poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Help

Hej :) 
Chciała bym zmienić wygląd bloga, hmm polecicie mi kogoś, kto mi zrobi szablon??
Buziaczki moje robaczki! :* 
A tak w ogóle, co do konkursiwa to nikt nie zgadł!!!
 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział X





***Hermiona


- Idziesz z nami do przedziału ślizgonów, czy zamierzasz spędzić podróż w towarzystwie gryfonów?- Zapytała Syntia.
- Czy ja w twoim głosie wyczuwam ironie? Snape to są moi przyjaciele!
- Wiem Miona, pytam po prostu, bo chciałam z tobą pogadać, dawno nie rozmawiałyśmy!
- Chcesz rozmawiać w przedziale pełnym ślizgonów? O tak genialny pomysł!
Klaszcze w ręce.
- Znajdziemy sobie coś wolnego, przyprowadź Rudzielca, a ja coś poszukam, ok?
- Ok.
S ruszyła, zaglądając po drodze do wszystkich przedziałów. Ja za to poszłam po Ginni.
- Hej, Ginni! Usiądziesz ze mną i Syntią?- Pytam.
- Jasne, za 10 minut będę.
- Tylko z S? Czy może z tymi dwoma błaznami też?- Pyta Harry.
- A dokładnie to o kogo ci chodzi, co?
- Jak to o kogo? O Zabiniego i Malfoya! Dużo czasu z nimi spędzasz! Zaprzyjaźniliście się?
 Wzdycham zirytowana, po moim dobrym humorze, już niestety nie ma żadnego śladu.
- Nawet jeśli, to co?
- Wiedziałem, że tak to się skończy! Oni są Śmierciożercami! Nie możesz się z nimi zadawać!
- Potter zaczynasz mnie wkurzać! Oni się zmienili! Zrozum w końcu, że nie każdy jest zły!

Wyszłam, nie zważając, że dalej do mnie mówi. Po drodze do naszego przedziału, który nawiasem mówiąc nie wiem gdzie jest, spotkałam Malfoya.
- Ej Granger, poczekaj. Chce pogadać.
Odwracam się w jego stronę, mrużąc oczy.
- Wiesz, co? Meczysz mnie już! Mam dość twoich zmian nastroju Malfoy. Po prostu odpuść sobie!
- Odpuścić sobie? Jasne, abyś miała czas dla Descartesa?
Raptownie sztywnieje każda część mojego ciała.
Co? Jak? Ale?
Udaje, że nie wiem, o co mu chodzi. Wymijam go chcąc jak najszybciej odejść, jednak on zastępuje mi drogę. Stajemy twarzą w twarz, zaledwie kilka centymetrów od siebie.
- Nie udawaj głupiej, wiem kim był ten koleś. Pytanie brzmi, czego on chciał od ciebie?
Palcem wskazującym uderzam w jego pierś, cała jestem najeżona.
- TO NIE JEST TWÓJ INTERES, MALFOY!
Widzę jak złość się w nim budzi, ogniki wściekłości zaczynają się pojawiać w jego oczach. Łapie mnie za ręce, przyciskając do ściany pociągu.
- Powiedz czego on od ciebie chce!
Próbuje się mu wyrwać, szarpiąc się. Rezultat jest nijaki, łapie mnie mocniej, przyciskając bardziej do ściany. Czuję jak jego ciało napiera na moje. Otacza mnie jego zapach, wyczuwam kuszącą mieszankę drogich perfum, żelu pod prysznic oraz jego samego.
- Puść mnie! To co łączy mnie i Marcusa, nie powinno cię w ogóle obchodzić.
Sztywnieje, nabiera powietrza warcząc mi do ucha.
- Marcusa? Jesteście na ty? No, ale czego mogłem się podziewać, w końcu spędziłaś z nim noc!
Zdezorientowana, patrzę na niego szeroko otwartymi oczami, nic nie rozumiejąc.
- Co?
- Dobrze słyszałaś!
-Malfoy, co ty gadasz? Czyżbyś zgłupiał? Przecież ja spałam u siebie w pokoju!
- Jak to? Przecież? Ale? Naprawdę?
Marszczę czoło w irytacji.
Co on mi sugeruje?
- Naprawdę, to ja się nie musze przed tobą tłumaczyć. Puść mnie w końcu!
Krzyczę na blondyna, ten jednak nic sobie z tego nie robi. Uśmiecha się szeroko, po czym wbija się zachłannie w moje usta. Automatycznie oddaje pocałunek, robiąc to z taką samą pasją jak on. Całujemy się niemal z desperacją, walcząc o dominacje. Draco puszcza moje ręce, obejmuje mnie w talii jedną ręką, drugą zaś, wplata w moje włosy. Zwalnia, całuje mnie delikatnie, niemal słodko, niczym najczulszy kochanek. Moje powieki opadają. Delektuje się tym.

Ogarnia mnie uczucie zapomnienia, czas, miejsce, nic nie ma już dla mnie znaczenia, liczą się tylko usta blondyna. Jego ręce błądzące po moim ciele, tak jakby chciał zapamiętać każdy jego skrawek. Odrywając się od moich ust, składając pocałunki, kieruje się w stronę mojego ucha. Wyszeptał zachrypniętym głosem.
- Nie potrafię zapomnieć.

Czuję, jak mnie puszcza. Dobrze, że stoję oparta o ścianę, przynajmniej się nie przewrócę.  Ciało mam jak z waty. Łapię łapczywie powietrze, wdech, wydech, wdech, wydech. Wraca mi racjonalne myślenie. Powoli otwieram oczy, aby zganić Malfoya, ale go już nie ma. Rozglądam się na boki, nigdzie go nie ma. Gdzie on się podział?

Kiedy znajduję przedział, w którym jest S, doznaje szoku.
- No bez jaj, ja z nimi nie będę wracać!- Mówię, wydymając wargę, wskazując na Diabła palcem, niczym pięcioletnie dziecko.
- Ale..- Zaczęła moja przyjaciółka, ale jej przerwałam.
- Nie S, ja z nim siedzieć nie będę, tam gdzie jest on, pokaże się i Malfoy.
Nie zdążyłam dokończyć zdania, a w drzwiach przedziału pokazał się, nie kto inny jak sam pan Draco Robię-Co-Chcę Malfoy. Zagryzam zęby, robiąc naburmuszoną minę i siadam na kanapie przy oknie. Z założonymi rękoma na piersi udaje, że jestem obrażona. Tak naprawdę w duchu śmieję się sama z siebie. Moja podświadomość szepcze mi do ucha.
-Jezu, czasami zachowujesz się jak dziecko!
Jednak nie komentuję tego wcale.
- Och, Granger dorośnij!- Beszta mnie Malfoy.
Za kogo on się uważa? Powolnym ruchem głowy, zwracam się w jego stronę.
 - Ty się lepiej zamknij, a ty panno Znajdę-Coś-Wolnego-Aby-W-Spokoju-Porozmawiać, Snape, zrób z nimi porządek! Koniec i kropka!
Sekundę później widzę, jak trójka błaznów leży na ziemi i śmieje się ze mnie w najlepsze. Patrzę w sufit i jakby szukając zrozumienia mówię:
- Dlaczego Boże, ja?  Dlaczego mnie, tak ukarałeś? Mam przyjaciół debili!
Minęła chwila zanim trójka prymitywów się łaskawie uspokoiła, po czym pierwszy odezwał się Blaise.
- Czy mi się wydaje, czy ty nas nazwałaś przyjaciółmi?- Pyta zdyszany.- Naprawdę uważasz nas za przyjaciół?- Zapytał z nutą nadziei w głosie, robiąc oczka przesłodkiego kotka.
- Nie Diabełku, wydawało ci się!- Zmieniam temat.- Zaraz będzie tu Ginni.
- Wiewióra?- Zabiniemu zabłysnęły oczy.
Marszczę brwi, na napływające do mojej głowy myśli.
- Ona również będzie niezadowolona z ich towarzystwa.- Zwracam się do S, pokazując dłonią na ślizgonów.
- E tam, przesadzasz.
Gromię ją wzrokiem, zadając nieme pytanie: Czy TY nic nie rozumiesz, kobieto? Nie chcę przebywać z Malfoyem w jednym przedziale! Nagle zastanowiło mnie jedno…
- S! - powiedziałam, zwracając ku niej spojrzenie pragnące wyjaśnień.
Wyraźnie było widać, że coś ją gryzie od jakiegoś czasu. Coś co chce mi powiedzieć, bojąc się jednak mojej reakcji. Po chwili wszystkie emocje siedzące w niej, jakby się obudziły i wrzasnęła na mnie z tłumioną wcześniej złością:
- No, co! Odkąd wróciłaś do Hogwartu, masz mnie gdzieś. Chłopcy w liście, też się skarżą, że mało piszesz! Mam dość H! O Sergieju nawet nie wspominając!
- Sergieju? O co ci chodzi?
- Jak to, o co? Olewasz go! Jesteś dla niego ważna! Dajesz mu nadzieję!
- Nic mnie z nim nie łączy!
- W Bułgarii wydawało się inaczej! A po Szkocji, co było?
Zamurowało mnie. Nie wierzę, że to powiedziała. Patrzę na nią zimno, używając tonu, jakim posługuję się na zebraniach bractwa.
- Dość! Chyba się nieco zagalopowałaś.
Widać w jej oczach, że rozpoznała stan, w jakim się znajduje. Bez słowa, więc spuszcza głowę.  W pomieszczeniu nagle nastaje niezręczna cisza. Blaise i Draco, przyglądają się nam zdziwieni. Ja natomiast, aby rozładować powstałe napięcie mówię.
- No, Malfoy, a ty gdzie masz swój fanklub?
Chłopak momentalnie poważnieje, rozglądając się na boki, a w jego oczach pojawia się strach. Strach? Czyżby? Oh, panie Malfoy, nieładnie!
- Nie wiem i nie chce wiedzieć. Poważnie, one mnie przerażają.- Zamyślił się.- Potrzebuje ochroniarza!
Do naszej wymiany zdań, wtrąca się S.
- Lepiej będzie, jak znajdziesz sobie dziewczynę.
Dziewczynę? Nie bardzo mi się to podoba. Przegryzam wargę, patrząc na blondyna.
- Mam jedną na oku.- Mówi obojętnym tonem, patrząc mi w oczy.
Czuję napięcie między nami, wywołane tym jednym zdaniem. Speszona, odwracam głowę w inną stronę. 

Wszystko się skończyło, gdy do przedziału, wkroczyła Ginni.
- Co oni tu robią?- Powiedziała, z nutą, no właśnie, czego? Zadowolenia? Ciekawości?
Oh no dajcie spokój! Ty też? - Wykrzykuje w głowie, na głos zaś mówię:
- To tylko S! I jej cudowne pomysły! Ja spadam, nie będę z nimi siedzieć! Cześć!
Mówię i podnoszę się z miejsca, z zamiarem opuszczenia przedziału. W półkroku zatrzymuje mnie jednak, głos Rudej.
- Czekaj! Mam coś dla ciebie.- Wyciąga w moją stronę dłoń z kopertą. Pytająco unoszę brew.- Dał mi ją jakiś pierwszoroczniak.- Wzrusza ramionami.
- Ok.

Biorę list, lub cokolwiek to jest i opuszczam towarzystwo. Na korytarzu stoję w miejscu, zastanawiając się gdzie mam iść. Ruszam na poszukiwanie jakiegoś miejsca, z zapałem godnym Oscara.
W końcu znalazłam pusty przedział, co oczywiście graniczyło z cudem, ale z moją zaciętością nie mogło być inaczej. Zaciekawiona rozrywam kopertę. Jeden rzut oka na kartkę i już wiedziałam od kogo jest. Czytam go już kolejny raz, zapamiętując każde słowo.
Piękna!
Chciałbym ci podziękować za wczorajszy wieczór, był niesamowity. Ty jesteś niesamowita.
Czas spędzony w twoim towarzystwie jest dla mnie nadzieją. Nadzieją na lepsze jutro.
Z utęsknieniem wyczekuję naszego kolejnego spotkania.
Twój Marcus

****
Wychodząc z pociągu natknęłam się na dwie grupki osób, z prawej strony stali ślizgoni:  S, Malfoy i Zabini, a z lewej zaś gryfoni: Harry i Ron. Widać było, że czekają, do kogo podejdę. Rozglądając się na boki, nigdzie nie widziałam Ginni. Ruszyłam przed siebie, nie patrząc na żadną z grupek.
Nie mam zielonego pojęcia, co im strzeliło do głowy. S gada za dużo, Harry wariuje, a na domiar złego jest Malfoy. Kurde, żyć nie umierać.

Przed wejściem na dworzec, wbrew zakazom, zaparkowana była czarna smukła limuzyna. Oparty o nią stał przyjaciel taty. Uśmiechnął się na mój widok i ruszył w moim kierunku.

- Witam Panienkę.
- Witaj Azero.

Podróż z dworca do domu minęła szybko. Wysiadając z samochodu, przed domem czekali na mnie rodzice.
- Mama! Tata!
 Rzuciłam im się na szyję. Tak bardzo się za nimi stęskniłam.
 - Kochanie! Jak dobrze cię widzieć! Tak bardzo za tobą tęskniliśmy.
- Ja za wami również. Cieszę się, że już są święta. Spędzimy trochę czasu razem.
- A, no tak, ktoś na ciebie czeka w twoim pokoju.

Zmarszczyłam brwi, kto to może być? Uśmiechnęłam się do rodziców na odchodne i jak tylko weszłam do domu, ruszyłam po schodach na górę. Wchodząc do pokoju, nie spodziewałam się tego, co zastanę. Na moim łóżku w trójkę leżeli, Ethan, Misza i Sergiej.
Piszcząc jak mała dziewczynka rzuciłam się na nich. Zdezorientowani, w pierwszej chwili nie wiedzieli co się dzieje. Zaczęłam ich ściskać i całować po policzkach, skacząc po nich jak wariatka. Chłopcy śmiali się w najlepsze. Kiedy już się uspokoiłam, zapytałam z udawaną złością.

- Czy mam rozumieć, że zwaliliście mi się na głowę, na całe święta? - Uśmiechnęłam się do nich promiennie.
- No dobrze rozumiesz- powiedział Ethan. - Odwzajemniając uśmiech.
Właśnie tego mi było trzeba. Jednak nagle przypomniały mi się słowa S.
 - Czy ja was olewałam? To znaczy, mało pisałam? Dlaczego mi nic nie powiedzieliście? Dużo się ostatnio działo, a ja po prostu już tego wszystkiego nie ogarniałam.
Usiadłam na fotelu z miną zbitego pasa. S miała racje! Cholera!
- Kochanie, nie martw się. Już wszystko jest ok. Mamy aż 3 tygodnie, aby nadrobić zaległości. Głowa do góry.
Po słowach Miszy, wpadłam na pewny pomysł. Podnosząc się gwałtownie z fotela, klasnęłam w ręce.
- Wiem, idźcie do siebie, za godzinę idziemy na imprezę.
- Gdzie?
- Do Area.
- Przecież tam trzeba mieć rezerwację?
Wzruszyłam ramionami obojętnie.
- Ja nie muszę. Wystarczy, że jestem córką właściciela.
Zrobili zabawne miny.
- Sergiej ty zostań, musimy pogadać.
Czekaliśmy w ciszy, aż chłopcy wyjdą.
- Co napisałeś do S?
- Nic konkretnego, tylko to, że nie masz dla nas czasu, nic nowego.
Zmarszczył brwi w zamyśleniu.
- Ona twierdzi, że nas coś łączy!- Powiedziałam z wyrzutem.
- Na pewno to nie moja wina, może doszło coś do niej już w Bułgarii.
- Niby, co?
- Może to, że za każdym razem jak miałaś zjebany humor, to przychodziłaś z tym do mnie. Może to, że to ze mną spędzałaś najwięcej czasu. Tamta impreza też nie była bez znaczenia. Każdy widział jak nas do siebie ciągnęło. Jej zakończenia na pewno nie znają, bo już bylibyśmy pod ostrzałem pytań, ale ja go na pewno nigdy nie zapomnę... - Zakończył smutno, wciąż nie patrząc w moją stronę.
Co się dzisiaj dzieje? - zapytałam samą siebie. Najpierw Malfoy, a teraz on.
- Sergiej, ale to był pojedynczy epizod, który wydarzył się tylko dlatego że przeholowaliśmy z ognistą. Przecież wiesz...
- Tak wiem, to znaczy nie wiem. Na początku myślałem tak jak ty, że to była tylko chwila zapomnienia, ale ja nie mogę o tym zapomnieć. Co tak naprawdę jest miedzy nami? Nawet nie wiem jak to nazwać...
- Sergiej, posłuchaj mnie uważnie. Jesteś dla mnie kimś ważnym, ale kocham cię jak przyjaciela, nic więcej. Przepraszam...
Patrzyliśmy sobie w oczy i zauważyłam w nich... ulgę? Zmarszczyłam brwi, przekrzywiając  głowę.
- Chcesz mi coś powiedzieć?
Odwrócił się do mnie tyłem, dalej nie chcąc patrzeć mi w oczy.
- Zakochałem się- wyszeptał.
- Ohhh...
- Oh?
- No, a co mam powiedzieć, ale to chyba nie ja jestem tą szczęściarą, co?
Obdarzył mnie swoim najlepszym uśmiechem.
- Nie. Chociaż zawsze będziesz dla mnie ważna. Wysłałem list do Synti, czy się z kimś spotykasz. Źle go musiała zinterpretować. Byłem ciekaw, czy w twoim życiu pojawił się ktoś warty twojej uwagi, ktoś, z kim będziesz czuła się najszczęśliwszą kobietą na świecie. Nie chciałem cię zostawiać samą. Jesteś dla mnie drugą najważniejszą kobietą, dla której zrobiłbym wszystko. Chce, abyś też była szczęśliwa.
-Hmm, drugą? A kim jest  ta twoja wybranka?
- Nie wiem czy ci się to spodoba, ale to siostra Ethana.
- Eeee...
- Nic więcej nie powiesz?
Wzdycham.
- No, ok, masz racje. Nie podoba mi się to, ale jeśli tego właśnie chcesz, to będę cię wspierać, tak jak ty mnie. Wiedz, że zawsze możesz się do mnie ze wszystkim zwrócić. Dobra, jeśli już sobie to wyjaśniliśmy, chciałabym abyś mnie zostawił samą.
Spojrzał na mnie zaskoczony, nie bardzo rozumiejąc jego nagłe wyproszenie.
- Musze się przygotować! Spadaj.
Ruszył do drzwi, jednak z ręką na klamce, odwrócił się w moją stronę.
- Gdzie jest Syntia?
Wzruszam ramionami.
- Pewnie z Malfoyem i Zabinim. Nie wiem, jestem na nią wściekła.
Zaciekawiony, uniósł pytająco brew. Przewracając oczami, na jego ciekawość, odpowiedziałam:
- Pokłóciłyśmy się. Ona mi wytknęła, że się oddaliłam od was i od niej. Może i ma racje...- Widząc jak Siergiej kpiąco unosi brew, poprawiłam - Cholera, ok ma racje, ale to nie daje jej prawa do tego, aby gadać o was, Bułgarii i wydarzeniach w Szkocji przy osobach trzecich. Kurwa, obowiązuje ją pieprzona przysięga!
- Co zrobisz?
- Nic, wyślę jej zaraz patronusa, aby się pojawiła u mnie jak najszybciej. Nagadam jej do słuchu i będzie ok. A teraz sio, zakochany Romeo!

Kiedy zostałam sama, wysłałam patronusa do S i poszłam wziąść kąpiel. Długo mi to nie zajęło, więc 20 minut później zajęłam się makijażem. Na górną powiekę nałożyłam szary cień, czarną kredką wyostrzyłam kącik oka, a eyelinerem narysowałam równiutką kreskę. Róż na policzki, blada różowa szminka na usta, na wykończenie perfekcyjnego makijażu. Włosy wysuszyłam jednym machnięciem różdżki. Poskręcałam je w spirale jednym zaklęciem. Pozostało mi jeszcze wybranie czegoś wygodnego i seksownego do ubrania. Nie wiedziałam, na co mam się zdecydować. Pozostało mi tylko czekać na S.
Tak jak przewidziałam pojawiła się natychmiast po otrzymanym patronusie. Weszła do pokoju, ze spuszczona głową. Usiadła na brzegu łóżka. Odezwałam się pierwsza.

- Miałaś rację, odsunęłam się od was, ale to nie daje ci prawa, aby wciągać w to Bułgarię i Szkocję. S pomyśl następnym razem zanim coś zrobisz! Złożyłaś mi obietnicę prawda!
- Przepraszam, poniosło mnie. Wiem, że zrobiłam źle, ale chce abyś zaakceptowała Draco i Blaisa.
- S oni są dziećmi Śmierciożerców, my jesteśmy krukami, jak mam ich zaakceptować?
 Nie wiem, dlaczego jej to mówię, przecież ich akceptuję. Blaise miał racje, traktuje ich jak przyjaciół.
 - Oni się zmienili! Poznałaś ich już! Nawet Draco, przeciwstawił się ojcu i nie chce wkroczyć w szeregi Voldemorta. Daj im szanse. Proszę.
- To dla ciebie takie ważne?
- Tak.
Wzdycham, zrezygnowana.
- Ok
Uradowana dziewczyna rzuca się na mnie, ściskając. Kiedy mnie puszcza dostrzega stan, w jakim się znajduję.
- Wybierasz się gdzieś?
- A tak, ty również, tylko musisz się przebrać, w coś bardziej odpowiedniego.
- Ale, ja nic nie mam. Zobacz, w czym ja jestem.
Rozkłada bezradnie ręce, okręcając się dookoła. Zaczynam się z niej śmiać.
- Wybierz coś z mojej szafy i przy okazji coś dla mnie.

Dwa razy jej powtarzać nie musiałam. Ledwie skończyłam zdanie, a jej już nie było. Wyłoniła się po 10 minutach z dwoma sukienkami. Podała mi kremowo-czarną, więc założyłam ją przez głowę. Była bez ramiączek idealnie opinająca mój biust i podkreślająca atuty mojej figury. Jedwabna, sięgająca do połowy uda. Pod biustem miała czarną satynową wstęgę z kokardką, a dół był złożony z dwóch warstw. Pierwsza była jedwabna, druga zaś z koronki. Do tego czarne czółenka na platformie od Jimiego Choo. S wybrała podobny zestaw dla siebie, z tym, że dół jej sukienki tworzył bombkę. Buty miała od Manolo.
Jak na czarownice czystej krwi, cholernie kochała mugolskich projektantów obuwia.

- Jeśli mi zniszczysz te buty, wydrapię ci oczy.
- Prędzej odgryzę sobie język, niż zrobię krzywkę tym cudeńkom.
 Przerwało nam pukanie do drzwi. Uśmiechnęłam się do niej.
- Ruda też idzie?
- Nie, wysłałam jej patronusa, ale odpowiedziała, że nie ma ochoty. Za to idzie z nami kto inny.
- Kto?
Podchodzę do drzwi, kładę rękę na klamce i mówię.
- Zaraz zobaczysz!
Cała krew z twarzy S odpływa, kiedy w otwartych drzwiach stoi Misza. Chłopak w pierwszej kolejności nie dostrzega Syntii. Wchodzi do pokoju, rzucając mi przez ramię.
- Pięknie wyglądasz Hermio…
Nie dokończył, stanął jak zamurowany ze wzrokiem wlepionym w Syntie. Udaję, że nie widzę ich zachowania, więc pytam.
- Gdzie reszta?
Odpowiedzi nie usłyszałam, patrząc na nich z politowaniem, usiadłam sofie.
- Przestaniecie się w końcu ślinić na swój widok? To odstrasza!
Obydwoje jak na komendę przestali, mówiąc równocześnie.
- Ja się nie ślinie!
- Ja się nie ślinie!
- Jasne, nie wnikam. To dajcie sobie buzi na powitanie, a potem mi łaskawie odpowiedz na moje pytanie.
Nie zdążył się jednak odezwać, bo do pokoju wpadła trójka młodych ludzi. Chwila, trójka?
Szeroko otworzyłam oczy na widok siostry Ethana, Eleny. Co ona tu robi?
- Elena? Co ona tu robi?
Dobre pytanie S, myślę.
- No przecież nie pójdę na imprezę do takiego klubu sam!
- Nie byłbyś sam!- Elena słysząc słowa S, zmierzyła ją wzrokiem.
- Mniejsza o to, kto, z kim, i tak dalej, może lepiej już pójdziemy.
Ubrani w płaszcze spotkaliśmy się przed domem.
- Więc jaki środek transportu, dzisiaj? Samochód czy teleportacja?
- Jaki samochód? Masz na myśli limuzynę twojego ojca?
Kiwam głową twierdząco, na co mi odpowiadają zgodnym chórem, że limuzyna.
- Szpanerzy!

Do klubu dostaliśmy się bez problemu. Po 40 minutach bawiłyśmy się z S, Miszą i Ethanem na parkiecie. Często czułyśmy z Syntią wzrok innych, pożądanie, pragnienie w oczach mężczyzn, a zazdrość i złość u kobiet. Bawiąc się w najlepsze, w oddalonym kącie, mignęła mi ruda czupryna. Ruszyłam w tamtym kierunku. Wchodząc do Sali dla Vipów przy jednym ze stolików siedziała moja przyjaciółka Ginewra Weasley. Marszcząc brwi podeszłam do niej bliżej.

- Nie masz ochoty na imprezę ze mną, ale na imprez z…- dopiero teraz rozpoznałam towarzyszącego jej partnera. 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ta dam macie czym oczy cieszyć, aż 8 stron worda.
Komentujcie kochani, komentujcie :) 
Jak zawsze podziękowania dla Niki za betowanie 
Do następnego
DraMion