Cześć i czołem :)
Moi kochani, przed wami rozdział 26. Podzieliłam go na dwie cześć, ponieważ jest długi.
Jedynie co chciała bym wam jeszcze powiedzieć to ROZDZIAŁ 26 JEST OSTATNI!
Dziękuje za ciepłe słowa.
Dedykacja dla Dominiki, dzięki słońce za twoją prace.
***********************************************
Draco
Poprawiłem kołnierz płaszcza, w akcie ochrony
przez wiatrem. Ja to mam chujowe pomysły. Walii mi się zachciało. Rozejrzałem
się dookoła, sprawdzając czy nie ma nikogo w pobliżu. Byłem na klifie sam.
Westchnąłem zrezygnowany. Musiałem się wytłumaczyć, nie chciałem, aby tak to
się skończyło. Na pewno czuła się zraniona, ale chciałem by zrozumiała.
Musiałem grać, aby ludzie, których kocham, przeżyli. Wpatrywałem się w księżyc.
Już za parę dni będzie pełnia.
Trzask!
Odwróciłem się w stronę dźwięku. Odetchnąłem z
ulgą. Przyszła. Wpatrywaliśmy się w siebie, dłuższą chwilę, obydwoje nie
wiedząc, od czego zacząć.
- Co z Marcusem? - zapytałem.
Brawo, mistrzu! Tyle chciałeś jej powiedzieć, a
zaczynasz od Marcusa.
- Dziwne, że pytasz. Interesuje cię to? - Chłód w
jej głosie był paraliżujący.
- Hermiono, daj mi wyjaśnić, proszę. Nie oceniaj
mnie, przecież wiesz, że taki nie jestem.
- Nie? Nie jesteś? Mierzyłeś do nas z różdżki, do
cholery! Mierzyłeś do mnie Draco! - Głos się jej załamał. Patrzyła na mnie
oczami pełnymi bólu.
- To ty mnie zostawiłaś. - zawołałem desperacko,
jakbym miało to cokolwiek zmienić, ale zaraz pożałowałem wypowiedzianych słów.
- Przepraszam. To nie tak miało wyglądać.
W oczach dziewczyny zalśniły łzy. Chciałem
podejść, przytulić ją do siebie, ale powstrzymała mnie ruchem ręki. Bałem się,
cholernie się bałem, że dzisiejszego wieczoru stracę ją bezpowrotnie.
- Musiałem stać się jednym z nich. Voldemort
groził, że zabije moich rodziców. Nie mogłem na to pozwolić. Nie miałem nic do
powiedzenia, kiedy wypalał mi mroczny znak. Tamtego dnia, kiedy się żegnaliśmy,
chciałem ci powiedzieć. Pamiętasz?- Spojrzałem w jej oczy, z niemą prośbą.
Hermiona potwierdziła kiwnięciem głowy. - Później, wezwał mnie do siebie, kazał
szpiegować Dumbledora, wysyłał na różne akcje. Nie jestem z tego dumny. Jeśli
mnie znasz choć trochę, to wiesz, że nie pragnę takiego życia. Muszę grać, aby
przeżyć. Proszę, musisz mnie zrozumieć.
Po policzkach Hermiony pociekły łzy, które starła
szybko ruchem ręki.
- Tak bardzo się bałam, że cię straciłam.
Ostatnie godziny, były najgorszymi, jakie przeżyłam. - powiedziała i podeszła
do mnie powoli. Kładąc swoją maleńką dłoń na mojej klatce piersiowej, tam gdzie
bije serce, spojrzała mi w oczy. - Jesteś moim powietrzem Draco, bez ciebie się
duszę.
***
5 dni później
Pierwsze, co usłyszałem po przekroczeniu progu
swojego domu, był krzyk rozpaczy, roznoszący się echem po dużym holu.
Zacisnąłem szczękę, ruszając za źródłem odgłosów. Schodząc po nierównych,
betonowy schodach, czułem jak moje tętno przyspiesza. Pchnąłem grube, dębowe
drzwi i znalazłem się w samym środku horroru. Rozejrzałem się po obecnych. Byli
niemal wszyscy zaufani Śmierciożercy Czarnego Pana. Samego Lorda jednak nie
było w pomieszczeniu. Swoje spojrzenie utkwiłem w przerażonej twarzy młodej
dziewczyny. Była naga, przywiązana do betonowego stołu grubymi linami. Ledwie
żywa. W obecnej chwili gwałcona przez starego Notta. Odwróciłem na chwilę wzrok
nie mogąc na to patrzeć. Moja bezsilność mnie dobijała. Nic nie mogłem zrobić,
nie chciałem się zdradzić. Mogłem się jedynie modlić, aby szybko się nią
znudzili.
- Malfoy! Jak dobrze, że przyszedłeś! Chodź, do
mnie synu. - Odezwał się Nott, kiedy zorientował się, że jestem w pokoju. -
Zabawisz się trochę. - powiedział, z lubieżnym uśmiechem.
- Nie mam ochoty babrać się z szlamem. -
Uśmiechnąłem się kpiąco, wyobrażając sobie całką inna zabawę, ale z udziałem
Notta.
Sukinsyn!
Oparłem się nonszalancko o ścianę, patrząc na
każdego wilkiem. Tortury nie trwały długo. Przerwał je Greyback, który z
impetem wpadł do piwnicy.
- Czarny Pan nas wzywa!
Wszyscy jednocześnie zaczęli wychodzić z
pomieszczenia, przepychając się jak bydło. Patrzyłem na nich z obrzydzeniem,
pragnąc zabić ich wszystkich. Odczekałem, aż ostatni z nich opuści pomieszczenie.
Podszedłem do nieprzytomnej dziewczyny. Jej stan był krytyczny, nie było szansy
na to, aby w pełni wyzdrowiała. Chciałbym ją uwolnić, bo wiedziałem, że
ponownie będą ją torturować i gwałcić. Jedynym rozwiązaniem była jej śmierć.
- Wiedziałem, że ci się podoba. - usłyszałem głos
ociekając jadem. Spojrzałem w stronę Notta, stojącego w drzwiach.
- Nie powinieneś być na górze?
- Ty również, młody.
- Zaraz przyjdę, tylko… - zastanowiłem się -
…dokończę to, co zacząłeś. Nawet jak na szlamę, jest bardzo ładna. -
Nienawidziłem siebie za te słowa. Nott jedynie roześmiał się i odszedł.
- Błagam nie rób mi tego. Zabij mnie proszę... -
usłyszałem szept przepełniony bólem. Spojrzałem na przywiązana dziewczynę. Oczy
miała otwarte, pełne łez, patrzyła wprost na mnie. Poczułem łzy napływające mi
do oczu.
- Już dobrze, to koniec. - powiedziałem,
głaszcząc ją po głowie. - Avada Kedavra!
Wiedziałem, że to jedyne rozwiązanie, by ją
uratować, ale wyrzuty sumienia paliły mnie niemiłosiernie. Po raz kolejny zabiłem
niewinną osobę.
***
Wślizgnąłem się do salonu, mając nadzieję,
niezauważalnie.
- Dziękuję Draco, że zaszczyciłeś nas swoją
obecnością. - wysyczał złowrogo Lord Voldemort.
- Wybacz panie, ale pewna sprawa mnie zatrzymała.
- odparłem, poprawiając kołnierz mojej koszuli.
- Wiem, Nott nie omieszkał nas poinformować, co
robiłeś. W jakim stanie jest ta szlama?
- Nie nadaje się do niczego Panie, nie żyje. -
Pokornie spuściłem głowę.
- Jesteś wspaniały mój chłopcze! - wykrzyknął
uradowany, klaszcząc w dłonie - Możesz być dumny Lucjuszu. Masz wspaniałego
syna.
- Dziękuje Panie. - Głos należący do mojego ojca,
pozbawiony był wszelkich uczyć.
- Wracajmy do tego, co nam przerwano. - powiedział
Czarny Pan, patrząc wymownie na mnie. - Kto dowodził misją dotyczącą obrony
skarbca Blacków?
- Ja Panie. - odezwał się Antonin Dołohow,
skruszonym głosem. Wiedział, że czeka go kara za niepowodzenie misji. Wyszedł
na środek salonu, stając przed swoim Panem.
- Crucio!
Błysk czerwonego światła wydobył się z różdżki
Lorda, powalając na kolana Dołohowa. Patrzyłem z satysfakcją, jak mężczyzna
wije się pod ciężarem zaklęcia. Zapewne w tej chwili uważacie mnie za
nieczułego, pozbawionym jakichkolwiek uczuć człowieka, ale należało mu się. Oni
wszyscy powinni tak cierpieć za to, co robią. Całe przedstawienie, popsuł
Snape. To jedyny jasny punkt w tej zgrai popaprańców. Tylko jemu mogłem ufać.
Majestatycznie wszedł do salonu, powiewając swoją peleryną. Z pogardą wypisaną
na twarzy, ominął nieprzytomne ciało swojego kolegi po fachu, nie zaszczyciwszy
go nawet jednym spojrzeniem. Klęknął przed stojącym Voldemortem, składając
wyraz szacunku.
- Mój Panie, przynoszę wieści.
- Mów Severusie, chciałbym wrócić do mego
zajęcia.
- Hermiona Granger była widziana w Hogsmeade.
Momentalnie zrobiło mi się gorąco, a serce
zaczęło być nienaturalnym tempem.
- Zatem zapewne Harry Potter jest wraz z nią.
Ruszajmy!
***
Hermiona
- Niedobrze mi się robi, jak na was patrzę.
Kleicie się do siebie, jak lep do muchy. Bleee - powiedział po raz setny
Sergiej, obserwujący Marcusa i Dominikę.
- Bo pomyślę Aristow, że jesteś zazdrosny. -
odezwał się Marcus, mierząc chłopaka złośliwym spojrzeniem.
- Jesteście jak dzieci! - powiedziałam, wchodząc
do salonu Black Manor. Byli obecni wszyscy. - Ruszać się! Wiem gdzie jest
kolejny horkruks. - Wszyscy jednocześnie podnieśli się, patrząc na mnie
wyczekująco. Uśmiechnęłam się szeroko. - Wracamy do Hogwartu!
Człowiek traci pewność siebie, kiedy czuje na
sobie wzrok oznaczający tylko jedno, a mianowicie: „ Ona postradała rozum”.
Przewracając oczami na zachowanie swoich przyjaciół zapoznałam ich z planem.
- Ale jak chcesz się tam dostać? Przecież
Hogwart, od kiedy Dumbledor pozwolił nauczać Carrowom, nie jest już tak
bezpieczny.
- On im nie pozwolił, tylko Ministerstwo tak
zdecydowało. Harry ma mapę Huncwotów, bez problemu dostaniemy się do zamku.
Musimy jedynie teleportować się Hogsmeade. Stamtąd dostaniemy się tajemnym
przejściem do pokoju życzeń. Później rozdzielimy się i ruszymy na poszukiwanie
diademu Roveny Ravenclaw.
- Dlaczego diademu? Przecież Dumbledore nic nie
mówił o żadnym diademie. Z resztą, wszystko co nam powiedział o Horkruksach,
było tylko jego przypuszczeniami. - powiedziała Dominika. Nie zdążyłam jej
odpowiedzieć, ponieważ wtrącił się Marcus.
- Ty nawet nie myśl, że stąd wyjdziesz!
- Nie będę siedziała bezczynnie i nawet się nie
waż mi rozkazywać! - krzyknęła na niego, mrużąc groźnie oczy. Postanowiłam się
wtrącić, widząc, że Marcus ponownie chce coś powiedzieć.
- Marcus, stop! Ona jest dorosła i wie, co robi.
Nie możesz jej tak trzymać pod kloszem. Przyda nam się kolejna osoba do
poszukiwań, zwłaszcza, że ty jeszcze nie jesteś w pełni sił. Niedługo wzejdzie
słońce, powinieneś się położyć.
- Nie ma mowy! Nie pozwolę ci wysłać kolejnej
osoby na śmierć. Łatwo jest dyrygować innymi, prawda?
- Marcus!!! - Dominika zerwała się na równe nogi,
patrząc zszokowana na Marcusa.
Wbiłam spojrzenie w ziemię, nie chcąc pokazać im
mojej reakcji. Po części to była prawda. Tyle razy wysyłałam innych na
niebezpieczne misje. Jednak robiłam to tylko wtedy, gdy nie miałam wyjścia.
Sama przecież nie dam rady... Poczułam dłoń na moim ramieniu.
- Wiesz, że on tak nie myśli... - spojrzałam w
niebieskie oczy, patrzące na mnie z żalem.
- Wiem. Nic się nie stało.
- Przepraszam cię Hermiono. Nie to chciałem
powiedzieć. - Skruszony głos Marcusa rozniósł się po pomieszczeniu. - Tylko nie
chcę jej stracić...
Spojrzałam na zawsze silnego mężczyznę stojącego
przede mną, który teraz wyglądał jak siedem nieszczęść. Rozumiałam jego ból, bo
to samo odczuwałam w stosunku do Draco.
- Rozumiem Marcus. Nie było tematu. Każdy ma
szansę się wycofać.
- Nigdy. - usłyszałam Dominikę. - Idziemy z tobą.
- zwróciła się w kierunku Marcusa, który spuścił głowę, nie mogąc na nią
spojrzeć. - Jestem najlepiej wyszkoloną łowczynią z całego zakonu. Jeżeli
myślisz, że dam się tak po prostu zabić, to jeszcze mnie nie znasz.
Uśmiechnęłam się, słysząc jej słowa.
- Niezły z ciebie wamp.
- Nienawidzę Granger, kiedy masz rację... -
szepnął Marcus, obejmując Dominikę. - Ale jeżeli ty myślisz, że pójdziesz tam
beze mnie to się grubo mylisz. - patrzył jej nieprzerwanie w oczy. Wiedziałam,
że próbują przekonać się nawzajem do swoich racji. Też tak często robiłam z
Draco. Dziewczyna kiwnęła pokonana głową, wtulając się w niego jeszcze
bardziej.
- No to skoro ustaliliśmy, że Hermiona ma znowu
rację...
- Ha dobre! Ona ma zawsze rację! - powiedział
Harry, wchodzący do salonu. Był już gotowy do podróży. Uśmiechnęłam się do
niego szeroko. Te kilka miesięcy, które razem spędziliśmy pozwoliły nam się
ponownie do siebie zbliżyć. Harry był wspaniałym przyjacielem. Łączyła nas
silna więź i wspólny cel. Obydwoje chcieliśmy pokoju w świecie czarodziejów.
Spojrzałam na złoty zegarek, widniejący na mojej ręce. Zegarek mamy. Była
godzina 4 rano.
- Dobra, zbieramy się! Macie pięć minut. Czekamy
z Harrym na dziedzińcu.
Ruszyliśmy do wyjścia, a ja w międzyczasie
założyłam na siebie pelerynę.
- Też to czujesz? - zapytała S, jako pierwsza
wślizgując się pod materiał.
- Co?
- Że koniec jest bliski.
Spojrzałam głęboko w jej oczy. Wiedziałam już, że
miała wizję. Kiwnęłam głową potwierdzająco. Ja również czułam, że niewiele nam
pozostało czasu do ostatecznego starcia.
- Co widziałaś?
- Wielu ludzi dziś polegnie.
- Ale za to w słusznej sprawie. - powiedział
ponuro Misza, dołączając do nas.
Gdy wszyscy zebrali się pod peleryną, oznajmiłam:
- Dobra, teleportujemy się obok Wrzeszczącej
Chaty. Gotowi? - Wszyscy zgodnie pokiwali głowami, zakładając kaptury na głowy.
- To ruszamy.
Zniknęliśmy z trzaskiem, pojawiając się obok
nawiedzonego domu.
- Bądźcie cicho. Żadnych rozmów. Kiedy znajdziemy
się w wiosce, uważajcie! Mamy pozostać niewidoczni. Pamiętajcie, że musimy
dostać się do Świńskiego Łba.
- Ale że co? Mamy tak po prostu sobie tam wejść?
- Oszalałeś Sergiej, czy co!? Przez tylne wejście
dostaniemy się na zaplecze. Potem schodami do góry i pierwsze drzwi po lewej.
Zapukajcie osiem razy w rytm piosenki „ Moja mała czarownica”. Zapamiętaliście?
- ponownie zgodnie pokwilili głowami - Ok. Rozdzielamy się na trzy grupy.
Harry, Misza i Ethan. Wy ruszajcie pierwsi. Syntia, Aaron i Dominika, drudzy.
Ja z Sergiejem na końcu. - Spojrzałam na zegarek - Jest godzina 4: 20, macie
czas do 5. Jeśli któraś grupa się nie pojawi do 5: 05, ruszamy na poszukiwania.
Powodzenia.
W odstępie pięciu minut ruszyliśmy w stronę
wyznaczonego celu. Mi i Sergiejowi, nie zajęło to za dużo czasu.
Prześlizgaliśmy się miedzy domami, niezauważeni. W pewnym momencie, chciałam
wychylić się z kolejnego rogu, sprawdzając czy uliczka przed nami jest czysta,
kiedy tuż nad moim uchem przeleciał czerwony promień. W ostatniej chwili
Sergiej zdołał mnie pociągnąć za pelerynę. Rzuciliśmy się biegiem do ucieczki.
Obejrzałam się za siebie. Gonili nas Śmierciożercy. Przeklinając swoją głupotę
skręciłam ostro w prawo, ciągnąc za sobą Sergieja. Znaleźliśmy się w ślepej
uliczce.