niedziela, 28 lipca 2013

ROZDZIAŁ 18!!!!

Witam ponownie!!
W pierwszej kolejności chciałam podziękować za nominacje do Liebster Award oraz
The Versatile Blogger:
Lexie, Amortencji,Elizabeth Bluerlike
dziękuje wam bardzo :)
nie mam za bardzo czasu aby nominować innych, zajmę się tym jak znajdę wolą chwile.
Dziękuje oczywiście Nice za zbetowanie.
Chciała bym również zaprosić was do odwiedzenia jej bloga
 http://secrets-of-eternity.blogspot.co.uk/
Czekam na komentarze...
Pozdrawiam DraMion

------------------------------------------------------------------------------------------------


Draco




Wracałem wraz z Diabłem i S z błoni. Ponownie próbowaliśmy dowiedzieć się czegoś o miejscu pobytu Hermiony. Jednak, jak zwykle, nasze próby spełzły na niczym. Od pamiętnego popołudnia w szpitalu minęło już 10 dni. 10 dni, kiedy to ja, zimny, niczym się nieprzejmujący sukinsyn umieram z niepokoju o nią. Boję się, że coś się może jej stać, choć wiem, że jest potężna i nie da sobie zrobić krzywdy. Mój rozum to wie, ale serce szaleje z niepokoju.
Moje myśli przez cały czas zajmowała Hermiona, jednak w pewnym momencie przypomniało mi się, że Blaise wspominał coś o swojej matce.
- Diabeł, co z twoją mamą? Jak ona się czuje?
- Rozmawiałem z Edale wczoraj. Mówiła, że czuje się dobrze, jednak dziś dostałem sowę z Munga, że jej stan się pogorszył.
- Kiedy będziesz mógł ją odwiedzić?
- Nie wiem... - Nie zdążył dokończyć, ponieważ S mu przerwała.
- Diabeł, co ty powiedziałeś?
- No, że dostałem sowę z Munga o stanie zdrowia mojej matki.
- Nie, nie o to mi chodzi! Jak ją nazwałeś?
- Eeee, Edale?
- No właśnie! - Wykrzyknęła, klaszcząc w ręce - Myślałam, że twoja mama nazywa się Elizabeth Zabini.
- Tak się teraz nazywa. Kiedyś, przed moimi narodzinami nazywała się Edalene Hampsfot. Była zaręczona z pewnym mężczyzną, ale coś im nie wyszło, więc uciekła i zmieniła nazwisko. Myślę, że tym facetem był mój ojciec.
- Wiesz kim on jest?
- Nie mam zielonego pojęcia.
Syntia, pokiwała głową ze zrozumieniem, a jej oczy świeciły niczym dwa diamenty. Nie bardzo rozumiałem jej zachowania. Przechodziliśmy właśnie przez dziurę w portrecie, kiedy dobiegły nas głosy opiekuna domu węża.
- Syntio, mógłbym z tobą porozmawiać?
- Może w środku?
- Dobrze.
W pokoju wspólnym panował czysty chaos. Porozwalane krzesła, robite szkło walało się po podłodze, a w samym centrum tego burdelu stały 4 uczennice, pochylając się nad czymś, co leżało na ziemi. Głoś zabrał profesor Snape.
- Co tu się dzieje? 
Jak na komendę odwróciły się w jego stronę. Były to Bulstrode, dwie siostry Greengrass oraz Davis, zaś na ziemi leżała nieprzytomna Parkinson.
- Coście jej zrobili?
Żółta cera moje chrzestnego stała się nagle trupio blada. Przerażony podbiegł do nieprzytomnej dziewczyny.
- To nie my, to Granger! - Zaczęła bronić siebie i swoje koleżanki Regina. - Gdyby pan profesor przybył prędzej, to by się pan sam na własne oczy przekonał, że ta szlama zwariowała!
- Licz się ze słowami, dziewczyno! Czym dostała? Nie mogę jej ocucić. Pamięta któraś z was, jakie to było zaklęcie?
- Było to zaklęcie Igros ardentols, czy jakoś tak. Nigdy go nie słyszałam.
- A nie raczej Ignis ardentis? - Odezwała się jak dotąd milcząca Syntia. Wyraz jej twarzy świadczył, że znała dobrze to zaklęcie, natomiast szeroko otwarte oczy mówiły wyraźnie, że jest ono bardzo potężne. - Tato to prawda.
- Co jest prawdą? O czym ty mówisz S? - Zapytałem, patrząc na nią zatroskanym wzrokiem. Uśmiechnęła się blado, mówiąc:
- Znam tylko jedną osobę, która umie posługiwać się tego typu magią i jest nią właśnie Hermiona. - Zamilkła, próbując sobie coś przypomnieć. – Co powiedziała jeszcze Miona? - Zwróciła się tym razem do stojących ślizgonek.
- Coś jak Eripoi, a może to było Eripio? - Zastanawiała się Dafne. Przystanęła, zamyślając się na chwilę, by po chwili klaszcząc w ręce wykrzyknąć - Tak! To było Eripio!
Ciało mojej siostrzyczki wyraźnie się rozluźniło i odetchnęła głęboko z ulgą.
- W takim razie tato, zaklęcie zostało odwrócone. Eripio uwalnia ciało spod wpływu tej klątwy. Parkinson zwyczajnie w świecie jest słaba, dlatego nie możesz jej ocucić. Jej organizm potrzebuje odpoczynku. Radziłabym ci ją przenieść do skrzydła szpitalnego.
Kiedy zamilkła, w pokoju wspólnym panowała przytłaczająca cisza. Mnóstwo pytań kłębiło się w mojej głowie. Nagle, jak przez mgłę doszło do mnie, że ona tu jest! Wróciła. Zerwałem się na nogi, biegnąc w stronę prywatnych dormitoriów. Drzwi do jej pokoju nie strzegło żadne zaklęcie jak było ostatnio, więc bez problemu dostałem się do środka.
Leżała na łóżku, a z jej twarzy dało się wyczytać zmęczenie, ból i strach. Omiotłem wzrokiem całą jej sylwetkę. Przerażony patrzyłem jak przez biały materiał koszulki na plecach sączyła się krew. Chcąc zabrać ją do pani Pomfrey, uniosłem jej ciało za pomocą zaklęcia, nie chcąc uszkodzić jeszcze bardziej jej ran.
W pokoju wspólnym zastałem tylko Zabiniego i młodą Snape. Kiedy tylko Syntia zobaczyła, że lewituje Hermionę, zerwała się z kanapy z okrzykiem: „Co się stało?”.
- Nie wiem. Znalazłem ją taką w pokoju. Była nieprzytomna. Ma jakąś ranę na plecach. Nie pytaj jaką, bo nie wiem. Bałem się jej dotknąć. Gdzie jest twój tata?
- W skrzydle szpitalnym.
- Świetnie, zatem chodźmy tam.
 Przez całą drogę próbowałem się domyślić, jak powstała rana na jej plecach, jednak nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Wściekły na siebie za bezradność, jaka mnie dopadła i na nią za to, że nie uważała na siebie, choć ją o to wyraźnie prosiłem oraz na samego Merlina za to, że dopuściłem do tego, że osoba, na której mi zależy jest ranna, wpadłem do skrzydła szpitalnego, wołając moje chrzestnego po nazwisku.
- Zamknij się Malfoy! Tu są chorzy, którzy potrzebują spokoju, a nie hałasu. Co ty sobie wyobrażasz wpadając tu i wrzeszcząc jak nienormalny?
- Nie interesują mnie oni, interesuje mnie tylko ona.
Snape dopiero teraz dostrzegł postać dziewczyny, lewitującej za mną. Z jej pleców kapała krew, zostawiając wielkie krwawe kleksy na nieskazitelnie czystej posadzce. Jeszcze bledszy niż zwykle nauczyciel eliksirów rozkazał położyć ją na najbliższym łóżku. Starałem się zrobić to najdelikatniej jak umiałem, umieszczając Mionę na brzuchu tak, aby można było bez problemu dostać się do jej pleców. 
- Wyjdźcie stąd! - Rozkazał Severus, rozcinając jej bluzkę. Ukazały się nam trzy grube szramy, biegnące od prawego barku po lewe biodro. Wciągnąłem głośno powietrze. Szeroko otwartymi oczami obserwowałem ojca chrzestnego, próbującego zaklęciami wyleczyć rany. Nie podnosząc głowy, powiedział. - Powiedziałem jasno! Wypad!
Nie chciałem wychodzić, nie mogłem. Moje miejsce jest przy niej, muszę jej pomoc. Świadomość, że cierpi rozrywała mnie od środka.
- Nigdzie się nie ruszę! 
- Zabini zabierz go stąd! Syntia idź do dyrektora. Powiedz mu co się stało, a później idź do moich kwater i przez kominek dostań się do Sulivanhome.
Blaise siłą mnie wyciągał z sali. Wyrywałem się, opierając o ścianę moje ciało. Myśli odbijały mi się w głowie, niczym piłeczki kauczukowe. Teraz stojąc na korytarzu, kurczowo ściskam pięści. Docierają do mnie słowa mistrza eliksirów. Utkwiłem wzrok w Synti. Chodziła w kółko, blada, zrozpaczona, mamrocząc coś do siebie, ciągnąc się za swoje włosy. Podszedłem do niej i chcąc ja uspokoić złapałem ją za ramiona, przytulając do siebie. Jej głos wydawał się nieść ze sobą poczucie winny.
- Wiedziałam. Wiedziałam. Dlaczego do tego dopuściłam? Jak mogłam! Po co mi ten przeklęty dar? - Z każdym wypowiedzianym słowem jej głos zamieniał się w krzyk.  - Słyszysz! Ja to wiedziałam! Jak mogłam pozwolić, aby się jej to przydarzyło?
- Cicho bądź! To nie twoja wina! Nie mogłaś nic zrobić!
- Mogłam! Miałam wizję! Widziałam ją, taką jak teraz!
- O czym wy mówicie? Jakie kurwa wizje? - Odezwał się, jak dotąd milczący Diabeł.
Jego głos przywrócił nam zdolność racjonalnego myślenia. Jednocześnie z moich ust i ust panny Snape posypała się wiązka niepochlebnych słów.
- Diable to nie jest czas na wyjaśnienia. Porozmawiamy później. Syntio, idź do kwater twojego ojca, a my pójdziemy do dyrektora. 
- Dobrze.
*******
O co w tym wszystkim chodzi?
- Jak to jesteście jej rodzicami? Przecież oni nie żyją!
Przede mną stało dwoje czarodziei, na oko mogę powiedzieć, że w wieku moich rodziców.
- Draco, młodzieńcze, to naprawdę bardzo długa historia, na którą nie ma teraz czasu. Nazywam się Salazar Sulivan i jestem biologicznym ojcem Hermiony.
O rzesz kurwa!
Przypomniało mi się spotkanie z ojcem w jego gabinecie. Słowa, które powiedział wtedy, dziś się potwierdziły.
„To jest synu mój przyjaciel, którego uważałem za zmarłego, ale jak się okazało żyje. Nazywa się Salazar Sulivan i jest głową najbardziej wpływowego rodu czarodziei w Europie. Nie udziela się w Ministerstwie już od 17 lat, ale jakby tylko powiedział jedno słowo, to wszystko by było tak, jak on chce. Ma ogromną władzę, jednak z miłości do Aleksandry i swojej córki postanowił, że zniknie ze świat magii. Każdy myślał, że nie żyje. Zniknął 16 lat temu, nie pozostawiając po sobie, ani jednego śladu.  Wiem jedynie, że dziewczynkę oddali do wychowania mugolom, nie chcąc narażać jej na niebezpieczeństwo.”
Wszystko jednocześnie ułożyło się w mojej głowie w całość.  Prawda huczała jak fajerwerki. Ona jest córką czarodziei, arystokratką.
                                                                                   *******
- Kurwa! Nic nie pomaga! Co to kurwa ma być, że nie da rady jej z tego wyleczyć?!
Zabini chodził w kółko w salonie Ślizgonów i pomstował na czym świat stoi. Warczał na wszystkich i wszystko, co mu na drodze stanęło. Był zły i smutny. Nawet ja zaczynałem się  o niego obawiać. Właśnie krzyczał na biedną pierwszoklasistkę, która niechcący na niego wpadła.
- Diabeł! Zostaw tą małą w spokoju. Uspokój się i usiądź na dupie!  Warczysz na każdego!
Przenikliwe spojrzenie Blaisa spotkały się z moim zimnym wzrokiem. Zmrużył oczy lekko, mówiąc:
- Przez twoją zimną powłokę nic się nie przedostanie, prawda?
- O czym ty mówisz?
- Ona tam leży, nieprzytomna. Nikt nie wie jak ją wyleczyć, a ty, książę Slitherinu, siedzisz sobie spokojnie na kanapie i masz wszystko w dupie! - Wykrzyknął zdenerwowany chłopak.
Podniosłem się w mgnieniu oka, podchodząc do niego powoli. On zaś zobaczywszy moje oczy, które paliły żądzą mordu, wzdrygną się lekko, napinając jednocześnie swoje ciało, szykując się na atak z mojej strony. Słowa same wypłynęły z moich ust. Miałem gdzieś to, że patrzy na nas każda obecna osoba w pokoju.
- Myślisz, że mnie to nie interesuje? Myślisz, że nie siedzi mi to w głowie cały czas? Myślisz, że jest mi obojętne to, że ona cierpi? Myślisz, że mam ją gdzieś? Gówno wiesz Blaise! A jak myślisz, dlaczego nie mogę spać, przesiadując u niej, kiedy tylko mogę? Dlaczego mam ochotę rozszarpać każdego, kto mi wejdzie w drogę? - Z każdym moim wypowiedzianym słowem, zbliżałem się do niego. Przerwałem, przypierając go do ściany. Zacisnąłem pieści na jego ramionach, trzymając go mocno, powiedziałem - Zrobiłbym wszystko co w mojej mocy, aby była zdrowa. Wyrzekłbym się swojego nazwiska po to, by była bezpieczna. Tak drogi przyjacielu, zależy mi na niej, bardziej niż na samym sobie. Dla niej zrobiłbym wszystko. I nikt, powtarzam nikt nie będzie mi wmawiał, że mam wszystko w dupie.
Kończąc, uderzyłem z całej siły pięścią w ścianę nad jego głową, raniąc się do krwi. Cisza panująca w naszym salonie, przeraziłaby nie jednego umarłego. Czułem na sobie zaskoczony wzrok uczniów, ale mało mnie to obchodziło. Z dumnie uniesioną głową, przeszedłem przez tłum, który się przed mną rozsuwał, w stronę wyjścia. Przechodziłem przez dziurę w ścianie, kiedy dobiegł mnie głos Diabła.
- Draco! Przepraszam! Nie chciałem tego powiedzieć, przecież wiesz. Jest mi po prostu ciężko.
Zatrzymałem się w półkroku, odwracając się w jego stronę i powiedziałem:
- Rozumiem, Blaise. Każdego z nas dobija bezsilność, ale musimy sobie z nią poradzić, bo jeśli i my się poddamy, to już nic nie będzie się dało zrobić.
Zmierzałem tam, gdzie zawsze. W sali nie było nikogo, a ona leżała spokojnie na łóżku. Jej płytki oddech mieszał się z odgłosem wiatru za oknem. Usiadłem na brzegu jej łóżka, łapiąc jej zimną dłoń. Mogłem tak siedzieć godzinami, mówiąc jej to co czułem, wyczekując jakiejkolwiek reakcji z jej strony.
- Zawsze wiedziałem, że nosisz jakąś tajemnicę. Teraz, kiedy znam prawdę, wiem o tobie wszystko i stałaś się jeszcze bardziej intrygująca. Kiedy w końcu z tego wyjdziesz, mam zamiar walczyć o ciebie. Będziesz musiała mi wytłumaczyć dużo rzeczy. Wydaje mi się, że rodzi się we mnie kolejny dar. - Nie dokończyłem, przerwała mi S.
- Myślisz, że ona cię słyszy?
 - Nie wiem, ale mam taką nadzieję.
- Draco, co z nią?
- To samo. Rany nie krwawią, ale się nie goją. Dlaczego ona sama się nie może wyleczyć?
- Nie ma w niej już tyle magii, co poprzednio. Myślę, że próbowała to zrobić.
- Jak to nie ma w niej magii? Co chcesz przez to powiedzieć?
- Moc uzdrawiania jest czymś wielkim. Pochłania całą energię, jaka się znajduje w danej osobie. Hermiona była osłabiona już przed jej zniknięciem. Zazwyczaj regenerowała się już pod dwóch, trzech dniach, ale zważywszy na to, że cię leczyła dzień po dniu i to jeszcze jak byłeś umierający, to jej równowaga została zachwiana. Nasze moce nie działają jak magia, która nas otacza. To jest w nas. Jądrem mocy jest nasza energia, witalność, siła umysłu. Trzy cechy, które ma teraz osłabione. Ona jest potężna, ale nie niezniszczalna.
Naszą rozmowę przerwało przybycie kolejnych magomedyków, sprowadzonych przez pana Sulivana.  Ostatnie dwa dni były jakimś wielkim wyścigiem. Walka o zdrowie Hermiony była zażarta, jednak rany na jej nieskazitelnym ciele, rządziły się własnymi prawami. Tysiące sposobów uzdrawiania, jakich próbowali magomedycy nie pomagały, aż do ostatniej nocy, kiedy to Salazar Sulivan poprzysiągł, że zaprzeda duszę diabłu, byleby tylko uratować jego jedyne dziecko. Wtedy stan Hermiony wydawał się poprawić. Niestety to tylko były złudzenia..
*******
Stałem w progu sali, w której ona leży. Na pozór z obojętnym wyrazem twarzy, patrzyłem na scenę rozgrywającą się przed mną. Wściekłość trawiła moje kości, spalając je doszczętnie. Mężczyzna stojący przy łóżku szpitalnym, pochylał się nad nią i szeptał coś zawzięcie do jej ucha, trzymając ją za dłoń.
Co on tu do cholery robi?
- Descartes.
Wampir obejrzał się z obojętną miną w moją stronę. Jego zielone oczy wydawały się martwe. Takie jakie powinny być.
- Malfoy. Jak miło, że już do siebie doszedłeś.
- Na pewno to nie twoja zasługa. Czego tu chcesz?
- Dowiedziałem się, że wróciła. Chciałem się z nią zobaczyć.
- Jak miło z twojej strony. Zobaczyłeś ją, to teraz wypad.
- Jesteś bardzo nerwowy chłopcze. Chciałbym się zobaczyć jeszcze z jej rodzicami. To, co mam im do powiedzenia jest bardzo ważne.
- Możesz to powiedzieć mi, a ja im to przekażę.
- Jaką mam pewność, że to zrobisz?
- Nie bądź śmieszny.
- Ona ma zatrutą krew. Trucizna zmierza do krwi.
Niezdolny wykonać jakiegokolwiek ruch, przerażony patrzyłem to na nią, to na niego.
- Jesteś pewny? - Wiedziałem, że nie żartuje. Jemu również na niej zależy, więc nie ryzykowałby jej zdrowia, aby się zabawić moim kosztem. W odpowiedzi kiwnął głową. Wypadłem z sali jak opętany. Musiałem znaleźć mojego chrzestnego.
*******
Nie upłynęło dużo czasu, a ponownie byłem w skrzydle szpitalnym. Obserwowałem poczynania medyków, którzy po każdym wypowiedzianym zaklęciu załamywali ręce w geście poddania. Nic nie pomagało. Czary i eliksiry zawiodły, tak jak mugolskie środki lecznicze. Pięć godzin walki i nic nie zdołali zrobić. Trucizna dostawała się do krwi, zmieniając ją w czarny płyn, nieubłagalnie zbliżając się do ledwie bijącego serca dziewczyny. Wydawało się, że nie ma żadnego ratunku.
Świadomość, że może zabraknąć jej w moim życiu, uświadomiła mi, że ja, Draco Malfoy kocham. Zakochałem się w Hermionie Granger, której koniec jest bliski...
                                                                                 

23 komentarze:

  1. Tak się cieszę, że jest już nowy rozdział. To jak Draco odpowiedział Blaisowi na zarzut, że nie martwi się o Mionę jest cudownym momentem! Strasznie mi się ten fragment podobał. W ogóle w tym rozdziale ja wcale nie musiałam prawie nic poprawiac. Pod względem tekstowej i merytorycznej rozdział był najlepszy! Jednak jak przeczytałam do końca rozdział nie było mi już tak kolorowo... Mam łzy w oczach jak pomyślę o Marcusie...
    "Jego zielone oczy wydawały się martwe. Takie jakie powinny być."
    Jak on może tak mówic! Mój kochany Marcus. Nawet nie masz pojęcia jak ta postac mną zawładnęła. Uwielbiam ją i nie mogę patrzec na jego cierpienie. Kurcze, przepraszam, ale mam chwilę słabości. Ja już będę kończyc... Gratuluję rodziału, czekając na następny...
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie już niedługo doczekasz się swoich 5 minut haha :)

      Usuń
    2. Ej... tylko 5 minut? Oni muszą się poznac, zakochac... Dobra nic już nie mówie... Buzia na kłódkę. Pogadamy na gg ;-) Buziaczki***
      Dominika

      Usuń
  2. Rozdział cudowny<3
    Mam nadzieję że uda uratować się Hermionę!
    Czy mi się tylko wydaję czy to Blaise jest tym zaginiony bratem Miony?;d
    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.

    Pozdrawiam Jagoda:);*

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy19:09:00

    Zajebisty rozdział tylko szkoda ze trzeba było tak długo czekać ;p
    ale sie opłacało ;]
    Mam nadzieje że nie usmiercisz Hermiony bo to przecież silna babka ;)
    pozdrawiam i życze weny ;]
    ~Anka

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!
    wlasnie pochlonelam wszystkie rozdzialy
    historia niesamowita genialna cudowna swietna nie tuzinkowa nie szablonowa wyjatkowa wspaniala poruszajaca inyrygujaca i zapietajaca dech w pierciach

    matko !!!!! to jedna z naprawde nie licznych dramione ktore jest tak.. tak zajebiste
    wiesz mam trzy karty do zakladek ktore symbolizuja stopnie mojego upodobania wzgledem blogow i zdecydowanie jestes na pierwszej karcie w pierwszej 5
    ach tak dlugo nie moglam znalesc tak genialnej histori

    to jest przecudowna historia nie jest przeslodzona i to czego dawno szukalam to w koncu rozwiniecie akcji ktora nie jest romansem miedzy dwoma osobami
    wykreowalas calkowicie nowy intrygujacy swiat to jest ... ach brak mi slow

    No niewiem w jakie slowa ubrac jesze to uwielbienie i zachwyt twoja tworczoscia

    a i jeszcze jestem zrzeda i nawet w tak wspanialej chwili sie nie powstrzymam sie aby sie nie uczepic a mianowicie jak tak sobie czytalam twojego cudownego blogaska przez 2 godziny ciurkiem to tekst (przynajmniej na telefonie) biala trzcionka na czarnym tle troche meczy oczy po godzinie mialam bialo-szary tekst co i tak mnie nie powstrzymalo mnie przed przeczytaniem tego opowiadania

    Mam nadzieje ze wyrasilam jasno moj zachwyt i uwielbienie do tego opowiadania

    A JA WIEM WIEM WIEM
    A JA WIEM JUZ OD POCZATKOWYCH ROZDZIALUW KTO JEST BRATEM MIONY OBSTAWIAM BLAISA CO I TAK JEST TERAZ JASNE BO POWIEDZIAL TO S

    ok teraz pozostaje pytanie jak wyciagna z tego bagna hermione bo przecierz jakos musza. prawda ??!! i czy draco z miona sie zejda nie raczej pytanie powino byc kiedy i w jakich okolicznosciach sie zejda ;)

    teraz musze tylko wyczekac do kolejnego rozdzialu wmiare cierpliwie co umnie bedzie oznaczalo wchodzenie i sprawdzanie kilka razy dziennie czy przypadkiem czegos nie doalas no ale musze czekac i musze w tym wytrwac

    nie no ja nie moge, nie wytrzymam

    JA CHCE NOWY ROZDZIAL-zarzadala mika glosem rozkapryszonego dziecka nie znoszacego sprzeciwu

    no coz desperacko juz prosilam o nowy rozdzial bo ushne pozostaje mi tulko czekam wiec widzimy sie w nastepnym rozdziale

    Pozdrawiam zycze weny i sle buziaki Mika nowa oddana czytelniczka ;*

    Ps: sorki za bledy i literowki pisze z telefonu a w dodarku nosi mnie z tej eufori po przeczytaniu twojego opowiadania KOBIETO MASZ TALENT ;)
    paputki do kolejnego rozdzialu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ups ale siw rozpisalam z tej radosci
      pisz pisz ten rozdzial bo jestem ciekawa dlaszej akcji ;*

      Paputki Mika

      Usuń
    2. Masz racje, pierwszy raz dostałam takiej długości komentarz :) bardzo ciesze się że ci się podoba... na kolejny rozdział nie będziecie musieli czekać tak długo, już się pisze :)

      Usuń
    3. o to zdecydowanie bardzo dobrze bo wchodze i sprawdzam po kilka razy dziennie i juz nie moge sie doczekac

      Pozdrawiam Mika

      Ps:rozdziale przybywaj ;)

      Usuń
    4. Widzę że nie tylko ja czekam w napięciu na kolejny rozdział;-) Wiesz Heart of Mika nie wiem czy tak Draco z Hermioną się zejdą, przecież jest jeszcze mój ukochany Marcus;-) Ale nie wiem, nie wiem... a raczej trochę wiem, ale nie powiem, bo kochana DraMion by mnie zabiła;-) Pozdrawiam! MARCUS RULEZ! KOCHAM WAMPIRY! Przepraszam, ale musiałam...;-)
      Dominika

      Usuń
    5. MERCUS RULEZ KOCHAM WAMPIRY....haha :) no nie wiem nie wiem, może dodam jakiegoś jeszcze i wyjdzie czworokąt miłosny....

      Usuń
    6. u ła robi sie bardzo bardzo cziekawie
      czekam z niecierpliwoscia na dalsza czesc histori

      Mika ;)

      Usuń
    7. No wiesz DraMion trójkąty mi się już znudziły, więc jak najbardziej jestem za ;-) Ja czekam z utęsknieniem na pierwsze spotkanie... chyba wiesz kogo? Ojej, normalnie się cieszę jak głupia! I zdecydowanie będzie ciekawie!
      Dominika

      Usuń
  5. Ja nie moge! To jest swietne... nie genialne... niesamowite rany.... brak mi słów *.* *.* <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie moge! To jest swietne... nie genialne... niesamowite rany.... brak mi słów *.* *.* <3

    OdpowiedzUsuń
  7. No wiesz co przerwać w takim momencie. Mam ochotę cię za to trzasnąć Avadą i to porządnie... Jezuniu zajebisty rozdział. Kocham kocham to opowiadanie. Nie wiem co mogę jeszcze napisać. Brak mi słów.
    Wierna Vivien ( Kiedyś Alicja Eljasiak )

    OdpowiedzUsuń
  8. No nareszcie! W końcu kolejny rozdział! Mam nadzieję, że teraz już nie będzie takiej przerwy! :)
    Jest BOSKI! *o* Zakochałam się w nim. Tyle troski, zmartwień. Świetny! Ale wydaje mi się, że oni chyba powinni zabrać ją tam do Alp. Tam na pewno by ją uleczyli. Chyba... W każdym bądź razie rozdział jest prześwietny!
    I nie mogę się doczekać kolejnego! Tym razem dodaj szybciutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. OMG no powiem Ci że rozdział jest MEGA miszczu♥
    Haha najberdziej mi się podobało jak dziewczyny tłumaczyły Spanowi co sie stało hahaha :D
    Widze że już S odgadła kim jest brat Mionki ;-)
    Twoja twórczość mną zawładneła ;*
    Czekam na kolejny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Nominuję cię do Liebster Award i Versatile Blogger :> Nominacja dla Tw bloga znajduje się w Liebster Award 4 i Versatile Blogger :)) http://dramione-milosc-przez-glupote.blogspot.com/p/nominacje_9630.html
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy18:33:00

    Uwielbiam *.*
    Irytek

    OdpowiedzUsuń
  12. Biedna Hermiona. Coś mi się wydaje, że Marcus będzie musiał wypić jej krew z trucizną, alto tylko moje sugestie. A propos Marcusa. Nie lubię go, nie wiem czemu. Wolałabym, żeby Hermiona odpuściła go sobie. No ale wszystko zależy od Ciebie. Fajny rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że tu zaśmiecam, ale właśnie napisałam prolog u siebie. I zapraszam Cię serdecznie. -> http://dramione-always-and-forever.blogspot.com/

      Usuń
  13. co się dzieje, tragiczna sytuacja, mam nadzieję że znajdzie się z niej jakieś wyjście; współczuję Draco, że w takich okolicznościach dotarło do niego co czuje do Hermiony;

    OdpowiedzUsuń