Dobry wieczór!
Oddaje w wasze ręce kolejny rozdział
Podziękowania dla kochanej Dominiki za to, że musi się męczyć z moimi błędami
Dziękuje ci również kochana za podrasowanie rozdziału, jest teraz lepszy...
tak wiec, oto przed wami 7 stron worda
kropki, przecinki, literki
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hermiona
Alpy 01.01
Do Rumuni
wybierałam się następnego dnia rano. Zaraz po tym jak Raphael mnie poinformował
o moje karze, udałam się do swojej komnaty, aby napisać list do moich bliskich.
Synti wysłałam informacje, że nie czeka jej kara, a rodziców poinformowałam, że
postanowiłam wrócić prędzej do Hogwartu. Napisałam również do Draco, aby
zachował w tajemnicy swoją moc. Nie omieszkałam również dodać, aby na siebie
uważał i oszczędzał siły na powrót do szkoły. Chciałam napisać coś więcej, ale
widziałam, że nie mogę. Uporawszy się z listami, spakowałam najpotrzebniejsze
rzeczy, czekając na przybycie Michaela.
Michael
wytłumaczył mi w skrócie, czego mogę się spodziewać. Zapoznał mnie z mapami
Rumuńskich lasów, próbując choć po części przygotować mnie do tego z pozoru
dziecinnie prostego zadania. Mogłoby się wydawać, że jako czarownica, mogę z
łatwością dorwać tego potwora, tylko nie można zapominać o pewnym szczególe.
Nie zawsze magia działa na tego typu
stworzenia.
Rumunia
06.01
W Rumuni
jestem już piąty dzień. Zatrzymałam się w miasteczku Bradeni w Transylwanii,
gdzie ostatnio odnotowano atak. Poprzedniej nocy zapoznałam się z terenem.
Próbowałam nawet nawiązać jakiekolwiek znajomości, ale niewiele z tego wyszło.
Kompletnie nic nie udało mi się ustalić i nie mam żadnego pomysłu od czego
mogłabym zacząć swoje poszukiwania. Ludzie nie są zbyt ufni w stosunku do mnie,
bijąc się o siebie i swoich bliskich. Obawiają się tego stworzenia tak, jakby
ono mogło się dowiedzieć, jakie informacje każdy z nich mi przekazał.
Wieczorem,
przed wyjściem dostałam sowę. Była to przepiękna płomykówka z niesamowitym
czarnym jak noc upierzeniem. Delikatnie odwiązałam list przywiązany do nóżki
ptaka. Była to krótka notka. Można było wywnioskować, że ktoś pisał ją szybko,
chociaż nierówne pismo dało się odczytać z łatwością. Po przeczytaniu nagłówka
już wiedziałam kto jest jej nadawcą.
Granger!
Nikt nie wie co się z tobą dzieje.
Mam dziwne przeczucie, że coś się stanie.
Coś złego.
Nie mam czasu na zamartwianie się, wiec
uważaj na siebie.
D.
Uśmiechnęłam
się, rzucając list na łóżko. Ubrana w buty do konnej jazdy, obcisłe jeansy oraz
skurzaną kurtkę, wyszłam z pokoju. Zamierzałam odwiedzić pobliski bar. Może w
nim uda mi się czegoś dowiedzieć. Wchodząc do środka, czułam na sobie
spojrzenia tutejszych. Szczerze powiedziawszy to gościnność nie była ich
najmocniejszą stroną. Usiadłam tyłem do baru, mniej więcej na środku lokalu,
mając dobry widok na całe pomieszczenie. Chciałam się trochę rozejrzeć,
zdobywając przy tym jakieś wskazówki, mogące mi pomóc w rozwiązaniu sprawy.
Było niewielu ludzi. Większość stanowili pijani staruszkowie oraz kilka kobiet,
chcących zwrócić na siebie uwagę mężczyzn. Odwracając się w stronę barmana,
który czekał na moje zamówienie, napotkałam parę oczu, intensywnie we mnie
wpatrzonych. Mężczyzna siedzący w najdalej oddalonym, przyciemnionym kącie,
podniósł swojego drinka w geście toastu, nie spuszczając ze mnie wzroku. Lekki
dreszcz przebiegł po moich plecach.
- Whisky z
lodem, poproszę. - Złożyłam zamówienie. - Mógłbyś mi powiedzieć, kto siedzi w
rogu pomieszczenia po prawej stronie? - Zapytałam barmana, kiedy podał mi moje
zamówienie. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Tam
nikogo nie ma panienko.
Odwróciłam
się przestraszona. Faktycznie przy stoliku nikt nie siedział. Szybko wypiłam
swojego drinka, chcąc podjąć jakiekolwiek działania, przybliżające mnie do
rozwiązania tego coraz dziwniejszego zadania.
W połowie drogi do hotelu, miałam dziwne przeczucie, że ktoś za mną
idzie. Nie przejmując się tym jednak zbytnio, szłam dalej. Po prawej stronie
zobaczyłam wejście do ciemnego tunelu, z małą szczeliną na jego końcu, przez
którą wpadała blada wiązka światła. Była to najlepsza droga ucieczki w razie
ataku. Kiedy tylko zniknęłam w ciemnościach, z cichym pyknięciem teleportowałam
się tuż za plecami mojego prześladowcy, który okazał się tajemniczym mężczyzną
z pubu. Facet, myśląc że wciąż znajduję się przed nim, przyspieszył kroku,
chcąc mnie dogonić. Nonszalancko oparłam się o ścianę, zaraz przy wejściu do
przejścia i zapytałam:
- Szukasz
kogoś? - Zdezorientowany mężczyzna odwrócił się w moją stronę, zerkając co
chwilę w miejsce, w którym wydawało mu się, że się znajduję. - Czego chcesz?
- To
raczej ja powinienem zadać ci to pytanie. Jesteś kolejnym łowcą? Chcesz złapać
wilka?
Zaskoczona
wyprostowałam się. Skąd wiedział o łowcach? Chcąc zatuszować swoje zaskoczenie,
odpowiedziałam arogancko.
- Nie chce
go złapać, tylko zabić. Po co za mną szedłeś?
- Chcę,
abyś wyjechała. Nie wtrącaj się w to, co ciebie nie dotyczy.
- Już za
późno. Zostałam w to wplątana i muszę doprowadzić tę sprawę do końca. Powiedz
mi kim jesteś.
- Jestem
tutejszym hrabią.
- Nic mi
to nie mówi. Więc wiesz coś o wilku?
- Wiem,
ale dalej uważam, że to nie twój problem.
-
Zapomnij. Ja nie wyjadę dopóki nie zrobię tego, czego ode mnie oczekują. Dwójka
najlepszych łowców zginęła tropiąc to coś. Nie mam czasu na głupoty. Jak coś
wiesz to powiedz!
- Nie masz
pojęcia w co się pakujesz. Powinniśmy znaleźć jakieś inne miejsce. To nie
nadaje się na tego typu rozmowy.
- Chodźmy
do mojego hotelu.
Czy to
rozsądne z mojej strony, aby zapraszać nieznajomego do pokoju, w który
mieszkam? No ale jak to mówią: Tonący brzytwy się chwyta.
***
Siedzieliśmy
w salonie. Mój gość - Hrabia Valkan Valerious popijał whisky, ja zaś, chcąc
zachować trzeźwość umysłu, ograniczyłam się jedynie do szklanki wody.
-
Stworzenie, które tropisz to hybryda. Połączenie wampira i wilkołaka. Nie mam
pojęcia jak zostało stworzone, a tym bardziej w jakim celu. Wiadomo jedynie, że
wymknęło się spod kontroli swojego stwórcy. Jest to istota nadzwyczaj silna,
przebiegła i inteligentna. Obserwuję ją od roku. Z każdym kolejnym atakiem robi
się coraz bardziej agresywna. Atakuje tylko na terenie Transylwanii, w
pobliskich miasteczkach położonych wysoko w górach. Masz może mapę? Pokażę ci
ten obszar.
Rozłożyliśmy
mapę na stole w salonie. Jak się dowiedziałam, znajdowaliśmy się na terenie
żadnego krwi stworzenia. Szpilkami zaznaczyliśmy miejsca, które do tej pory
zostały zaatakowane. Zostało już niewiele małych miasteczek oraz wsi, które mogłyby
stanowić kolejny jego cel. Valkan dużo opowiedział mi o lasach oraz
przypuszczalnych miejscach, gdzie mogłabym znaleźć bestię.
Nasza
rozmowa trwała już bardzo długo, a ja dowiedziałam się naprawdę wiele. Młody
hrabia opuścił mnie, kiedy zegar wybił trzecią w nocy. Czułam, że w końcu
ruszyłam z miejsca, że zaczyna się coś dziać. Postanowiłam, iż następnego ranka
przeniosę się do innej wsi, która w następnej kolejności mogła zostać
zaatakowana.
Rumunia
09.01
Powoli
tracę cierpliwość. Wykańcza mnie ta gonitwa za wilkiem. To cholerne stworzenie
jest zawsze krok przede mną. Zorientowało się, że je tropię, więc bawi się ze
mną w kotka i myszkę. Na domiar złego, dotarła do mnie wiadomość, że Valkan nie
żyje. Znaleziono jego ciało, całe rozszarpane, w pobliżu jego domu. Teraz już
musiałam polegać jedynie na swoim instynkcie łowieckim.
Dni
dłużyły mi się niemiłosiernie, pragnęłam już wrócić do moich przyjaciół.
Tęskniłam za Gryfonami i Ślizgonami. Najbardziej jednak udzielała mi się
tęsknota za niebieskookim Blondynem. Przez tę rozłąkę dotarło do mnie, że
naprawdę mi na nim zależy. To nie była tylko dziecięca sympatia, głupie
zauroczenie, ale coś głębszego. Coś, do czego bałam się przyznać, nawet przed
samą sobą.
Ponownie
dostałam list. Treść była bardzo podobna do poprzedniej.
Granger!
Nie odpisujesz, a ja się martwię!
Chciałem cię poinformować, że ten
przeklęty wampir złożył mi wizytę.
Chciał się dowiedzieć gdzie jesteś.
Cieszy mnie to, że on również tego nie wie. Jednocześnie martwi mnie fakt, że
nikt nie ma pojęcia gdzie się podziewasz.
Błagam… uważaj na siebie!
D.
Chwyciłam
za pergamin i pióro, chcąc napisać odpowiedź, jednak przerwało mi pukanie do
drzwi. Złapałam za różdżkę i poszłam otworzyć. W progu stał chłopak z recepcji.
Bez słowa wręczył mi białą kopertę, odwrócił się i zniknął w głębi korytarza.
Zainteresowana spojrzałam na przesyłkę. Nie było na niej żadnej informacji.
Zajrzałam do środka. W wewnątrz była czarna kartka, złożona na pół. Czerwonym
atramentem było na niej napisane:
Już niedługo się spotkamy moja dziecinko...
Nie było
podpisu, ale ja go nie potrzebowałam. Wiedziałam, od kogo ona jest. Wściekłość
rozeszła się po moim ciele. Bezwzględne stworzenie próbuje mnie zastraszyć.
Niewiele myśląc ubrałam się w to, co zawsze i wyszłam z pokoju. Na początku
udałam się do recepcji, dowiedzieć się kto zostawił list. Kiedy zapytałam o to
chłopaka, ten jedynie ze zdziwieniem wypisanym na twarzy odparł, że nie
przynosił mi żadnego listu. Jego odpowiedź w ogóle mnie nie zaskoczyła. Musiał mieć
wyczyszczoną pamięć. Niepokoiło mnie jedynie to, że ta bestia wiedziała gdzie
mieszkam.
Rumunia 11.01
Ostatnie
dwa dni były jakąś cholerną gonitwą. Nie spałam od 48 godzin. Jestem poobijana,
a moja moc jest na wyczerpaniu. W dodatku zgubiłam różdżkę podczas wczorajszej
walki z wilkiem. Została mi jedynie katana, którą dostarczyła mi dziś sowa.
Zmęczona kładę się spać, by przygotować się na kolejne starcie.
Rumunia 12.01
Stoję
wpatrzona w ślepia zabójcy. Jego rozmiar jest imponujący. Wrogość i chęć mordu
bije od niego z daleka. Podnoszę się z ledwością, chcąc zrobić unik od
kolejnego ciosu. Nie udaje mi się to jednak i czuję jak szpony bestii wbijają
się moje plecy, przecinając skórę, aż do kości. Upadam na kolana, łapiąc
łapczywie powietrze.
Przychodzą
w życiu człowieka takie chwile, kiedy się pytasz samego siebie: co ty
wyprawiasz? Dla mnie, dziś nastał taki dzień. W moim umyśle pojawiają się
obrazy z ostatnich dwóch lat. Jak bardzo się zmieniłam, kogo poznałam, kogo
pokochałam. Bo właśnie to, z czym teraz próbuję sobie poradzić, robię to dla
osoby, na której mi zależy. Zakazane uczucie... coś, czego tak wielu chciałoby
doświadczyć, podczas gdy inni uciekając przed nim, chciałoby je w sobie na
zawsze stłumić. Walczą z tym, próbując nie dopuścić do siebie prawdy, zamazując
ją kłamstwami wymyślonymi na potrzebę swojego rozumu. Kręty labirynt, z którego
nie ma już wyjścia. A ty tkwisz w nim dalej, próbując zrozumieć swoje uczucia.
Kolejny
cios przerwał moje rozmyślania. Ledwie rozchylając powieki mogłam zobaczyć
ogromne cielsko, stojącą nade mną i szykujące się do kolejnego ciosu. Bestia
rozpostarła łapy, wyginając się w tył, wydając z siebie przeraźliwy ryk. To
była szansa dla mnie. Przywołując zaczarowaną katanę, którą wręczył mi Michael,
podniosłam się z ziemi. Nie zastanawiając się długo wbiłam katanę prosto w
pierś stworzenia, przebijając serce. Rozległ się jedynie żałosny jęk
śmiertelnie rannego wilka. Jego ciało momentalnie się skurczyło, przemieniając
się na powrót w człowieka. Patrzyłam w błękitne oczy młodego mężczyzny, który
umierając zdołał jeszcze wyszeptać: dziękuję.
Ciało
spaliłam, tak jak mnie poinformowano. Swoje rany opatrzyłam zaraz po dotarciu
do hotelu. Spakowałam swoje rzeczy, zaklęciem wysyłając je do Hogwartu.
Musiałam jeszcze pojawić się w Alpach, aby poinformować Radę o przebiegu
wydarzeń.
Alpy 11.01
Wkroczyłam
do świątyni na chwiejnych nogach. Jedynym czego potrzebowałam było moje łóżko.
Wiedziałam jednak, że będę musiała długo czekać, aby móc wreszcie opaść na nie
bezwładnie, odpływając do krainy snów.
Zastałam
całą dziesiątkę w jadalni. Oparłam się o framugę drzwi, nie bacząc na moje
naganne zachowanie. Miałam w głębokim poważaniu szacunek, z którym powinnam się
do nich odnosić.
- Zadanie
wykonane.
Odwrócili
się w moje stronę zaskoczeni. Raphael zerwał się z krzesła, podchodząc do mnie.
- Cieszę
się, że nic ci nie jest. Wiedziałem, że sobie poradzisz.
- Daruj
sobie Raphaelu, ona jest wykończona. Dajmy jej spokój. - Odezwał się Michael.
Z
wdzięcznością spojrzałam w jego oczy. Posłał mi słaby uśmiech, a ja
odwzajemniłam się tym samym. Chcąc odejść pożegnałam się z Radą i przemówiłam
do Raphaela.
-
Pamiętasz co mi powiedziałeś jak wybierałam się do Rumuni?
- Ten
wyjazd da ci dużo czasu na przemyślenia. Zrozumiesz co naprawdę czujesz. -
Powtórzył te same słowa co wtedy.
- Tak i
miałeś racje. Zrozumiałam co czuje.
Odeszłam,
zostawiając go. Zaraz po przekroczeniu progu, teleportowałam się. Zakazany Las wydawał się spokojny, warstwa
śniegu otulała całą najbliższą okolicę. Ruszyłam w stronę zamku, Hogwart, domu,
za którym tęskniłam, z ludźmi których potrzebuje.
***
Zadziwiające,
ale po drodze nie spotkałam nikogo. Było mi to na rękę. Zmierzałam do lochów,
chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Dotarłam do ukrytego wejścia.
Odetchnęłam głęboko, wypowiadając wyraźnie hasło.
- Czysta
krew.
Ha, naprawdę zabawne…
Wyobraźcie
sobie jak się zdziwiłam, kiedy w pokoju wspólnym zastałam tylko Fun Club Mr.
Malfoya. Nie zwracając na nie uwagi, skierowałam się w stronę schodów. Mijając
Ślizgonki zostałam zatrzymana przez Reginę.
- Granger!
Nic, zero
reakcji, szłam dalej.
- Granger!
Szlamo! Mówię do ciebie! - Wydarła się dziewczyna.
Przystanęłam
i odwróciłam się powoli w jej kierunku, unosząc jedną brew. Stała pośrodku
pokoju z rękoma opartymi na biodrach. Podeszłam do niej powoli.
- Czego?
-
Grzeczniej nie potrafisz? Rozmawiasz z kimś lepszym od siebie, więc kultura cię
do czegoś zobowiązuje. - Zamilkła, przyglądając się mojej twarzy. - Wyglądasz
jak śmierć.
Uśmiechając
się krzywo, udałam, że się nad tym zastanawiam, oglądając dokładnie moje
paznokcie u rąk.
- Słuchaj
uważnie, bo mam zamiar ci to powiedzieć tylko raz Davis. Jak dla mnie jesteś
nikim. Zwykłą bezczelną dziewuchą zadzierającą nosa, uważającą się za nie
wiadomo kogo. Więc radzę ci grzecznie odpierdol się, zwłaszcza dzisiaj.
Zrozumiałaś?
Dziewczyna
na moje słowa chciała mnie uderzyć, co jej nie wyszło, bo w porę się odsunęłam.
Wkurzona za to zachowanie dziewczyny, wyciągnęłam swoją zapasową różdżkę,
celując nią prosto w jej klatkę piersiową.
- Jakiej
części mojej wypowiedzi nie zrozumiałaś? - Zapytałam.
- Za kogo
ty się uważasz? - Odezwała się Astoria Greengrass.
Jeszcze
jedna…
Całkowicie
ignorując młodą arystokratkę, zwróciłam się do Davis.
- Zapytam
ostatni raz, czego ty chcesz?
Dziewczyna
zwęziła oczy, sycząc w moją stronę:
- Chcę,
abyś się w końcu wyniosła! Chcę, abyś odczepiła się od Malfoya i Zabiniego!
Odkąd się pojawiłaś w ogóle na nas nie zwracają uwagi! Draco, kiedy wrócił do
szkoły z przerwy świątecznej, cały czas kręci się ze Snape, próbując dowiedzieć
się gdzie byłaś. Masz go zostawić! On należy do nas!
W
odpowiedzi wybuchnęłam śmiechem. Zdenerwowana blondynka nie wytrzymała i
rzuciła zaklęciem w moją stronę. W mgnieniu oka przestałam się śmiać, odbijając
urok. Ta zaś nie poddając się rzuciła kolejne. Rozpoczął się istny pojedynek na
zaklęcia.
-
Furnunculus!
- Protego!
-
Densaugeo!
-
Impedimenta!
- Drętwota!
- Rictusempra!
- Sectumsempra!
- Expelliarmus!
- Crucio!
- Expulso!
Expelliarmus!
Dziewczynie
wypadł magiczny patyk z ręki. Zdezorientowana, rozejrzała się po koleżankach,
te jak na zawołanie ustawiły się za nią, z wyciągniętymi różdżkami,
skierowanymi w moją stronę. Podniosłam
wysoko głowę, posyłając im znudzone spojrzenie.
- Wiesz
Davon, wcale się nie różnisz od swojej rodziny. Jesteś tak samo stuknięta jak
oni. Zresztą te twoje koleżanki… -machnęłam lekceważąco różdżką w ich kierunku
- są takie same.
- Jak
śmiesz nas obrażać! Spójrz na siebie. Jesteś szlamą, ale jakimś sposobem
dostałaś się do naszego domu i myślisz, że wszystko ci wolno? - Odezwała się
Parkinson, swoim mopsowatym głosem. - Lepiej uważaj na to co mówisz, bo możemy
cię teraz uszkodzić, albo nawet zabić.
Pokręciłam
głową z politowaniem.
- Jak tam
chcecie, mi jest to obojętne. - Wzruszyłam ramionami. - Wtedy cała wasza banda
wyląduje w Azkabanie. I wiecie co? Zrobicie przysługę światu, bo nikt nie
będzie musiał już się z wami męczyć.
- Jak
śmiesz! Crucio!
- Ignis
ardentis!*
Parkinson
i ja wypowiedziałyśmy formuły zaklęć w tym samym czasie. Z tym, że ja uniknęłam
niewybaczalnego zaklęcia, a ona zwijała się na podłodze z bólu, krzycząc w
niebogłosy. Patrząc na cierpienie wymalowane na twarzy dziewczyny, nic nie
czułam, zero wyrzutów sumienia, zero emocji.
- Eripio.*
- Zaraz po wypowiedzeniu formułki odwracającej zaklęcie, Pansy zemdlała. -
Myślę, że powinnyście zając się swoją koleżanką, która teraz potrzebuje
porządnej dawki energii.
Powiedziawszy
to, odwróciłam się na pięcie, zmierzając do swojego dormitorium. Ponownie
zostałam zatrzymana przez Greengrass.
- Granger,
jeszcze nie skoczyłyśmy… - niedane jej jednak było dokończyć, bo nie
wytrzymałam.
- Słuchaj
ty głupia idiotko! Nie było mnie przez pierdolone kilkanaście dni. Musiałam
uganiać się po lesie za pieprzonym wilkiem, znosić ból, jakiego ty sobie nawet
nie wyobrażasz! Jestem wściekła, obolała i mam już was wszystkich kurwa dość!
Jeśli będziesz chciała możemy dokończyć to innym razem, ale teraz moja
cierpliwość się wykończyła, więc spierdalaj!
Wydarłam
się na nią, nie zważając na jej oburzoną minę. Nie czekając na jej reakcję,
odwróciłam się i ruszyłam do swojego pokoju. Z ledwością się do niego
doczłapałam. Zmęczona padłam na łóżko, nie zważając na to, że jestem głodna i
brudna. Wykończona, czułam jak pochłania mnie ciemność. Zanim jednak oddałam
się objęciom Morfeusza, zemdlałam.
--------------------------------------------------------------------------------
- Ignis
ardentis, - zaklęcie wymyślone na potrzebę opowiadania, osoba, na które zostało
rzucone, czuje ból, który pali od wewnątrz ciała. Zaklęcie działa tak długo,
puki osoba, która je rzuciła, nie wypowie przeciw zaklęcia.
- Eripio,
- zaklęcie wymyślone na potrzebę opowiadania, powoduje uwolnienie od Ignis
ardentis.
Proszę o nową *.*
OdpowiedzUsuńświetnie, wiedziałam, że hermiona sobie poradzi i wyjdzie z misji cało; czekam na spotkanie naszej dwójki :) pisz szybciutko
OdpowiedzUsuńBoże ale cudo *.* Wielbię !!! Ale te Ślizgonki są głupie ... ughhhh dobrze,że mionie nic nie jest i że miała zapasową różdżkę <3
OdpowiedzUsuńWeny
Vivien( kiedyś Alicja Eljasiak)
CUDOWNY,CUDOWNY,CUDOWNY!
OdpowiedzUsuńŚwietny czekam na kolejny dodaj szybko <3 pozdrawiam
OdpowiedzUsuńAAA świetnie :D Z tą hybryda to troche zainspirowane pamiętnikami wampirów a szczególnie postacia Clausa ;-)Tyle że Clausa nie zabije byle co :D
OdpowiedzUsuńBitwa pomiędzy Nasza Hermionka a Fan Clubem Malfoya no powiem Ci że bomba ;-) Hermiona pokazała że nie pozwoli sobą pomiatac ;> I brawo ! Haha jaki zmartwiony Draco , jeejku słodziaśnie hahah <3
Czekam na kolejna część ♥
Rozdział cudowny!<3
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny z niecierpliwością.
Pozdrawiam Jagoda:);*
HaH ! Niezłe ! Uwielbiam Twoje opowiadanie ;)
OdpowiedzUsuńAle Miona im wygarnęła .To było bardzo dobre !
Podoba mi się taka Hermiona ;]
Czekam na kolejny ;)
~Anka
Jak dla mnie to jest najlepszy rozdział jak do tej pory, ale to już ci mówiłam... Nie masz za co dziękowac. Cieszę się, że mogę współpracowac z tak wspaniałą osobą! Twoje opowiadanie jest mi bardzo bliskie, bo uwielbiam wampiry, wilkołaki, no i oczywiście Dracona. Nie mogę się doczekac dalszych części, jak i zakończenia tej wspaniałej historii. Jestem pewna, że moich oczekiwań nie zawiedziesz. Bo póki co, jest coraz lepiej. Buziaki***
OdpowiedzUsuńDominika
Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji tutaj: http://dramionetrans.blogspot.com/2013/07/liebster-award.html
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Lexie.
nominuję cię do Liebster Award
OdpowiedzUsuńhttp://hp-to-jeszcze-nie-koniec.blogspot.com/p/nominacje.html
Czy mogłabym trochę pospamowac?
OdpowiedzUsuńOtóż zaczęłam pisać blog Dramione... Nie wiem, czy piszę dobrze, czy źle bo dopiero zaczynam, ale chciałabym byś Ty (bo Twój blog jest świetny i cały przeczytałam) czasem wpadła, dopiero zaczynam a trochę trudno jest na starcie. Proszę, jeśli masz czas wpadaj.
Akcja dzieje się tuż po zakończeniu wojny, Voldemort nie żyje, a czarodzieje starają się odbudować sobie życie. McGonagall została dyrektorką Hogwartu i odnajduje zapiski Dumbledora... P ich przeczytaniu stara się zmniejszyć nienawiść między domami.
Pewnego dnia na Pokątnej Hermiona i Ginny wpadają na 2 ślizgonów...
http://hgdm-baby-i-wait-for-you.blogspot.com/
Swietne, czytałam pół nocy :D Czekam na następny ;D
OdpowiedzUsuńWow. Jestem tu nowa. Muszę przyznać, że zaimponowałaś mi. Opowiadanie zaczęłam czytać, bo przykuła mnie fabuła i nie żałuję, że przeczytałam. Oby tak dalej. Niestety teraz muszę czekać aż wrócisz, ale warto. Naprawdę warto :)
OdpowiedzUsuń