wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 19

Witam wszystkich serdecznie!
Niestety DraMion nie mogła wrzucić notki osobiście, dlatego robię to za nią, tak żebyście nie musieli dłużej czekać. To już rozdział 19, ale emocje nie opadają i czeka nas jeszcze wiele ekscytujących przygód! Dedykacja dla wszystkich czytających i komentujących! Nawet nie macie pojęcia jak ważna jest dla autora każda opinia. Proszę, podzielcie się nią z DraMion.
Pozdrawiam, 
Dominika


Młody przywódca Slitherinu stał nad brzegiem jeziora. Jego bladą twarz smagał mroźny wiatr. Przed nim rociągał się przepiękny widok, jednak on wydawał się nie dostrzegać, ani toni wody, otaczają go śniegu, ani drzew zakazanego lasu. Zamyślonym wzrokiem wpatrywał się w dał. Myślami błądził przy ciele dziewczyny, która zmieniła go diametralnie. Punkt jego wszechświata umierał, a on nic nie mógł z tym zrobić.
Samotna łza spłynęła po jego zaróżowionym od zimna policzku. Nie płakał od kiedy skończył siedem lat. Nie mógł do siebie dopuścić... nie... nie chciał do siebie dopuścić wiadomości, że może jej zabraknąć. To nie może się zdarzyć, nie może. Padł na kolana, chowając twarz w dłoniach. Łzy płynęły już ciurkiem z jego oczu, nie kontrolował się. Jeśli ją straci, nie będzie miał po co żyć.
Wyczuł, że ktoś się zbliża. Na drżących nogach podniósł się, ścierając gorące łzy. Nie mógł pozwolić, aby ktokolwiek zobaczył, że cierpi. Nie on.
- Czego chcesz wampirze?
- Jakim cudem wiesz, że to ja? - zamilkł - Jesteś jednym z nich, prawda?
- Czyli kim?
- Jesteś Krukiem. Wiem to, czuje twoją moc. Normalny czarodziej nie posiada takiej ilości magii w sobie.
- Skąd wiesz o bractwie?
- Byłem jednym z nich, dawno temu.
- Po co mnie szukałeś, bo sądzę, że nie o tym chciałeś ze mną rozmawiać.
- Arogancki jak zawsze. Masz racje, przyszedłem w inne sprawie. Jest sposób.
- Jaki?
- Nie sądzę, że ten pomysł ci się spodoba, ale uratuje ją na pewno.
- Nie owijaj w bawełnę tylko gadaj! - wykrzyknął blond włosy chłopak.
- Mogę ja zmienić.
Cisza, jaka zapadła po wypowiedzianych słowach Marcusa, nie zwiastowała niczego dobrego. Z oczu Draco nie dało się nic wyczytać. Patrzył się z obojętną miną na swojego rozmówce, jednak kiedy ponownie przemówił jego głos mógłby ciąć najgrubszą stal.
- Chcesz z niej uczynić wampira? Kogoś takiego jak ty?
- Nie widzę innego wyjścia. Lepiej, aby była kimś takim jak ja, niż w ogóle miałaby nie istnieć.
Minęły długie minuty, kiedy król wampirów usłyszał odpowiedz, której się spodziewał.
- Zgoda...
Wiedział, że dla tego młodego człowieka ważne jest, aby ona przeżyła. Markus widział w tym szanse dla siebie, szanse na to, aby byli razem. Musiał jedynie przekonać blondyna do swoich racji. Wiedział, że on, jako jedyny mógłby mu w tym przeszkodzić. Nie spodziewał się, że tak szybko mu się uda. Teraz tylko pozostało przekonanie rodziców Hermiony. Z nimi nie będzie problemu. Kochali swoją córkę, zgodzą się na wszystko.

***

Biegła szybko przez zaśnieżone błonia. Wiedziała, gdzie znajdzie swojego kuzyna. Od paru godzin siedział nad brzegiem jeziora. Z okna dostrzegła, że rozmawiał z Marcusem. Nie mogła pozwolić, aby wampir mieszał w głowie Draco. Ważniejszą sprawą było to, że Hermiona odzyskała przytomność. Dotarła nad brzeg, gdzie znalazła samego Malfoya.
- Draco! Hermiona się ocknęła, jest bardzo słaba. Prosiła, aby cię zawołać. Musisz się spieszyć.
Młodzieniec nie czekał na więcej. Biegiem udał się do zamku. Jak opętany wpadł do skrzydła szpitalnego. W Sali byli wszyscy. Na drżących nogach dotarł do łóżka. Jej twarz, kiedyś piękna, teraz była szara, bez życia.
- Zostawimy was samych. - Usłyszał, ale nic nie odpowiedział. Jego uwagę całkowicie pochłonęły otwarte oczy dziewczyny. Nawet teraz bił z nich zachwycający blask. Odezwała się słabym szeptem.
- Nie chce być wampirem. To nie dla mnie. Draco, musisz udać się do Alp. Sprowadź odwiecznych…
Powieki jej opadły, słowa ucichły.
- Hermiona! Błagam cię, musisz wytrzymać! Nie rób mi tego.
- Pospiesz się, nie mam zbyt dużo czasu.
- Gdzie dokładnie w Alpy?
- Nikt nie zna dokładnej lokalizacji. Podaj rękę.
Draco złapał zimną rękę dziewczyny w swoje drżące dłonie. W jego umyśle ukazała się wyryta w skale budowla. Zaraz potem zapadła ciemność. Panna Sulivan straciła ponownie przytomność.
Wybiegł z Sali, nie zważając na wołania innych. Biegł przed siebie. Musiał się jak najszybciej wydostać z terenów Hogwartu. Ktoś za nim biegł, rozpoznał w tej osobie Syntie. Zwolnił, dając jej szanse dogonienia go.
- Draco!
- Nie mam czasu!
- Co się dzieje? Co powiedziała ci Hermiona?
- Musze dostać się do Alp. Powiedziała, że mam sprowadzić odwiecznych? Kto to?
W oczach panny Snape zabłysnął strach.
- To Rada Starszych. Idź!
Chłopak ponownie przyspieszył. Był już na skraju Zakazanego Lasu, kiedy w pół kroku się zatrzymał.
- Syntia! Syntia! - wykrzyknął. Dziewczyna słysząc nawoływanie, odwróciła się w jego stronę z pytającym wyrazem twarzy. – Błagam cię nie pozwól Marcusowi jej zmienić, ona tego nie chce.
Nie czekając na odpowiedź, ruszył w drogę. Kiedy tylko wkroczył w pole teleportacji, zniknął z cichym pyknięciem.
Padł na kolana. Przed nim znajdowała się ta sama budowla, którą pokazała mu Hermiona. Podniósł się z ziemi, ruszając do przodu.

***

Draco

Wiedziałem, że nie zostało zbyt wiele czasu. Musiałem się spieszyć. Kiedy znalazłem się w środku, otoczyła mnie głucha cisza. Budynek wydawał się być opuszczony. Próbowałem kogokolwiek znaleźć, zaglądając do każdej napotkanej komnaty. Z każdą chwilą nadzieja mnie opuszczała.
Jeśli nikogo nie ma…
Nie zdążyłem nawet dokończyć myśli, gdy przerwał mi pewien głos.
- Chciałem cię poznać, wiele o tobie słyszałem. Witam w świątyni odwiecznych, siedzibie Kruka, Draco Malfoyu. Nie wzywaliśmy ciebie, co tu robisz?
Stał za mną młody mężczyzna, ubrany w czarny garnitur. Miałem wrażenie, że swoimi złotymi oczami zagląda mi do najskrytszych zakamarków duszy. Ciekawiło mnie skąd wie jak się nazywam, ale teraz nie było na to czasu.
- Szukam Rady Starszych.
- Rady, powiadasz. A czemu to ich potrzebujesz?
- Nie mam czasu, muszę porozmawiać z kimś z nich. Chodzi o Hermionę.
Kiedy tylko imię Miony wyszło z moich ust, ewidentnie ciało mojego rozmówcy się napięło.
- Jestem jednym z nich. Nazywam się Michael. Co z H?
- Nie trzeba było tak od razu? Nie ma z byt wiele czasu, Hermiona umiera. Ma w sobie jakąś truciznę. Nikt nie wie, co to jest. Jedyna nadzieja na jej ocalenie jest w was. Błagam cię, uratujcie ją.
- Trucizna? Cholera! Przeklęty wilk! Otwórz umysł - rozkazał. Zaskoczony, spojrzałem na niego - Musze zobaczyć w jakim jest stadium. Oszczędzi nam to czasu.
Skupiłem się na mojej tarczy, wpuszczając go do mojego umysłu. Uczucie nie było przyjemne. Czułem się tak, jakby ktoś mieszał mi w głowie. Na szczęście nie trwało to długo.
- Kurwa! Ostatnie stadium! Muszę zwołać całą radę. Sam jej nie uleczę. Spotkamy się w Hogwarcie za pół godziny.
Odetchnąłem z ulgi. Udało się! Teraz pozostało tylko czekać.
- Zależy ci na niej? - zapytał Michael.
- Czy mi zależy? Człowieku, zgodziłem się nawet na to, aby ją zmieniono w wampira. Jestem gotów na cokolwiek, byleby była żywa. Nie ważne czy przy mnie, najważniejsze, aby chodziła po ziemi.

***

Pogoda na dworze się polepszyła, wiatr ucichł, a zza chmur wyszło słońce, rozświetlając ten ponury dzień blaskiem, niosąc z sobą nadzieję. W zamku czuć było napięcie. Prawie każda osoba miała dziwne wrażenie, że coś się stanie. Nieliczni wiedzieli, czego mogą się spodziewać.
Była pora obiadowa, roześmiani uczniowie zbierali się przy w holu, oczekując na posiłek. Słychać było gwar podniesionych głosów. Jedni rozmawiali o minionych zajęciach, inni o Quidditchu. Wszystko momentalnie ucichło, kiedy drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem, trzęsąc murami po nasadę.
Do Hogwartu weszła dziesiątka ludzi. Ich urodę można porównać do bogów Starożytnej Grecji. Nie zaszczyciwszy nikogo spojrzeniem, skierowali się w naszą stronę. Kiedy tylko zobaczyłem, kto się do mnie zbliża, przerwałem prowadzoną rozmowę. Moje oczy rozbłysły, opadła maska obojętności, szeroki uśmiech rozświetlił moją zmartwioną twarz. Przywitałem ich kiwnięciem głowy. Nie obchodziło mnie to, że cała szkoła nas obserwuje, liczyło się tylko to, że Hermiona zostanie ocalona.
- Prowadź nas do niej Draconie Malfoy ’u, nie traćmy czasu. - Wnioskując po jego postawie i reakcji pozostałych, musiał być to nie kto inny jak Raphael.
Drogę do Skrzydła Szpitalnego przemierzyliśmy w ciszy, każdy pogrążony we własnych myślach. W środku nikogo nie było. Hermiona leżała spokojnie na swoim łóżku. Klatka piersiowa unosiła się w lekko. Pierwszy podszedł do niej Michael. Delikatnie podniósł jej nadgarstek, badając puls.
- Słabnie, trzeba działać. Przesuńmy łóżko na środek. - Machnął tylko ręką, a łóżko zmieniło swoje miejsce - Raphaelu.
Ustawili się przy łóżku, cztery osoby z prawej strony, cztery z lewej. Raphael znajdował się u szczytu łóżka, przy głowie dziewczyny. Unieśli otwarte dłonie nad Hermioną, zamykając oczy.
- Zaczynajmy.
Z ich ust nie wydobywał się żaden dźwięk, jednak można było wnioskować z lekkiego ruchu warg, że wypowiadali jakieś zaklęcia. Mijały minuty i nic się nie działo. Przytuliłem do siebie Syntie, która lekko łkała. Po upływie co najmniej 20 minut, nad Hermioną pojawiła się czarna mgła, która z każdą chwilą się powiększała. Ciało dziewczyny uniosło się kilka centymetrów do góry. Z dłoni Raphaela i Michaela wydobył się niebieski ogień, który pochłonął Mionę całą. Już po chwili leżała ponownie na łóżku, a jej oddech wrócił do normy. Rada Starszych opuściła ręce, oddychając z ulgi.
- Ta mgła to trucizna, jad wilczy. - Spojrzałem w stronę, z której słychać było melodyjny głos. Napotkałem oczy, które widzę codziennie w lustrze. Zmarszczyłem brwi. - Nazywam się Autumn, miło mi ciebie poznać Draco.
- Co zrobicie z tą trucizną? - zapytałem.
- Nic, Michael ją spali. Raphaelu, myślę, że powinieneś nas wszystkich przedstawić.
Najstarszy z odwiecznych oderwał zamyślony wzrok od Hermiony. Początkowo przeniósł go na kobietę, później na mnie i Syntie.
- Masz racje, ale najpierw ty Michaelu.
Łóżko z Hermioną wróciło na swoje miejsce, jedynie czarna mgła została na swoim miejscu. Michael zamknął oczy, koncentrując się. Rozłożył ręce jak król witający się z poddanymi, a z jego rąk wydobył się czarny ogień, który pochłonął całą truciznę. Kiedy otworzył oczy były one całe czarne, a po jego złotym odcieniu nie było śladu. Mrugnął oczami i wszystko wróciło ponownie do normy.
Obserwowałem wszystko w milczeniu. Jestem czarodziejem i wiem, że na świecie dzieją się różne niewyobrażalne rzeczy dla zwykłego mugolaka. Coś, co nie mieści się w ich umysłach. Teraz już wiem jak oni się czują. Tak po prostu ją uratowali. Dokonali czegoś, z czym my nie mogliśmy sobie dać rady w dwa dni. Zrobili to w 20 minut. Powoli do mnie docierało, że ta dziesiątka, stojąca przede mną jest nie tylko potężnymi czarodziejami, ale również panującymi władcami wszystkiego, co nas otacza. Ktoś taki jak Dumbledor, czy Czarny Pan przy nich są nikim. Dlaczego pozwalają, aby Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać chodził po ziemi i siał spustoszenie?
- Nic nie rozumiesz chłopcze. Nie możemy ingerować w przeznaczenie. Tak jest zapisane na kartach historii, a my nie mamy prawa się w to wtrącać. Jeśli chodzi ci o Voldemorta to jest to zadanie Harrego Pottera. Nie zadręczaj się pytaniami, na które nie uzyskasz odpowiedzi. - Przemówił mężczyzna o czarnych włosach, a jego rysy twarzy świadczyły, że pochodzi z krajów Europy Wschodniej.
- Wykraczacie po za granice dobrego wychowania. - Zmrużyłem oczy groźnie, odzywając się aroganckim tonem.
- Uważaj, do kogo mówisz! To, że ona poświeciła się, aby uratować waszą dupę, - Wskazał ręką na Hermionę, mówiąc groźnym tonem i przesuwając się w moją stronę - nie znaczy, że powstrzyma mnie przed tym, aby ci porachować kości!
- Ale za to ja cię powstrzymam! Chyba nie chcesz, aby nasza Hermiona była na ciebie wściekła. - powiedział spokojnie Michael, zastępując mu drogę.
- Katherina nic mi nie zrobi.
- Nie byłbym taki pewny Alaricu. Musisz sam przed sobą przyznać, że nasza prowadząca jest potężna - wtrącił się Raphael - Draco poznaj naszą Radę Starszych. Michaela już znasz. To jest Elijah, a to Alaric - wskazał na mężczyznę, który czytał w moich myślach - To Karolin, Lee, Benjamin, Noah, Autumn i Darren.
- Miło mi was poznać. Chciałem wam podziękować za uratowanie jej życia. Będę wam wdzięczny do końca życia.
- Jesteś jednym z nas. Zrobiliśmy to, co do nas należało. Raphaelu, możemy wracać? Nie chcę, aby ktoś nas zobaczył.
- Autumn, myślę, że już za późno. Po takim wejściu nie jest tajemnicą, że cała szkoła już huczy od plotek.
Ledwie skończył mówić, a drzwi do Sali otworzyły się z hukiem. Do pomieszczenia wparowali rodzice Hermiony. Salazar Sulivan na widok zgromadzenia obok łóżka swojej córki, napiął mięśnie.
- Co tu się dzieje?
- Spokojnie panie Sulivan. Nazywam się Raphael Volvery, miło mi pana poznać. Ma pan bardzo uzdolnioną córkę.
- Co z nią? Co z moją córką? - zapytała pani Sulivan, patrząc na mnie. Uśmiechnąłem się do niej szeroko.
- Wasza córka będzie żyła, jeśli o to pani pyta. Jest zdrowa. Na nas już czas. Draco, dziękuje ci, że nas sprowadziłeś. Żegnam Państwa. Syntio.
Opuszczali pomieszczenie po kolei. Ostatni wyszedł Michael. Zatrzymał się w progu i odwracając się w moją stronę, powiedział:
- Niedługo spotkamy się ponownie. Żegnaj Draco. Opiekuj się nią.

10 komentarzy:

  1. Jezu cudowne <3 Wyznanie Draco :" Czy mi zależy ? Człowieku zgodziłem się nawet, aby ją zmieniono w wampira. Jestem gotów na cokolwiek, byleby była żywa. Nie ważne czy przy mnie, najważniejsze aby chodziła po ziemi . " Kocham <3
    Odkrywam coraz większy związek z TVD <3 Pytanie do Autorki : Damon czy Stefan, Delena czy Stelena ???
    Pozdrawiam
    Vivien

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic takiego ;) urzyłam tylko imion, które mi spodobały :D

      Usuń
  2. No i ją uratowali jak fajnie czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj przeczytałam wszystkie rozdziały i jestem zachwycona! Ta historia jest obłędna i już się nie mogę doczekać co dalej :)
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy20:59:00

    A ja tu proszę wielkką afere *.*
    Irytek
    Ps. Ideał cz. 2 u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uhuh, jak świetnie!!! Najbardziej spodobało mi się wyznanie Draco :D aż się łezka w oku zakręciła :)

    Zapraszam do mnie na rozdział VI http://hgdm-baby-i-wait-for-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. omg cudowne zdecydowanie czekam na wiecej podzielam uwielbienie dla wyznania Draco *.*

    swietny rozdzial oj caly czas mnie utwierdzasz w przekonaniu, ze jakie ja to szczescie mnialam ze przez przypadek wpadlam na twojego bloga cudownie och!

    Pozdrawiam, zycze weny i czekam na next Dramione Maniaczka (dawniej heart of mika)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej kochana kiedy kolejny rozdział ??? Wiem że teraz jest początek roku ale tak orientacyjnie chciałabym wiedzieć :)
    Pozdrawiam Vi

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć kochane :) wybaczcie za zwłokę ale jakoś weny nie było :( rozdział się pisze :) do końca tygodnia już powinie być na blogu. Pozdrawiam DraMion

    OdpowiedzUsuń