Ta dam!
Oddaje w wasze łapki kolejny rozdzialik :)
Jestem z niego bardzo zadowolona, mam nadzieje, że wam się spodoba. Kolejny dodam jak się postaracie!! Komentujcie, to motywuje.
Do następnego moi mili...
kropki przecinki literki
**********************************************************************
Rozdział 21
*Hermiona
- Co ty mówisz?
- To, co słyszałaś! Śledzi mnie łowczyni.
Jest naprawdę dobra. Cholera, możesz mi powiedzieć, po co?
- Może zmądrzeli w końcu i chcą się
ciebie pozbyć. - Odezwał się Draco rozbawionym głosem.
- Możesz byś wyszedł i zostawił nas
samych? - Zapytał Marcus, ignorując złośliwą uwagę młodego blondyna.
- Ani mi się śni zostawiać ją z tobą.
Jeszcze wpadniesz na pomysł, aby ją zmienić w to coś, czym jesteś. - Odparł
chłopaka z pogardą w głosie, po czym skierował się na parapet okna, siadając
wygodnie.
- Przypominam ci, że nie miałeś nic
przeciwko temu.
- Musze cię poprawić, miałem i to wiele!
No, ale na szczęście jednak jest cała i zdrowa. Piękna jak zawsze, nieprawdaż?
Że
co proszę? Zgodził się?! Ja mu dam zgodził się, niech on tylko poczeka! Za kogo
oni się uważali, aby decydować o moim życiu! Postanowiłam się wtrącić,
zaczynali mnie denerwować tym swoim testosteronem! Piekliłam
się w myślach. Dobra spokój, najważniejsze to pokazać, że w ogóle mnie to nie
ruszyło.
- Draco, przestań! A ty Marcus powiedz
dokładnie o jakiego łowce ci chodzi.
- Młoda dziewczyna, blondynka, od
stycznia chodzi do waszej szkoły. Przeniosła się z Zachodniej Europy. Nazywa
się bodajże Dominika.
Uradowany Draco klasnął w dłonie, a jego
przystojną twarz rozświetlił przepiękny uśmiech.
- Muszę jej wysłać kwiaty. - Podrapał się
po brodzie, udając zamyślonego. - Co by się stało jakbym jej pomógł cię
odnaleźć?
- Skończ! To nie jest wcale śmieszne.
Spoważniał raptownie, dumnie unosząc
głowę i powiedział najbardziej poważnym tonem, na jakiego było go stać:
- Mówię poważnie, przynajmniej bym się go
pozbył z twojego życia.
Wskazał lekceważąco ręką na wściekłego
Marcusa. Wstał kierując się w stronę drzwi. W progu przystanął, zwracając się
do mnie obojętnym tonem.
- Jak będziesz miała ochotę to odwiedzę
cię wieczorem. – Nawet na mnie nie spojrzał, patrzył cały czas w oczy Marcusa.
- A i twoja koleżaneczka jest w Slitherinie, pozdrowię ją od ciebie.
Wyszedł, nie czekając na odpowiedź.
Wydawał się urażony. Nie chciałam sobie teraz tym zawracać głowy.
Skoncentrowałam się na mężczyźnie, który pozostał ze mną w pomieszczeniu.
- Może zaczniesz od początku?
- Jeszcze zanim zniknęłaś, wampiry z
niższego szczebla donosiły mi o łowczyni, która wypytuje o mnie. Nie bardzo się
tym przejąłem, bo jest to dość częste, ale teraz nie mogę tego zlekceważyć.
Chris złapał ją jak obserwowała nasz dom. Próbowaliśmy ją przesłuchać, ale
ciężko było cokolwiek z niej wyciągnąć. Powiedziała jedynie, że dostała
zlecenie od Asada. Opisała go dokładnie, jest on jednym z twoich kruków. Jak mi
to wytłumaczysz?
Zawładnęła mną złość. Podniosłam się z
łóżka, podchodząc do niego powoli.
- Co ty sobie wyobrażasz? Wpadasz tu jak
huragan. Rzucasz jakieś bezsensowne oskarżenia i jeszcze chcesz, abym ci to
wytłumaczyła?
- Ktoś musi mi to wytłumaczyć!
Spojrzałam na niego obojętnie. W ogóle
się nie przejął moim wybuchem.
- Asad nie należy do Bractwa, przeszedł
na stronę Voldemorta. Jak mogłeś pomyśleć, że zleciłam coś takiego? Po co
miałabym to robić?
- Pamiętam słowa, które powiedziałaś
wtedy pod klubem... - Podszedł do mnie, łapiąc swoimi dłońmi, moje. - Pomyślałem, że chcesz się mnie pozbyć.
- Marcus, jeśli chciałabym zemścić się na
tobie, za to, co zrobiłeś Draconowi, zrobiłabym to osobiście. W ogóle obydwoje
zachowujecie się jak dzieci!
- Ja...
- Nie przerywaj mi! - Wyrwałam swoje
dłonie z jego uścisku i odsunęłam się od niego na kilka kroków. - Dobrze, że
się pojawiłeś. Jest coś, co musimy sobie wyjaśnić.
- Tak?
- MOŻESZ MI POWIEDZIEĆ, CO TY CHCIAŁEŚ ZE
MNĄ ZROBIĆ?
- Nie rozumiem.
- Wydaje mi się, że rozumiesz! Czy ty
oszalałeś? Nie chce być wampirem! Nie mieści mi się w głowie nawet to, że
chciałeś mnie zmienić!
- Nie chciałem cię stracić. Chciałem,
abyś była przy mnie cały czas.
- Ty chyba nie mówisz poważnie! Chciałeś
mnie zmienić, bo co? Bo wyobraziłeś sobie, że będę z tobą do końca świata? Ty
chyba oszalałeś! Wybacz, ale ja się na to nie pisze!
- Chcesz mi powiedzieć, że to koniec?
- A był kiedyś początek? Nie byliśmy razem. Byłam tobą zauroczona,
intrygowałeś mnie, pożądałam cię. W tedy, w mojej sypialni, naprawdę mnie
przeraziłeś. Nie nadaje się na twoją królową. Przepraszam, jeśli dałam ci
złudne nadzieje na cokolwiek.
- Nie wiem, co mam powiedzieć. Jestem
zaskoczony.
- Nie podoba mi się to, że chciałeś
zdecydować o mojej przyszłości za mnie. To ja powinnam decydować, kim chce być.
- Tak masz rację. Przepraszam, wtedy
wydawało mi się, że tego właśnie chcę.
Chwila,
chwila! Coś mi tu nie pasuje!
- Mówisz w czasie przeszłym. To co teraz
myślisz?
Milczał, przyglądając mi się uważnie.
Cała jego postawa emanowała spokojem. Co myślał w tej chwili będzie dla mnie
zagadką do końca życia. Bolało mnie to, że go zraniłam, ale nie mogę ciągnąc
tego, co jest miedzy nami, kiedy zależy mi na kimś innym. Jestem cholerną
egoistką! Dlaczego on milczy? Wpatrywał się w okno, myślami był gdzieś indziej.
Kiedy się w końcu odezwał, mówił poważnym głosem, bez nuty smutku.
- Hermiono, chcę być twoim przyjacielem. Kimś, na kim będziesz
mogła zawsze polegać. Nie mówię tego dlatego, że chcę zatrzymać cię w moim
życiu na zawsze, choć zawsze będziesz zajmować ważne miejsce w moim sercu, ale
dlatego, że mnie zdobyłaś. Jako pierwsza od wielu już lat. Nie, jako kobieta,
którą kocham, tylko, jako ktoś, kogo darze wielkim szacunkiem. Chcę abyś
wiedziała, że nie mam do ciebie jakiegokolwiek żalu. Okłamałbym cię gdybym
powiedział, że mi nie ulżyło. Nie patrz tak na mnie, bo to, co mówię to szczera
prawda. Ja… cholera! Pogubiłem się w tym, co czuje. Myślałem, że cię kocham,
ale tak jak powiedziałaś, tylko mnie intrygujesz. Pamiętasz, kiedyś
powiedziałem ci, że stałaś się moją obsesją.
Wpatrywałam się w niego jak ciele w
malowane wrotki*. Przetwarzałam w głowie jego słowa. Nie odpowiedziałam mu nic,
nie potrzebował moich słów. Wiedział, że pamiętam, dlatego kontynuował bez
zająknięcia.
- To była prawda. Stałaś się moją
odskocznią od ponurego świata, w jakim się znajdowałem. Od rutyny, która powoli
zabijała mnie od wewnątrz. Ciągle o Tobie myślałem. Wpadłaś w moje życie,
niczym huragan, burząc nudę i monotonię. Jestem ci za to wdzięczny.
Zamilkł, zapewne, aby dać mi czas do
przyswojenia sobie tego, co mi powiedział. Jednak ja nie potrzebowałam czasu.
Nurtowało mnie tylko jedno pytanie.
- Co spowodowało, że zrozumiałeś swoje
uczucia?
- Łowczyni.
- Łowczyni? Dobra, teraz to ja już nic
nie rozumiem! - Klapnęłam na łóżko, wlepiając spojrzenie w mojego „nowo”
nabytego przyjaciela.
- No tak. Ta mała, jak ty, wparowała w
moje życie, przewracając je do góry nogami. Kiedy Chris do mnie zadzwonił,
miałem ochotę ją rozszarpać, ale kiedy ją zobaczyłem, miałem jedynie ochotę ją
pocałować. Cała złość wyparowała w jednym momencie. Spojrzałem w jej oczy,
które mieniły się jak dwa niebieskie akwamaryny i byłem zgubiony.
- Chcesz mi powiedzieć, że się
zakochałeś?
- Wierzysz w miłość od pierwszego
wejrzenia? Ja nie wierzyłem, do teraz. Pewnie uważasz, że mam jakieś
rozdwojenie jaźni, ale uwierz mi, że nie.
- Uh, jestem zaskoczona obrotem wydarzeń,
ale chyba za szybko na składanie gratulacji?
- No raczej tak. Jakby nie patrzeć,
zauroczyłem się kobietą, która chce mnie dorwać. Muszę cię również przeprosić
za te oskarżenia. Teraz już rozumiem, dlaczego mnie ściga.
- Zakładając, że Asad służy Voldemortowi,
czego on od ciebie chce?
- Kto?
- Voldemort.
-Nic takiego, zapewne chodzi mu o Księgę
Czarów Merlina.
Moja szczeka walała się gdzieś pomiędzy
moimi kolanami. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Co się tak patrzysz?
- Hmm, no nie wiem. Może dlatego, że
posiadasz coś tak ważnego, a mówisz o tym jakby to było coś nieistotnego.
- Dla mnie takie jest. Zostało mi to
powierzone przez samego Merlina, kiedy umierał.
- Nie przestaniesz mnie zaskakiwać. Po co
Voldemortowi jest ta księga? Pamiętam, jak kiedyś mój ojciec razem ze Snapem o
niej rozmawiali. Musi być coś w niej bardzo ważnego.
- Nie mam pojęcia. Może by tak zapytać
twoich rodziców?
- Żartujesz sobie? Jestem na nich
wściekła! Nie mam zamiaru się do nich odzywać!
- Co! Dlaczego?
- Jutro w Proroku Codziennym ma się
pojawić artykuł o mojej rodzinie. Wpadli na pomysł, że się ujawnią. Uważają, że
w ten sposób będę bezpieczna. Myślą, że ktoś mnie zaatakował w szkole. Nie mają
pojęcia o Bractwie.
- Cholera, ale wybuchnie zamieszanie
wokół twojej osoby.
- Yhy, jakoś mnie to nie pociesza.
- Dasz sobie radę. A wracając do tematu
księgi, jeśli chcesz mogę ci ją pokazać. Kiedy cię stąd wypuszczą.
- Jutro, choć może uda mi się wyjść już
teraz. Poczekaj chwile, ok?
Ruszyłam do biura pani Pomfrey. Byłam
zdeterminowana, aby się wydostać już dziś. Musiałam się dowiedzieć, co jej w
tej księdze. Udało się bez zbędnych kłamstw. Pozwoliła mi opuścić skrzydło
szpitalne, więc w skowronkach wróciłam do Sali, w której leżałam. Po
poinformowaniu Marcusa, że mogę wyjść, umówiliśmy się, że będzie czekał na mnie
punkt 15 na błoniach. Zostało mi niecałe półgodziny. Nie spodziewałam się, że tyle czasu spędziłam
z nim na rozmowie. Szybkim tempem ruszyłam w stronę lochów. Po drodze nie
spotkałam nikogo. W pokoju wzięłam szybki prysznic, ubrałam sprane rurki, biały
sweterek, płaszcz i otuliłam się ciepłym szalikiem. Zaważywszy, że za oknem
jest śnieg założyłam wysokie kozaki.
Marcus czekał oparty o poręcz przy
schodach prowadzących do zamku. Zimno w ogóle na niego nie działało. Chwyciłam
trochę śniegu, z zamiarem rzucenia w niego śnieżką. Jednak on był pierwszy i
zanim się zorientowałam, leżałam w zaspie. Wściekła, próbowałam się jakoś
wykaraskać z tego śnieżnego bagna. Wampir widząc moje poczynania, zaśmiał się
głośno i chwycił mnie w pasie, jednym szybki ruchem stawiając mnie do pionu.
Zadarłam głowę dumnie, otrzepując się z irytującego puchu. Wyglądałam żałośnie,
więc zbierając resztki dumy, jednym szybki ruchem różdżki, doprowadziłam swój
ubiór do lepszego stanu.
- Mam nadzieję, że dobrze się bawisz, ale
wolałabym mieć już za sobą tę eskapadę, wiec prowadź. - Wskazałam mu ręką
nieokreślony kierunek. Uśmiechając się łobuzersko, chwycił mnie pod ramię,
prowadząc w stronę żelaznej bramy.
- Teleportujemy się.
- Tak? A masz może różdżkę?
- Wystarczy, że ty masz!
Pokazał na mnie palcem, a ja tylko
przewróciłam oczami.
- Dobra, nieważne. Gdzie?
- Do mojego domu.
Już po chwili staliśmy przed wielką
rezydencją blondyna. Na pierwszy rzut oka, nikogo nie było widać, ale
wyczuwałam umysły innych. Nie posiadali blokady, więc tak jak ich król, byli
podatni na mój dar.
- Twoja łowczyni znowu tu była. -
Rzuciłam w jego kierunku.
- Wiem.
- Do czego Lord Voldemort cię potrzebuje?
- On nie potrzebuje mnie, chodzi mu tylko
o tę książkę.
- Co jest w niej takiego?
- Zaraz się przekonamy.
W progu powitała nas ta sama rudowłosa
wampirzyca. Bez zbędnych słów Markus zaprowadził mnie do gabinetu. Nic się nie
zmieniło od mojej poprzedniej wizyty. Z sejfu wyciągnął książkę, która
wygladała całkiem zwyczajnie. Oprawiona w czarną skórę, sprawiała wrażenie
zupełnie nowej. Wzięłam cenne dzieło do ręki.
- Nie wygląda na starą.
- Proszę cię! Przecież chronią ją
zaklęcia. Otwieraj.
Otworzyłam pierwszą stronę, później
kolejną, kolejną i tak do końca.
- Tu nic nie ma!
Przekartkowałam ją ponownie, próbowałam
kilkanaście razy i nic.
- Tyle zachodu o puste kartki? Nie
wierzę!
- Coś musi w niej być. Sprawdź jeszcze
raz!
- Sprawdzałam kilkanaście razy! Cholera!
- Zamilkłam. Jak mogłam być taka głupia?
- Mówiłeś, że chronią ją zaklęcia, jakie
one są?
- Myślisz, że to wiem? To muszę cię
rozczarować, bo nie mam pojęcia.
Spojrzałam na niego niedowierzając.
- Dobra, podsumowując. Ściga cię
łowczyni, wynajęta przez Voldemorta, w której notabene się zakochałeś. Pragnie
księgi, która jest w twoim posiadaniu. Pytanie brzmi: Co z tym zrobisz?
- O nie, pytanie brzmi: Co MY z tym
zrobimy.
*****
Wracając do szkoły przyciskałam do piersi
księgę autorstwa samego Merlina. W zamku czułam na sobie spojrzenia mijających
uczniów, zerkali na mnie zaciekawieni. Szłam dalej, a kiedy tylko pojawiłam się
w pokoju wspólnym Ślizgonów, zapanowała cisza. Rozejrzałam się pospiesznie,
ciekawa, czy znajdę któregoś z moich przyjaciół. Zobaczyłam jedynie Draco,
siedzącego na kanapie. Był pochłonięty rozmową z jakąś dziewczyną. Wyczuwając
moje wrogie spojrzenie, podniosła na mnie wzrok. Zmierzyłam ją chłodnym
spojrzeniem, ale ona tylko uśmiechnęła się tajemniczo. Na chłopaka nawet nie
zerknęłam. Nie wiedziałam, czy mnie w końcu zauważył. Ruszyłam w stronę
prywatnych dormitoriów. Ogarnęła mnie złość, na mojego zakichanego bohatera.
Czasu dla mnie nie miał, ale czas dla jakieś wywłoki znalazł. Jak burza wpadłam
do swojego pokoju. Rozejrzałam się pospiesznie, ale wszystko było tak, jak
zostawiłam. Odłożyłam cenne dzieło na moje łóżko. Skierowała się w stronę
łazienki, z zamiarem wzięcia kąpieli. Rozebrałam się szybko i napuściłam wody
do wanny. Zrzuciłam z siebie ubrania, pozostając tylko w bieliźnie. Założyłam
szlafrok, czekając aż wanna się napełni. Miałam zamiar ponownie zajrzeć do
książki. Nie spodziewałam się zastać kogoś w moim pokoju, więc pisnęłam cicho
na widok chłopaka, wygodnie rozpartego w fotelu.
- Co tu robisz?
- Raczej co ty tu robisz? I gdzie byłaś?
Nie powinnaś leżeć w skrzydle szpitalnym?
- Jakbyś nie zauważył to jestem u siebie
w pokoju! Jak tu się dostałeś?
- Przez drzwi?
- Nie bądź sarkastyczny. - Machnęłam
ręką. - Nie powinieneś być teraz w salonie i zabawiać się ze swoją nową
znajomą?
- Zazdrosna? - Uniósł kpiąco jedną brew.
Ha!
Ja, zazdrosna? Zaraz zobaczysz, co to zazdrość!
- Proszę cię, nie mam czasu na takie
głupoty. Byłam z Marcusem.
Wyraźnie się spiął, ale nic nie
powiedział. Dusił wszystko w sobie. Żadnej reakcji, jakiej oczekiwałam.
Uśmiechając się przebiegle, zrzuciłam z siebie szlafrok, pozostając jedynie w
czerwonym koronkowo-satynowym komplecie, który podziałał na Draco, jak płachta
na byka. Zerwał się z fotela, zaciskając dłonie w pieści.
- Po co ci taka seksowna bielizna?
Specjalnie dla niego?
Zadziałało!
- A co zazdrosny?
Moje stwierdzenie jakoś go nie rozbawiło,
wściekły ruszył w moją stronę. Złapał mnie za ramiona, przypierając do ściany.
Zajrzał głęboko w moje oczy.
- Bawią cię moje uczucia? Myślisz sobie,
że zrobisz ze mnie durnia? Cóż udało ci się! Brawo, rozkochałaś w sobie zimnego
księcia Slitherinu. - Wycedził.
Puścił mnie tak samo gwałtownie jak
złapał i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Brawo
Einsteinie! - Wyszeptała moja podświadomość, jakbym sama nie wiedziała, co
zrobiłam. Draconem zajmę się za chwilę. Najpierw kąpiel. Pierwotnie planowałam
długie wylegiwanie się w gorącej wodzie, jednak zważywszy na moją niewyparzoną
gębę, skróciłam ją do minimum. Czyściutka i pachnąca, skierowałam się w
pierwszej kolejności do pokoju blondyna. Po przekroczeniu progu, stanęłam jak
spetryfikowana.
Rozdział jest świetny :) Draco i Hermiona zachowują się gorzej niż dzieci, no ale cóż, taki ich urok :D ja znam życie to teraz Malfoy zabawia się z jakąś panienką, więc może być ciekawie :D
OdpowiedzUsuńhttp://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/
Marcus mnie mieszy :D typowy facet , chce coś wyznać i owija w bawełne :D
OdpowiedzUsuńZa to Draco zachowuje się jak wkurzone dzieczko :D
Masz racje rozdział jest świetny !!
Czekam na kolejną notke !! ;*
O fuck !
OdpowiedzUsuńNieźle pojechałaś .
Draco wkurzył sie nieźle i teraz pewnie zabrał do siebie jakąś panienkę ;/
Ciekawi mnie to co będzie w tej ksiedze.
Haha Marcus zakochal sie w łowczyni. Dobre.Ciekawe co z tego wynikinie ;p
pozdrawiam.
zapraszam do mnie . Polecam blogi o Dramione ;]
http://plecalnia-dhl.blogspot.com/
matko co się dzieje? co ten malfoy zdążył zrobić w takim krótkim czasie? i jaki zazdrosny, w ogóle nad sobą nie panuje; co do księgi to hermiona nie byłaby sobą gdyby nie rozwiązała tej zagadki; pozdrawiam
OdpowiedzUsuńHej, właśnie przeczytałam Twoje wszystkie rozdziały i opowiadanie bardzo mi się spodobało ;)
OdpowiedzUsuńKażdy rozdział ma w sobie "to coś" a akcja jest szybka i nie sposób się nudzić.
Co do rozdziału to świetny, choć wydaje mi się, że Miona trochę przesadziła na końcu rozmowy z Draco, oby tego nie żałowała... Malfoy jasno przedstawił swoje uczucia, oby ona też się na to zdecydowała.
Ciekawa sprawa też z tą księgą, musi w niej być coś cennego skoro Voldemord się nia zainteresował...
Ciekawe też jak zareguje Hogwart na wiadomość, że Herm nie jest Granger tylko Sulivan ;)
Pozdrawiam