***Hermiona
- Idziesz z
nami do przedziału ślizgonów, czy zamierzasz spędzić podróż w towarzystwie
gryfonów?- Zapytała Syntia.
- Czy ja w
twoim głosie wyczuwam ironie? Snape to są moi przyjaciele!
- Wiem Miona,
pytam po prostu, bo chciałam z tobą pogadać, dawno nie rozmawiałyśmy!
- Chcesz
rozmawiać w przedziale pełnym ślizgonów? O tak genialny pomysł!
Klaszcze w
ręce.
- Znajdziemy
sobie coś wolnego, przyprowadź Rudzielca, a ja coś poszukam, ok?
- Ok.
S ruszyła,
zaglądając po drodze do wszystkich przedziałów. Ja za to poszłam po Ginni.
- Hej, Ginni!
Usiądziesz ze mną i Syntią?- Pytam.
- Jasne, za 10
minut będę.
- Tylko z S?
Czy może z tymi dwoma błaznami też?- Pyta Harry.
- A dokładnie
to o kogo ci chodzi, co?
- Jak to o
kogo? O Zabiniego i Malfoya! Dużo czasu z nimi spędzasz! Zaprzyjaźniliście się?
Wzdycham
zirytowana, po moim dobrym humorze, już niestety nie ma żadnego śladu.
- Nawet jeśli,
to co?
- Wiedziałem,
że tak to się skończy! Oni są Śmierciożercami! Nie możesz się z nimi zadawać!
- Potter
zaczynasz mnie wkurzać! Oni się zmienili! Zrozum w końcu, że nie każdy jest
zły!
Wyszłam, nie
zważając, że dalej do mnie mówi. Po drodze do naszego przedziału, który
nawiasem mówiąc nie wiem gdzie jest, spotkałam Malfoya.
- Ej Granger,
poczekaj. Chce pogadać.
Odwracam się w
jego stronę, mrużąc oczy.
- Wiesz, co?
Meczysz mnie już! Mam dość twoich zmian nastroju Malfoy. Po prostu odpuść
sobie!
- Odpuścić
sobie? Jasne, abyś miała czas dla Descartesa?
Raptownie
sztywnieje każda część mojego ciała.
Co? Jak? Ale?
Udaje, że nie
wiem, o co mu chodzi. Wymijam go chcąc jak najszybciej odejść, jednak on
zastępuje mi drogę. Stajemy twarzą w twarz, zaledwie kilka centymetrów od
siebie.
- Nie udawaj
głupiej, wiem kim był ten koleś. Pytanie brzmi, czego on chciał od ciebie?
Palcem
wskazującym uderzam w jego pierś, cała jestem najeżona.
- TO NIE JEST
TWÓJ INTERES, MALFOY!
Widzę jak
złość się w nim budzi, ogniki wściekłości zaczynają się pojawiać w jego oczach.
Łapie mnie za ręce, przyciskając do ściany pociągu.
- Powiedz
czego on od ciebie chce!
Próbuje się mu
wyrwać, szarpiąc się. Rezultat jest nijaki, łapie mnie mocniej, przyciskając
bardziej do ściany. Czuję jak jego ciało napiera na moje. Otacza mnie jego
zapach, wyczuwam kuszącą mieszankę drogich perfum, żelu pod prysznic oraz jego
samego.
- Puść mnie!
To co łączy mnie i Marcusa, nie powinno cię w ogóle obchodzić.
Sztywnieje,
nabiera powietrza warcząc mi do ucha.
- Marcusa?
Jesteście na ty? No, ale czego mogłem się podziewać, w końcu spędziłaś z nim
noc!
Zdezorientowana,
patrzę na niego szeroko otwartymi oczami, nic nie rozumiejąc.
- Co?
- Dobrze
słyszałaś!
-Malfoy, co ty
gadasz? Czyżbyś zgłupiał? Przecież ja spałam u siebie w pokoju!
- Jak to?
Przecież? Ale? Naprawdę?
Marszczę czoło
w irytacji.
Co on mi sugeruje?
- Naprawdę, to
ja się nie musze przed tobą tłumaczyć. Puść mnie w końcu!
Krzyczę na
blondyna, ten jednak nic sobie z tego nie robi. Uśmiecha się szeroko, po czym
wbija się zachłannie w moje usta. Automatycznie oddaje pocałunek, robiąc to z
taką samą pasją jak on. Całujemy się niemal z desperacją, walcząc o dominacje.
Draco puszcza moje ręce, obejmuje mnie w talii jedną ręką, drugą zaś, wplata w
moje włosy. Zwalnia, całuje mnie delikatnie, niemal słodko, niczym najczulszy
kochanek. Moje powieki opadają. Delektuje się tym.
Ogarnia mnie
uczucie zapomnienia, czas, miejsce, nic nie ma już dla mnie znaczenia, liczą
się tylko usta blondyna. Jego ręce błądzące po moim ciele, tak jakby chciał
zapamiętać każdy jego skrawek. Odrywając się od moich ust, składając pocałunki,
kieruje się w stronę mojego ucha. Wyszeptał zachrypniętym głosem.
- Nie potrafię
zapomnieć.
Czuję, jak
mnie puszcza. Dobrze, że stoję oparta o ścianę, przynajmniej się nie
przewrócę. Ciało mam jak z waty. Łapię
łapczywie powietrze, wdech, wydech, wdech, wydech. Wraca mi racjonalne
myślenie. Powoli otwieram oczy, aby zganić Malfoya, ale go już nie ma.
Rozglądam się na boki, nigdzie go nie ma. Gdzie on się podział?
Kiedy znajduję
przedział, w którym jest S, doznaje szoku.
- No bez jaj,
ja z nimi nie będę wracać!- Mówię, wydymając wargę, wskazując na Diabła palcem,
niczym pięcioletnie dziecko.
- Ale..-
Zaczęła moja przyjaciółka, ale jej przerwałam.
- Nie S, ja z
nim siedzieć nie będę, tam gdzie jest on, pokaże się i Malfoy.
Nie zdążyłam
dokończyć zdania, a w drzwiach przedziału pokazał się, nie kto inny jak sam pan
Draco Robię-Co-Chcę Malfoy. Zagryzam zęby, robiąc naburmuszoną minę i siadam na
kanapie przy oknie. Z założonymi rękoma na piersi udaje, że jestem obrażona.
Tak naprawdę w duchu śmieję się sama z siebie. Moja podświadomość szepcze mi do
ucha.
-Jezu, czasami zachowujesz się jak
dziecko!
Jednak nie
komentuję tego wcale.
- Och, Granger
dorośnij!- Beszta mnie Malfoy.
Za kogo on się
uważa? Powolnym ruchem głowy, zwracam się w jego stronę.
- Ty się lepiej zamknij, a ty panno
Znajdę-Coś-Wolnego-Aby-W-Spokoju-Porozmawiać, Snape, zrób z nimi porządek!
Koniec i kropka!
Sekundę
później widzę, jak trójka błaznów leży na ziemi i śmieje się ze mnie w
najlepsze. Patrzę w sufit i jakby szukając zrozumienia mówię:
- Dlaczego
Boże, ja? Dlaczego mnie, tak ukarałeś?
Mam przyjaciół debili!
Minęła chwila
zanim trójka prymitywów się łaskawie uspokoiła, po czym pierwszy odezwał się
Blaise.
- Czy mi się
wydaje, czy ty nas nazwałaś przyjaciółmi?- Pyta zdyszany.- Naprawdę uważasz nas
za przyjaciół?- Zapytał z nutą nadziei w głosie, robiąc oczka przesłodkiego
kotka.
- Nie
Diabełku, wydawało ci się!- Zmieniam temat.- Zaraz będzie tu Ginni.
- Wiewióra?-
Zabiniemu zabłysnęły oczy.
Marszczę brwi,
na napływające do mojej głowy myśli.
- Ona również
będzie niezadowolona z ich towarzystwa.- Zwracam się do S, pokazując dłonią na
ślizgonów.
- E tam,
przesadzasz.
Gromię ją
wzrokiem, zadając nieme pytanie: Czy TY
nic nie rozumiesz, kobieto? Nie chcę przebywać z Malfoyem w jednym
przedziale! Nagle zastanowiło mnie jedno…
- S! -
powiedziałam, zwracając ku niej spojrzenie pragnące wyjaśnień.
Wyraźnie było
widać, że coś ją gryzie od jakiegoś czasu. Coś co chce mi powiedzieć, bojąc się
jednak mojej reakcji. Po chwili wszystkie emocje siedzące w niej, jakby się
obudziły i wrzasnęła na mnie z tłumioną wcześniej złością:
- No, co!
Odkąd wróciłaś do Hogwartu, masz mnie gdzieś. Chłopcy w liście, też się skarżą,
że mało piszesz! Mam dość H! O Sergieju nawet nie wspominając!
- Sergieju? O
co ci chodzi?
- Jak to, o
co? Olewasz go! Jesteś dla niego ważna! Dajesz mu nadzieję!
- Nic mnie z
nim nie łączy!
- W Bułgarii
wydawało się inaczej! A po Szkocji, co było?
Zamurowało
mnie. Nie wierzę, że to powiedziała. Patrzę na nią zimno, używając tonu, jakim
posługuję się na zebraniach bractwa.
- Dość! Chyba
się nieco zagalopowałaś.
Widać w jej
oczach, że rozpoznała stan, w jakim się znajduje. Bez słowa, więc spuszcza
głowę. W pomieszczeniu nagle nastaje
niezręczna cisza. Blaise i Draco, przyglądają się nam zdziwieni. Ja natomiast,
aby rozładować powstałe napięcie mówię.
- No, Malfoy,
a ty gdzie masz swój fanklub?
Chłopak
momentalnie poważnieje, rozglądając się na boki, a w jego oczach pojawia się
strach. Strach? Czyżby? Oh, panie Malfoy, nieładnie!
- Nie wiem i
nie chce wiedzieć. Poważnie, one mnie przerażają.- Zamyślił się.- Potrzebuje
ochroniarza!
Do naszej
wymiany zdań, wtrąca się S.
- Lepiej
będzie, jak znajdziesz sobie dziewczynę.
Dziewczynę?
Nie bardzo mi się to podoba. Przegryzam wargę, patrząc na blondyna.
- Mam jedną na
oku.- Mówi obojętnym tonem, patrząc mi w oczy.
Czuję napięcie
między nami, wywołane tym jednym zdaniem. Speszona, odwracam głowę w inną
stronę.
Wszystko się skończyło, gdy do przedziału, wkroczyła Ginni.
- Co oni tu
robią?- Powiedziała, z nutą, no właśnie, czego? Zadowolenia? Ciekawości?
Oh no dajcie spokój! Ty też? - Wykrzykuje w głowie, na głos zaś
mówię:
- To tylko S!
I jej cudowne pomysły! Ja spadam, nie będę z nimi siedzieć! Cześć!
Mówię i
podnoszę się z miejsca, z zamiarem opuszczenia przedziału. W półkroku
zatrzymuje mnie jednak, głos Rudej.
- Czekaj! Mam
coś dla ciebie.- Wyciąga w moją stronę dłoń z kopertą. Pytająco unoszę brew.-
Dał mi ją jakiś pierwszoroczniak.- Wzrusza ramionami.
- Ok.
Biorę list, lub
cokolwiek to jest i opuszczam towarzystwo. Na korytarzu stoję w miejscu,
zastanawiając się gdzie mam iść. Ruszam na poszukiwanie jakiegoś miejsca, z
zapałem godnym Oscara.
W końcu
znalazłam pusty przedział, co oczywiście graniczyło z cudem, ale z moją zaciętością
nie mogło być inaczej. Zaciekawiona rozrywam kopertę. Jeden rzut oka na kartkę
i już wiedziałam od kogo jest. Czytam go już kolejny raz, zapamiętując każde
słowo.
Piękna!
Chciałbym ci podziękować za wczorajszy wieczór, był niesamowity. Ty jesteś niesamowita.
Czas
spędzony
w twoim towarzystwie jest dla mnie nadzieją. Nadzieją na lepsze jutro.
Z
utęsknieniem
wyczekuję naszego kolejnego spotkania.
Twój
Marcus
****
Wychodząc z
pociągu natknęłam się na dwie grupki osób, z prawej strony stali ślizgoni: S, Malfoy i Zabini, a z lewej zaś gryfoni:
Harry i Ron. Widać było, że czekają, do kogo podejdę. Rozglądając się na boki,
nigdzie nie widziałam Ginni. Ruszyłam przed siebie, nie patrząc na żadną z
grupek.
Nie mam
zielonego pojęcia, co im strzeliło do głowy. S gada za dużo, Harry wariuje, a
na domiar złego jest Malfoy. Kurde, żyć nie umierać.
Przed wejściem
na dworzec, wbrew zakazom, zaparkowana była czarna smukła limuzyna. Oparty o
nią stał przyjaciel taty. Uśmiechnął się na mój widok i ruszył w moim kierunku.
- Witam
Panienkę.
- Witaj Azero.
Podróż z
dworca do domu minęła szybko. Wysiadając z samochodu, przed domem czekali na
mnie rodzice.
- Mama! Tata!
Rzuciłam im
się na szyję. Tak bardzo się za nimi stęskniłam.
- Kochanie!
Jak dobrze cię widzieć! Tak bardzo za tobą tęskniliśmy.
- Ja za wami
również. Cieszę się, że już są święta. Spędzimy trochę czasu razem.
- A, no tak,
ktoś na ciebie czeka w twoim pokoju.
Zmarszczyłam
brwi, kto to może być? Uśmiechnęłam się do rodziców na odchodne i jak tylko
weszłam do domu, ruszyłam po schodach na górę. Wchodząc do pokoju, nie
spodziewałam się tego, co zastanę. Na moim łóżku w trójkę leżeli, Ethan, Misza
i Sergiej.
Piszcząc jak
mała dziewczynka rzuciłam się na nich. Zdezorientowani, w pierwszej chwili nie
wiedzieli co się dzieje. Zaczęłam ich ściskać i całować po policzkach, skacząc
po nich jak wariatka. Chłopcy śmiali się w najlepsze. Kiedy już się uspokoiłam,
zapytałam z udawaną złością.
- Czy mam
rozumieć, że zwaliliście mi się na głowę, na całe święta? - Uśmiechnęłam się do
nich promiennie.
- No dobrze
rozumiesz- powiedział Ethan. - Odwzajemniając uśmiech.
Właśnie tego
mi było trzeba. Jednak nagle przypomniały mi się słowa S.
- Czy ja was olewałam? To znaczy, mało
pisałam? Dlaczego mi nic nie powiedzieliście? Dużo się ostatnio działo, a ja po
prostu już tego wszystkiego nie ogarniałam.
Usiadłam na
fotelu z miną zbitego pasa. S miała racje! Cholera!
- Kochanie,
nie martw się. Już wszystko jest ok. Mamy aż 3 tygodnie, aby nadrobić
zaległości. Głowa do góry.
Po słowach
Miszy, wpadłam na pewny pomysł. Podnosząc się gwałtownie z fotela, klasnęłam w
ręce.
- Wiem, idźcie
do siebie, za godzinę idziemy na imprezę.
- Gdzie?
- Do Area.
- Przecież tam
trzeba mieć rezerwację?
Wzruszyłam
ramionami obojętnie.
- Ja nie
muszę. Wystarczy, że jestem córką właściciela.
Zrobili
zabawne miny.
- Sergiej ty
zostań, musimy pogadać.
Czekaliśmy w
ciszy, aż chłopcy wyjdą.
- Co napisałeś
do S?
- Nic
konkretnego, tylko to, że nie masz dla nas czasu, nic nowego.
Zmarszczył
brwi w zamyśleniu.
- Ona
twierdzi, że nas coś łączy!- Powiedziałam z wyrzutem.
- Na pewno to
nie moja wina, może doszło coś do niej już w Bułgarii.
- Niby, co?
- Może to, że
za każdym razem jak miałaś zjebany humor, to przychodziłaś z tym do mnie. Może
to, że to ze mną spędzałaś najwięcej czasu. Tamta impreza też nie była bez
znaczenia. Każdy widział jak nas do siebie ciągnęło. Jej zakończenia na pewno
nie znają, bo już bylibyśmy pod ostrzałem pytań, ale ja go na pewno nigdy nie
zapomnę... - Zakończył smutno, wciąż nie patrząc w moją stronę.
Co się dzisiaj dzieje? - zapytałam samą siebie. Najpierw
Malfoy, a teraz on.
- Sergiej, ale
to był pojedynczy epizod, który wydarzył się tylko dlatego że przeholowaliśmy z
ognistą. Przecież wiesz...
- Tak wiem, to
znaczy nie wiem. Na początku myślałem tak jak ty, że to była tylko chwila
zapomnienia, ale ja nie mogę o tym zapomnieć. Co tak naprawdę jest miedzy nami?
Nawet nie wiem jak to nazwać...
- Sergiej,
posłuchaj mnie uważnie. Jesteś dla mnie kimś ważnym, ale kocham cię jak
przyjaciela, nic więcej. Przepraszam...
Patrzyliśmy
sobie w oczy i zauważyłam w nich... ulgę? Zmarszczyłam brwi,
przekrzywiając głowę.
- Chcesz mi
coś powiedzieć?
Odwrócił się
do mnie tyłem, dalej nie chcąc patrzeć mi w oczy.
- Zakochałem się-
wyszeptał.
- Ohhh...
- Oh?
- No, a co mam
powiedzieć, ale to chyba nie ja jestem tą szczęściarą, co?
Obdarzył mnie
swoim najlepszym uśmiechem.
- Nie. Chociaż
zawsze będziesz dla mnie ważna. Wysłałem list do Synti, czy się z kimś
spotykasz. Źle go musiała zinterpretować. Byłem ciekaw, czy w twoim życiu
pojawił się ktoś warty twojej uwagi, ktoś, z kim będziesz czuła się
najszczęśliwszą kobietą na świecie. Nie chciałem cię zostawiać samą. Jesteś dla
mnie drugą najważniejszą kobietą, dla której zrobiłbym wszystko. Chce, abyś też
była szczęśliwa.
-Hmm, drugą? A
kim jest ta twoja wybranka?
- Nie wiem czy
ci się to spodoba, ale to siostra Ethana.
- Eeee...
- Nic więcej
nie powiesz?
Wzdycham.
- No, ok, masz
racje. Nie podoba mi się to, ale jeśli tego właśnie chcesz, to będę cię
wspierać, tak jak ty mnie. Wiedz, że zawsze możesz się do mnie ze wszystkim
zwrócić. Dobra, jeśli już sobie to wyjaśniliśmy, chciałabym abyś mnie zostawił
samą.
Spojrzał na
mnie zaskoczony, nie bardzo rozumiejąc jego nagłe wyproszenie.
- Musze się
przygotować! Spadaj.
Ruszył do
drzwi, jednak z ręką na klamce, odwrócił się w moją stronę.
- Gdzie jest
Syntia?
Wzruszam
ramionami.
- Pewnie z
Malfoyem i Zabinim. Nie wiem, jestem na nią wściekła.
Zaciekawiony,
uniósł pytająco brew. Przewracając oczami, na jego ciekawość, odpowiedziałam:
- Pokłóciłyśmy
się. Ona mi wytknęła, że się oddaliłam od was i od niej. Może i ma racje...-
Widząc jak Siergiej kpiąco unosi brew, poprawiłam - Cholera, ok ma racje, ale
to nie daje jej prawa do tego, aby gadać o was, Bułgarii i wydarzeniach w
Szkocji przy osobach trzecich. Kurwa, obowiązuje ją pieprzona przysięga!
- Co zrobisz?
- Nic, wyślę
jej zaraz patronusa, aby się pojawiła u mnie jak najszybciej. Nagadam jej do
słuchu i będzie ok. A teraz sio, zakochany Romeo!
Kiedy zostałam
sama, wysłałam patronusa do S i poszłam wziąść kąpiel. Długo mi to nie zajęło,
więc 20 minut później zajęłam się makijażem. Na górną powiekę nałożyłam szary
cień, czarną kredką wyostrzyłam kącik oka, a eyelinerem narysowałam równiutką
kreskę. Róż na policzki, blada różowa szminka na usta, na wykończenie
perfekcyjnego makijażu. Włosy wysuszyłam jednym machnięciem różdżki.
Poskręcałam je w spirale jednym zaklęciem. Pozostało mi jeszcze wybranie czegoś
wygodnego i seksownego do ubrania. Nie wiedziałam, na co mam się zdecydować.
Pozostało mi tylko czekać na S.
Tak jak
przewidziałam pojawiła się natychmiast po otrzymanym patronusie. Weszła do
pokoju, ze spuszczona głową. Usiadła na brzegu łóżka. Odezwałam się pierwsza.
- Miałaś rację,
odsunęłam się od was, ale to nie daje ci prawa, aby wciągać w to Bułgarię i
Szkocję. S pomyśl następnym razem zanim coś zrobisz! Złożyłaś mi obietnicę
prawda!
- Przepraszam,
poniosło mnie. Wiem, że zrobiłam źle, ale chce abyś zaakceptowała Draco i Blaisa.
- S oni są
dziećmi Śmierciożerców, my jesteśmy krukami, jak mam ich zaakceptować?
Nie wiem,
dlaczego jej to mówię, przecież ich akceptuję. Blaise miał racje, traktuje ich
jak przyjaciół.
- Oni się
zmienili! Poznałaś ich już! Nawet Draco, przeciwstawił się ojcu i nie chce
wkroczyć w szeregi Voldemorta. Daj im szanse. Proszę.
- To dla
ciebie takie ważne?
- Tak.
Wzdycham,
zrezygnowana.
- Ok
Uradowana
dziewczyna rzuca się na mnie, ściskając. Kiedy mnie puszcza dostrzega stan, w
jakim się znajduję.
- Wybierasz
się gdzieś?
- A tak, ty
również, tylko musisz się przebrać, w coś bardziej odpowiedniego.
- Ale, ja nic
nie mam. Zobacz, w czym ja jestem.
Rozkłada
bezradnie ręce, okręcając się dookoła. Zaczynam się z niej śmiać.
- Wybierz coś
z mojej szafy i przy okazji coś dla mnie.
Dwa razy jej
powtarzać nie musiałam. Ledwie skończyłam zdanie, a jej już nie było. Wyłoniła
się po 10 minutach z dwoma sukienkami. Podała mi kremowo-czarną, więc założyłam
ją przez głowę. Była bez ramiączek idealnie opinająca mój biust i podkreślająca
atuty mojej figury. Jedwabna, sięgająca do połowy uda. Pod biustem miała czarną
satynową wstęgę z kokardką, a dół był złożony z dwóch warstw. Pierwsza była
jedwabna, druga zaś z koronki. Do tego czarne czółenka na platformie od Jimiego
Choo. S wybrała podobny zestaw dla siebie, z tym, że dół jej sukienki tworzył
bombkę. Buty miała od Manolo.
Jak na
czarownice czystej krwi, cholernie kochała mugolskich projektantów obuwia.
- Jeśli mi
zniszczysz te buty, wydrapię ci oczy.
- Prędzej odgryzę
sobie język, niż zrobię krzywkę tym cudeńkom.
Przerwało nam pukanie do drzwi. Uśmiechnęłam
się do niej.
- Ruda też
idzie?
- Nie,
wysłałam jej patronusa, ale odpowiedziała, że nie ma ochoty. Za to idzie z nami
kto inny.
- Kto?
Podchodzę do
drzwi, kładę rękę na klamce i mówię.
- Zaraz
zobaczysz!
Cała krew z
twarzy S odpływa, kiedy w otwartych drzwiach stoi Misza. Chłopak w pierwszej
kolejności nie dostrzega Syntii. Wchodzi do pokoju, rzucając mi przez ramię.
- Pięknie
wyglądasz Hermio…
Nie dokończył,
stanął jak zamurowany ze wzrokiem wlepionym w Syntie. Udaję, że nie widzę ich
zachowania, więc pytam.
- Gdzie
reszta?
Odpowiedzi nie
usłyszałam, patrząc na nich z politowaniem, usiadłam sofie.
-
Przestaniecie się w końcu ślinić na swój widok? To odstrasza!
Obydwoje jak
na komendę przestali, mówiąc równocześnie.
- Ja się nie
ślinie!
- Ja się nie
ślinie!
- Jasne, nie
wnikam. To dajcie sobie buzi na powitanie, a potem mi łaskawie odpowiedz na
moje pytanie.
Nie zdążył się
jednak odezwać, bo do pokoju wpadła trójka młodych ludzi. Chwila, trójka?
Szeroko
otworzyłam oczy na widok siostry Ethana, Eleny. Co ona tu robi?
- Elena? Co
ona tu robi?
Dobre pytanie
S, myślę.
- No przecież
nie pójdę na imprezę do takiego klubu sam!
- Nie byłbyś
sam!- Elena słysząc słowa S, zmierzyła ją wzrokiem.
- Mniejsza o
to, kto, z kim, i tak dalej, może lepiej już pójdziemy.
Ubrani w
płaszcze spotkaliśmy się przed domem.
- Więc jaki
środek transportu, dzisiaj? Samochód czy teleportacja?
- Jaki
samochód? Masz na myśli limuzynę twojego ojca?
Kiwam głową
twierdząco, na co mi odpowiadają zgodnym chórem, że limuzyna.
- Szpanerzy!
Do klubu
dostaliśmy się bez problemu. Po 40 minutach bawiłyśmy się z S, Miszą i Ethanem
na parkiecie. Często czułyśmy z Syntią wzrok innych, pożądanie, pragnienie w
oczach mężczyzn, a zazdrość i złość u kobiet. Bawiąc się w najlepsze, w
oddalonym kącie, mignęła mi ruda czupryna. Ruszyłam w tamtym kierunku. Wchodząc
do Sali dla Vipów przy jednym ze stolików siedziała moja przyjaciółka Ginewra
Weasley. Marszcząc brwi podeszłam do niej bliżej.
- Nie masz
ochoty na imprezę ze mną, ale na imprez z…- dopiero teraz rozpoznałam
towarzyszącego jej partnera.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta dam macie czym oczy cieszyć, aż 8 stron worda.
Komentujcie kochani, komentujcie :)
Jak zawsze podziękowania dla Niki za betowanie
Do następnego
DraMion