sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział XVI



Dobry wieczór!
Oddaje w wasze ręce kolejny rozdział 
Podziękowania dla kochanej Dominiki za to, że musi się męczyć z moimi błędami
Dziękuje ci również kochana za podrasowanie rozdziału, jest teraz lepszy...
tak wiec, oto przed wami 7 stron worda 


kropki, przecinki, literki 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hermiona

Alpy 01.01
Do Rumuni wybierałam się następnego dnia rano. Zaraz po tym jak Raphael mnie poinformował o moje karze, udałam się do swojej komnaty, aby napisać list do moich bliskich. Synti wysłałam informacje, że nie czeka jej kara, a rodziców poinformowałam, że postanowiłam wrócić prędzej do Hogwartu. Napisałam również do Draco, aby zachował w tajemnicy swoją moc. Nie omieszkałam również dodać, aby na siebie uważał i oszczędzał siły na powrót do szkoły. Chciałam napisać coś więcej, ale widziałam, że nie mogę. Uporawszy się z listami, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, czekając na przybycie Michaela.
Michael wytłumaczył mi w skrócie, czego mogę się spodziewać. Zapoznał mnie z mapami Rumuńskich lasów, próbując choć po części przygotować mnie do tego z pozoru dziecinnie prostego zadania. Mogłoby się wydawać, że jako czarownica, mogę z łatwością dorwać tego potwora, tylko nie można zapominać o pewnym szczególe. Nie zawsze magia działa na  tego typu stworzenia.
Rumunia 06.01
W Rumuni jestem już piąty dzień. Zatrzymałam się w miasteczku Bradeni w Transylwanii, gdzie ostatnio odnotowano atak. Poprzedniej nocy zapoznałam się z terenem. Próbowałam nawet nawiązać jakiekolwiek znajomości, ale niewiele z tego wyszło. Kompletnie nic nie udało mi się ustalić i nie mam żadnego pomysłu od czego mogłabym zacząć swoje poszukiwania. Ludzie nie są zbyt ufni w stosunku do mnie, bijąc się o siebie i swoich bliskich. Obawiają się tego stworzenia tak, jakby ono mogło się dowiedzieć, jakie informacje każdy z nich mi przekazał.
Wieczorem, przed wyjściem dostałam sowę. Była to przepiękna płomykówka z niesamowitym czarnym jak noc upierzeniem. Delikatnie odwiązałam list przywiązany do nóżki ptaka. Była to krótka notka. Można było wywnioskować, że ktoś pisał ją szybko, chociaż nierówne pismo dało się odczytać z łatwością. Po przeczytaniu nagłówka już wiedziałam kto jest jej nadawcą.

 Granger!
Nikt nie wie co się z tobą dzieje.
Mam dziwne przeczucie, że coś się stanie. Coś złego.
Nie mam czasu na zamartwianie się, wiec uważaj na siebie.
                                                                                                                 D.

Uśmiechnęłam się, rzucając list na łóżko. Ubrana w buty do konnej jazdy, obcisłe jeansy oraz skurzaną kurtkę, wyszłam z pokoju. Zamierzałam odwiedzić pobliski bar. Może w nim uda mi się czegoś dowiedzieć. Wchodząc do środka, czułam na sobie spojrzenia tutejszych. Szczerze powiedziawszy to gościnność nie była ich najmocniejszą stroną. Usiadłam tyłem do baru, mniej więcej na środku lokalu, mając dobry widok na całe pomieszczenie. Chciałam się trochę rozejrzeć, zdobywając przy tym jakieś wskazówki, mogące mi pomóc w rozwiązaniu sprawy. Było niewielu ludzi. Większość stanowili pijani staruszkowie oraz kilka kobiet, chcących zwrócić na siebie uwagę mężczyzn. Odwracając się w stronę barmana, który czekał na moje zamówienie, napotkałam parę oczu, intensywnie we mnie wpatrzonych. Mężczyzna siedzący w najdalej oddalonym, przyciemnionym kącie, podniósł swojego drinka w geście toastu, nie spuszczając ze mnie wzroku. Lekki dreszcz przebiegł po moich plecach.
- Whisky z lodem, poproszę. - Złożyłam zamówienie. - Mógłbyś mi powiedzieć, kto siedzi w rogu pomieszczenia po prawej stronie? - Zapytałam barmana, kiedy podał mi moje zamówienie. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Tam nikogo nie ma panienko.
Odwróciłam się przestraszona. Faktycznie przy stoliku nikt nie siedział. Szybko wypiłam swojego drinka, chcąc podjąć jakiekolwiek działania, przybliżające mnie do rozwiązania tego coraz dziwniejszego zadania.  W połowie drogi do hotelu, miałam dziwne przeczucie, że ktoś za mną idzie. Nie przejmując się tym jednak zbytnio, szłam dalej. Po prawej stronie zobaczyłam wejście do ciemnego tunelu, z małą szczeliną na jego końcu, przez którą wpadała blada wiązka światła. Była to najlepsza droga ucieczki w razie ataku. Kiedy tylko zniknęłam w ciemnościach, z cichym pyknięciem teleportowałam się tuż za plecami mojego prześladowcy, który okazał się tajemniczym mężczyzną z pubu. Facet, myśląc że wciąż znajduję się przed nim, przyspieszył kroku, chcąc mnie dogonić. Nonszalancko oparłam się o ścianę, zaraz przy wejściu do przejścia i zapytałam:
- Szukasz kogoś? - Zdezorientowany mężczyzna odwrócił się w moją stronę, zerkając co chwilę w miejsce, w którym wydawało mu się, że się znajduję. - Czego chcesz?
- To raczej ja powinienem zadać ci to pytanie. Jesteś kolejnym łowcą? Chcesz złapać wilka?
Zaskoczona wyprostowałam się. Skąd wiedział o łowcach? Chcąc zatuszować swoje zaskoczenie, odpowiedziałam arogancko.
- Nie chce go złapać, tylko zabić. Po co za mną szedłeś?
- Chcę, abyś wyjechała. Nie wtrącaj się w to, co ciebie nie dotyczy.
- Już za późno. Zostałam w to wplątana i muszę doprowadzić tę sprawę do końca. Powiedz mi kim jesteś.
- Jestem tutejszym hrabią.
- Nic mi to nie mówi. Więc wiesz coś o wilku?
- Wiem, ale dalej uważam, że to nie twój problem.
- Zapomnij. Ja nie wyjadę dopóki nie zrobię tego, czego ode mnie oczekują. Dwójka najlepszych łowców zginęła tropiąc to coś. Nie mam czasu na głupoty. Jak coś wiesz to powiedz!
- Nie masz pojęcia w co się pakujesz. Powinniśmy znaleźć jakieś inne miejsce. To nie nadaje się na tego typu rozmowy.
- Chodźmy do mojego hotelu.
Czy to rozsądne z mojej strony, aby zapraszać nieznajomego do pokoju, w który mieszkam? No ale jak to mówią: Tonący brzytwy się chwyta.
***
Siedzieliśmy w salonie. Mój gość - Hrabia Valkan Valerious popijał whisky, ja zaś, chcąc zachować trzeźwość umysłu, ograniczyłam się jedynie do szklanki wody.
- Stworzenie, które tropisz to hybryda. Połączenie wampira i wilkołaka. Nie mam pojęcia jak zostało stworzone, a tym bardziej w jakim celu. Wiadomo jedynie, że wymknęło się spod kontroli swojego stwórcy. Jest to istota nadzwyczaj silna, przebiegła i inteligentna. Obserwuję ją od roku. Z każdym kolejnym atakiem robi się coraz bardziej agresywna. Atakuje tylko na terenie Transylwanii, w pobliskich miasteczkach położonych wysoko w górach. Masz może mapę? Pokażę ci ten obszar.
Rozłożyliśmy mapę na stole w salonie. Jak się dowiedziałam, znajdowaliśmy się na terenie żadnego krwi stworzenia. Szpilkami zaznaczyliśmy miejsca, które do tej pory zostały zaatakowane. Zostało już niewiele małych miasteczek oraz wsi, które mogłyby stanowić kolejny jego cel. Valkan dużo opowiedział mi o lasach oraz przypuszczalnych miejscach, gdzie mogłabym znaleźć bestię.
Nasza rozmowa trwała już bardzo długo, a ja dowiedziałam się naprawdę wiele. Młody hrabia opuścił mnie, kiedy zegar wybił trzecią w nocy. Czułam, że w końcu ruszyłam z miejsca, że zaczyna się coś dziać. Postanowiłam, iż następnego ranka przeniosę się do innej wsi, która w następnej kolejności mogła zostać zaatakowana.
Rumunia 09.01
Powoli tracę cierpliwość. Wykańcza mnie ta gonitwa za wilkiem. To cholerne stworzenie jest zawsze krok przede mną. Zorientowało się, że je tropię, więc bawi się ze mną w kotka i myszkę. Na domiar złego, dotarła do mnie wiadomość, że Valkan nie żyje. Znaleziono jego ciało, całe rozszarpane, w pobliżu jego domu. Teraz już musiałam polegać jedynie na swoim instynkcie łowieckim.
Dni dłużyły mi się niemiłosiernie, pragnęłam już wrócić do moich przyjaciół. Tęskniłam za Gryfonami i Ślizgonami. Najbardziej jednak udzielała mi się tęsknota za niebieskookim Blondynem. Przez tę rozłąkę dotarło do mnie, że naprawdę mi na nim zależy. To nie była tylko dziecięca sympatia, głupie zauroczenie, ale coś głębszego. Coś, do czego bałam się przyznać, nawet przed samą sobą.
Ponownie dostałam list. Treść była bardzo podobna do poprzedniej.

Granger!
Nie odpisujesz, a ja się martwię!
Chciałem cię poinformować, że ten przeklęty wampir złożył mi wizytę.
Chciał się dowiedzieć gdzie jesteś. Cieszy mnie to, że on również tego nie wie. Jednocześnie martwi mnie fakt, że nikt nie ma pojęcia gdzie się podziewasz.
Błagam… uważaj na siebie!

                                                                                                            D.

Chwyciłam za pergamin i pióro, chcąc napisać odpowiedź, jednak przerwało mi pukanie do drzwi. Złapałam za różdżkę i poszłam otworzyć. W progu stał chłopak z recepcji. Bez słowa wręczył mi białą kopertę, odwrócił się i zniknął w głębi korytarza. Zainteresowana spojrzałam na przesyłkę. Nie było na niej żadnej informacji. Zajrzałam do środka. W wewnątrz była czarna kartka, złożona na pół. Czerwonym atramentem było na niej napisane:

Już niedługo się spotkamy moja dziecinko...

Nie było podpisu, ale ja go nie potrzebowałam. Wiedziałam, od kogo ona jest. Wściekłość rozeszła się po moim ciele. Bezwzględne stworzenie próbuje mnie zastraszyć. Niewiele myśląc ubrałam się w to, co zawsze i wyszłam z pokoju. Na początku udałam się do recepcji, dowiedzieć się kto zostawił list. Kiedy zapytałam o to chłopaka, ten jedynie ze zdziwieniem wypisanym na twarzy odparł, że nie przynosił mi żadnego listu. Jego odpowiedź w ogóle mnie nie zaskoczyła. Musiał mieć wyczyszczoną pamięć. Niepokoiło mnie jedynie to, że ta bestia wiedziała gdzie mieszkam.
Rumunia 11.01
Ostatnie dwa dni były jakąś cholerną gonitwą. Nie spałam od 48 godzin. Jestem poobijana, a moja moc jest na wyczerpaniu. W dodatku zgubiłam różdżkę podczas wczorajszej walki z wilkiem. Została mi jedynie katana, którą dostarczyła mi dziś sowa. Zmęczona kładę się spać, by przygotować się na kolejne starcie.
Rumunia 12.01
Stoję wpatrzona w ślepia zabójcy. Jego rozmiar jest imponujący. Wrogość i chęć mordu bije od niego z daleka. Podnoszę się z ledwością, chcąc zrobić unik od kolejnego ciosu. Nie udaje mi się to jednak i czuję jak szpony bestii wbijają się moje plecy, przecinając skórę, aż do kości. Upadam na kolana, łapiąc łapczywie powietrze.
Przychodzą w życiu człowieka takie chwile, kiedy się pytasz samego siebie: co ty wyprawiasz? Dla mnie, dziś nastał taki dzień. W moim umyśle pojawiają się obrazy z ostatnich dwóch lat. Jak bardzo się zmieniłam, kogo poznałam, kogo pokochałam. Bo właśnie to, z czym teraz próbuję sobie poradzić, robię to dla osoby, na której mi zależy. Zakazane uczucie... coś, czego tak wielu chciałoby doświadczyć, podczas gdy inni uciekając przed nim, chciałoby je w sobie na zawsze stłumić. Walczą z tym, próbując nie dopuścić do siebie prawdy, zamazując ją kłamstwami wymyślonymi na potrzebę swojego rozumu. Kręty labirynt, z którego nie ma już wyjścia. A ty tkwisz w nim dalej, próbując zrozumieć swoje uczucia.
Kolejny cios przerwał moje rozmyślania. Ledwie rozchylając powieki mogłam zobaczyć ogromne cielsko, stojącą nade mną i szykujące się do kolejnego ciosu. Bestia rozpostarła łapy, wyginając się w tył, wydając z siebie przeraźliwy ryk. To była szansa dla mnie. Przywołując zaczarowaną katanę, którą wręczył mi Michael, podniosłam się z ziemi. Nie zastanawiając się długo wbiłam katanę prosto w pierś stworzenia, przebijając serce. Rozległ się jedynie żałosny jęk śmiertelnie rannego wilka. Jego ciało momentalnie się skurczyło, przemieniając się na powrót w człowieka. Patrzyłam w błękitne oczy młodego mężczyzny, który umierając zdołał jeszcze wyszeptać: dziękuję.
Ciało spaliłam, tak jak mnie poinformowano. Swoje rany opatrzyłam zaraz po dotarciu do hotelu. Spakowałam swoje rzeczy, zaklęciem wysyłając je do Hogwartu. Musiałam jeszcze pojawić się w Alpach, aby poinformować Radę o przebiegu wydarzeń.
Alpy 11.01
Wkroczyłam do świątyni na chwiejnych nogach. Jedynym czego potrzebowałam było moje łóżko. Wiedziałam jednak, że będę musiała długo czekać, aby móc wreszcie opaść na nie bezwładnie, odpływając do krainy snów.
Zastałam całą dziesiątkę w jadalni. Oparłam się o framugę drzwi, nie bacząc na moje naganne zachowanie. Miałam w głębokim poważaniu szacunek, z którym powinnam się do nich odnosić.
- Zadanie wykonane.
Odwrócili się w moje stronę zaskoczeni. Raphael zerwał się z krzesła, podchodząc do mnie.
- Cieszę się, że nic ci nie jest. Wiedziałem, że sobie poradzisz.
- Daruj sobie Raphaelu, ona jest wykończona. Dajmy jej spokój. - Odezwał się Michael.
Z wdzięcznością spojrzałam w jego oczy. Posłał mi słaby uśmiech, a ja odwzajemniłam się tym samym. Chcąc odejść pożegnałam się z Radą i przemówiłam do Raphaela.
- Pamiętasz co mi powiedziałeś jak wybierałam się do Rumuni?
- Ten wyjazd da ci dużo czasu na przemyślenia. Zrozumiesz co naprawdę czujesz. - Powtórzył te same słowa co wtedy.
- Tak i miałeś racje. Zrozumiałam co czuje.
Odeszłam, zostawiając go. Zaraz po przekroczeniu progu, teleportowałam się.  Zakazany Las wydawał się spokojny, warstwa śniegu otulała całą najbliższą okolicę. Ruszyłam w stronę zamku, Hogwart, domu, za którym tęskniłam, z ludźmi których potrzebuje.
***
Zadziwiające, ale po drodze nie spotkałam nikogo. Było mi to na rękę. Zmierzałam do lochów, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Dotarłam do ukrytego wejścia. Odetchnęłam głęboko, wypowiadając wyraźnie hasło.
- Czysta krew.
Ha, naprawdę zabawne
Wyobraźcie sobie jak się zdziwiłam, kiedy w pokoju wspólnym zastałam tylko Fun Club Mr. Malfoya. Nie zwracając na nie uwagi, skierowałam się w stronę schodów. Mijając Ślizgonki zostałam zatrzymana przez Reginę.
- Granger!
Nic, zero reakcji, szłam dalej.
- Granger! Szlamo! Mówię do ciebie! - Wydarła się dziewczyna.
Przystanęłam i odwróciłam się powoli w jej kierunku, unosząc jedną brew. Stała pośrodku pokoju z rękoma opartymi na biodrach. Podeszłam do niej powoli. 
- Czego?
- Grzeczniej nie potrafisz? Rozmawiasz z kimś lepszym od siebie, więc kultura cię do czegoś zobowiązuje. - Zamilkła, przyglądając się mojej twarzy. - Wyglądasz jak śmierć.
Uśmiechając się krzywo, udałam, że się nad tym zastanawiam, oglądając dokładnie moje paznokcie u rąk.
- Słuchaj uważnie, bo mam zamiar ci to powiedzieć tylko raz Davis. Jak dla mnie jesteś nikim. Zwykłą bezczelną dziewuchą zadzierającą nosa, uważającą się za nie wiadomo kogo. Więc radzę ci grzecznie odpierdol się, zwłaszcza dzisiaj. Zrozumiałaś?
Dziewczyna na moje słowa chciała mnie uderzyć, co jej nie wyszło, bo w porę się odsunęłam. Wkurzona za to zachowanie dziewczyny, wyciągnęłam swoją zapasową różdżkę, celując nią prosto w jej klatkę piersiową.
- Jakiej części mojej wypowiedzi nie zrozumiałaś? - Zapytałam.
- Za kogo ty się uważasz? - Odezwała się Astoria Greengrass.
Jeszcze jedna…
Całkowicie ignorując młodą arystokratkę, zwróciłam się do Davis.
- Zapytam ostatni raz, czego ty chcesz?
Dziewczyna zwęziła oczy, sycząc w moją stronę:
- Chcę, abyś się w końcu wyniosła! Chcę, abyś odczepiła się od Malfoya i Zabiniego! Odkąd się pojawiłaś w ogóle na nas nie zwracają uwagi! Draco, kiedy wrócił do szkoły z przerwy świątecznej, cały czas kręci się ze Snape, próbując dowiedzieć się gdzie byłaś. Masz go zostawić! On należy do nas!
W odpowiedzi wybuchnęłam śmiechem. Zdenerwowana blondynka nie wytrzymała i rzuciła zaklęciem w moją stronę. W mgnieniu oka przestałam się śmiać, odbijając urok. Ta zaś nie poddając się rzuciła kolejne. Rozpoczął się istny pojedynek na zaklęcia.
- Furnunculus!
- Protego!
- Densaugeo!
- Impedimenta!
- Drętwota!
- Rictusempra!
- Sectumsempra!
- Expelliarmus!
- Crucio!
- Expulso! Expelliarmus!
Dziewczynie wypadł magiczny patyk z ręki. Zdezorientowana, rozejrzała się po koleżankach, te jak na zawołanie ustawiły się za nią, z wyciągniętymi różdżkami, skierowanymi w moją stronę. Podniosłam wysoko głowę, posyłając im znudzone spojrzenie.
- Wiesz Davon, wcale się nie różnisz od swojej rodziny. Jesteś tak samo stuknięta jak oni. Zresztą te twoje koleżanki… -machnęłam lekceważąco różdżką w ich kierunku - są takie same.
- Jak śmiesz nas obrażać! Spójrz na siebie. Jesteś szlamą, ale jakimś sposobem dostałaś się do naszego domu i myślisz, że wszystko ci wolno? - Odezwała się Parkinson, swoim mopsowatym głosem. - Lepiej uważaj na to co mówisz, bo możemy cię teraz uszkodzić, albo nawet zabić.
Pokręciłam głową z politowaniem.
- Jak tam chcecie, mi jest to obojętne. - Wzruszyłam ramionami. - Wtedy cała wasza banda wyląduje w Azkabanie. I wiecie co? Zrobicie przysługę światu, bo nikt nie będzie musiał już się z wami męczyć.
- Jak śmiesz! Crucio!
- Ignis ardentis!*
Parkinson i ja wypowiedziałyśmy formuły zaklęć w tym samym czasie. Z tym, że ja uniknęłam niewybaczalnego zaklęcia, a ona zwijała się na podłodze z bólu, krzycząc w niebogłosy. Patrząc na cierpienie wymalowane na twarzy dziewczyny, nic nie czułam, zero wyrzutów sumienia, zero emocji.
- Eripio.* - Zaraz po wypowiedzeniu formułki odwracającej zaklęcie, Pansy zemdlała. - Myślę, że powinnyście zając się swoją koleżanką, która teraz potrzebuje porządnej dawki energii.
Powiedziawszy to, odwróciłam się na pięcie, zmierzając do swojego dormitorium. Ponownie zostałam zatrzymana przez Greengrass.
- Granger, jeszcze nie skoczyłyśmy… - niedane jej jednak było dokończyć, bo nie wytrzymałam.
- Słuchaj ty głupia idiotko! Nie było mnie przez pierdolone kilkanaście dni. Musiałam uganiać się po lesie za pieprzonym wilkiem, znosić ból, jakiego ty sobie nawet nie wyobrażasz! Jestem wściekła, obolała i mam już was wszystkich kurwa dość! Jeśli będziesz chciała możemy dokończyć to innym razem, ale teraz moja cierpliwość się wykończyła, więc spierdalaj!
Wydarłam się na nią, nie zważając na jej oburzoną minę. Nie czekając na jej reakcję, odwróciłam się i ruszyłam do swojego pokoju. Z ledwością się do niego doczłapałam. Zmęczona padłam na łóżko, nie zważając na to, że jestem głodna i brudna. Wykończona, czułam jak pochłania mnie ciemność. Zanim jednak oddałam się objęciom Morfeusza, zemdlałam.









--------------------------------------------------------------------------------

- Ignis ardentis, - zaklęcie wymyślone na potrzebę opowiadania, osoba, na które zostało rzucone, czuje ból, który pali od wewnątrz ciała. Zaklęcie działa tak długo, puki osoba, która je rzuciła, nie wypowie przeciw zaklęcia.
- Eripio, - zaklęcie wymyślone na potrzebę opowiadania, powoduje uwolnienie od Ignis ardentis.
 

14 komentarzy:

  1. Proszę o nową *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnie, wiedziałam, że hermiona sobie poradzi i wyjdzie z misji cało; czekam na spotkanie naszej dwójki :) pisz szybciutko

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże ale cudo *.* Wielbię !!! Ale te Ślizgonki są głupie ... ughhhh dobrze,że mionie nic nie jest i że miała zapasową różdżkę <3
    Weny
    Vivien( kiedyś Alicja Eljasiak)

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy10:00:00

    CUDOWNY,CUDOWNY,CUDOWNY!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny czekam na kolejny dodaj szybko <3 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. AAA świetnie :D Z tą hybryda to troche zainspirowane pamiętnikami wampirów a szczególnie postacia Clausa ;-)Tyle że Clausa nie zabije byle co :D
    Bitwa pomiędzy Nasza Hermionka a Fan Clubem Malfoya no powiem Ci że bomba ;-) Hermiona pokazała że nie pozwoli sobą pomiatac ;> I brawo ! Haha jaki zmartwiony Draco , jeejku słodziaśnie hahah <3

    Czekam na kolejna część ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział cudowny!<3
    Czekam na kolejny z niecierpliwością.

    Pozdrawiam Jagoda:);*

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy22:50:00

    HaH ! Niezłe ! Uwielbiam Twoje opowiadanie ;)
    Ale Miona im wygarnęła .To było bardzo dobre !
    Podoba mi się taka Hermiona ;]
    Czekam na kolejny ;)
    ~Anka

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dla mnie to jest najlepszy rozdział jak do tej pory, ale to już ci mówiłam... Nie masz za co dziękowac. Cieszę się, że mogę współpracowac z tak wspaniałą osobą! Twoje opowiadanie jest mi bardzo bliskie, bo uwielbiam wampiry, wilkołaki, no i oczywiście Dracona. Nie mogę się doczekac dalszych części, jak i zakończenia tej wspaniałej historii. Jestem pewna, że moich oczekiwań nie zawiedziesz. Bo póki co, jest coraz lepiej. Buziaki***
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
  10. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji tutaj: http://dramionetrans.blogspot.com/2013/07/liebster-award.html

    Pozdrawiam,
    Lexie.

    OdpowiedzUsuń
  11. nominuję cię do Liebster Award
    http://hp-to-jeszcze-nie-koniec.blogspot.com/p/nominacje.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy mogłabym trochę pospamowac?
    Otóż zaczęłam pisać blog Dramione... Nie wiem, czy piszę dobrze, czy źle bo dopiero zaczynam, ale chciałabym byś Ty (bo Twój blog jest świetny i cały przeczytałam) czasem wpadła, dopiero zaczynam a trochę trudno jest na starcie. Proszę, jeśli masz czas wpadaj.

    Akcja dzieje się tuż po zakończeniu wojny, Voldemort nie żyje, a czarodzieje starają się odbudować sobie życie. McGonagall została dyrektorką Hogwartu i odnajduje zapiski Dumbledora... P ich przeczytaniu stara się zmniejszyć nienawiść między domami.
    Pewnego dnia na Pokątnej Hermiona i Ginny wpadają na 2 ślizgonów...
    http://hgdm-baby-i-wait-for-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Swietne, czytałam pół nocy :D Czekam na następny ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow. Jestem tu nowa. Muszę przyznać, że zaimponowałaś mi. Opowiadanie zaczęłam czytać, bo przykuła mnie fabuła i nie żałuję, że przeczytałam. Oby tak dalej. Niestety teraz muszę czekać aż wrócisz, ale warto. Naprawdę warto :)

    OdpowiedzUsuń