piątek, 10 maja 2013

Rozdział XII



Wtorek nastąpił bardzo szybko. Marcus zabrał mnie do siebie...
Pokazał mi przepiękny dworek, w którym mieszkał. Poznałam jego służbę. Ludzi, znaczy wampiry, ah nie ważne, zamieszkujących w jego domu, no i oczywiście lepiej poznałam Christophera. Przez całe tydzień spotykałam się z nim codziennie. Dziś mamy kolejny wtorek i również jestem u Marcusa.
Znajdowaliśmy się w jadalni, czułam się trochę dziwnie, w końcu, jako jedyna byłam człowiekiem w tym towarzystwie. Z każdej strony otaczały mnie wampiry.
Od kiedy wampiry jedzą?
Ciszę przerwał Chris.
- Chciałem ci podziękować.
- Mi, za co?- Pytam zaskoczona.
- Za uratowanie mi życia, w sierpniu.
- Ah, drobiazg. Zrobiłabym to dla każdego.
- Wiem, ale nie każdy uratowałby wampira.
- Ale ona nie wiedziała, że jesteś wampirem. - Wtrąciła się rudowłosa wampirzyca.
- Oczywiście, że wiedziała, jeden z tamtych ją uświadomił. Jak on to mówił, „co się wtrącasz czarownico, to tylko wampir”. Coś takiego, prawda?- Zapytał Chris.
- No coś takiego. - Przyznałam mu racje, uśmiechając się do niego. Poczułam jak Marcus łapie mnie za dłoń i lekko ściska. 
- Nie powiedziałeś mi tego Christopherze. - Powiedział.
- Wyleciało mi to z głowy... A najlepsze było, jak się z nimi rozprawiła. Podeszła do mnie i mówi „ jak na istotę nieśmiertelną, to ładnie cię urządzili”. Masz rację ojcze, ona jest niesamowita.
Rudej wampirzycy, wypadł widelec z dłoni, z głuchym stukotem upadając na talerz. Każdy spojrzał w jej stronę. Zawstydzona spuściła wzrok, posyłając mi przy tym groźne spojrzenie.
Podświadomie unoszę brew. Oho, kolejna fanka swojego pana. Uśmiecham się drwiąco, wracając do posiłku.
Rozmawialiśmy jeszcze o mojej szkole. Marcus opowiadał zabawne historie z udziałem Christophera. Czas leciał szybko i nieubłaganie. Kiedy zegar wybił 21, postanowiłam się zbierać do domu. Stałam z Marcusem w jego gabinecie.
- Muszę już iść, obiecałam mamie, że będę po 21.
- Dobrze, ale jeszcze musisz coś ode mnie dostać. Mam dla ciebie prezent.
Pytająco unoszę brew. Prezent? Dla mnie?
- Nie rób takiej zdziwionej miny. Na gwiazdkę daje się prezenty, prawda?
- Prawda, ale ja nie mam nic dla ciebie! Przepraszam.
- Nie szkodzi, wystarczy, że jesteś...
Uśmiechnęłam się do niego przepięknie, oczarowana jego zachowaniem. Może nie powinnam przywiązywać do tego wagi, ale uwielbiam dostawać prezenty.
- Proszę, otwórz.
Wkłada mi do ręki, prostokątne pudełko. Zaintrygowana, podnoszę wieczko. W aksamitnym materiale, kryją się przepiękne kolczyki w kształcie gwiazdek, każda wysadzana maleńkimi diamencikami.
Zachwycająco piękne, ale także cholernie drogie.
- Nie mogę tego przyjąć, przepraszam.
- Dlaczego? Nie podobają ci się?
Odstawiam pudełeczko, wraz z jego zawartością na biurko i odwracam się w stronę Marcusa. Biorę go za rękę i prowadzę do kanapy. Kiedy zajęliśmy swoje miejsca, patrząc mu w oczy, odpowiadam.
- One są przepiękne, ale również bardzo drogie. Nie chcę, abyś wydawał na mnie pieniądze.
W odpowiedzi słyszę jego śmiech. Prawdziwy, szczery śmiech. Słyszę go po raz pierwszy, jednak muszę przyznać, że jest zachwycający. Sam właściciel, kiedy jest poważny, powala z nóg, a teraz, przy akompaniamencie tych cudownych dżwięków, jest wręcz boski. Robi mi się dziwnie gorąco. Muszę coś zrobić, aby się na niego nie rzucić, niczym jakaś desperatka.
- Jak się uspokoisz to daj znać!
Prostuję się i krzyżuję ramiona na piersi. Udaję obrażoną, to zawsze pomaga.
Długo nie musiałam czekać.
- Przepraszam, skarbie. - Mówi Marcus, chwytając mnie w tali, przyciągając do siebie. Sadza mnie na swoich kolanach. - Wybacz mi proszę, ale to, co powiedziałaś, było dla mnie śmieszne.
- Nie wiem, co w tym takiego śmiesznego! Nie masz na co wydawać pieniędzy?
- No właśnie nie mam, chciałem zrobić ci niespodziankę, więc je kupiłem.
- Są bardzo drogie.
- Dlatego nie chcesz ich przyjąć?
Kiwam głową potwierdzająco. No, one naprawdę są cholernie drogie.
- Nie masz się o co martwić, jestem bogaty, kochanie. Pieniądze są dla mnie naprawdę mało ważne.
Prycham cicho zirytowana, cholera, on nic nie rozumie.
Ty sama nie wiesz o co ci chodzi! - Odzywa się moja podświadomość.
Poddaję się zrezygnowana.
- No, ok. Dziękuję ci bardzo.
Patrząc mu głęboko w oczy, czuję rosnące napięcie miedzy nami. Uczucie podniecenia wybucha we mnie. Powoli, przysuwam swoją twarz do jego, a otaczająca mnie woń jego wody kolońskiej, przyprawia mnie o zawroty głowy. Niemal dotykam jego ust, swoimi. Uśmiecham się. Po wieczności, w końcu docieram do jego warg. Spragniona, całuję go powoli, delektując się chwilą. Sprawne dłonie Marcusa, pieszczą moje plecy.
Gwałtownie łapie mnie za biodra, unosząc mnie, zmieniając pozycje tak, że teraz siedzę na nim okrakiem. W podzięce, mocniej wbijam się w jego usta. Dłonie wplatam w jego włosy, ciągnąc je delikatnie, co wywołuje jęk z ust blondyna. Zachwycona uczuciami, jakie we mnie budzi, schodzę dłońmi na kołnierzyk jego koszuli, przyciągając go bliżej siebie. Powoli, odpinam guziki jego koszuli. Kiedy uporałam się z ostatnim, miałam idealny widok na jego umięśnioną klatkę piersiową. Paznokciami, lekko drapię go po skórze, zjeżdżając na umięśniony brzuch.
- Hermiono… -Wychrypiał chłopak, głosem przepełnionym pożądaniem.
Marcus nie był mi dłużny, złapał za krawędź mojego sweterka, jednym ruchem ściągając go ze mnie. Pod spodem miałam tylko koronkowy biustonosz, więc uderzyło we mnie zimne powietrze, powodując na mojej skórze gęsią skórkę. Zachwycony Marcus, obrzucił mnie płonącym spojrzeniem. Dłońmi pieścił moje piersi, przez materiał stanika. Ustami przywarł do mojej rozpalonej skóry, składając na niej słodkie pocałunki. Pod wpływem emocji, zamknęłam oczy, a kiedy ponownie je otworzyłam, Marcus górował nade mną. Leżałam teraz na kanapie, a jego ciało napierało na mnie coraz bardziej. Raptownie nabrałam powietrza, czując jego nabrzmiałą męskość na moim udzie. Jedną dłoń, wcisnął pomiędzy moje pośladki, a kanapę, ugniatając je delikatnie, drugą uwolniając moje piersi od, zbędnego już, biustonosza. Przywarł do nich ustami, pieszcząc je na przemian, ssąc i gryząc. Pragnęłam więcej, chciałam go poczuć, tak naprawdę. Moje żądze przejęły całkowitą kontrolę nad rozumem. Udało mi się dotrzeć do zapięcia jego spodni, więc złapałam za pasek, chcąc się ich pozbyć, jednak zostałam powstrzymana. Wampir, złapał moje dłonie w jedną swoją, unieruchamiając je w miejscu. 
- Marcus, proszę. Nie męcz mnie! Zrób to!- Wyszeptałam wprost do jego ucha, przygryzając je lekko.
- Mmm... słońce, jesteś taka słodka.
Wziął mnie na ręce, kierując się do drzwi. Po chwili, znaleźliśmy się w jego sypialni. Położył mnie delikatnie na łóżku.
- Jesteś tego pewna?
- Cholera, oczywiście!
Uśmiechnął się do mnie lubieżnie, pochylając się i odpinając guzik w moich spodniach. Nieznośnie wolno, ściągał je ze mnie, wraz z bielizną, uważając, aby mnie nie dotknąć. Pozbywszy się spodni i majtek z mojego ciała, stał w nogach łóżka, patrząc na mnie z wyraźnym pożądaniem.
- Jesteś taka piękna. W tej chwili, jestem w stanie oddać ci wszystko!
- Nie chcę wszystkiego, chcę ciebie! Teraz... We mnie...
Patrząc mi prosto w oczy, zaczął odpinać pasek, a uporawszy się z nim, przeszedł do guzika i rozporka. Przerwało mu jednak, walenie do drzwi, od strony gabinetu.
Marcus zmarszczył brwi w niezadowoleniu, patrząc to na mnie, to na drzwi.
- Panie, to ważne! Otwórz, proszę!
Dociera do nas głos rudowłosej, wampirzej piękności. W jednym momencie odeszła mi wszelka ochota na wszystko. Marszczę brwi w niezadowoleniu, podnosząc się z łóżka, ciągnąc za sobą prześcieradło.
- Chwila!- Krzyczy zrezygnowany. - Myślę, że powinienem otworzyć.
Zrzucam z siebie przykrycie, chwytam swoją spodnie, ubierając je na siebie. Kiedy się prostuję, czuję na sobie palące spojrzenie mojego, niedoszłego kochanka. Staję przed nim pewnie, choć mam na sobie jedynie spodnie.
- Wybacz mi mój ubiór, ale nie mam nic więcej. Myślę, że ktoś je ze mnie ściągnął i zostawił w gabinecie, w którym teraz jest pewna, zazdrosna wampirzyca.
Marcus przekrzywia zabawnie głowę, mierząc mnie swoimi zielonymi oczami.
- Nie przeszkadza mi ten widok, wręcz przeciwnie, bardzo mi on odpowiada. Jednak dam ci moją koszulę, bowiem nie chcę, by oglądał cię ktoś inny oprócz mnie.
Odwraca się do mnie plecami, kierując się do swojej garderoby. Mój wzrok pada na jego tyłek, idealnie opięty jeansami. Kiedy wraca, w ręku trzyma błękitną koszulę. Pomaga mi ją założyć, zapinając guziki, specjalnie pocierając palcami skórę pomiędzy moimi piersiami. Pod wpływem tego zabiegu, moje sutki nabrzmiewają, co jest widoczne przez cienki materiał ubrania.
- Zazdrosna mówisz? Hmm, kiedy to zauważyłaś?
- Przy kolacji. Mam rację?
- Diana żywi do mnie pewne uczucia, którymi nie jestem zainteresowany. Masz rację, jest o ciebie zazdrosna.
Przeszkadza mi to? Nie. Dziwne.
Przyciąga mnie do siebie, całując namiętnie. Ponownie przerywa nam pukanie do drzwi. Zirytowanym głosem, Marcus nakazuje jej wejść do środka. Stojąc przytulona do Marcusa, widzę wchodzącą do pokoju wampirzycę. Zaskoczona, staje w miejscu, widząc mnie w objęciach, swojego, półnagiego króla.
- Mam nadzieję, że to jest naprawdę ważne! - Mówi Marcus, zganiając ją wzrokiem.
Wzdrygam się, słysząc ton głosu mojego wampira.
Co? Mojego? Podświadomie marszczę brwi, słysząc swoje myśli.
- Panie, wybacz. Dzwonił panicz Christopher. Mówił, że znalazł to, co ukryłeś w Szkocji.
Ciało blondyna momentalnie się napina. Zdziwiona patrzę na niego. On zaś, ucieka wzrokiem w stronę okien, nie chcąc spojrzeć mi prosto w oczy.
- Dziękuję, możesz odejść.
- Tak, Panie.
Zostajemy sami. Marcus uwalnia mnie z objęć. Staje się nagle odległy. Zostawia mnie samą w sypialni, kierują się w stronę drugiego pomieszczenia. Ruszam za nim, zmartwiona jego zachowaniem. Wchodzę do gabinetu i widzę go siedzącego za wielkim, mahoniowym biurkiem.
- Hej, wszystko w porządku? - Pytam.
Patrzy na mnie, zamglonym spojrzeniem. Obchodzę wielki mebel, siadając na skraju blatu. Mężczyzna ściąga mnie z biurka, sadzając sobie na kolanach. Obejmując mnie ramionami, przytula mnie do swojej piersi.
- Wspomnienia skarbie...
Siedzimy tak w ciszy, obydwoje pogrążeni w swoich myślach. Nie wiem ile to trwało, jednak nasze rozmyślania, przerwał dzwonek mojego telefonu. Wyciągając go z kieszeni, na ekranie widzę, nieznany mi, numer telefonu. Odbieram jednak, kierując się swoją ciekawością.
- Słucham?
- Miona? Gdzie jesteś?
- U Marcusa. Ginni, od kogo dzwonisz?
- Od Diabła, kiedy wrócisz? - W oddali było słychać czyjeś pytanie, „ U kogo?” -  Cicho siedź! U Marcusa.
- Stało się coś?
- Nie, ale wracaj szybko do domu, czekam na ciebie, pa!
No i się rozłączyła. Zdziwiona spojrzałam na telefon.
- W porządku?
- Nie wiem. Dzwoniła Ginni. Powiedziała, że czeka na mnie, ale nie wiem po co. Nic mi nie wyjaśniła. Muszę wracać do domu. Odprowadzisz mnie?
Wstajemy, kierując się do głównego wyjścia. Marcus trzyma mnie za rękę, prowadząc przez swoją rezydencję.
- Która jest godzina?
- Coś koło 23. Może odprowadzę cię do domu?
- Do domu? Marcusie, będę się teleportować. Nie potrzebuję ochrony.
- Wiem, kochanie, chodzi mi o to, że kiedy byłem po ciebie, zostawiłem tam samochód. Jak wiesz, potem teleportowaliśmy się do mnie.
- Ah, no tak. Przepraszam.
W następnej sekundzie, byliśmy już przed rezydencją mojej rodziny.
- Jesteśmy. - Mówię do blondyna, którego wzrok jest utkwiony, gdzieś daleko za mną.
- Czyj to samochód?
- Jaki samochód? - Pytam i odwracam się w kierunku, wskazanym przez niego.
Szeroko otwieram oczy, widząc czarne Bugatti Veyron. Wiedziałam czyje jest, ale nie wiedziałam, co ta osoba robi w moim domu.
- Więc?
- Nie wiem, kogo. - Wzruszam obojętnie ramionami. - Pewnie ktoś przyjechał do taty.
Dobrze, że nie powiedziałam mu nic o tym, że moi rodzice wyjechali na dwa dni do Francji.
- Aha. Ja będę się zbierać. Pa, skarbie. Dziękuję ci bardzo za dzisiejszy wieczór, gdyby nie Diana, byłby on najlepszym w moim jestestwie. 
Marcus przyciągnął mnie do siebie, całując namiętnie na pożegnanie. Czekałam spokojnie, aż wyjedzie swoim autem z garażu. Pomachałam mu na pożegnanie, po czym odwróciłam się w stronę domu.
***
Koncentrując się, aby nie wybuchnąć, weszłam do środka. Od razu, skierowałam się do jednego z salonów, na parterze. Oparłam się o framugę drzwi, obserwując to, co dzieje się w pokoju.
- Gdzie ona jest?- Pyta jeden z gości.
- Pewnie zaraz się pojawi. Dzwoniłam do niej 10 minut temu.
- Jakoś się jej nie spieszy! - Odpowiada drugi z gości.
- Wiesz Ginni, myślę, że ona cię zabije za sprowadzenie ich tutaj. - Mówi Syntia, pokazując na dwójkę chłopaków.
- Niby, czemu?
Nikt nie raczył jej odpowiedzieć. Przerwałam panującą ciszę, tłumiąc wściekłość. Cedząc słowa, zwrócone do Ginni, widziałam jak każdy zamiera, słysząc mój głos.
- A jak, kurwa myślisz? Możesz mi powiedzieć, co jest grane? Do cholery, czy cię pojebało? Myślę, że musimy porozmawiać! Pozwól ze mną!
Odwracam się i nie czekając na jej odpowiedź, ruszam do gabinetu mojego ojca. Usiadłam na sofie, położyłam łokcie na kolanach, opierając brodę na splecionych dłoniach. Czekałam cierpliwie, aż Ruda wejdzie i zajmie miejsce naprzeciwko mnie.
- Możesz mi powiedzieć, co ci odjebało?
- Ja..no..pomyślałam, że byłoby fajnie.
No i nie wytrzymałam.
- Ty pomyślałaś, że byłoby fajnie?!  A POMYŚLAŁAŚ MOŻE, ŻE ONI NIE WIEDZĄ KIM JESTEM I KIM JEST MÓJ OJCIEC?! ALBO, ŻE TO DZIECI ŚMIERCIOŻERCÓW! MÓJ OJCIEC DLA ŚWIATA CZARODZIEI NIE ISTNIEJE, NIE ŻYJE, UKRYWA SIĘ! KURWA! PRZEZ TWOJE MYŚLENIE, MOŻE TO WYJŚĆ NA JAW. ZWARIOWAŁAŚ!
Usiadłam zrezygnowana i wkurwiona, w fotelu.
- Ja przepraszam, nie przemyślałam tego wszystkiego. Przepraszam. Ja, Miona, nie pomyślałam - Paplała bez ładu. - Nie ma twoich rodziców, więc pomyślałam, że fajnie by było się zabawić. A Blaise poprosił, bym go zabrała ze sobą. Zgodziłam się. O Boże, przepraszam. Myślałam, że im ufasz, ja naprawdę przepraszam.
- Ginni, zostaw mnie samą. Jak się uspokoję, to się do was przyłączę.
- Jesteś na mnie zła?
- Zła?! Wściekła! Po prostu idź! Albo wiesz co, powiesz S, aby do mnie przyszła.
Zostałam sama, nie mogąc uwierzyć w to, co zrobiła. Ok, ufam chłopakom, ale nie, aż tak bardzo. Tu chodzi o bezpieczeństwo mojej rodziny. Ona może to wszystko zniszczyć, postępując tak lekkomyślnie. Nie mogąc usiedzieć w miejscu, zaczęłam chodzić w kółko. Głowa zaczynała mnie boleć, a po moim cudownym wieczorze, zostały tylko wspomnienia.
Syntia zastała mnie stojącą przy oknie. Podeszła, nic nie mówiąc, a w rękę wcisnęła mi szklankę z bursztynowym płynem. Wypiłam ją jednym duszkiem, nie przejmując się uczuciem palenia w gardle.
- Nie mogę uwierzyć, że postąpiła tak bez myślenie. Ona nic nie rozumie. Dlaczego jej nie powstrzymałaś?
- No cóż, nie miałam pojęcia, że planuje coś takiego. Kiedy przybyłam z Miszą do ciebie, ona już była z chłopakami i czekała na ciebie. Gdzie ty byłaś tak w ogóle? Siedziałam tu godzinę, czekając na ciebie.
Pokręciłam głową, nie dowierzając jej słowom.
- Byłam z Marcusem.
- Z Marcusem? No właśnie, kim on jest? Opowiadaj!
Wdzięczna za odgonienie moich myśli od Ginni, opowiedziałam jej o moim wampirze.
- W ostatni dzień wakacji, uratowałam Christophera, syna Marcusa. Nie jest on jego biologicznym synem, a został adoptowany. Marcus, chciał się ze mną spotkać osobiście, by mi podziękować. Dostałam od niego list, informujący mnie, że w noc balu się spotkamy.
- Dlatego tak nie mogłaś się doczekać?
- Tak, pamiętasz mojego partnera na balu? Był nim właśnie on. Przystojny, szarmancki, tajemniczy... Marzenie każdej dziewczyny, ale on widział tylko mnie. Czułam się tak cudownie w jego towarzystwie. Po balu rozmawialiśmy długo, na wieży astronomicznej. Na drugi dzień, Ginni dała mi list od niego, z podziękowaniami za mile spędzoną noc. Spotkanie w klubie było niezamierzone. Nie wiedziałam, że on tam jest, jednak on nie wiedział, że ja jestem. Zaraz po świętach spotkałam się z nim. Pokazał mi gdzie mieszka, jaki jest, poznałam go znacznie lepiej. Dni spędzane w jego towarzystwie, sprawiają mi radość. Nigdy nie czułam się tak, jak teraz.
- Prawie nigdy - odzywa się moja podświadomość.
- Tak? A niby, kiedy jeszcze?
- Kiedy jesteś z tym drugim blondynem.
Cholera...
Tego to ja jej nie powiem, nie teraz. A może powinnam.
- Pytałaś mnie, kim on jest, mówi ci coś nazwisko Descartes?
Wytrzeszczyła na mnie oczy, nie dowierzając.
- Chcesz mi powiedzieć, że spotykasz się z królem wampirów?! Wow, ty to wiesz jak wybierać sobie facetów. Muszę się napić.
Podeszłam do barku, nalewając nam podwójną porcję whisky.  Podałam jej szklankę, którą opróżniła w mgnieniu oka.
- Spokojnie S, bo się upijesz!
- Sprzedajesz mi takie rewelacje i chcesz, abym była spokojna? Dziewczyno, spotykasz się z kolesiem starszym od siebie o… Tak właściwie to ile on ma lat?
- Yyy dziewięćset coś, nie wiem dokładnie.
- O boże! Spotykasz się z kolesiem starszym od siebie o dziewięćset lat. No to tylko ty możesz robić takie rzeczy. Co planujesz? Zostać jego królową? Zmieni cię w wampira? 
- Eee, S bez przesady. Nie chcę być, ani królową, ani wampirem. Spotykamy się tylko. Nie ma mowy o żadnym ślubie, czy cokolwiek robią wampiry! Proszę cię!
- Spałaś z nim?
- Prawie...
Wzruszam nonszalancko ramionami.
- O rzesz, jak to prawie?
- Przerwała nam jego podopieczna. Nie wiem, kim ona jest. Wiem tylko, że mnie nienawidzi i jest o mnie zazdrosna.
- Wow, jeszcze lepiej! Mieszka z seksowną wampirzycą, pod jednym dachem, która na niego leci. Konkurencja?
- A bo ja wiem. Marcus twierdzi, że nie interesują go żadne relacje związane z Dianą.
- Jakie ma ciało? Pewnie boskie, to widać od razu. A jaki jest w łóżku?
- Nie za dużo chcesz wiedzieć? A poza tym, na to ostatnie pytanie, nie jestem ci jeszcze w stanie odpowiedzieć.
- Hmm... Jeszcze... No weź, sama zaczęłaś, więc teraz mów!
Przewracam na nią oczami. Jest nieznośnie ciekawska.
- Masz racje, ciało ma boskie, jego klatka piersiowa, umięśniony brzuch, twarde uda... Marzenie... - Wzdycham rozmarzona - A sam sprzęt, jakim go obdarzyła natura, jest, uh... wielki.
- Oczy ci się świecą, jak o nim mówisz. Hermi, czy ty się zakochałaś?
Co? Ja, zakochałam? Nie nie nie nie nie...
- Spokojnie S, wiem co robię. Dobra, to wiesz co u mnie, a co z Tobą i z Miszą?
Dziewczyna, na samo wspomnienie imienia chłopaka, rumieni się raptownie. Moje brwi podjeżdżają wysoko.
- Jesteśmy razem. - Mówi nieśmiało.
- CO? O boziu! No w końcu!
Ściskam ją uradowana. Tak bardzo się cieszę jej szczęściem. Cała rozmowa, przegoniła moją złość na Ginni.
- Może dołączymy do pozostałych? A tak w ogóle, to niezły samochód ma twój kuzyn.
- Taa, to chyba jedyna rzecz, którą kocha najbardziej.
***
Wchodząc do salonu, zastaliśmy pozostałych, grających w karty. Rozsiedli się przy stole do pokera. Przy stole było tylko 6 krzeseł, a dwa wolne miejsca znajdowały się, między Miszą, a Ginni i miedzy Miszą, a Malfoyem. Z racji tego, że nie chcę siedzieć obok rudzielca, usiadłam miedzy Draco, a Rosjaninem. Po rozgraniu kolejnej partii pokera, przenieśliśmy się na górę, do salonu, przylegającego do mojego pokoju. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Czas spędzony z dwójką Ślizgonów, pozwolił mi ich lepiej poznać. Dowiedziałam się, co lubią, jakie potrawy jedzą, co robią w wolnym czasie.
Przez cały czas, czułam na sobie spojrzenie arystokraty, co bardzo, ale to bardzo, mnie wkurzało. Z racji tego, że byłam lekko pijana, miałam zamiar mu zwrócić uwagę, ale przerwało mi pukanie do drzwi.
- Proszę.
Po pokoju wszedł Tom, jak zawsze nienagannie ubrany. Cholera! Czy ten człowiek kiedykolwiek śpi?
- Panienko, pan Descartes czeka w holu.
Powiedziawszy to, wychodzi.
Marcus? Co on tutaj robi o..., patrzę na zegarek, trzeciej w nocy?
- W porządku? - Pyta Ginni.
- A bo ja wiem... Zaraz się okaże. Poczekajcie chwilę.
Schodząc na dół, słyszę wyraźne kroki za mną. Nie sprawdzając jednak tego, ruszam po schodach. Na dole stoi Marcus. Nie spuszczając ze mnie wzroku, śledzi każdy mój ruch.
- Stało się coś? - Pytam.
Przyglądał mi się dłuższą chwilę, zanim odpowiedział.
- Zajęta jesteś?
- Ginni wpadła ze znajomymi. Marcus, co się dzieje?
- On tu jest, prawda?
- Kto?
- Młody Malfoy!
Marszczę brwi, niezadowolona.
-Śledzisz mnie?
- CO? Skądże, chciałem ci tylko dać twój prezent. Zapomniałaś go.
Oh...
- To skąd wiesz, że on tu jest?
- Jestem wampirem kochanie, czuję go.
Robi mi się naprawdę głupio, podchodzę więc do niego, chcąc go pocałować. Robię to nieznośnie powoli. Delikatnie dotykając jego ust, składam na nich lekki pocałunek.
- Nie tak szybko, skarbie.
Przyciąga mnie do siebie, całując mocno, z pasją.
- Nie ma cię zaledwie kilka godzin, a już tęsknie. - Mówi, przyglądając się mi uważnie. - Piłaś?
- Piłam.
- Dobrze, to ja już pójdę.
Całuje mnie na pożegnanie tak, że miękną mi kolana. Z ręką na klamce, odwraca się w moją stronę, mówiąc:
- Jeszcze raz, dziękuję ci za wczorajszy wieczór. Obiecuję, że następnym razem, już nikt nam nie przeszkodzi.
Uśmiecham się promiennie, w odpowiedzi na jego słowa. Marcus, zamykając drzwi za sobą, puścił mi jeszcze oczko. Przewracam oczami na jego zachowanie i odwracam się w stronę schodów.
Schodów, na których stoi, w bojowej postawie, Draco. Widać po nim wyraźnie, że nie jest zadowolony z tego, co widział, wręcz przeciwnie. Jest wściekły.
Przypominają mi się słowa Marcusa: „Jestem wampirem kochanie, czuję go”. Cholerny wampir, wiedział, że Draco stoi na schodach.
Mrużąc niebezpiecznie oczy, podeszłam do młodego arystokraty.
- Matka cię nie nauczyła, że cudzych rozmów się nie podsłuchuje?
- A ciebie matka nie nauczyła, że nie zdrowo jest się zadawać ze starszymi od siebie? Przecież on może być twoim przodkiem!
- Marny argument.
- Granger, nie wkurwiaj mnie bardziej! Kiedy ty, kurwa zrozumiesz, że on nie jest dla ciebie?!
Tego było dla mnie za wiele. Nie będzie mi idiota wybierać, z kim mogę się spotykać, a z kim nie.
- Słuchaj Malfoy - Mówiąc to wbijam mu palec wskazujący w pierś - To, CO robię i z KIM robię, nie jest twoim zakichanym interesem, więc odpuść sobie! Przepuść mnie! Chcę iść spać!
Odtrąca mój palec dłonią, nie robiąc sobie niczego, z tego, co mu powiedziałam.
- Co to było, tam, na dole? Co on ci dał?
Olałam jednak jego pytania, dyskretnie go omijając i kierując się do swojego pokoju. Draco mi jednak na to nie pozwolił. Chwytając mnie za rękę, okręcił mnie tak, że znajdowałam się z nim, twarzą w twarz.
- Spałaś z nim? Pieprzył cię? A może sama mu do łóżka wskoczyłaś?! PUSZCZASZ SIĘ!!!
Plask
No i się doigrał. Moja dłoń zostawiła na jego, nieskazitelnej buźce, czerwony ślad. Nie wiem, jakim cudem zdobyłam się na odwagę, aby mu przyłożyć, ale to pewnie zasługa alkoholu, krążącego w moim ciele.
- Uderzyłaś mnie?
Pyta, niedowierzając, cały czas masując sobie obolałe miejsce.
- Zasłużyłeś!
Szeroko otwiera oczy, jakby dopiero teraz, dotarło do niego to, co powiedział.
- Ja…kurwa...nie chciałem…
- Odwal się!
- Hermiona! Przepraszam!
Nie zważając na to, co mówi, ruszyłam biegiem przed siebie. Miałam dość! To, co mi powiedział, zabolało jak cholera. Byłam wściekła na niego, na siebie i na wszystko inne. Jego słowa nadal krążyły w mojej głowie, powodując ukłucia w sercu. Słyszałam, że za mną biegnie.
- Przepraszam, Miona! Błagam wysłuchaj mnie! Słyszysz?!
- Daj mi święty spokój! – Wrzasnęłam, wchodząc do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Powód mojego załamania, ledwo wślizgnął się do środka, unikając tragicznego w skutkach uderzenia.
- Wysłuchaj mnie... 
- Już mnie nie obchodzisz, słyszysz?! Powiedziałeś co tak naprawdę o mnie myślisz, a teraz won! Nie możesz mi dać świętego spokoju?!
- Wiesz przecież, że tak o Tobie nie myślę!
- Kurwa! Czego ty ode mnie jeszcze chcesz?!
- Chcesz wiedzieć, czego? – Powiedział już spokojniej Draco, zbliżając się do mnie niebezpiecznie. Instynktownie odsunęłam się do tyłu, napotykając jednak na swojej drodze parapet okna. – Wkurwia mnie ten cały Marcus. To jak na ciebie patrzy, uśmiecha się, dotyka, całuje… Kurde, nie widzisz, że nie jesteś mi obojętna?
Z każdym swoim następnym słowem, zbliżał się coraz bardziej, aż znalazł się tuż przy mnie, kładąc dłonie na mojej talii. Stałam w miejscu, cała sparaliżowana, nie mogąc wykonać żadnego ruchu. Słowa, które wypowiedział blondyn, jego bliskość, jego dotyk, działały na mnie jak narkotyk. Mimo, że zranił mnie swoimi słowami, nie mogłam go odtrącić. Chciałam, by nie przestawał. Chciałam więcej...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tym razem dodam coś od siebie...
Rozdział jest naprawdę długi :)
Dziękuje za 7 tysięcy wyświetleń :D 
Waham się co do publikacji mojego opowiadania :( 
jestem nie zadowolona z ilości komentarzy, tym co komentują dziękuje bardzo, jesteście kochani 
DraMion

9 komentarzy:

  1. ojj, Mioona. nie powinna igrać tak z chłopakami..hmm, ciekawe co tego wyniknie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No no no co ja czytam Hermiona łaaaał :D
    Hahah Twoja Hermiona jest o wiele lepsza niż ta ksiazkowa o wiele ! :D
    A ten wątek z wampirami no co ja moge powiedzieć dla mnie to arcydzieło ;*
    Jednak mam pytanie odnoście tego bractwa ;-) Czy jeszcze o nim uslyszymy ? ;D
    Podoba mi się ten cały Marcus i musi zostać dłuzej w tym opowiadaniu ^^
    Draco hymmm głupi głupek ale jak tu GO nie kochać ? ;)

    Czekam z niecierpliowśia na nowa notke oraz zapraszam do siebie ;-)
    http://immortal-amour.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm już w następnych rozdziałach pojawi się bractwo, szykuje się naprawdę dużo akcji :)

      Usuń
  3. Ja na serio lubie tego bloga :3
    annę że publikuj!
    Mało Dramione... Ale to się pewnie rozwinie.
    No cóż... Do kolejnego! ;)
    Irytek

    OdpowiedzUsuń
  4. ohoho to się porobiło raz Marcus raz Draco no no obydwóch przystojnych taka to ma szczęście :) czekam na kolejny rozdział i co się wydarzy <3 pozdrawiam a i ja także kocham tego bloga <3

    OdpowiedzUsuń
  5. O ja ******** To się porobiło !!! Ale i tak kocham to opowiadanie
    Weny Alicja

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział cudowny. Wspaniale piszesz!<3
    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością!

    Pozdrawiam Jagoda;*;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Koooochaaaaaaamm ten blog! Genialnie piszesz i robisz mało błędów więc przyjemnie się czyta. Czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy blog ma pewne trudności, by rozpocząć swój żywot na blogosferze, dlatego każdy robi co może, by mu w tym pomóc. Jeżeli chcesz poznać nową zupełnie inną historię Draco Malfoya oraz Hermiony Granger serdecznie zapraszamy na prolog na blogu: http://szklana-magia.blogspot.com/

    Morgan Jede. & Neneyeth. :D

    OdpowiedzUsuń