieć, co jej w tej księdze. Udało się bez zbędnych kłamstw. Pozwoliła mi opuścić skrzydło szpitalne, więc w skowronkach wróciłam do Sali, w której leżałam. Po poinformowaniu Marcusa, że mogę wyjść, umówiliśmy się, że będzie czekał na mnie punkt 15 na błoniach. Zostało mi niecałe półgodziny.  Nie spodziewałam się, że tyle czasu spędziłam z nim na rozmowie. Szybkim tempem ruszyłam w stronę lochów. Po drodze nie spotkałam nikogo. W pokoju wzięłam szybki prysznic, ubrałam sprane rurki, biały sweterek, płaszcz i otuliłam się ciepłym szalikiem. Zaważywszy, że za oknem jest śnieg założyłam wysokie kozaki.
Marcus czekał oparty o poręcz przy schodach prowadzących do zamku. Zimno w ogóle na niego nie działało. Chwyciłam trochę śniegu, z zamiarem rzucenia w niego śnieżką. Jednak on był pierwszy i zanim się zorientowałam, leżałam w zaspie. Wściekła, próbowałam się jakoś wykaraskać z tego śnieżnego bagna. Wampir widząc moje poczynania, zaśmiał się głośno i chwycił mnie w pasie, jednym szybki ruchem stawiając mnie do pionu. Zadarłam głowę dumnie, otrzepując się z irytującego puchu. Wyglądałam żałośnie, więc zbierając resztki dumy, jednym szybki ruchem różdżki, doprowadziłam swój ubiór do lepszego stanu.
- Mam nadzieję, że dobrze się bawisz, ale wolałabym mieć już za sobą tę eskapadę, wiec prowadź. - Wskazałam mu ręką nieokreślony kierunek. Uśmiechając się łobuzersko, chwycił mnie pod ramię, prowadząc w stronę żelaznej bramy.
- Teleportujemy się.
- Tak? A masz może różdżkę?
- Wystarczy, że ty masz!
Pokazał na mnie palcem, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Dobra, nieważne. Gdzie?
- Do mojego domu.
Już po chwili staliśmy przed wielką rezydencją blondyna. Na pierwszy rzut oka, nikogo nie było widać, ale wyczuwałam umysły innych. Nie posiadali blokady, więc tak jak ich król, byli podatni na mój dar.
- Twoja łowczyni znowu tu była. - Rzuciłam w jego kierunku.
- Wiem.    
- Do czego Lord Voldemort cię potrzebuje?
- On nie potrzebuje mnie, chodzi mu tylko o tę książkę.
- Co jest w niej takiego?
- Zaraz się przekonamy.
W progu powitała nas ta sama rudowłosa wampirzyca. Bez zbędnych słów Markus zaprowadził mnie do gabinetu. Nic się nie zmieniło od mojej poprzedniej wizyty. Z sejfu wyciągnął książkę, która wygladała całkiem zwyczajnie. Oprawiona w czarną skórę, sprawiała wrażenie zupełnie nowej. Wzięłam cenne dzieło do ręki.
- Nie wygląda na starą.
- Proszę cię! Przecież chronią ją zaklęcia. Otwieraj.
Otworzyłam pierwszą stronę, później kolejną, kolejną i tak do końca.
- Tu nic nie ma!
Przekartkowałam ją ponownie, próbowałam kilkanaście razy i nic.
- Tyle zachodu o puste kartki? Nie wierzę!
- Coś musi w niej być. Sprawdź jeszcze raz!
- Sprawdzałam kilkanaście razy! Cholera! - Zamilkłam. Jak mogłam być taka głupia?
- Mówiłeś, że chronią ją zaklęcia, jakie one są?
- Myślisz, że to wiem? To muszę cię rozczarować, bo nie mam pojęcia.
Spojrzałam na niego niedowierzając.
- Dobra, podsumowując. Ściga cię łowczyni, wynajęta przez Voldemorta, w której notabene się zakochałeś. Pragnie księgi, która jest w twoim posiadaniu. Pytanie brzmi: Co z tym zrobisz?
- O nie, pytanie brzmi: Co MY z tym zrobimy.
*****

Wracając do szkoły przyciskałam do piersi księgę autorstwa samego Merlina. W zamku czułam na sobie spojrzenia mijających uczniów, zerkali na mnie zaciekawieni. Szłam dalej, a kiedy tylko pojawiłam się w pokoju wspólnym Ślizgonów, zapanowała cisza. Rozejrzałam się pospiesznie, ciekawa, czy znajdę któregoś z moich przyjaciół. Zobaczyłam jedynie Draco, siedzącego na kanapie. Był pochłonięty rozmową z jakąś dziewczyną. Wyczuwając moje wrogie spojrzenie, podniosła na mnie wzrok. Zmierzyłam ją chłodnym spojrzeniem, ale ona tylko uśmiechnęła się tajemniczo. Na chłopaka nawet nie zerknęłam. Nie wiedziałam, czy mnie w końcu zauważył. Ruszyłam w stronę prywatnych dormitoriów. Ogarnęła mnie złość, na mojego zakichanego bohatera. Czasu dla mnie nie miał, ale czas dla jakieś wywłoki znalazł. Jak burza wpadłam do swojego pokoju. Rozejrzałam się pospiesznie, ale wszystko było tak, jak zostawiłam. Odłożyłam cenne dzieło na moje łóżko. Skierowała się w stronę łazienki, z zamiarem wzięcia kąpieli. Rozebrałam się szybko i napuściłam wody do wanny. Zrzuciłam z siebie ubrania, pozostając tylko w bieliźnie. Założyłam szlafrok, czekając aż wanna się napełni. Miałam zamiar ponownie zajrzeć do książki. Nie spodziewałam się zastać kogoś w moim pokoju, więc pisnęłam cicho na widok chłopaka, wygodnie rozpartego w fotelu.
- Co tu robisz?
- Raczej co ty tu robisz? I gdzie byłaś? Nie powinnaś leżeć w skrzydle szpitalnym?
- Jakbyś nie zauważył to jestem u siebie w pokoju! Jak tu się dostałeś?
- Przez drzwi?
- Nie bądź sarkastyczny. - Machnęłam ręką. - Nie powinieneś być teraz w salonie i zabawiać się ze swoją nową znajomą?
- Zazdrosna? - Uniósł kpiąco jedną brew.
Ha! Ja, zazdrosna? Zaraz zobaczysz, co to zazdrość!
- Proszę cię, nie mam czasu na takie głupoty. Byłam z Marcusem.
Wyraźnie się spiął, ale nic nie powiedział. Dusił wszystko w sobie. Żadnej reakcji, jakiej oczekiwałam. Uśmiechając się przebiegle, zrzuciłam z siebie szlafrok, pozostając jedynie w czerwonym koronkowo-satynowym komplecie, który podziałał na Draco, jak płachta na byka. Zerwał się z fotela, zaciskając dłonie w pieści.
- Po co ci taka seksowna bielizna? Specjalnie dla niego?
Zadziałało!
- A co zazdrosny?
Moje stwierdzenie jakoś go nie rozbawiło, wściekły ruszył w moją stronę. Złapał mnie za ramiona, przypierając do ściany. Zajrzał głęboko w moje oczy.
- Bawią cię moje uczucia? Myślisz sobie, że zrobisz ze mnie durnia? Cóż udało ci się! Brawo, rozkochałaś w sobie zimnego księcia Slitherinu. - Wycedził.
Puścił mnie tak samo gwałtownie jak złapał i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Brawo Einsteinie! - Wyszeptała moja podświadomość, jakbym sama nie wiedziała, co zrobiłam. Draconem zajmę się za chwilę. Najpierw kąpiel. Pierwotnie planowałam długie wylegiwanie się w gorącej wodzie, jednak zważywszy na moją niewyparzoną gębę, skróciłam ją do minimum. Czyściutka i pachnąca, skierowałam się w pierwszej kolejności do pokoju blondyna. Po przekroczeniu progu, stanęłam jak spetryfikowana.

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 20


Cześć! 
Zapraszam na kolejny rozdział :)
Wiem, że obiecałam rozdział pod koniec poprzedniego tygodnia, ale cóż wyszło jak wyszło. 
Zapraszam do czytania.

 ******************************************************************************



Rozdział 20

 *Hermiona

- Hermiono, obudź się proszę.
Nieznośne głosy, dźwięczące w mojej głowie, próbujące przebić się przez skorupę, jaką stworzyłam, aby odgrodzić się od nieznośnego bólu, który trawił moje żyły. Po pewnym czasie dopiero do mnie dotarło, że ból zniknął, a pozostało tylko błogie uczycie lekkości. Odetchnęłam głęboko, otwierając umysł na bodźce świata zewnętrznego. Czułam przyjemne mrowienie na mojej skórze.
Ktoś wszedł cicho do sali.
- Obudziła się?
Ja nie śpię! Chciałam wykrzyknąć, jednak przez moje spierzchnięte usta nic się nie przedostało. Czując suchość w gardle, spróbowałam przełknąć ślinę. Moje próby spełzły na niczym, nie byłam w stanie tego zrobić. Powoli podniosłam powieki, przygotowana na ostry przypływ światła, jednak nic takiego się nie wydarzyło. W sali panował półmrok, a jedynym światłem był blask księżyca za oknem. W pomieszczeniu było pięć osób, czwórka stała przy oknie. Byli to Blaise, Harry, Ginny i Syntia. Piąta osoba siedziała na krześle przy łóżku. Draco, bo to o nim mowa, miał odchylona głowę do tyłu, oczy zamknięte, a nogi wyciągnięte przed siebie. Jedną dłoń ułożył na swoim udzie, drugą zaś delikatnie głaskał mój nadgarstek. To on powodował przyjemne mrowienie. Przyglądając się jego twarzy, śmiało mogłam powiedzieć, że przeszedł przez coś trudnego. Jego zawsze idealną twarz, zdobiły bruzdy zmęczenia, a pod oczami były widoczne cienie nieprzespanonych nocy. Wyglądał jakby się postarzał o kilka lat, jednak wydawał się być zrelaksowany.
- Jak myślicie, kiedy ona się obudzi? - Zapytała Syntia, aw jej głosie słychać było troskę jak i obawę.
- Jesteś pewien Malfoy, że ci ludzie, których sprowadziłeś ją uleczyli?
- Jestem pewien. - Odpowiedział leniwie, nie otwierając oczu. - Ona się obudzi, Potter.
Zapadła cisza, podczas której nie onieśmieliłam się odezwać. Wiedziałam, co się później stanie. Nie chciałam wysłuchiwać pretensji, ani się tłumaczyć. Chciałam spokoju.
- My już pójdziemy. Dajcie nam znać, kiedy Hermiona się obudzi. Dobranoc. - Powiedziała Ginny i nie czekając na odpowiedź pociągnęła Harrego w stronę wyjścia.
- Draco, ty też powinieneś się położyć. Siedzisz tu już drugi dzień, musisz odpocząć!
- Odpoczywam.
- Ale tak nie można! Musisz się wyspać! Zabini, powiedz mu coś!
- Stary ona ma rację. Nic ci to nie da, że będziesz tu siedział ledwie żywy. Hermiona, kiedy się obudzi nie będzie zadowolona widząc, że ledwie stoisz na nogach.
- I ty Brutusie przeciwko mnie? - Odezwał się Draco oskarżycielskim tonem, otwierając oczy.
Jego spojrzenie jednak nie powędrowało w stronę Blaisa, a zatrzymało się prosto na mnie. Uśmiechnęłam się do niego najlepiej, jak umiałam. Zerwał się na równe nogi, doskakując do mnie.
- Obudziłaś się! Dlaczego nic nie powiedziałaś?  Wszystko z tobą w porządku? Nic cię nie boli? Dlaczego nic nie mówisz?
Przewróciłam oczami, próbując coś powiedzieć, ale ponownie z moich warg nic się nie wydostało. Rozejrzałam się bezradnie w poszukiwaniu mojego źródła ukojenia. Wreszcie odnalazłam dzbanek z wodą. Na sam jego widok się rozpromieniłam. Woda to jest to, czego potrzebuję. Draco jakby czytał w moich myślach, podał mi pełną szklankę zbawiennego płynu. Nieprzyjemna suchość od razu zniknęła. Odetchnęłam z ulgą, ponownie opadając na poduszki. Zamknęłam oczy, pytając:
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- 8 dni. Jak się czujesz? - Powiedział Syntia.
- Tak długo? Cholerny wilk! - Wymamrotałam pod nosem, mając nadzieję, że nie usłyszeli. Myliłam się.
- Jaki Wilk? Miona, co się stało?
- Nie teraz, dobra? - Spojrzałam na Diabła. Nie powinnam nic przy nim mówić.
- Zapomnij dziewczyno! Ja stąd nie wyjdę, dopóki nie dowiem się, co tu się dzieje. Mam dość i czekam na wyjaśnienia. Gdzie byłaś?
Cholera!
- Blaise, to nie jest tak łatwo wytłumaczyć. Nie powinnam ci nic mówić.
- Będziesz musiała!
- Blaise, daj spokój. - Odezwał się Draco.
- Smo…
- Nie teraz. Obiecuję ci, że o wszystkim ci opowiem. Dajmy jej odpocząć.
- Tak, Draco ma racje. Chodźmy już spać, jest późno. - Syntia podeszła do łóżka i mnie przytuliła. - Dobrze, że już jesteś. Tęskniliśmy.
Już po chwili zostałam sam na sam z Draco. Chłopak usiadł wygodnie na krześle, patrząc prosto na mnie. Nie odzywał się do mnie ani słowem, tylko patrzył. Nie mogłam nic wyczytać z jego spojrzenia.
- Masz zamiar coś powiedzieć?
- Gdzie byłaś? - Cholera, on jest wściekły! Jeszcze ten jego opanowany ton, który wzbudzał we mnie większe przerażenie, niż jego krzyk. Jest sens kłamać?
- W Rumunii.
- W Rumunii? Co ty do cholery robiłaś w Rumunii? - Zmienił pozycje, nachylając się w moją stronę, opierając łokcie o kolana.
- Polowałam.
- Na co?
- Na wilka, albo raczej na hybrydę.
Zbladł.
- Hybrydę? Po jaką cholerę?
- Musiałam. Była to moja misja.
- Nie rozumiem. Jaka misja?
- Za dużo chcesz wiedzieć!
- Nie uważasz, że należą mi się jakieś wyjaśnienia? - Wstał gwałtownie, ze złości zaciskając dłonie w pięści. - Wyjechałaś, nie dawałaś znaku życia, a kiedy wróciłaś, znalazłem cię pokiereszowaną, ledwie żywą! I ty mi mówisz, że za dużo chce wiedzieć?
- Draco, ja...
- Nie Hermiono, masz mi powiedzieć, co się z tobą do cholery działo! - Spojrzał w moje oczy. Jego spojrzenie złagodniało, biła z niego troska. - Martwiłem się o ciebie. - Wyszeptał zachrypniętym głosem.
Usiadł na łóżku, obok mnie. Złapałam go za dłoń. Jego dotyk dodał mi siły, zaczęłam więc opowiadać.
- Kiedy znalazłam się w zamku, marzyłam jedynie o swoim łóżku. Niestety nie było mi to dane. Spotkałam twój fanklub. Byłam zła na Rafaela, a do tego plecy mnie cholernie bolały, a te durne plastikowe lale trajkotały mi nad głową, jak nakręcone katarynki. Całą złość wyładowałam więc na nich. Swoja drogą, co z Parkinson? Nic jej się nie stało?
- Nic jej nie jest. Po dwóch dniach wypuścili ją stąd. Czym ty w nią rzuciłaś?
- Staro magiczne zaklęcie, kiedyś Michael mi je pokazał.
- Nie powiedziałaś mi, dlaczego wysłali cię do tej Rumunii.
Co mam mu powiedzieć? Prawdę, czy półprawdę? Czym się zadowoli?
- Tylko nie kłam!
- W Bractwie musimy przestrzegać zasad. Tego wieczoru, kiedy Marcus cię poturbował… - Uśmiechnęłam się do niego przepraszająco, na co wzruszył ramionami. - …pewne zasady zostały złamane. Jak sam się przekonałeś istnienie Bractwa, Rady Starszych i wszystkiego, co dotyczy Alp jest tematem tabu. O tym się nie mówi, trzymamy wszystko w tajemnicy. Tylko nieliczni zdają sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy legendą, że Bractwo Białego Kruka naprawdę istnieje. Tamtego dnia, kiedy Syntia powstrzymała Marcusa, użyła swojego daru, kiedy za ścianą byli mugole. Użyła magii bez mojej zgody.
- Chcesz mi powiedzieć, że wylądowałaś w Rumuni, bo Syntia mnie uratowała? To przecież jest popieprzone! - Wykrzyknął, ponownie wstając i zaczął chodzić w tą i z powrotem, od ściany do ściany.
- Draco, wyboru dokonałam ja!
- A miałaś jakiś wybór?
- Oczywiście, że tak.
- Jaki?
- Co jaki? - Zmarszczyłam brwi.
- Jakie miałaś opcje?
- Dlaczego to jest dla ciebie takie ważne? Było minęło, a nikomu nic się nie stało. Nie ma co roztrząsać tej sprawy.
Wstał gwałtownie i spojrzał w moją stronę. Piękne, stalowoniebieskie oczy blondyna były w tej chwili czarne. Wściekłość aż biła od niego. Przełknęłam nerwowo ślinę.
- Kpisz sobie? Nic się nikomu nie stało? A ty to niby co? - Wskazał ręką na mnie, mówiąc podniesionym głosem. - Ledwie z życiem uszłaś! - Wrzasnął, a jego słowa zawisły miedzy nami. 
- Ja… - Nie dał mi dokończyć, odzywając się ponownie, ze zrezygnowano miną.
- Mów prawdę! Czy może dalej masz zamiar kłamać? Przestań w końcu wciskać mi kit Hermiono. Mogę znieść dużo, ale mam dość tajemnic, które cię otaczają. Odkąd się pojawiłaś, moje życie zostało przewrócone do góry nogami. Odkąd cię zobaczyłem ponownie na Pokątnej, wyczułem, że masz jakąś tajemnicę, było to widać w twoich oczach, ale nie przewidziałem, że jest ich aż tyle. Zaintrygowałaś mnie, stałaś się zagadką nie do odgadnięcia. Ale teraz, kiedy poznałem większość z nich, jestem zawiedziony. Nie myśl sobie, że jestem rozczarowany tobą, bo to oczywiście jest nie prawda, ale jestem rozczarowany tym, że mi tego sama nie powiedziałaś.
Zamilkł, a ja układałam sobie w głowie jego słowa. Złość się we mnie zbierała, musiałam się bronić.
- A co myślałeś? Że w pierwszy dzień nauki przyjdę do ciebie i wszystko o sobie powiem? Draco jesteś pijany? Co ty sobie myślisz? Byłeś moim wrogiem! Przez tyle lat się nienawidziliśmy. Traktowałeś mnie jak kogoś gorszego od siebie. Czego się spodziewałeś? Jesteś synem Śmierciożercy, nie mogłam ci zaufać. - Dopiero, kiedy te słowa opuściły moje usta, zdałam sobie sprawę, co powiedziałam. - Cholera, ja przepraszam, to nie to chciałam powiedzieć. Ja…Draco…zrozum. - Zamilkłam.
Wyprostował się dumnie, unosząc głowę wysoko.
- Wiec jestem dla ciebie tylko synem Śmierciożercy? Kimś niegodnym zaufania, tak? Rozumiem.
Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. Chce odejść? Nie mogłam mu na to pozwolić.
- Wychodzisz? Tak po prostu sobie idziesz? - przystanął w miejscu, odwrócony do mnie plecami. Westchnęłam zrezygnowana. - Draco, teraz, kiedy cię poznałam jesteś dla mnie kimś więcej. Ufam ci, ale również się obawiam.
- Czego się obawiasz? - Zapytał, dalej nie patrząc w moją stronę.
- Tego, co ze mną robisz. - Wyszeptałam.
Zaskoczony spojrzał na mnie.
- A co ja z tobą robię? Raczej co ty ze mną robisz! Wariuję przez ciebie!
- Czego od mnie oczekujesz?
- Prawdy.
- W zasadzie Rada życzyła sobie winnego, byli przekonani, że to będzie Syntia. A ja nie mogłam pozwolić im ukarać jej. W końcu cała ta sytuacja była spowodowana tym, że nie zaprzeczyłam, kiedy Marcus zapytał czy z tobą spałam. Miałam wstawić się w Alpach razem z Syntią następnego dnia, jednak poszłam sama. Raphael zapytał co ja wyprawiam, to odpowiedziałam, że jak chcieli winnego, to go mają. Szalę przeważyło to, że kazali mi wymazać ci pamięć. Nie mogłam się na to zgodzić. Raphael wysłał mnie więc do tej przeklętej Rumunii, abym znalazła tego wilka. Michael był przeciwny, ma swoich Łowców, oni są od poskramiania takich istot. Jednak on już wysłał swoich najlepszych tropicieli i żaden z nich nie powrócił żywy. Michael miał zająć się tym sam, ale Raphael wysłał mnie.
- Dlaczego ciebie? Jesteś czarownicą, a nie Łowcą czy Tropicielem. - Uniósł ręce w geście załamania. - Ile was tam do cholery jest?
- Rada Starszych, mówimy na nich odwieczni, ponieważ żyją już bardzo długo i mają po kilkaset lat, liczy dziesięć osób. Najstarszy jest Raphael ma on ponad osiemset lat, Michael siedemset, reszta coś pomiędzy trzysta, a sto. Jest jeszcze Autumn, ona jest najmłodsza, ma zaledwie 40 lat, ale jest również potężna, jak inni. Nie pytaj mnie jak oni to robią, że tak wyglądają, bo nie mam zielonego pojęcia. - Przerwałam, badając jego reakcje. Wydawał się spokojny, jakby to na nim nie zrobiło żadnego wrażenia. - Wydajesz się spokojny? Nie wstrząsnęło to tobą?
- Nie bardzo. Po tym, jak byłem świadkiem, kiedy cię uzdrawiali, nic nie może mnie zaskoczyć. Jest Rada i kto jeszcze?
- Bractwo Białego Kruka, czyli ja i pozostali. Są jeszcze Łowcy. Oni podlegają Michaelowi. Rada ma władze nad wszystkim, co nas otacza. Pilnują porządku na świecie, a cała społeczność czarodziei podlega im. A teraz ty jesteś jednym z nas, stałeś się krukiem, Draco. -Zamilkłam, przyglądając mu się uważnie. - Draco, dziękuję ci za uratowanie życia. Gdyby nie ty, to już by mnie nie było.
Patrzył na mnie, nic nie mówiąc. Jego wzrok palił. Dlaczego milczy? Kiedy się odezwał, mówił głosem pozbawionym jakiegokolwiek uczucia. Stał się odległy, zimny.
- Byłabyś teraz wampirem.
- Wyczuwałam Marcusa, mówił, że chce mnie zmienić.
Patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
- Słyszałaś nas?
Uśmiechnęłam się na wspomnienie jego słów.
- Byłeś prawie cały czas przy mnie. Chciałeś abym się obudziła. Dlaczego tak ci na tym zależało?
- Mówiłem ci już. Zależy mi na tobie. - Wzruszył ramionami, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
Zamilkł, wpatrując się w okno. Mogłam się założyć, że nie widział tego, co się za nim znajdowało. Wydawał się myślami być gdzie indziej.
- Twoi rodzice są w Hogwarcie.
- Co o tym myślisz?
- O czym? O tym, że jesteś czarownicą czystej krwi? Czy może o tym, że jesteś arystokratką? Wiesz co, ironią jest to, że cię obrażałem, traktowałem gorzej niż skrzaty, a w twoich żyłach płynie czystsza krew niż moja. Nie rób takiej miny, nie obchodzi mnie już to, jaki status ma twoja krew, moje poglądy uległy zmianie. Przepraszam cię za te wszystkie krzywdy, jakie ci wyrządziłem. Jestem skończonym idiotą.
- Draco, już mnie przepraszałeś, a ja ci wybaczyłam, więc nie wracajmy już do tego. Dla mnie również nie ma znaczenia z jakiej rodziny pochodzisz. Byłeś wychowywany w niesprzyjających warunkach do uwielbiania mugoli. To nie twoja wina.
- Niesprzyjających warunkach mówisz. No cóż, masz rację. Po prostu chcę, abyś wiedziała, że się zmieniłem.
- Tak wiem i doceniam to. Wyglądasz na zmęczonego, powinieneś się położyć spać.
- Wyganiasz mnie? - Zapytał rozbawiony.
- Oczywiście, że nie! - Wzruszyłam ramionami. -  Ale no cóż, nie wyglądasz za dobrze.
- Powiedziała ta, co wygląda jak okaz zdrowia. Masz rację, ale połóż się. Ja też pójdę już spać.
Zanim wyszedł, pocałował mnie w czoło, życząc dobrej nocy.
*****
Ranek przyniósł ze sobą kilka niespodzianek. Rodzice odwiedzili mnie, jak tylko wstali z łóżka. Ucieszyli się ogromnie, że w końcu się obudziłam. Musieli już wracać do Londynu i teraz, kiedy już byłam zdrowa, mogli to zrobić bez zmartwień. Nie miałam nic przeciwko, zwłaszcza, że cały czas ktoś przy mnie był.
Tata uprzedził mnie, że podjął decyzje o ujawnieniu się. Nie bardzo mi się spodobał ten pomysł, zwłaszcza, że dzisiejsze czasy nie są spokojne. Próbowałam mu to wyperswadować z głowy, ale był nieugięty. Upierał się, że tak będzie lepiej, że teraz nikt już nie odważy się mnie zaatakować. Teraz każdy będzie wiedział, że jestem czarownicą czystej krwi. Miałam dziwne przeczucie, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Najgorsze jest to, że moje przeczucia zazwyczaj się sprawdzały.
W miedzyczasie odwiedziła mnie Ginny z Harrym. Draco ich powiadomił, że się obudziłam. W skrócie opowiedzieli mi to, co się działo podczas mojej nieobecności oraz o reakcji szkoły, kiedy pojawiła się dziesiątka wybitnych magomedyków, którzy mnie uleczyli. Po ich wyjściu pojawił się profesor Snape, wraz z dyrektorem Dumbledorem, aby się czegokolwiek dowiedzieć o okolicznościach mojego wypadku.
Najzabawniejsze jest to, że obwiniali biedną Pansy o to, co mi się stało. Oczywiście powiedziałam, że to nie jej wina. Nie mogłam powiedzieć im całej prawdy, ale nie mogłam pozwolić, aby to ona poniosła za to karę. Kiedy wypytywali mnie o to jak zostałam ranna, wymyśliłam, że stało to się na korytarzu przed przejściem do salonu. Miałam wrażenie, że Snape za bardzo nie uwierzył w moją wersję wydarzeń. Nic nie powiedział, ale jego spojrzenie mówiło samo za siebie. 
Kiedy mama i tata pożegnali się ze mną, pojawiła się Syntia wraz z resztą kruków, domagających się wyjaśnień. Nie mogli uwierzyć, że Raphael się posunął do czegoś takiego. W końcu nigdy nic takiego się nie zdarzyło. Oczywiście nie omieszkałam im powiedzieć, że jeszcze nigdy nie było takich członków Bractwa. Sergiej zbeształ mnie za to, że nie wzięłam nikogo z sobą do pomocy.
Czas przy nich zleciał mi niespodziewanie szybko.
- Myślę, że już będziemy się zbierać. Musisz odpocząć. - Powiedział Misza.
- Masz rację, a ty nasza pani zdrowiej szybko. - Odezwał się Arno, całując mnie w policzek na pożegnanie.
- Ej uważaj, bo cię Malfoy powiesi. Mój braciszek stał się bardzo zaborczy, nawet przegonił Marcusa. - Zaśmiała się Syntia. - Swoją drogą, gdzie on się podziewa Hermiono?
- Zamknij się S! Nic mnie z Draco nie łączy. A gdzie jest Marcus, to nie mam pojęcia.
Pożegnałam się ze wszystkimi. Byli już przy drzwiach, kiedy przypomniało mi się coś ważnego.
- Sergiej! Zaczekaj! Mam dla ciebie zadanie. - Zatrzymali się, spoglądając na mnie ciekawie. - Zastawcie nas samych.
Odczekałam chwilę, upewniając się, że jesteśmy sami. Sergiej wpakował się na moje łóżko z okrzykiem: "posuń się". Pokręciłam jedynie głową z politowaniem na jego zachowanie.
- Co jest szefowa?
- Mam dla ciebie misję. Jesteś zainteresowany?
Momentalnie spoważniał.
- Dawaj.
- Znajdź Asada. Masz na to dwa tygodnie. Weź chłopaków do pomocy.
* Draco
Stałem oparty o framugę drzwi do sali, gdzie leżała Hermiona. Na jej łóżku siedział chłopak. Jego czarna skóra opinała umięśnione barki, nie wątpliwie był bardzo przystojny. Nachylał się lekko na dziewczyną, która zawzięcie coś mu tłumaczyła. Jak dla mnie, byli za blisko siebie. Oboje nie zwracali na mnie uwagi, ale kiedy podszedłem bliżej, Hermiona dostrzegła mnie nad ramieniem swojego rozmówcy. Zaskoczona i zmieszana odezwała się zachrypniętym głosem.
- Draco!
Jej rozmówca wyprostował się i odwrócił w moją stronę. Sergiej. Spiąłem się cały. Wiedziałem, że nic ich nie łączy, ale z tego, co mi opowiadała Syntia kiedyś byli blisko.
- Witaj Hermiono. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. - Nie zwracając uwagi na chłopaka, podszedłem do niej i pocałowałem ją na powitanie w czoło.
- Oczywiście, że nie. Już skończyliśmy.
- Tak, ja będę się zbierać. Elena na mnie czeka. Pa słoneczko. - Nachylił się nad MOJĄ Hermioną i pocałował ją w policzek. Zacisnąłem zęby ze złości. Uśmiechając się sztucznie, pożegnałem go skinieniem głowy.
- Jak się czujesz?
Hermiona uśmiechnęła się do mnie pięknie. Robisz się sentymentalny!
- Dobrze, nawet pozwolili mi dzisiaj wstać z łóżka. Mam już dość leżenia. - Podskoczyła uradowana i klasnęła w ręce. - Jutro mogę już wrócić na lekcje! Co tam masz?
Uśmiechnąłem się do niej wesoło. Wydawała się być w doskonałym humorze, jednak, kiedy jej pokażę to, co przyniosłem ze sobą, dobry humor pójdzie w niepamięć.
- Udało mi się zdobyć jutrzejsze wydanie „Proroka Codziennego”. Myślę, że chciałabyś go zobaczyć.
Podałem jej gazetę do ręki, którą szybko rozwinęła. Z pierwszej stronie było zdjęcie przedstawiające Salazara Sulivana, a tytuł artykułu głosił „ Sulivan zmartwychwstał”.
- Nie wierzę, że oni naprawdę to zrobili! Powariowali! - Wykrzyknęła rozgniewana. Odrzuciła gazetę na stolik obok łóżka. - Nie chce tego czytać.
- Myślę, że powinnaś. Chcesz, to ci przeczytam.
Spojrzała to na gazetę, to na mnie, w końcu zrezygnowana opadła na poduszki.
- Czytaj.
Otworzyłem proroka na danej stronie. Zacząłem czytać.
 „ Nie uwierzycie, jakie było moje zdziwienie, kiedy do drzwi mojego gabinetu w redakcji „Proroka Codziennego” zawitał mężczyzna, który się przedstawił, jako człowiek, którego świat czarodziejów uważał za zmarłego. Tak moi drodzy czytelnicy, piszę właśnie o Salazarze Sulivanie. Dla tych, którzy nie wiedzą o kim mowa, co jest oczywiście mało prawdopodobne, pragnę przypomnieć, że jest on głową bardzo szanowanego arystokratycznego rodu czarodziei w Wielkiej Brytanii, jak i we Francji. Ale to nie koniec niespodzianek. Dnia 15 sierpnia 1989 roku na świat przyszła córka Salazara i Aleksandry, Hermiona Katherina Sulivan. Niestety rok później byli zmuszeni oddać dziewczynkę na wychowanie mugolom, sami zaś uciekli z kraju, zacierając za sobą jakiekolwiek ślady. Jesteście zapewne ciekawi, kim jest teraz ta dziewczyna. Otóż moi drodzy córka Sulivanów, jak i arystokratką jest panna Hermiona Granger, którą każdy uważał za czarownicę mugolskiego pochodzenia. Panna Granger jest wieloletnią przyjaciółką Harrego Pottera. Obecnie Hermiona uczy się w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart…
- Dobra przestań już! Nie chce tego słuchać.
- Jesteś pewna? Dopiero się rozkręca. - Zażartowałem, choć wiedziałem, że jeśli jutrzejsze wydanie dostanie się do rąk moich rodziców, będę musiał słuchać paplaniny matki. - Skeeter nie omieszkała dodać czegoś o mnie.
Zaskoczona spojrzała na mnie. W jej oczach czaiło się niezrozumienie. Westchnąłem.
- Gdybyś dała mi przeczytać do końca, to byś wiedziała, o czym mówię.
- Przestań się bawić w zagadki tylko mi mów, o co chodzi. Co ta przebrzydła baba tam napisała?
Przyjrzałem się jej dokładnie. Nie wyglądała wcale na chorą, tryskała energią, tak jakby ostatnie dni nic dla niej nie znaczyły. Ciekawy jej reakcji na to, co zaraz usłyszy, nie przeciągałem już dłużej. Ponownie zajrzałem do artykułu, odnajdując fragment, który interesował nas najbardziej.
- „ ...jestem niemal pewna, że syn Lucjusza i Narcyzy Malfoy, Draco Lucjusz Malfoy darzy ją większym uczuciem, niż się wydaje. Kiedy to panna Granger była w śpiączce, młody dziedzic nie opuszczał jej na krok. Siedział u niej całymi dniami, jak donosi jeden z moich informatorów i przyczynił się znacznie do poprawy jej stanu zdrowia. Czy dojdzie do połączenia dwóch czarodziejskich rodów z tak wielką tradycją? Jaka jest prawda, dowiemy się już wkrótce.”
- Oh. - Tylko tyle powiedziała, a jej mina świadczyła tylko o jednym: zaskoczeniu.
Dlaczego? Przecież mówiłem, że mi na niej zależy. Podszedłem do łóżka, na którym siedziała.
- Posuń się.
Przesunęła się lekko, robiąc mi miejsce. Położyłem się obok, przytulając ją do swojej klatki piersiowej. Jeśli miała coś przeciwko temu, zachowała to dla siebie. Mogłem tak siedzieć przy niej godzinami. Najważniejsze było, że miałem ją blisko siebie. Wiedziałem, że wpadłem, ale czy ona również czuła do mnie to samo? Na domiar złego był jeszcze ten przeklęty wampir. Nie wiedziałem, co ich łączy, powinienem się dowiedzieć, ale bałem się usłyszeć odpowiedzi.
- Draco, o czym myślisz?
- Mam być szczery?
- Tak.
- Myślę nad tym, czy dalej jesteś z tym wampirem.
Usiadła prosto, zaskoczona moim pytaniem. Spojrzała na mnie swoimi oczami, w których był teraz smutek. Wiedziałem już, co usłyszę.
- Draco, ja... - Zaczęła, ale nie dokończyła, bo przerwał jej huk otwieranych drzwi, a to, co usłyszałem później, raptownie poprawiło mi humor.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego Rada Starszych wysłała za mną łowcę?- Wycedził wściekły Descartes w stronę oniemiałej Hermiony.


***************************************************************************


Ps. Wybaczcie ale rozdział jest MEGA nudny :(