Witam ponownie!!
W pierwszej kolejności chciałam podziękować za nominacje do Liebster Award oraz
The Versatile Blogger:
The Versatile Blogger:
Lexie, Amortencji,Elizabeth Bluerlike
dziękuje wam bardzo :)
nie mam za bardzo czasu aby nominować innych, zajmę się tym jak znajdę wolą chwile.
Dziękuje oczywiście Nice za zbetowanie.
Chciała bym również zaprosić was do odwiedzenia jej bloga
http://secrets-of-eternity.blogspot.co.uk/
Czekam na komentarze...
Pozdrawiam DraMion
------------------------------------------------------------------------------------------------
Draco
Wracałem wraz z Diabłem i S z błoni.
Ponownie próbowaliśmy dowiedzieć się czegoś o miejscu pobytu Hermiony. Jednak,
jak zwykle, nasze próby spełzły na niczym. Od pamiętnego popołudnia w szpitalu
minęło już 10 dni. 10 dni, kiedy to ja, zimny, niczym się nieprzejmujący
sukinsyn umieram z niepokoju o nią. Boję się, że coś się może jej stać, choć
wiem, że jest potężna i nie da sobie zrobić krzywdy. Mój rozum to wie, ale
serce szaleje z niepokoju.
Moje myśli przez cały czas zajmowała
Hermiona, jednak w pewnym momencie przypomniało mi się, że Blaise wspominał coś
o swojej matce.
- Diabeł, co z twoją mamą? Jak ona się
czuje?
- Rozmawiałem z Edale wczoraj. Mówiła, że
czuje się dobrze, jednak dziś dostałem sowę z Munga, że jej stan się pogorszył.
- Kiedy będziesz mógł ją odwiedzić?
- Nie wiem... - Nie zdążył dokończyć,
ponieważ S mu przerwała.
- Diabeł, co ty powiedziałeś?
- No, że dostałem sowę z Munga o stanie
zdrowia mojej matki.
- Nie, nie o to mi chodzi! Jak ją
nazwałeś?
- Eeee, Edale?
- No właśnie! - Wykrzyknęła, klaszcząc w
ręce - Myślałam, że twoja mama nazywa się Elizabeth Zabini.
- Tak się teraz nazywa. Kiedyś, przed
moimi narodzinami nazywała się Edalene Hampsfot. Była zaręczona z pewnym
mężczyzną, ale coś im nie wyszło, więc uciekła i zmieniła nazwisko. Myślę, że
tym facetem był mój ojciec.
- Wiesz kim on jest?
- Nie mam zielonego pojęcia.
Syntia, pokiwała głową ze zrozumieniem, a
jej oczy świeciły niczym dwa diamenty. Nie bardzo rozumiałem jej zachowania.
Przechodziliśmy właśnie przez dziurę w portrecie, kiedy dobiegły nas głosy
opiekuna domu węża.
- Syntio, mógłbym z tobą porozmawiać?
- Może w środku?
- Dobrze.
W pokoju wspólnym panował czysty chaos.
Porozwalane krzesła, robite szkło walało się po podłodze, a w samym centrum
tego burdelu stały 4 uczennice, pochylając się nad czymś, co leżało na ziemi.
Głoś zabrał profesor Snape.
- Co tu się dzieje?
Jak na komendę odwróciły się w jego
stronę. Były to Bulstrode, dwie siostry Greengrass oraz Davis, zaś na ziemi
leżała nieprzytomna Parkinson.
- Coście jej zrobili?
Żółta cera moje chrzestnego stała się
nagle trupio blada. Przerażony podbiegł do nieprzytomnej dziewczyny.
- To nie my, to Granger! - Zaczęła bronić
siebie i swoje koleżanki Regina. - Gdyby pan profesor przybył prędzej, to by
się pan sam na własne oczy przekonał, że ta szlama zwariowała!
- Licz się ze słowami, dziewczyno! Czym
dostała? Nie mogę jej ocucić. Pamięta któraś z was, jakie to było zaklęcie?
- Było to zaklęcie Igros ardentols, czy
jakoś tak. Nigdy go nie słyszałam.
- A nie raczej Ignis ardentis? - Odezwała
się jak dotąd milcząca Syntia. Wyraz jej twarzy świadczył, że znała dobrze to
zaklęcie, natomiast szeroko otwarte oczy mówiły wyraźnie, że jest ono bardzo
potężne. - Tato to prawda.
- Co jest prawdą? O czym ty mówisz S? -
Zapytałem, patrząc na nią zatroskanym wzrokiem. Uśmiechnęła się blado, mówiąc:
- Znam tylko jedną osobę, która umie
posługiwać się tego typu magią i jest nią właśnie Hermiona. - Zamilkła,
próbując sobie coś przypomnieć. – Co powiedziała jeszcze Miona? - Zwróciła się
tym razem do stojących ślizgonek.
- Coś jak Eripoi, a może to było Eripio?
- Zastanawiała się Dafne. Przystanęła, zamyślając się na chwilę, by po chwili
klaszcząc w ręce wykrzyknąć - Tak! To było Eripio!
Ciało mojej siostrzyczki wyraźnie się rozluźniło
i odetchnęła głęboko z ulgą.
- W takim razie tato, zaklęcie zostało
odwrócone. Eripio uwalnia ciało spod wpływu tej klątwy. Parkinson zwyczajnie w
świecie jest słaba, dlatego nie możesz jej ocucić. Jej organizm potrzebuje
odpoczynku. Radziłabym ci ją przenieść do skrzydła szpitalnego.
Kiedy zamilkła, w pokoju wspólnym
panowała przytłaczająca cisza. Mnóstwo pytań kłębiło się w mojej głowie. Nagle,
jak przez mgłę doszło do mnie, że ona tu jest! Wróciła. Zerwałem się na nogi,
biegnąc w stronę prywatnych dormitoriów. Drzwi do jej pokoju nie strzegło żadne
zaklęcie jak było ostatnio, więc bez problemu dostałem się do środka.
Leżała na łóżku, a z jej twarzy dało się
wyczytać zmęczenie, ból i strach. Omiotłem wzrokiem całą jej sylwetkę.
Przerażony patrzyłem jak przez biały materiał koszulki na plecach sączyła się
krew. Chcąc zabrać ją do pani Pomfrey, uniosłem jej ciało za pomocą zaklęcia,
nie chcąc uszkodzić jeszcze bardziej jej ran.
W pokoju wspólnym zastałem tylko
Zabiniego i młodą Snape. Kiedy tylko Syntia zobaczyła, że lewituje Hermionę,
zerwała się z kanapy z okrzykiem: „Co się stało?”.
- Nie wiem. Znalazłem ją taką w pokoju.
Była nieprzytomna. Ma jakąś ranę na plecach. Nie pytaj jaką, bo nie wiem. Bałem
się jej dotknąć. Gdzie jest twój tata?
- W skrzydle szpitalnym.
- Świetnie, zatem chodźmy tam.
Przez całą drogę próbowałem się domyślić, jak
powstała rana na jej plecach, jednak nic sensownego nie przychodziło mi do
głowy. Wściekły na siebie za bezradność, jaka mnie dopadła i na nią za to, że nie
uważała na siebie, choć ją o to wyraźnie prosiłem oraz na samego Merlina za to,
że dopuściłem do tego, że osoba, na której mi zależy jest ranna, wpadłem do
skrzydła szpitalnego, wołając moje chrzestnego po nazwisku.
- Zamknij się Malfoy! Tu są chorzy, którzy
potrzebują spokoju, a nie hałasu. Co ty sobie wyobrażasz wpadając tu i
wrzeszcząc jak nienormalny?
- Nie interesują mnie oni, interesuje
mnie tylko ona.
Snape dopiero teraz dostrzegł postać
dziewczyny, lewitującej za mną. Z jej pleców kapała krew, zostawiając wielkie
krwawe kleksy na nieskazitelnie czystej posadzce. Jeszcze bledszy niż zwykle
nauczyciel eliksirów rozkazał położyć ją na najbliższym łóżku. Starałem się
zrobić to najdelikatniej jak umiałem, umieszczając Mionę na brzuchu tak, aby
można było bez problemu dostać się do jej pleców.
- Wyjdźcie stąd! - Rozkazał Severus,
rozcinając jej bluzkę. Ukazały się nam trzy grube szramy, biegnące od prawego
barku po lewe biodro. Wciągnąłem głośno powietrze. Szeroko otwartymi oczami
obserwowałem ojca chrzestnego, próbującego zaklęciami wyleczyć rany. Nie
podnosząc głowy, powiedział. - Powiedziałem jasno! Wypad!
Nie chciałem wychodzić, nie mogłem. Moje
miejsce jest przy niej, muszę jej pomoc. Świadomość, że cierpi rozrywała mnie
od środka.
- Nigdzie się nie ruszę!
- Zabini zabierz go stąd! Syntia idź do
dyrektora. Powiedz mu co się stało, a później idź do moich kwater i przez
kominek dostań się do Sulivanhome.
Blaise siłą mnie wyciągał z sali.
Wyrywałem się, opierając o ścianę moje ciało. Myśli odbijały mi się w głowie,
niczym piłeczki kauczukowe. Teraz stojąc na korytarzu, kurczowo ściskam pięści.
Docierają do mnie słowa mistrza eliksirów. Utkwiłem wzrok w Synti. Chodziła w
kółko, blada, zrozpaczona, mamrocząc coś do siebie, ciągnąc się za swoje włosy.
Podszedłem do niej i chcąc ja uspokoić złapałem ją za ramiona, przytulając do
siebie. Jej głos wydawał się nieść ze sobą poczucie winny.
- Wiedziałam. Wiedziałam. Dlaczego do
tego dopuściłam? Jak mogłam! Po co mi ten przeklęty dar? - Z każdym wypowiedzianym
słowem jej głos zamieniał się w krzyk. -
Słyszysz! Ja to wiedziałam! Jak mogłam pozwolić, aby się jej to przydarzyło?
- Cicho bądź! To nie twoja wina! Nie
mogłaś nic zrobić!
- Mogłam! Miałam wizję! Widziałam ją,
taką jak teraz!
- O czym wy mówicie? Jakie kurwa wizje? -
Odezwał się, jak dotąd milczący Diabeł.
Jego głos przywrócił nam zdolność
racjonalnego myślenia. Jednocześnie z moich ust i ust panny Snape posypała się
wiązka niepochlebnych słów.
- Diable to nie jest czas na wyjaśnienia.
Porozmawiamy później. Syntio, idź do kwater twojego ojca, a my pójdziemy do
dyrektora.
- Dobrze.
*******
O
co w tym wszystkim chodzi?
- Jak to jesteście jej rodzicami?
Przecież oni nie żyją!
Przede mną stało dwoje czarodziei, na oko
mogę powiedzieć, że w wieku moich rodziców.
- Draco, młodzieńcze, to naprawdę bardzo
długa historia, na którą nie ma teraz czasu. Nazywam się Salazar Sulivan i
jestem biologicznym ojcem Hermiony.
O
rzesz kurwa!
Przypomniało mi się spotkanie z ojcem w
jego gabinecie. Słowa, które powiedział wtedy, dziś się potwierdziły.
„To
jest synu mój przyjaciel, którego uważałem za zmarłego, ale jak się okazało
żyje. Nazywa się Salazar Sulivan i jest głową najbardziej wpływowego rodu
czarodziei w Europie. Nie udziela się w Ministerstwie już od 17 lat, ale jakby
tylko powiedział jedno słowo, to wszystko by było tak, jak on chce. Ma ogromną
władzę, jednak z miłości do Aleksandry i swojej córki postanowił, że zniknie ze
świat magii. Każdy myślał, że nie żyje. Zniknął 16 lat temu, nie pozostawiając
po sobie, ani jednego śladu. Wiem
jedynie, że dziewczynkę oddali do wychowania mugolom, nie chcąc narażać jej na
niebezpieczeństwo.”
Wszystko jednocześnie ułożyło się w mojej
głowie w całość. Prawda huczała jak
fajerwerki. Ona jest córką czarodziei, arystokratką.
*******
- Kurwa! Nic nie pomaga! Co to kurwa ma
być, że nie da rady jej z tego wyleczyć?!
Zabini chodził w kółko w salonie
Ślizgonów i pomstował na czym świat stoi. Warczał na wszystkich i wszystko, co
mu na drodze stanęło. Był zły i smutny. Nawet ja zaczynałem się o niego obawiać. Właśnie krzyczał na biedną
pierwszoklasistkę, która niechcący na niego wpadła.
- Diabeł! Zostaw tą małą w spokoju.
Uspokój się i usiądź na dupie! Warczysz
na każdego!
Przenikliwe spojrzenie Blaisa spotkały
się z moim zimnym wzrokiem. Zmrużył oczy lekko, mówiąc:
- Przez twoją zimną powłokę nic się nie
przedostanie, prawda?
- O czym ty mówisz?
- Ona tam leży, nieprzytomna. Nikt nie
wie jak ją wyleczyć, a ty, książę Slitherinu, siedzisz sobie spokojnie na
kanapie i masz wszystko w dupie! - Wykrzyknął zdenerwowany chłopak.
Podniosłem się w mgnieniu oka, podchodząc
do niego powoli. On zaś zobaczywszy moje oczy, które paliły żądzą mordu, wzdrygną
się lekko, napinając jednocześnie swoje ciało, szykując się na atak z mojej
strony. Słowa same wypłynęły z moich ust. Miałem gdzieś to, że patrzy na nas
każda obecna osoba w pokoju.
- Myślisz, że mnie to nie interesuje?
Myślisz, że nie siedzi mi to w głowie cały czas? Myślisz, że jest mi obojętne
to, że ona cierpi? Myślisz, że mam ją gdzieś? Gówno wiesz Blaise! A jak
myślisz, dlaczego nie mogę spać, przesiadując u niej, kiedy tylko mogę?
Dlaczego mam ochotę rozszarpać każdego, kto mi wejdzie w drogę? - Z każdym moim
wypowiedzianym słowem, zbliżałem się do niego. Przerwałem, przypierając go do
ściany. Zacisnąłem pieści na jego ramionach, trzymając go mocno, powiedziałem -
Zrobiłbym wszystko co w mojej mocy, aby była zdrowa. Wyrzekłbym się swojego
nazwiska po to, by była bezpieczna. Tak drogi przyjacielu, zależy mi na niej,
bardziej niż na samym sobie. Dla niej zrobiłbym wszystko. I nikt, powtarzam
nikt nie będzie mi wmawiał, że mam wszystko w dupie.
Kończąc, uderzyłem z całej siły pięścią w
ścianę nad jego głową, raniąc się do krwi. Cisza panująca w naszym salonie,
przeraziłaby nie jednego umarłego. Czułem na sobie zaskoczony wzrok uczniów,
ale mało mnie to obchodziło. Z dumnie uniesioną głową, przeszedłem przez tłum,
który się przed mną rozsuwał, w stronę wyjścia. Przechodziłem przez dziurę w
ścianie, kiedy dobiegł mnie głos Diabła.
- Draco! Przepraszam! Nie chciałem tego
powiedzieć, przecież wiesz. Jest mi po prostu ciężko.
Zatrzymałem się w półkroku, odwracając
się w jego stronę i powiedziałem:
- Rozumiem, Blaise. Każdego z nas dobija
bezsilność, ale musimy sobie z nią poradzić, bo jeśli i my się poddamy, to już
nic nie będzie się dało zrobić.
Zmierzałem tam, gdzie zawsze. W sali nie
było nikogo, a ona leżała spokojnie na łóżku. Jej płytki oddech mieszał się z
odgłosem wiatru za oknem. Usiadłem na brzegu jej łóżka, łapiąc jej zimną dłoń.
Mogłem tak siedzieć godzinami, mówiąc jej to co czułem, wyczekując
jakiejkolwiek reakcji z jej strony.
- Zawsze wiedziałem, że nosisz jakąś
tajemnicę. Teraz, kiedy znam prawdę, wiem o tobie wszystko i stałaś się jeszcze
bardziej intrygująca. Kiedy w końcu z tego wyjdziesz, mam zamiar walczyć o
ciebie. Będziesz musiała mi wytłumaczyć dużo rzeczy. Wydaje mi się, że rodzi
się we mnie kolejny dar. - Nie dokończyłem, przerwała mi S.
- Myślisz, że ona cię słyszy?
-
Nie wiem, ale mam taką nadzieję.
- Draco, co z nią?
- To samo. Rany nie krwawią, ale się nie
goją. Dlaczego ona sama się nie może wyleczyć?
- Nie ma w niej już tyle magii, co
poprzednio. Myślę, że próbowała to zrobić.
- Jak to nie ma w niej magii? Co chcesz
przez to powiedzieć?
- Moc uzdrawiania jest czymś wielkim.
Pochłania całą energię, jaka się znajduje w danej osobie. Hermiona była
osłabiona już przed jej zniknięciem. Zazwyczaj regenerowała się już pod dwóch, trzech
dniach, ale zważywszy na to, że cię leczyła dzień po dniu i to jeszcze jak
byłeś umierający, to jej równowaga została zachwiana. Nasze moce nie działają
jak magia, która nas otacza. To jest w nas. Jądrem mocy jest nasza energia,
witalność, siła umysłu. Trzy cechy, które ma teraz osłabione. Ona jest potężna,
ale nie niezniszczalna.
Naszą rozmowę przerwało przybycie
kolejnych magomedyków, sprowadzonych przez pana Sulivana. Ostatnie dwa dni były jakimś wielkim
wyścigiem. Walka o zdrowie Hermiony była zażarta, jednak rany na jej
nieskazitelnym ciele, rządziły się własnymi prawami. Tysiące sposobów
uzdrawiania, jakich próbowali magomedycy nie pomagały, aż do ostatniej nocy,
kiedy to Salazar Sulivan poprzysiągł, że zaprzeda duszę diabłu, byleby tylko uratować
jego jedyne dziecko. Wtedy stan Hermiony wydawał się poprawić. Niestety to
tylko były złudzenia..
*******
Stałem w progu sali, w której ona leży.
Na pozór z obojętnym wyrazem twarzy, patrzyłem na scenę rozgrywającą się przed
mną. Wściekłość trawiła moje kości, spalając je doszczętnie. Mężczyzna stojący
przy łóżku szpitalnym, pochylał się nad nią i szeptał coś zawzięcie do jej
ucha, trzymając ją za dłoń.
Co
on tu do cholery robi?
- Descartes.
Wampir obejrzał się z obojętną miną w
moją stronę. Jego zielone oczy wydawały się martwe. Takie jakie powinny być.
- Malfoy. Jak miło, że już do siebie
doszedłeś.
- Na pewno to nie twoja zasługa. Czego tu
chcesz?
- Dowiedziałem się, że wróciła. Chciałem
się z nią zobaczyć.
- Jak miło z twojej strony. Zobaczyłeś
ją, to teraz wypad.
- Jesteś bardzo nerwowy chłopcze.
Chciałbym się zobaczyć jeszcze z jej rodzicami. To, co mam im do powiedzenia
jest bardzo ważne.
- Możesz to powiedzieć mi, a ja im to
przekażę.
- Jaką mam pewność, że to zrobisz?
- Nie bądź śmieszny.
- Ona ma zatrutą krew. Trucizna zmierza
do krwi.
Niezdolny wykonać jakiegokolwiek ruch,
przerażony patrzyłem to na nią, to na niego.
- Jesteś pewny? - Wiedziałem, że nie
żartuje. Jemu również na niej zależy, więc nie ryzykowałby jej zdrowia, aby się
zabawić moim kosztem. W odpowiedzi kiwnął głową. Wypadłem z sali jak opętany.
Musiałem znaleźć mojego chrzestnego.
*******
Nie upłynęło dużo czasu, a ponownie byłem
w skrzydle szpitalnym. Obserwowałem poczynania medyków, którzy po każdym
wypowiedzianym zaklęciu załamywali ręce w geście poddania. Nic nie pomagało.
Czary i eliksiry zawiodły, tak jak mugolskie środki lecznicze. Pięć godzin
walki i nic nie zdołali zrobić. Trucizna dostawała się do krwi, zmieniając ją w
czarny płyn, nieubłagalnie zbliżając się do ledwie bijącego serca dziewczyny.
Wydawało się, że nie ma żadnego ratunku.
Świadomość, że może zabraknąć jej w moim
życiu, uświadomiła mi, że ja, Draco Malfoy kocham. Zakochałem się w Hermionie
Granger, której koniec jest bliski...
Tak się cieszę, że jest już nowy rozdział. To jak Draco odpowiedział Blaisowi na zarzut, że nie martwi się o Mionę jest cudownym momentem! Strasznie mi się ten fragment podobał. W ogóle w tym rozdziale ja wcale nie musiałam prawie nic poprawiac. Pod względem tekstowej i merytorycznej rozdział był najlepszy! Jednak jak przeczytałam do końca rozdział nie było mi już tak kolorowo... Mam łzy w oczach jak pomyślę o Marcusie...
OdpowiedzUsuń"Jego zielone oczy wydawały się martwe. Takie jakie powinny być."
Jak on może tak mówic! Mój kochany Marcus. Nawet nie masz pojęcia jak ta postac mną zawładnęła. Uwielbiam ją i nie mogę patrzec na jego cierpienie. Kurcze, przepraszam, ale mam chwilę słabości. Ja już będę kończyc... Gratuluję rodziału, czekając na następny...
Dominika
Spokojnie już niedługo doczekasz się swoich 5 minut haha :)
UsuńEj... tylko 5 minut? Oni muszą się poznac, zakochac... Dobra nic już nie mówie... Buzia na kłódkę. Pogadamy na gg ;-) Buziaczki***
UsuńDominika
Rozdział cudowny<3
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że uda uratować się Hermionę!
Czy mi się tylko wydaję czy to Blaise jest tym zaginiony bratem Miony?;d
Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.
Pozdrawiam Jagoda:);*
Zajebisty rozdział tylko szkoda ze trzeba było tak długo czekać ;p
OdpowiedzUsuńale sie opłacało ;]
Mam nadzieje że nie usmiercisz Hermiony bo to przecież silna babka ;)
pozdrawiam i życze weny ;]
~Anka
Aaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńwlasnie pochlonelam wszystkie rozdzialy
historia niesamowita genialna cudowna swietna nie tuzinkowa nie szablonowa wyjatkowa wspaniala poruszajaca inyrygujaca i zapietajaca dech w pierciach
matko !!!!! to jedna z naprawde nie licznych dramione ktore jest tak.. tak zajebiste
wiesz mam trzy karty do zakladek ktore symbolizuja stopnie mojego upodobania wzgledem blogow i zdecydowanie jestes na pierwszej karcie w pierwszej 5
ach tak dlugo nie moglam znalesc tak genialnej histori
to jest przecudowna historia nie jest przeslodzona i to czego dawno szukalam to w koncu rozwiniecie akcji ktora nie jest romansem miedzy dwoma osobami
wykreowalas calkowicie nowy intrygujacy swiat to jest ... ach brak mi slow
No niewiem w jakie slowa ubrac jesze to uwielbienie i zachwyt twoja tworczoscia
a i jeszcze jestem zrzeda i nawet w tak wspanialej chwili sie nie powstrzymam sie aby sie nie uczepic a mianowicie jak tak sobie czytalam twojego cudownego blogaska przez 2 godziny ciurkiem to tekst (przynajmniej na telefonie) biala trzcionka na czarnym tle troche meczy oczy po godzinie mialam bialo-szary tekst co i tak mnie nie powstrzymalo mnie przed przeczytaniem tego opowiadania
Mam nadzieje ze wyrasilam jasno moj zachwyt i uwielbienie do tego opowiadania
A JA WIEM WIEM WIEM
A JA WIEM JUZ OD POCZATKOWYCH ROZDZIALUW KTO JEST BRATEM MIONY OBSTAWIAM BLAISA CO I TAK JEST TERAZ JASNE BO POWIEDZIAL TO S
ok teraz pozostaje pytanie jak wyciagna z tego bagna hermione bo przecierz jakos musza. prawda ??!! i czy draco z miona sie zejda nie raczej pytanie powino byc kiedy i w jakich okolicznosciach sie zejda ;)
teraz musze tylko wyczekac do kolejnego rozdzialu wmiare cierpliwie co umnie bedzie oznaczalo wchodzenie i sprawdzanie kilka razy dziennie czy przypadkiem czegos nie doalas no ale musze czekac i musze w tym wytrwac
nie no ja nie moge, nie wytrzymam
JA CHCE NOWY ROZDZIAL-zarzadala mika glosem rozkapryszonego dziecka nie znoszacego sprzeciwu
no coz desperacko juz prosilam o nowy rozdzial bo ushne pozostaje mi tulko czekam wiec widzimy sie w nastepnym rozdziale
Pozdrawiam zycze weny i sle buziaki Mika nowa oddana czytelniczka ;*
Ps: sorki za bledy i literowki pisze z telefonu a w dodarku nosi mnie z tej eufori po przeczytaniu twojego opowiadania KOBIETO MASZ TALENT ;)
paputki do kolejnego rozdzialu
ups ale siw rozpisalam z tej radosci
Usuńpisz pisz ten rozdzial bo jestem ciekawa dlaszej akcji ;*
Paputki Mika
Masz racje, pierwszy raz dostałam takiej długości komentarz :) bardzo ciesze się że ci się podoba... na kolejny rozdział nie będziecie musieli czekać tak długo, już się pisze :)
Usuńo to zdecydowanie bardzo dobrze bo wchodze i sprawdzam po kilka razy dziennie i juz nie moge sie doczekac
UsuńPozdrawiam Mika
Ps:rozdziale przybywaj ;)
Widzę że nie tylko ja czekam w napięciu na kolejny rozdział;-) Wiesz Heart of Mika nie wiem czy tak Draco z Hermioną się zejdą, przecież jest jeszcze mój ukochany Marcus;-) Ale nie wiem, nie wiem... a raczej trochę wiem, ale nie powiem, bo kochana DraMion by mnie zabiła;-) Pozdrawiam! MARCUS RULEZ! KOCHAM WAMPIRY! Przepraszam, ale musiałam...;-)
UsuńDominika
MERCUS RULEZ KOCHAM WAMPIRY....haha :) no nie wiem nie wiem, może dodam jakiegoś jeszcze i wyjdzie czworokąt miłosny....
Usuńu ła robi sie bardzo bardzo cziekawie
Usuńczekam z niecierpliwoscia na dalsza czesc histori
Mika ;)
No wiesz DraMion trójkąty mi się już znudziły, więc jak najbardziej jestem za ;-) Ja czekam z utęsknieniem na pierwsze spotkanie... chyba wiesz kogo? Ojej, normalnie się cieszę jak głupia! I zdecydowanie będzie ciekawie!
UsuńDominika
Ja nie moge! To jest swietne... nie genialne... niesamowite rany.... brak mi słów *.* *.* <3
OdpowiedzUsuńJa nie moge! To jest swietne... nie genialne... niesamowite rany.... brak mi słów *.* *.* <3
OdpowiedzUsuńNo wiesz co przerwać w takim momencie. Mam ochotę cię za to trzasnąć Avadą i to porządnie... Jezuniu zajebisty rozdział. Kocham kocham to opowiadanie. Nie wiem co mogę jeszcze napisać. Brak mi słów.
OdpowiedzUsuńWierna Vivien ( Kiedyś Alicja Eljasiak )
No nareszcie! W końcu kolejny rozdział! Mam nadzieję, że teraz już nie będzie takiej przerwy! :)
OdpowiedzUsuńJest BOSKI! *o* Zakochałam się w nim. Tyle troski, zmartwień. Świetny! Ale wydaje mi się, że oni chyba powinni zabrać ją tam do Alp. Tam na pewno by ją uleczyli. Chyba... W każdym bądź razie rozdział jest prześwietny!
I nie mogę się doczekać kolejnego! Tym razem dodaj szybciutko! :)
OMG no powiem Ci że rozdział jest MEGA miszczu♥
OdpowiedzUsuńHaha najberdziej mi się podobało jak dziewczyny tłumaczyły Spanowi co sie stało hahaha :D
Widze że już S odgadła kim jest brat Mionki ;-)
Twoja twórczość mną zawładneła ;*
Czekam na kolejny rozdział ♥
Nominuję cię do Liebster Award i Versatile Blogger :> Nominacja dla Tw bloga znajduje się w Liebster Award 4 i Versatile Blogger :)) http://dramione-milosc-przez-glupote.blogspot.com/p/nominacje_9630.html
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ♥
Uwielbiam *.*
OdpowiedzUsuńIrytek
Biedna Hermiona. Coś mi się wydaje, że Marcus będzie musiał wypić jej krew z trucizną, alto tylko moje sugestie. A propos Marcusa. Nie lubię go, nie wiem czemu. Wolałabym, żeby Hermiona odpuściła go sobie. No ale wszystko zależy od Ciebie. Fajny rozdział :3
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tu zaśmiecam, ale właśnie napisałam prolog u siebie. I zapraszam Cię serdecznie. -> http://dramione-always-and-forever.blogspot.com/
Usuńco się dzieje, tragiczna sytuacja, mam nadzieję że znajdzie się z niej jakieś wyjście; współczuję Draco, że w takich okolicznościach dotarło do niego co czuje do Hermiony;
OdpowiedzUsuń