wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 26 część 2!!!




Hola!!
Przepraszam, że kazałam wam czekać tak długo!
Zakładając tego bloga nie wyobrażałam sobie, że uda mi się dotrwać do końca opowiadania. To dzięki wam, pisałam te rozdziały z myślą, że ktoś tam jednak czeka, aby przeczytać moje dzieło. Miałam wzloty i upadki, załamania i dni radości. Wiem doskonale, że beznadziejna ze mnie autorka, kariery pisarza nie zrobię :p jednak jestem z siebie dumna. Rozpiera mnie pozytywna energia, którą mam zamiar przelać na nowe opowiadanie i nie mam na myśli Eltona! Wracając do rzeczy, to, dziękuje wam z całego serca za to, że byliście ze mną tak długo.

Całuje i ściskam
 Do epilogu..
 ***********************************************************************



- Kurwa!!
- Hermiona tutaj!- Zawoła Aristów. Stał przy otworze w ścianie. Nie zastanawiając się za dużo, wpadliśmy do pomieszczenia. Zaraz za nami, dziura zniknęła, nie pozostawiając po sobie śladu.
- Gdzie jesteśmy?- Zapytałam.
- W świńskim Łbie.- Odpowiedział nam głos, od strony schodów.
- Harry!- Rzuciłam się przyjacielowi na szyje.- Mieliście czekan na górze!
- Bo czekaliśmy, ale jest już, 5:05 ruszaliśmy was szukać. Chodźcie nie ma czasu. Ginni, już czeka. Przejście jest otwarte.
Weszliśmy do niewielkiego pokoiku, w którym znajdowali się wszyscy. Nie zdążyłam nawet powiedzieć słowa, kiedy Ginni rzuciła się na mnie, ściskając mocno.
- Tak się ciesz, że nic ci nie jest!
- Ja też Ginni.
- Ta.. Długo wam to zajęło.- Powiedział sceptycznie Aron.- Mieliśmy już iść wam z pomocą.
Spojrzała na niego chłodno, całkowicie ignorując to, co powiedział. Ruszyłam w stronę portretu.
- To jest to przejście?
- Tak.- Powiedział Ginni.- Jest otwarte.
- No to ruszajmy, nie ma czasu do stracenia. Podejrzewam, że niedługo Lord dowie się o naszym przybyciu do wioski. Łatwo doda dwa do dwóch. W Pokoju Życzeń, czekali na nas Neville z Luną. Po krótkim przywitaniu, powiedzieliśmy im po co tu jesteśmy. Musieliśmy wyznać im wszystko co wiemy, na temat Horkruksów.
- Kto wam pomagał? Znaczy, mówiłaś że, Dumbledore przekazał wam wskazówki, to skąd wiedzieliście gdzie ich szukać?
- W tym nam pomógł Snape. Voldemort bardzo mu ufa, te Horkruksy, które zdobyliśmy, to dzięki mu. On nam wskazał miejsca i czym są. Snape przypuszcza, że zostały jeszcze dwie cząstki duszy Czarnego Pana. Diadem, jest on prawdopodobnie w Hogwarcie i Naginii, waż którego Voldemort ma zawsze przy sobie.
- To Snap jest jednym z nas?
- Można tak powiedzieć, jest szpiegiem Zakonu.- Nevill, pokiwał głową zamyślony.
- A jak można je zniszczyć?
- No tu mieliśmy więcej szczęścia, niż rozumu. Sposób na zniszczenie Horkruksów, znaleźliśmy w Księdze Merlina. Miał ją Marcus, dlatego Lordowi tak bardzo zależało, na zdobyciu jej. No i tu pojawia się Dominika, ale to inna historia. Wracając do Horkruksów, to można je zniszczyć czymś co ma w sobie jad Bazyliszka. Mieliśmy miecz Godryka Griffindora, ale podczas akcji u Gringotta, zgubiliśmy go.
- Niedaleko Wierzy Astronomicznej, jest ukryta komnata. Widziałem kilka dni temu Snapa, zanoszącego tam coś zawiniętego w pokrowiec. Schowałem się za schodami, podsłuchując jego rozmowę. Nie wiem z kim rozmawiał, nie rozpoznałem głosu. Mówił, że to jest bezpieczne miejsce na miecz, że nikt go tu nie znajdzie. Zajmę się tym, zdobędę miecz.- Powiedział Nevill.
***
Szukanie diademu, było jak szukanie igły w stogu siana. Były to dla nas najgorsze trzy godziny. Ponownie byliśmy rozdzielni. Ja wraz z Sergiejem, zmierzaliśmy w stronę Komnaty Tajemnic.
- Jak my się mamy tam do cholery dostać!- Kopnęłam ze złości drzwi. Skrzywiłam się, na kontakt moich palców z metalowymi wrotami.
- Może wam pomóc?- Usłyszeliśmy za sobą, nie mogłam uwierzyć w to, co widzę.
- Ron?!
- Nie rób takiej miny, jak byś ducha zobaczyła. Głupio się przez to czuje.
- Co ty tu robisz?
- Chce wam pomóc. Wiem, Hermiono. Przepraszam za wszystko. Byłem głupcem. Wybacz.- Powiedział, na jednym wdechu. Wciągnęłam głęboko powietrze.
- No dobrze, jak chcesz nam pomóc?
- Zaraz ci pokarze, odsuń się.- Podszedł do mnie, przesuwając w prawo. Ustał przed drzwiami, sycząc. Obserwowałam go zdumiona, kiedy drzwi, otworzyły się bez problemu.
- Super nie?- Zapytał uradowany rudzielec.
- Skąd?- Wydukałam.
- Aaa! Harry gada przez sen.- Rzucił, jak gdyby nigdy nic i wszedł w głąb korytarza. Jednocześnie z Sergiejem, spojrzeliśmy na siebie, wzruszając ramionami. Ruszyliśmy za Ronem.

Komnata Tajemnic, nie zmieniła się w żaden sposób. No może, ostatnim razem, nie leżał tu martwy Bazyliszek. Z wyciągnięciem kła nie było żadnego problemu. Problem powstał, dopiero wtedy, kiedy przebiłam kłem kielich, unicestwiłam kolejną cześć duszy Voldemorta. Uciekaliśmy w popłochu, gonieni przez wodnego Bazyliszka. Zziajani wypadliśmy z lochów. Lochów?! Jak my się tu znaleźliśmy. Mniejsza o to. Doszły nas odgłosy walki, ruszyliśmy w górę. W głównym holu, dołączyli do nas pozostali. Razem wybiegliśmy na Hogwarcki dziedziniec.
- Harry masz?- Zapytałam w biegu.
- Mam.
- To dobrze, łap!- Rzuciłam mu kieł, którego udało nam się zabrać z sobą. Chłopak złapał go zwinnie, nie myśląc wiele, wbił go w diadem Roveny Ravenclaw. Błyskotka wybuchła, niczym bomba, powalając na kolana wszystkich. Podnieśliśmy się błyskawicznie.
- Została nam tylko Naginii.- Powiedział Ethan, otrzepując spodnie. Wyglądało to komicznie. Chłopak stał, w samym środku bitwy, wszędzie walały się upadające głazy, świstały zaklęcia, a on martwił się o swój ubiór.
- Już nie.- Powiedział Neville, idąc w nasza stronę. W jednej ręce trzymał miecz Griffindoru, a w drugiej łeb martwego węża. W oddali było słychać, wściekły ryk, pochodzący z Zakazanego Lasu.
- Jak ci się to udało? Przecież waż, był zawsze obok Voldemorta.
- Byłem w komnacie, o której wam mówiłem, tej od miecza. Odnalazłem go w momencie, kiedy usłyszałem kroki zbliżające się do drzwi. Nie wiedziałem gdzie mam uciekać, wiec wspiąłem się schodami na Wierze Astronomiczną. Był to Snape, wraz z Samym Voldemortem. Czarny Pan, krzyczał na niego, że jest nieudacznikiem, że przez niego miecz zniknął. Że teraz mamy czym go unicestwić, był tak wściekły, że rozkazał Naginii zabicie Snapa. Wiedziałem, że to jedyna okazja. Zabiłem węża i ocaliłem Snapa.
- No kolejny horkruks z głowy.- Powiedział Sergiej, klepiąc z uznaniem Nevila po plecach.
- Ruszmy się, trzeba im pomóc.- Powiedziałam patrząc na walczących.- Pamiętajcie nie możemy używać swoich darów, tylko magii za pomocą różdżki!- Chwile później, walczyliśmy wraz z pozostałymi.
***
Walka była wyrównana. Śmierciożercy walczyli zawzięcie, za idę swojego Pana. Syntia miała racje, dzisiejszego dnia, poległo bardzo dużo ludzi. Kątem oka obserwowałam Draco, w wirze walki. Był całkowicie pochłonięty tym, co robi, z uśmiechem na ustach, rzucał zaklęcia w nic niespodziewających się Śmierciożerców. Niektórym poświęcał więcej czasu częstując przeróżnymi zaklęciami. Cieszyłam się ogromnie, że nic mu nie jest, a jednocześnie bałam się o niego. Uczucie było nieznośnie, niepozwalające się mi na niczym skupić. Miałam przeczucie, że dzisiejszego dnia widzę go po raz ostatni. Bałam się własnych myśli.
Pojedynkowałam się właśnie ze Pansy Parkinson, kiedy zdałam sobie sprawę, że już od jakiegoś czasu nie widzę nigdzie Harrego. Gdzie on się do cholery podział! Mopsica, była dobrym przeciwnikiem, ale zaczynała mnie denerwować. Posłałam w jej stronę Drętwotę, której nie zdążyła odbić. Zaklęcie ugodziło ją w pierś, powalając na mokrą trawę.
Pobiegłam w stronę otoczonego Rona. Chłopak nie miał szans, z ledwością odbijał zaklęcia. Wpadłam w krąg, jakim go otoczyli, stając plecami do pleców Rona. Zaklęcia śmigały jak szalone, powalając na ziemnie sługusów Czarnego Pana.
- Dziękuje Hermiono, gdybyś mi nie pomogła było by zapewne już po mnie.- Powiedział Ron, ocierając z czoła krople potu. Posłałam mu lekki uśmiech. 
- Nie ma, za co. Widziałeś Harrego?
- Tak. Pobiegł w stronę Zakazanego Lasu.
Przeklęłam siarczyście, na głupotę Chłopca Który Przeżył. Miałam nadzieje, że nic mu się nie stanie. Śmierciożercy padali, jeden po drugim, niczym muchy. Na błoniach się przerzedzało, gołym okiem było widać, że wygrywamy.
- Draco!!- Krzyknęłam, kiedy zobaczyłam w oddali Malfoya. Biegł w moją stronę, z wyciągniętą różdżką, rzucając na wszystkie strony przeróżnymi zaklęciami. Były one uśmiercające jak i obronne. Odetchnęłam z ulgą widząc go całego i zdrowego.- Boże, jak dobrze, że nic ci nie jest. Tak się martwiłam.- Wpadłam w jego ramiona. Syknął cicho, lekko się odsuwając. Dopiero teraz zobaczyłam krew, która sączyła się spod koszuli.- Czym oberwałeś?
- Nie wiem, ale kurewsko boli.- Powiedział, podciągając do góry, niegdyś białą koszule. W międzyczasie zrobiło się nienaturalnie cicho. Chwile później rozległ się syczący głos Lorda Voldemorta od strony Zakazanego Lasu.
- Moi słudzy, wierni poddani. To już koniec! Opuście różdżki!- Powiedział, krocząc dumnie przez Hogwarckie błonia, za nim wyłaniali się jego najbliżsi Śmierciożercy.- Harry Potter, nie żyje. Poddał się, po to abyście wy przeżyli.- Wciągnęłam szybko powietrze, na widok Hagrida, niosącego bezwładne ciało mojego przyjaciela. Ułożył je u swoich stup, pochlipując głośnia.- Daje wam wybór, poddajcie się i dołączcie do mnie, albo…sami wiec co was czeka.
Zapadła cisza, Tom Riddle patrzył na nas wyczekująco, niektórzy czarodzieje, opuszczali różdżki, przechodząc na czarną stronę. Zostało nas niewielu, mała kupka ludzi, pragnących wolności i pokoju w naszym świecie. Stałam wyprostowana, a najważniejsze u mojego boku stał Draco.
- Draconie, nie dołączysz do mnie?- Zapytał Czarny Pan, z nuta złości w sowim gadzim głosie.
Chłopak milczał, patrząc prosto w oczy swoim rodzicom.
- Draconie..- Powiedziała Narcyza zalęknionym głosem.
- Nie matko, jestem po właściwej stronie. To wy powinniście dołączyć do mnie.
- Nie kpij sobie z nas synu, twoje miejsce jest u naszego boku. Masz natychmiast do nas dołączyć.- Powiedział ojciec Dracona z wściekłością. Blondyn jedynie pokiwał głową, nie ruszając się o krok.
- Nie ojcze, kazałem ci wybrać. Wybrałeś, ale ja również. Nie zmiennie mojego zdania.
- Nie mamy wyboru! On nie należy do nas. Ty zostaliśmy wybrani. Powinniśmy być z tego dumni.
- Jednak ja nie jestem. Nie powiesz nic, co mnie przekona do podążenia za tobą.
- Może to jakoś wpłynie na zmianę twojego zdania.- Wysyczał Lord, tracąc cierpliwość.- Avada Kedavra!- Padło niespodziewane zaklęcie, mierzone w Narcyzę Malfoy, kobieta niczego się nie spodziewająca, padła u stup swojego męża, z przerażeniem wymalowanej na twarzy.
Rozwścieczony Draco, nie panując na odruchami, zaczął ciskać w swojego dawnego pana wszelakim zaklęciami, ten jedynie śmierć się szyderczo, odbijał bez problemu atakujące go klątwy. Nie udało mu się odbić jednego, które przeleciało obok jego głowy, rozcinając trupio bladą skórę na policzku.
- Ty parszywy zdrajco!!- Wściekły głos Lord Voldemorta, rozbrzmiał po całych błoniach. Bez problemu pozbawił blondyna jedynej rzeczy jaką mógł się bronić, stał teraz z wymierzona różdżką w jego stronę. Draco padł zmęczony na kolana, oddychając głośno, posyłał w stronę swojego przeciwnika, mordercze spojrzenie- Jak śmiałeś! Wierzyłem w ciebie! Pokładałem nadzieje, ze staniesz się moim zastępcą! A ty bratasz się z wrogiem! Zginiesz rozumiesz.- Zaśmiał się szyderczo.
Wiedziałam, że zaraz rzuci zaklęcie uśmiercające, ale nie mogłam nic zrobić, stałam jak skamieniała.
- Avada Kedavra!- Padło zaklęcie, ale nie tylko z ust Czarnego Pana.
Harry podniósł się z ziemi, posyłając niewybaczalne zaklęcie w stronę nic niespodziewającego się Voldemorta, jednak nie było czasu się nad tym radować. W stronę Dracona, leciało zielone światło. W ostatniej chwili, zdołałam odepchnąć chłopka, przyjmując na siebie śmiercionośne zaklęcie. Jak z oddali odtarły do mnie przeraźliwy krzyk rozpaczy, nie byłam pewna czy to był mój tata czy może Draco, może obydwoje. Nie miałam możliwości sprawdzenia, obezwładniła mnie ciemność. Przepadła w nicość, kończąc swoje życie.



9 komentarzy:

  1. Ona nie mogła zginąć!! Czekam z wielką niecierpliwością na epilog!
    A rozdział wspaniały :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezuu , że cooooooo??
    Jak umarłaaaa ....NIEEEE

    OdpowiedzUsuń
  3. Co??? Ten rozdział króciutki, ale tak dużo wnoszący do historii. Zdążyło ci się parę błędów ortograficznych, ale niezbyt przeszkadza to w czytaniu. A Hermionę uratuje ktoś. Albo Rafael i Marcus. Albo ktoś inny, prawda?? Czekam na epilog. Pozdrawiam
    ~Olciak ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam ogromną nadzieję, że to jakaś pomyłka, bo jak nie to chyba się załamię psychicznie...
    Rozdział jest super, ale końcówka nie do przełknięcia. Hermiona musi żyć, po prostu musi…
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy19:34:00

    Co? Mionkę masz czelność uśmiercać?
    Hańba. Wstyd i hańba.
    A tak ogółem to tyle czekałam na rozdział i mnie nie zawiodłaś kochana :)
    Chłopiec-który-powinien-przeżyć-dwa- razy jednak żyje? To by było zdziwienie ^^
    Szkoda że już kończysz to opowiadanie... Będę smutać :'(
    Z zapartym tchem czekam na epilog
    Twoja Luar Princesa♥
    (Wcześniej Optymistyczna Pesymistka)
    ps. weno, weno płyń tłumnie do Favoshi!

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurde... mam wielką nadzieję, że Mionka jednak jakoś z tego wyjdzie.... że ktoś ją uratuje.
    No to pozostawiłaś nas w wielkiej niepewności.
    Nie wiem jak ja doczekam epilogu ;)

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Proszę, proszę powiedz że żyje *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy15:31:00

    Ja ze swojej strony bardzo przepraszam. Wszelkie błędy ortograficzne, niedociągnięcia i ogólnie złą prezencję biorę na siebie. Niestety nie dałam rady sprawdzić tekstu, a Favoshi bardzo chciała jak najszybciej opublikować dla Was drugą część. Co do zakończenia... Hmm, mi bardzo pasuje, jednak więcej dowiecie się w epilogu ;-) Jeszcze raz przepraszam naszą kochaną autorkę, jak i was i do szczęśliwego (zależy jak dla kogo) zakończenia.
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
  9. Błaaagam, powiedz, że ona to przeżyje. To by było bardzo smutne zakończenie :(

    OdpowiedzUsuń