wtorek, 24 września 2013

Rozdział 21




 Ta dam! 
Oddaje w wasze łapki kolejny rozdzialik :) 
Jestem z niego bardzo zadowolona, mam nadzieje, że wam się spodoba. Kolejny dodam jak się postaracie!!  Komentujcie, to motywuje. 
Do następnego moi mili...


kropki przecinki literki 
**********************************************************************

Rozdział 21


*Hermiona

- Co ty mówisz?
- To, co słyszałaś! Śledzi mnie łowczyni. Jest naprawdę dobra. Cholera, możesz mi powiedzieć, po co?
- Może zmądrzeli w końcu i chcą się ciebie pozbyć. - Odezwał się Draco rozbawionym głosem.
- Możesz byś wyszedł i zostawił nas samych? - Zapytał Marcus, ignorując złośliwą uwagę młodego blondyna.
- Ani mi się śni zostawiać ją z tobą. Jeszcze wpadniesz na pomysł, aby ją zmienić w to coś, czym jesteś. - Odparł chłopaka z pogardą w głosie, po czym skierował się na parapet okna, siadając wygodnie.
- Przypominam ci, że nie miałeś nic przeciwko temu.
- Musze cię poprawić, miałem i to wiele! No, ale na szczęście jednak jest cała i zdrowa. Piękna jak zawsze, nieprawdaż?
Że co proszę? Zgodził się?! Ja mu dam zgodził się, niech on tylko poczeka! Za kogo oni się uważali, aby decydować o moim życiu! Postanowiłam się wtrącić, zaczynali mnie denerwować tym swoim testosteronem! Piekliłam się w myślach. Dobra spokój, najważniejsze to pokazać, że w ogóle mnie to nie ruszyło.
- Draco, przestań! A ty Marcus powiedz dokładnie o jakiego łowce ci chodzi.
- Młoda dziewczyna, blondynka, od stycznia chodzi do waszej szkoły. Przeniosła się z Zachodniej Europy. Nazywa się bodajże Dominika.
Uradowany Draco klasnął w dłonie, a jego przystojną twarz rozświetlił przepiękny uśmiech.
- Muszę jej wysłać kwiaty. - Podrapał się po brodzie, udając zamyślonego. - Co by się stało jakbym jej pomógł cię odnaleźć?
- Skończ! To nie jest wcale śmieszne.
Spoważniał raptownie, dumnie unosząc głowę i powiedział najbardziej poważnym tonem, na jakiego było go stać:
- Mówię poważnie, przynajmniej bym się go pozbył z twojego życia.
Wskazał lekceważąco ręką na wściekłego Marcusa. Wstał kierując się w stronę drzwi. W progu przystanął, zwracając się do mnie obojętnym tonem.
- Jak będziesz miała ochotę to odwiedzę cię wieczorem. – Nawet na mnie nie spojrzał, patrzył cały czas w oczy Marcusa. - A i twoja koleżaneczka jest w Slitherinie, pozdrowię ją od ciebie.
Wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Wydawał się urażony. Nie chciałam sobie teraz tym zawracać głowy. Skoncentrowałam się na mężczyźnie, który pozostał ze mną w pomieszczeniu.
- Może zaczniesz od początku?
- Jeszcze zanim zniknęłaś, wampiry z niższego szczebla donosiły mi o łowczyni, która wypytuje o mnie. Nie bardzo się tym przejąłem, bo jest to dość częste, ale teraz nie mogę tego zlekceważyć. Chris złapał ją jak obserwowała nasz dom. Próbowaliśmy ją przesłuchać, ale ciężko było cokolwiek z niej wyciągnąć. Powiedziała jedynie, że dostała zlecenie od Asada. Opisała go dokładnie, jest on jednym z twoich kruków. Jak mi to wytłumaczysz?
Zawładnęła mną złość. Podniosłam się z łóżka, podchodząc do niego powoli.
- Co ty sobie wyobrażasz? Wpadasz tu jak huragan. Rzucasz jakieś bezsensowne oskarżenia i jeszcze chcesz, abym ci to wytłumaczyła?
- Ktoś musi mi to wytłumaczyć!
Spojrzałam na niego obojętnie. W ogóle się nie przejął moim wybuchem.
- Asad nie należy do Bractwa, przeszedł na stronę Voldemorta. Jak mogłeś pomyśleć, że zleciłam coś takiego? Po co miałabym to robić?
- Pamiętam słowa, które powiedziałaś wtedy pod klubem... - Podszedł do mnie, łapiąc swoimi dłońmi, moje. -  Pomyślałem, że chcesz się mnie pozbyć.
- Marcus, jeśli chciałabym zemścić się na tobie, za to, co zrobiłeś Draconowi, zrobiłabym to osobiście. W ogóle obydwoje zachowujecie się jak dzieci!
- Ja...
- Nie przerywaj mi! - Wyrwałam swoje dłonie z jego uścisku i odsunęłam się od niego na kilka kroków. - Dobrze, że się pojawiłeś. Jest coś, co musimy sobie wyjaśnić.
- Tak?
- MOŻESZ MI POWIEDZIEĆ, CO TY CHCIAŁEŚ ZE MNĄ ZROBIĆ?
- Nie rozumiem.
- Wydaje mi się, że rozumiesz! Czy ty oszalałeś? Nie chce być wampirem! Nie mieści mi się w głowie nawet to, że chciałeś mnie zmienić!
- Nie chciałem cię stracić. Chciałem, abyś była przy mnie cały czas.
- Ty chyba nie mówisz poważnie! Chciałeś mnie zmienić, bo co? Bo wyobraziłeś sobie, że będę z tobą do końca świata? Ty chyba oszalałeś! Wybacz, ale ja się na to nie pisze!
- Chcesz mi powiedzieć, że to koniec?
- A był kiedyś początek?  Nie byliśmy razem. Byłam tobą zauroczona, intrygowałeś mnie, pożądałam cię. W tedy, w mojej sypialni, naprawdę mnie przeraziłeś. Nie nadaje się na twoją królową. Przepraszam, jeśli dałam ci złudne nadzieje na cokolwiek.
- Nie wiem, co mam powiedzieć. Jestem zaskoczony.
- Nie podoba mi się to, że chciałeś zdecydować o mojej przyszłości za mnie. To ja powinnam decydować, kim chce być.
- Tak masz rację. Przepraszam, wtedy wydawało mi się, że tego właśnie chcę.
Chwila, chwila! Coś mi tu nie pasuje!
- Mówisz w czasie przeszłym. To co teraz myślisz?
Milczał, przyglądając mi się uważnie. Cała jego postawa emanowała spokojem. Co myślał w tej chwili będzie dla mnie zagadką do końca życia. Bolało mnie to, że go zraniłam, ale nie mogę ciągnąc tego, co jest miedzy nami, kiedy zależy mi na kimś innym. Jestem cholerną egoistką! Dlaczego on milczy? Wpatrywał się w okno, myślami był gdzieś indziej. Kiedy się w końcu odezwał, mówił poważnym głosem, bez nuty smutku.
- Hermiono, chcę  być twoim przyjacielem. Kimś, na kim będziesz mogła zawsze polegać. Nie mówię tego dlatego, że chcę zatrzymać cię w moim życiu na zawsze, choć zawsze będziesz zajmować ważne miejsce w moim sercu, ale dlatego, że mnie zdobyłaś. Jako pierwsza od wielu już lat. Nie, jako kobieta, którą kocham, tylko, jako ktoś, kogo darze wielkim szacunkiem. Chcę abyś wiedziała, że nie mam do ciebie jakiegokolwiek żalu. Okłamałbym cię gdybym powiedział, że mi nie ulżyło. Nie patrz tak na mnie, bo to, co mówię to szczera prawda. Ja… cholera! Pogubiłem się w tym, co czuje. Myślałem, że cię kocham, ale tak jak powiedziałaś, tylko mnie intrygujesz. Pamiętasz, kiedyś powiedziałem ci, że stałaś się moją obsesją.
Wpatrywałam się w niego jak ciele w malowane wrotki*. Przetwarzałam w głowie jego słowa. Nie odpowiedziałam mu nic, nie potrzebował moich słów. Wiedział, że pamiętam, dlatego kontynuował bez zająknięcia.
- To była prawda. Stałaś się moją odskocznią od ponurego świata, w jakim się znajdowałem. Od rutyny, która powoli zabijała mnie od wewnątrz. Ciągle o Tobie myślałem. Wpadłaś w moje życie, niczym huragan, burząc nudę i monotonię. Jestem ci za to wdzięczny.
Zamilkł, zapewne, aby dać mi czas do przyswojenia sobie tego, co mi powiedział. Jednak ja nie potrzebowałam czasu. Nurtowało mnie tylko jedno pytanie.
- Co spowodowało, że zrozumiałeś swoje uczucia?
- Łowczyni.
- Łowczyni? Dobra, teraz to ja już nic nie rozumiem! - Klapnęłam na łóżko, wlepiając spojrzenie w mojego „nowo” nabytego przyjaciela.
- No tak. Ta mała, jak ty, wparowała w moje życie, przewracając je do góry nogami. Kiedy Chris do mnie zadzwonił, miałem ochotę ją rozszarpać, ale kiedy ją zobaczyłem, miałem jedynie ochotę ją pocałować. Cała złość wyparowała w jednym momencie. Spojrzałem w jej oczy, które mieniły się jak dwa niebieskie akwamaryny i byłem zgubiony.
- Chcesz mi powiedzieć, że się zakochałeś? 
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? Ja nie wierzyłem, do teraz. Pewnie uważasz, że mam jakieś rozdwojenie jaźni, ale uwierz mi, że nie.
- Uh, jestem zaskoczona obrotem wydarzeń, ale chyba za szybko na składanie gratulacji?
- No raczej tak. Jakby nie patrzeć, zauroczyłem się kobietą, która chce mnie dorwać. Muszę cię również przeprosić za te oskarżenia. Teraz już rozumiem, dlaczego mnie ściga.
- Zakładając, że Asad służy Voldemortowi, czego on od ciebie chce?
- Kto?
- Voldemort.
-Nic takiego, zapewne chodzi mu o Księgę Czarów Merlina.
Moja szczeka walała się gdzieś pomiędzy moimi kolanami. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Co się tak patrzysz?
- Hmm, no nie wiem. Może dlatego, że posiadasz coś tak ważnego, a mówisz o tym jakby to było coś nieistotnego.
- Dla mnie takie jest. Zostało mi to powierzone przez samego Merlina, kiedy umierał.
- Nie przestaniesz mnie zaskakiwać. Po co Voldemortowi jest ta księga? Pamiętam, jak kiedyś mój ojciec razem ze Snapem o niej rozmawiali. Musi być coś w niej bardzo ważnego.
- Nie mam pojęcia. Może by tak zapytać twoich rodziców?
- Żartujesz sobie? Jestem na nich wściekła! Nie mam zamiaru się do nich odzywać!
- Co! Dlaczego?
- Jutro w Proroku Codziennym ma się pojawić artykuł o mojej rodzinie. Wpadli na pomysł, że się ujawnią. Uważają, że w ten sposób będę bezpieczna. Myślą, że ktoś mnie zaatakował w szkole. Nie mają pojęcia o Bractwie.
- Cholera, ale wybuchnie zamieszanie wokół twojej osoby.
- Yhy, jakoś mnie to nie pociesza.
- Dasz sobie radę. A wracając do tematu księgi, jeśli chcesz mogę ci ją pokazać. Kiedy cię stąd wypuszczą.
- Jutro, choć może uda mi się wyjść już teraz. Poczekaj chwile, ok?
Ruszyłam do biura pani Pomfrey. Byłam zdeterminowana, aby się wydostać już dziś. Musiałam się dowiedzieć, co jej w tej księdze. Udało się bez zbędnych kłamstw. Pozwoliła mi opuścić skrzydło szpitalne, więc w skowronkach wróciłam do Sali, w której leżałam. Po poinformowaniu Marcusa, że mogę wyjść, umówiliśmy się, że będzie czekał na mnie punkt 15 na błoniach. Zostało mi niecałe półgodziny.  Nie spodziewałam się, że tyle czasu spędziłam z nim na rozmowie. Szybkim tempem ruszyłam w stronę lochów. Po drodze nie spotkałam nikogo. W pokoju wzięłam szybki prysznic, ubrałam sprane rurki, biały sweterek, płaszcz i otuliłam się ciepłym szalikiem. Zaważywszy, że za oknem jest śnieg założyłam wysokie kozaki.
Marcus czekał oparty o poręcz przy schodach prowadzących do zamku. Zimno w ogóle na niego nie działało. Chwyciłam trochę śniegu, z zamiarem rzucenia w niego śnieżką. Jednak on był pierwszy i zanim się zorientowałam, leżałam w zaspie. Wściekła, próbowałam się jakoś wykaraskać z tego śnieżnego bagna. Wampir widząc moje poczynania, zaśmiał się głośno i chwycił mnie w pasie, jednym szybki ruchem stawiając mnie do pionu. Zadarłam głowę dumnie, otrzepując się z irytującego puchu. Wyglądałam żałośnie, więc zbierając resztki dumy, jednym szybki ruchem różdżki, doprowadziłam swój ubiór do lepszego stanu.
- Mam nadzieję, że dobrze się bawisz, ale wolałabym mieć już za sobą tę eskapadę, wiec prowadź. - Wskazałam mu ręką nieokreślony kierunek. Uśmiechając się łobuzersko, chwycił mnie pod ramię, prowadząc w stronę żelaznej bramy.
- Teleportujemy się.
- Tak? A masz może różdżkę?
- Wystarczy, że ty masz!
Pokazał na mnie palcem, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Dobra, nieważne. Gdzie?
- Do mojego domu.
Już po chwili staliśmy przed wielką rezydencją blondyna. Na pierwszy rzut oka, nikogo nie było widać, ale wyczuwałam umysły innych. Nie posiadali blokady, więc tak jak ich król, byli podatni na mój dar.
- Twoja łowczyni znowu tu była. - Rzuciłam w jego kierunku.
- Wiem.    
- Do czego Lord Voldemort cię potrzebuje?
- On nie potrzebuje mnie, chodzi mu tylko o tę książkę.
- Co jest w niej takiego?
- Zaraz się przekonamy.
W progu powitała nas ta sama rudowłosa wampirzyca. Bez zbędnych słów Markus zaprowadził mnie do gabinetu. Nic się nie zmieniło od mojej poprzedniej wizyty. Z sejfu wyciągnął książkę, która wygladała całkiem zwyczajnie. Oprawiona w czarną skórę, sprawiała wrażenie zupełnie nowej. Wzięłam cenne dzieło do ręki.
- Nie wygląda na starą.
- Proszę cię! Przecież chronią ją zaklęcia. Otwieraj.
Otworzyłam pierwszą stronę, później kolejną, kolejną i tak do końca.
- Tu nic nie ma!
Przekartkowałam ją ponownie, próbowałam kilkanaście razy i nic.
- Tyle zachodu o puste kartki? Nie wierzę!
- Coś musi w niej być. Sprawdź jeszcze raz!
- Sprawdzałam kilkanaście razy! Cholera! - Zamilkłam. Jak mogłam być taka głupia?
- Mówiłeś, że chronią ją zaklęcia, jakie one są?
- Myślisz, że to wiem? To muszę cię rozczarować, bo nie mam pojęcia.
Spojrzałam na niego niedowierzając.
- Dobra, podsumowując. Ściga cię łowczyni, wynajęta przez Voldemorta, w której notabene się zakochałeś. Pragnie księgi, która jest w twoim posiadaniu. Pytanie brzmi: Co z tym zrobisz?
- O nie, pytanie brzmi: Co MY z tym zrobimy.
*****

Wracając do szkoły przyciskałam do piersi księgę autorstwa samego Merlina. W zamku czułam na sobie spojrzenia mijających uczniów, zerkali na mnie zaciekawieni. Szłam dalej, a kiedy tylko pojawiłam się w pokoju wspólnym Ślizgonów, zapanowała cisza. Rozejrzałam się pospiesznie, ciekawa, czy znajdę któregoś z moich przyjaciół. Zobaczyłam jedynie Draco, siedzącego na kanapie. Był pochłonięty rozmową z jakąś dziewczyną. Wyczuwając moje wrogie spojrzenie, podniosła na mnie wzrok. Zmierzyłam ją chłodnym spojrzeniem, ale ona tylko uśmiechnęła się tajemniczo. Na chłopaka nawet nie zerknęłam. Nie wiedziałam, czy mnie w końcu zauważył. Ruszyłam w stronę prywatnych dormitoriów. Ogarnęła mnie złość, na mojego zakichanego bohatera. Czasu dla mnie nie miał, ale czas dla jakieś wywłoki znalazł. Jak burza wpadłam do swojego pokoju. Rozejrzałam się pospiesznie, ale wszystko było tak, jak zostawiłam. Odłożyłam cenne dzieło na moje łóżko. Skierowała się w stronę łazienki, z zamiarem wzięcia kąpieli. Rozebrałam się szybko i napuściłam wody do wanny. Zrzuciłam z siebie ubrania, pozostając tylko w bieliźnie. Założyłam szlafrok, czekając aż wanna się napełni. Miałam zamiar ponownie zajrzeć do książki. Nie spodziewałam się zastać kogoś w moim pokoju, więc pisnęłam cicho na widok chłopaka, wygodnie rozpartego w fotelu.
- Co tu robisz?
- Raczej co ty tu robisz? I gdzie byłaś? Nie powinnaś leżeć w skrzydle szpitalnym?
- Jakbyś nie zauważył to jestem u siebie w pokoju! Jak tu się dostałeś?
- Przez drzwi?
- Nie bądź sarkastyczny. - Machnęłam ręką. - Nie powinieneś być teraz w salonie i zabawiać się ze swoją nową znajomą?
- Zazdrosna? - Uniósł kpiąco jedną brew.
Ha! Ja, zazdrosna? Zaraz zobaczysz, co to zazdrość!
- Proszę cię, nie mam czasu na takie głupoty. Byłam z Marcusem.
Wyraźnie się spiął, ale nic nie powiedział. Dusił wszystko w sobie. Żadnej reakcji, jakiej oczekiwałam. Uśmiechając się przebiegle, zrzuciłam z siebie szlafrok, pozostając jedynie w czerwonym koronkowo-satynowym komplecie, który podziałał na Draco, jak płachta na byka. Zerwał się z fotela, zaciskając dłonie w pieści.
- Po co ci taka seksowna bielizna? Specjalnie dla niego?
Zadziałało!
- A co zazdrosny?
Moje stwierdzenie jakoś go nie rozbawiło, wściekły ruszył w moją stronę. Złapał mnie za ramiona, przypierając do ściany. Zajrzał głęboko w moje oczy.
- Bawią cię moje uczucia? Myślisz sobie, że zrobisz ze mnie durnia? Cóż udało ci się! Brawo, rozkochałaś w sobie zimnego księcia Slitherinu. - Wycedził.
Puścił mnie tak samo gwałtownie jak złapał i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Brawo Einsteinie! - Wyszeptała moja podświadomość, jakbym sama nie wiedziała, co zrobiłam. Draconem zajmę się za chwilę. Najpierw kąpiel. Pierwotnie planowałam długie wylegiwanie się w gorącej wodzie, jednak zważywszy na moją niewyparzoną gębę, skróciłam ją do minimum. Czyściutka i pachnąca, skierowałam się w pierwszej kolejności do pokoju blondyna. Po przekroczeniu progu, stanęłam jak spetryfikowana.

5 komentarzy:

  1. Rozdział jest świetny :) Draco i Hermiona zachowują się gorzej niż dzieci, no ale cóż, taki ich urok :D ja znam życie to teraz Malfoy zabawia się z jakąś panienką, więc może być ciekawie :D
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Marcus mnie mieszy :D typowy facet , chce coś wyznać i owija w bawełne :D
    Za to Draco zachowuje się jak wkurzone dzieczko :D
    Masz racje rozdział jest świetny !!
    Czekam na kolejną notke !! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. O fuck !
    Nieźle pojechałaś .
    Draco wkurzył sie nieźle i teraz pewnie zabrał do siebie jakąś panienkę ;/
    Ciekawi mnie to co będzie w tej ksiedze.
    Haha Marcus zakochal sie w łowczyni. Dobre.Ciekawe co z tego wynikinie ;p
    pozdrawiam.
    zapraszam do mnie . Polecam blogi o Dramione ;]
    http://plecalnia-dhl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. matko co się dzieje? co ten malfoy zdążył zrobić w takim krótkim czasie? i jaki zazdrosny, w ogóle nad sobą nie panuje; co do księgi to hermiona nie byłaby sobą gdyby nie rozwiązała tej zagadki; pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, właśnie przeczytałam Twoje wszystkie rozdziały i opowiadanie bardzo mi się spodobało ;)
    Każdy rozdział ma w sobie "to coś" a akcja jest szybka i nie sposób się nudzić.
    Co do rozdziału to świetny, choć wydaje mi się, że Miona trochę przesadziła na końcu rozmowy z Draco, oby tego nie żałowała... Malfoy jasno przedstawił swoje uczucia, oby ona też się na to zdecydowała.
    Ciekawa sprawa też z tą księgą, musi w niej być coś cennego skoro Voldemord się nia zainteresował...
    Ciekawe też jak zareguje Hogwart na wiadomość, że Herm nie jest Granger tylko Sulivan ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń