Dzień dobry
Mam nadzieje, że weekend wam się udał, bo mi bardzo, jeszcze czuje skutki :p
Chciałbym wam zaprezentować rozdział 15! Jak to szybko minęło, jesteśmy prawie w połowie.
Moi kochani bohaterzy, ponownie borykają się mega problemami...
Uwaga pojawia się nowy wątek! Ciekawe czy zgadniecie jaki?
Rozdział dodaje bez bety, ponieważ moja kochana Dominika ma na głowie mnóstwo nauki, od której nie chce jej odrywać.. Za wszelkie błędy, przecinki i literówki przepraszam...
Nika ten rozdział dedykuje tobie, jako odskocznie od tych wszystkich książek! Trzymam za ciebie kciuki :)
Moi mili, mam wrażenie, ze nie podoba wam się moje opowiadanie... :(
Komentujcie proszę! To dla was nie wiele, a dla mnie dużo znaczy :)
Kolejny rozdział będzie, wtedy kiedy w również się wykażecie...
Pozdrawiam gorąco i życzę udanej niedzieli DraMion
----------------------------------------------------------------------
Draco
Jak na zawołanie oby dwie odwróciły się w moją stronę. Moja
kuzynka rzuciła się na mnie, piszcząc jak pięciolatka, która dostała ulubionego
lizaka.
- Obudziłeś się! Tak bardzo się cieszę, że nic ci nie jest.-
Gadała jak nakręcona, nie robiąc sobie nic z tego, że w ogóle nie zwracam na
nią uwagi. Moje oczy były utkwione w dziewczynie, która mnie nawiedza w snach,
z oczu Hermiony można było wyczytać ulgę jak i strach.
Czego się bała?
- Jak myślisz, możemy mu powiedzieć?- Zapytała się Syntia,
brązowowłosej. Ta wzruszyła ramionami.
- Słyszałeś wszystko?- Zapytała, brzmienie jej głosu
wywołało dreszcze na moich plecach.
- No, wszystko. W co ty wpakowałaś moją siostrę?- Wy warczałem w jej stronę. Musiałem schować
swoje uczucia pod maską wściekłości. Wściekłości, którą wywołałem sowimi
uczuciami do niej. Zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem, ignorując moje pytanie.,
Odwróciła się w stronę okna.
- Syntia jak chcesz to możesz mu powiedzieć, a ja posłucham.
- Słyszałeś może kiedyś legendy o starożytnym Bractwie
Białego Kruka?
- Słyszałem, elitarna grupa czarodziejów. Bla bla bla, co to
ma do tego?
- Możesz mi nie przerywać, ośle.
Od strony okna było słychać prychniecie, spojrzałem na
Hermione, mrużąc oczy groźnie, ta zaś zaczęła się śmiać bezczelnie na głoś.
- Ej no uspokoicie się i dacie mi mówić w spokoju.
- Dobra, dobra sorry. Już siedzę cicho, nie będę się nawet
śmiała. Kontynuuj.
- Bractwo istnieje od..hmm…kiedy to było…niech sobie
przypomnę..
- V wieku n.e.-Wtrąciła się brązowowłosa, za to S. posłała
jej wkurzone spojrzenie, gryfonka albo raczej ślizgonka, podniosła ręce w
geście poddania.
- Wracając tam gdzie mi przerwano, Bractwo Białego Kruka
istnieje, drogi kuzynie. Kiedy ludzkości zagraża niebezpieczeństwo, nieznana
nam siła budzi się do życia, w skutek, czego w jednym roku rodzi się siedmioro
dzieci, obdarzonych niezwykłymi mocami. Każdy z nas ma inny dar w sobie, a
łączy nas moc energii. Jak by to ci powiedzieć, czysty prąd. Teraz jest nas
siedmioro, ja, Sergiej, Misza, Ethan, Aron, Asad, no, ale go już prawie nie ma
i Hermiona. Ona nami przewodzi. Urodziła się ze wszystkimi mocami.
- Nie wierze, to jest nie realne.
- Hermiono, za prezentuj się proszę.
- Oh czy to jest koniecznie, widział, co umiem.
Razem z Syntia, spojrzeliśmy na nią wyczekująco. Hermiona
przewracając oczami, podeszła do mnie do łóżka. Wyciągając rękę przed siebie.
- Pierwsze ci pokarze, liny.
Z dłoni dziewczyny, tak jak ostatnim razem wyłoniła się
błękitna linia. Mogła nimi sterować tak jak własnymi rękoma, na udowodnienie
pociągnęła mnie za włosy.
- Uważaj Grenger, wszystko mnie boli.
- Nie przesadzaj, Marcus uszkodził ci nogę, nie głowę.-
Zabrała swoje lino coś tam.- Teraz wiatr.
Na wyciągniętej dłoni, utworzyła miniaturkę trąby
powietrznej, później była woda, ziemia, energia, niebieski ogień, którym mnie
wyleczyła, na sam koniec zostawiła normalny ogień. Podrzucała w powietrzu kulkę
ognia, chodząc w tą i z powrotem po sali, z zamyśloną miną. Zatrzymała się i
rzuciła ja we mnie. Chcąc się obronić, wysunąłem dłonie do przodu, piłeczka się
odbiła od niewidzialnej tarczy, zatrzymując nad łóżkiem. Granger podeszła do
niej i zgniotła ja w dłoni.
- Hermiona!- Krzyknęła Syntia.
- Oszalałaś? Najpierw ten pierdolony wampir rzuca się na mnie,
bo myślał, że cię przeleciałem, teraz walisz w mnie kulą ognia! Chcesz mnie
zabić?
- Hmm…Było by łatwiej. Jak widziałeś, posiadasz dar tarczy.
Tarcza i ogień ciekawe, co jeszcze.- Mruczała pod nosem. Odwróciła się w stronę okna.- Musze już iść,
niedługo zegar wybije 17. Nie będzie mnie pewnie parę dni. Wyśle ci wiadomość S.
Wyjaśnij mu do końca, kim jest. A ja idę ci dupę ratować. Malfoy trzymaj się i
zdrowiej, ja już cię nie uleczę. Pa- wybiegła z Sali.
Po wyjściu dziewczyny, siedzieliśmy w ciszy.
- Jak ty się dowiedziałaś, że masz dar?- Przerwałem cisze,
pytając moją kuzynkę.
- Hermiona mnie uświadomiła, wiesz kiedyś na lekcji Czarnej
Magii, Misza pojedynkował się z Horacym, rzucali na siebie paskudne zaklęcia,
Horacy w końcu rzucił w Misze zaklęcie nie wybaczalne, bojąc się o niego,
chciałam się rzucić, aby go osłonić swoim ciałem, powstrzymała mnie Hermiona,
która złapała mnie za rękę, ale udało mi się osłonić go tarczą. Wszyscy
myśleli, że to Misza wyczarował tarcze, jakimś zaklęciem nie werbalnym, nawet
ja. Jednak Miona, zabrała mnie w tedy z
sali i powiedziała mi, kim jestem i opowiedziała mi o mocy, jaką posiadłam, z
czasem ukształtowała się we mnie moc jasnowidzenia, ale nie tak, że mogę na
zawołanie coś przewidzieć, mam wizje i to bardzo rzadko, ostatnio miałam dwa
miesiące temu. Wizja ta zaważyła na tym, że jestem teraz w Hogwarcie.
Ze wszystkiego, co usłyszałem, zapamiętałem tylko: na lekcji Czarnej Magii, powstrzymała mnie
Hermiona, zabrała mnie wtedy z sali.
- Chcesz mi powiedzieć, że ona przez dwa lata chodziła o
Durmstrangu?? – Zapytałem.
- Co? Ten, no. Kurwa! Ona mnie zabije, ja pierdole, tak się
wygadać. Nie wieże, że to powiedziałam.- Syntia zaczęła chodzić w kółko,
gadając do siebie. Przerażony patrzyłem na jej zachowanie.
- Jejku, jejku już po mnie, o Boże, co ja narobiłam.-
Złapała się za głowę, ciągnąc włosy.- Nie dość, że narobiłam jej problemów z
akcją w klubie to jeszcze to! O Boże.
- MOGŁA BYŚ SIĘ KURWA USPOKOIĆ.- Wydarłem się. Dziewczyna,
ustała w miejscu, spojrzała na mnie zaskoczona.
- No widzę, że do zdrowia wracasz, bardzo mnie to cieszy,
tylko to ja będę miała przejebane. Słuchaj Draco, masz siedzieć cicho i nic,
nikomu nie mówić rozumiesz. Ciebie tęż już obowiązują zasady.
- Jakie zasady?
- Masz moc, nikt nie może się o niej dowiedzieć. Wygadasz
się to czeka cię kara, taka jak Asada.
- Czyli jaka? Śmierć? Myślisz, że się boje? Kobieto moim
ojcem jest Śmierciożercą, któremu się przeciwstawiłem, i tak mnie czeka śmierć,
wiec proszę, groźby zachowaj dla siebie.
- Nie chodzi mi o normalną śmierć, w Bractwie tak nazywamy
kare, polegającą na tym, że dana osoba jest uwięziona w lochach, przywiązana do
ściany przez jeden miesiąc, jej ciało pozbawione jest duszy, cierpi
przerażające męki. Sam proces, kiedy dusza opuszcza ciało, jest gorszy, niż
pocałunek Dementora, z tym, że, po miesiącu odzyskujesz ją, jeśli wyrazisz
skruchę, zostajesz zwolniony z kary, moce, jakie miałeś zostają odebrane, wraz
z nimi magią, pamięć zostaje wyczyszczona. Jednym słowem robią z ciebie
charłaka, stajesz się cieniem samego siebie. Bez pamięci, bez niczego.
***
Hermiona
Zbiegając z wzgórza,
zerknęłam na zegarem. Dochodziła siedemnasta, cholera zaraz się spóźnię.
Przyspieszyłam biegu, aby zdążyć na czas. Moje spóźnienie w niczym mi nie
pomorze. Przebiegłam przez dziedziniec, nie zaszczycając wartowników
spojrzeniem. Zdyszana wpadłam w progi świątyni, przystając na chwile, aby
nabrać tchu, poprawiając swoją czarna pelerynę, ruszyłam do Sali obrad.
Z dumnie uniesioną głowa wkroczyłam do pomieszczenia, w
towarzystwie dzwonów, ogłaszających wybicie równej godziny. Siedzieli w pół okręgu, na rzeźbionych
fotelach, albo raczej tronach. Pierwszy z mojej lewej siedział Darren,
Benjamin, Karolin, Michael, Raphael, Elijah, Alaric, Lee., Noah, Autumn.
Wspominałam już, że przewodził nimi Raphael, jego prawym był Michael.
Bezwzględny, nieobliczany, zimny człowiek, wierzył, że nic się nie dzieje bez
przyczyny. Panował nad wszystkimi mocami. Szkolił mnie w walce wręcz. Był mi
również bliski jak Raphael. Reszta rady zazwyczaj była cicho, uważnie
obserwując. Od dwóch lat nic się nie zmieniło, te same twarze, ta sama salą, tylko,
jaka tym razem będzie kara?
Uklęknęłam na środku Sali, chcąc oddać im hołd. Pochylając
głowę nisko, uśmiechnęłam się drwiąco. Błahe czyny, mogą zdziałać cuda, niech myślą,
że są lepsi. Prostując się przybrałam maskę spokoju, nienagannej grzeczności.
- Gdzie jest winna?- Usłyszałam głos Michaela, patrzył na
mnie drwiąco, jak by wiedział, o czym pomyślałam. Wyzywająco spojrzałam w jego
oczy, mówiąc..
- Stoi przed wami! Ja jestem winna.
Widziałam na ich twarzach niedowierzanie. Skupiłam się na
dwójce, która miała najwięcej do powiedzenia. Raphael patrzył na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy, w jego oczach czaiła się duma, z to Michael dalej
nie mógł uwierzyć w moje słowa.
- Żartujesz sobie?
- Czy wyglądam jak bym żartowała? Raphael powiedział jasno,
chcecie winnego, wiec o to jestem. Ukarzcie mnie jak wam się podoba. Miejmy to
już za sobą.
- Nie możemy cię ukarać Katherino. To nie jest takie proste.
My nie chcemy ci karać, jesteś dla nas zbyt cenna.- Odezwała się pierwszy raz,
od kiedy ja znam Autumn.
Piękna blondynka, o niebieskich oczach, małym noskiem i
krwisto czerwonych ustach, jej głos idealnie pasował do ciała, niczym
niebiańskie dzwoneczki. Była kobietą czynu, młoda i piękna, jak oni wszyscy.
Nic się nie zmieniali, każdy z nich wyglądał na 25 lat. Jak to robili? Nie
wiem.
- Chcesz powiedzieć, że jestem bezkarna? Dobrze wiecie, że
możecie to zrobić, ale nie chcecie. Nie pozwolę wam na skrzywdzenie nikogo, na
kim mi zależy. Będę ich bronić za wszelką cenę.
Moje słowa zawisły w powietrzu, wpatrywali się we mnie w
ciszy.
- Cóż, zaskoczyłaś mnie Hermiono. Musimy się naradzić, co
zrobić. Ty proszę, udaj się do swojej komnaty. Wezwiemy cię, kiedy wyrok
zapadnie.
Ukłoniłam się im, prostując posłałam kpiące spojrzenie
Michaelowi, w odpowiedzi uśmiechnął się do mnie ze zrozumieniem. Tylko przy nim mogłam zachowywać się tak
beztrosko, on, jako jedyny ciągle walczył. Był łowcą, tropił swoje ofiary, aby
je zabić.
Usiadłam na łóżku, tępo wpatrując się w okno. Widok był
cudowny, świątynia wznosiła się jednej z Alpejskich gór. Nikt dokładnie nie
wiedział gdzie jest, znaliśmy tylko lokalizacje, aby się teleportować. Wydaje
mi się, że jest to gdzieś na granicy Francja-Włochy, zważywszy za szczyty
górskie.
Nie wiem ile siedziałam, nie zwracałam uwagi na płynący
czas. Moje myśli krążyły gdzieś w Londynie, w jednym ze szpitali, przy pewnym
blondynie. Uświadomiłam sobie, że zależy mi na Draco, czuje do niego coś więcej
niż zwykłą sympatie, ale jest jeszcze Marcus. Cholernie przystojny idiota. W
głowie huczały mi słowa wampira „ będę o
ciebie walczył, tak długo, puki żyć będę”. Chciałam tego? Nie wiem. I co ja
mam zrobić? Jestem rozdarta między nimi, Marcus daje mi spokojną ostoje, Draco
zaś dreszczyk emocji.
Moje rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi. Czyżby już?
- Proszę.
Po pokoju wszedł Michael, jego czarny jak noc garnitur,
kontrastował z białym wystrojem sypialni. Minę miał obojętną, usiadł wygodnie
na kanapie. Przyglądałam się mu, taksując jego wysportowane ciało, kolejny
przystojniak. Spojrzałam w jego oczy, koloru złota, podnosząc pytająco brew,
czekając aż zacznie.
- Jak się czujesz?
Zaskoczona tym, że pyta o stan mojego zdrowia, z opóźnienie
odpowiedziałam.
- Dobrze? Tak mi się wydaje, czemu pytasz?
- Użyłaś bardzo dużo mocy H, zazwyczaj trzeba czasu, aby się
zregenerować.
Czy oni muszą wiedzieć wszystko?
- Szpiegowanie ludzi jest nielegalne. – Mówię patrząc na
niego znacząco, kiedy chce cos powiedzieć, nie daje dojść mu do słowa.- Nie
zaczynaj gadki, że to twoja natura! Gdyby nie wy i ta wasza mania sprawowania
kontroli, nie było by zaistniałej sytuacji.
Uśmiechnęłam się do niego uroczo.
- Raphael ma racje, pozwalasz sobie na za dużo.
Teatralnie przewróciłam oczami.
- A wy za to za bardzo ingerujecie w moje życie.
Teraz on wywrócił oczami, pochylił się lekko do przodu
opierając łokcie na kolanach, głęboko zajrzał mi w oczy.
- Igrasz z ogniem słoneczko.- Jego głos stał się
mroczniejszy, bardziej seksowny.
- Wiem, do czego dążysz, odpuść sobie. Moja decyzja dalej
pozostaje tak jak dawniej.
W ogóle się nie przejął tym, co powiedziałam, uśmiechnął się
szeroko, ukazując swoje proste białe zęby.
- Warto było spróbować. Kim jest ten chłopak, którego
uratowałaś?
- Nie wierz?
- Eee nie?
- Ha nie wierze!- Wykrzyknęłam, podnosząc się z łóżka.- Jest
coś, czego ty nie wierz. Wow.
- Nie przesadzaj, wiec jak on się nazywa?
- Draco Malfoy.
Od strony drzwi dobiegł nas kobiecy krzyk, obydwoje
spojrzałyśmy w tamtą stronę. W otwartych drzwiach stał Autumn. Jej mina
świadczyła o głęboki szoku, wpatrywała się w mnie z szeroko otwartymi oczami.
To ona musiała wydać z siebie ten dźwięk.
- Czy coś się stało?- Pytam, zmartwiona jej zachowaniem.
- Tak, Raphael chciała a byście wrócili już na sale. –
Odpowiedział, słabym głosem.
Odwróciła się na pięcie i zniknęła w głębi korytarza.
Zszokowana stoję dalej w tej samej pozycji, gapiąc się na miejsce, w którym
przed chwilą stałą kobieta. Zdezorientowana przenoszę moje spojrzenia na
Michaela, pytająco unosząc brew, ten jedynie wzrusza ramionami.
- To było dziwne. Widziałeś jej wyraz twarzy?
- Tak, myślę, że coś nią wstrząsnęło.
- Co niby?
- Nie wiem, chodźmy już, Raphael nie lubi czekać.- Zaśmiał
się ze swojego komentarzu, w skutek, czego załamałam ręce jak do modlitwy,
przewracając oczami. Czasem zachowuje się jak dziecko.
W sali był tylko Raphael. Siedział na swoim „tronie”, swoje
oczy utkwił w mojej osobie, bacznie mnie obserwując. Zaczął mówić..
- W północnej Rumunii grasuje jakieś stworzenie. Nie wiemy,
co to jest, ale ma wielką siłę, szybko się porusza, jakieś 190 cm. To coś,
zabiło już tysiące ludzi. Trzeba je zgładzić.
Nie wiedziałam, po co, on mi to mówi. Zdezorientowana
spojrzałam na Michaela, wyraz jego twarzy, świadczył, że, zrozumiał, do czego
pije jego przywódca.
- Wyślij tam łowców, po to oni są prawda?
- Cóż łowcy nie dają sobie rady, zabito już dwóch.
Potrzebuje kogoś, kto podoła temu zadaniu.
Cholera! Zmarszczę brwi na niego, o co kurwa chodzi?
- A co ja mam z tym wspólnego? Wydaje mi się, że jest to
działka Michaela?
- Możliwe, że jego, ale tym zadaniem zajmiesz się ty!
Równocześnie z Michaelem wykrzyknęliśmy, „co”, zdenerwowany
łowca, nie chciał odpuścić.
- Oszalałeś? Ona nie jest łowczynią, nie ma doświadczenia w
walce z magicznymi stworzeniami, wiem, do czego jest zdolne te stworzenie.
Zabiło moich najlepszych łowców. Myślę, że nie przemyślałeś tego?!- Ostatnie
zdanie wykrzyczał, wstając z swojego tronu.
- To jest jej kara, ma znaleźć i zabić to coś, czymkolwiek
to jest. Jak by to powiedzieć? Ah tak! Hermiono czeka cię krucjata.
Ja tam kocham to opowiadanie :D Jest inne, ciekawsze <3 Z jednej strony mi ulżyło bo Herm nie będzie pozbawiona duszy... ( i tak dalej ten cały proces), ale przecież może zginąć... Draco ma tarczę i ogień hmmm co jeszcze ??? Ciekawe... I co tak zaszokowało Autumn ? Czyżby ona o czymś wiedziała ???? Czekam z niecierpliwością na następną notkę :P
OdpowiedzUsuńWeny
Vivin < kiedyś Alicja >
Niby fajny rozdział, ale OMG! Te błędy aż w oczy rażą...Nie masz w programie w którym piszesz sprawdzania pisowni? A jak nie masz to przecież jak piszesz post na blogspocie to tam też ci podkreśla na czerwono błędne słowa...
OdpowiedzUsuńCholera! Naprawdę, aż tyle jest błędów? Pisze w wordzie, kiedy sprawdzałam teks, wyszło, że nie było błędów, tak samo na blogspocie. Pisałam ze rozdział bez bety.....
UsuńJa pierdzielę... Miona da radę nie? ;)
OdpowiedzUsuńMusi! Oczywiście do następnego rozdziału!
Irytek
ochy i achy :-*
OdpowiedzUsuńJako dyslektyk z dlugoletnim doswiadczeniem na błędy nie zwracam ugawi wrecz mam na nie wyjebane :D
No no S mnie zabiła swoja histeria hahaha ;-) Ooo no to Miona ma przypał . Ciekawe jak poradzi sobie z tym potworem . Czuje że ten łowca jej napewno pomoze ^^ . Hahaha czuje zże Draco sie wygada ;-) To przeciesz Malfoy . Czuje że ta strażnicza wie cos o Draconie i Hermionie wiecej niz oni sami ^^
Zazdroszcze takiego talentu :-* Pisz pisz i na bledy nie zwracaj uwagi bo tresc sie liczy <3
Pozdrawiam Rosemarie Mondragon ;-*
Ale ma kare masakra super rozdział czekam na kolejny :) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńświetny rozdział .Ciekawe jak Hermiona poradzi sobie ze swoją kara.
OdpowiedzUsuńNajlepszy moment "Podrzucała w powietrzu kulkę ognia, chodząc w tą i z powrotem po sali, z zamyśloną miną. Zatrzymała się i rzuciła ja we mnie"
hahaha umarłam xDD to było dobre ;]
czekam z niecierpliowścią na kolejny ;]
~Anka
O jejku, boskie
OdpowiedzUsuńNie moge sie doczekać kolejnego rozdziału
Aga
blog masz baaardzo fajny, ale te twoje błędy zajebiście dają po oczach. zmieniają czasami cały sens zdań co idzie za zmianą całego rozdziału np pisze się "nie wiesz kiedy przyjdzie Kasia??" a nie "nie wierz kiedy przyjdzie Kasia" proszę nie wstawiaj rozdziałów bez bety bo blog masz zajebisty znalazłam go niedawno i pochłonęłam caaaały w jeden wieczór, ale twoje błędy zniechęcają mnie do czytania tego :( a chciałabym kontynuować czytanie tej historii :)
OdpowiedzUsuńOgromnie przepraszam za wszelkie błędy! To moja wina bo nie miałam czasu na zbetowanie! Wszelkie pretensje przyjmuję z pokorą... Kochana straaasznieee ci dziękuję za ten rozdział! Nawet nie wiesz jaką mi tym sprawiłaś radośc! Jesteś przecudowna, przeboska, przeutalentowana i w ogóle najlepsza! (Wiem że nie ma takich słów ale żadne z istniejąch nie oddadzą mojego podziwu;-) ) Przesyłam ogromne buziaki dla ciebie i serdeczne pozdrowienia dla czytelników!
OdpowiedzUsuńDominika
mocny rozdział, nieźle się dzieje, a jeszcze lepiej zapowiada, długo czekałam na kolejny rozdział, ale było warto
OdpowiedzUsuńdodaje blog do obserwowanych, bo jakimś cudem jeszcze tego nie zrobiłam
dzisiaj dopiero zaczęłam czytać i mimo tych błędów strasznie mi się podoba! :D widzę, że lubisz Pamiętniki Wampirów (Elena, Katherina, Elijah, Alaric) za co masz u mnie dodatkowego plusa ;p lecę czytać dalej :)
OdpowiedzUsuń44 yr old Structural Engineer Ernesto Matessian, hailing from Cowansville enjoys watching movies like Death at a Funeral and Lacemaking. Took a trip to Abbey Church of Saint-Savin sur Gartempe and drives a Ferrari 250 SWB California Spider. czytaj tutaj
OdpowiedzUsuń