Kilka słów wstępnie...
Witam was serdecznie!!
Oto przed wami rozdział 24! Zostało zaledwie tylko 6 :(
szybko to zleciało.
Zapraszam do Elton, pojawił się tam dla was rozdział!!
Nie będę przedłużać, zapraszam do czytania...
PS. Dziękuje za komentarze jesteście kochane :*
PS2. dziękuje Mika :*
PS2. dziękuje Mika :*
kropki, przecinki, literki
**********************************************************
Draco
Z
niedowierzaniem słuchałem słów pana Sulivana.
-
Córeczko, Śmierciożercy zaatakowali nasz dom. Twoja matka…- jego głos się
załamał - Aleksandra nie żyje.
Patronus
zniknął, a w Wielkiej Sali zapanowała cisza. Każdy wpatrywał się w białą jak
płótno Hermionę. Zerwałem się z miejsca, podchodząc do niej. Z oczu dziewczyny
biła czysta rozpacz, nie zważając na nic, przyciągnąłem ją do siebie. Wtuliła
się we mnie ufnie, pozwalając swoim łzą płynąc po policzkach. Nie mówiłem nic,
wiedziałem, że moje słowa w niczym jej nie pomogą.
Drzwi do
WS otworzyły się z hukiem, podniosłem wzrok na mężczyznę, który przybył.
Profesor Snape, zobaczywszy nas przystanął. Swoje współczujące spojrzenie
skupił na Hermionie. Ta czując jego wzrok na sobie, spięła się cała, odsuwając
mnie delikatnie od siebie. Spojrzałem w jej oczy, dostrzegając czającą się w
nich wściekłość. Odwróciła się w stronę mistrza eliksirów.
-
Hermiono, tak mi przykro... - zaczął, jednak brązowowłosa nie pozwoliła mu
dokończyć. Cała się trzęsła z powstrzymywanej wściekłości.
- Jesteś z
siebie zadowolony Snape? Gdyby nie ty i twoje głupie pomysły, moja matka dalej
by żyła! Ale nie, wielki pan Snape musiał się wtrącić!
-
Hermiono, to nie tak! Oni mieli być bezpieczni, wszystko było ustalone, tylko
twój wypadek pokrzyżował nam plany. Gdybyś powiedziała prawdę, wszystko
wyglądałoby inaczej.
Hermiona
nie wytrzymała. Magia emanowała z jej ciała, otaczając dziewczynę ledwie
widoczną złotą poświatą.
- Tak
bardzo jesteś ciekaw, co się wydarzyło? Proszę bardzo! Masz zasraną rację!
Należę do Bractwa Białego Kruka, tak samo jak i twoja córka! Zostałam ranna,
ponieważ ratowałam ją przed byciem charłakiem! - wykrzyknęła, stawiając kroki w
stronę oniemiałego profesora.
Musiałem
zareagować, jakoś ją powstrzymać. Położyłem dłoń na jej ramieniu, ściskając je
lekko. Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona. Mój dotyk ja nieco uspokoił.
Odwróciła się powoli w stronę Synti, patrząc jej w oczy. Panna Snape pisnęła
cicho i złapała się za głowę.
Nie mówiąc
nic, Hermiona odwróciła się w stronę wyjścia. Zawahała się w pewnym momencie.
Podążyłem za jej wzrokiem. W drzwiach stał mężczyzna, ubrany w czarny garnitur.
Zaciśnięta szczęka, spięte mięśnie, wyraźnie świadczyły o tym, że nie był
zadowolony. Hermiona przeklinając pod nosem, wyminęła jednego z odwiecznych,
nie zaszczycając go ani jednym spojrzeniem. Wraz z jej wyjściem, wokoło
wybuchnęły rozmowy. Wszyscy próbowali zrozumiec sens przed chwilą usłyszanych
słów. Nie zwracając na nikogo uwagi, podszedłem do stołu swojego domu. Musiałem
się dowiedzieć czy z Syntią wszystko w porządku. Co zrobiła jej Hermiona?
- Co się
stało S?
Spojrzała
na mnie załzawionymi oczyma.
- Hermiona
zwołała Bractwo, za godzinę mamy być wszyscy w Szkocji. - wyszeptała.
-
Wiadomość mentalna, dlaczego w takim razie złapałaś się za głowę? Przecież już
nie raz się tak komunikowałyście.
- Tak, ale
nigdy nie użyła takiej dużej ilości mocy. Ja mam tarcze Draco, a mimo to
zadziałało na mnie bardzo silnie. Nie chce wiedzieć jak bardzo musiało to
zaboleć chłopaków.
***
Hermiona
Wpadłam
jak burza do swojego dormitorium. Opadłam na łóżko, niczym szmaciana lalka.
Chciałabym zwinąć się w kłębek i cierpieć w spokoju. Jednak nie było mi to
dane.
- Możesz
mi powiedzieć, co ci strzeliło do głowy! - Warknął Michael, zatrzaskując za
sobą drzwi.
- Ty to ma
wyczucie czasu.
- Tylko
tyle masz zamiar mi powiedzieć?
Podniosłam
się z łóżka i usiadłam w fotelu. Oparłam łokcie na kolanach chowając twarz w
dłoniach. Nie miałam w ogóle ochoty z nim rozmawiać.
-
Wytłumacz mi to!
Westchnęłam.
- A co tu
tłumaczyć, słyszałeś wszystko. Moja mama... - głos mi się załamał, a z oczu
popłynęły łzy - ...nie żyje.
- Nie o
tym mówię. Wyznałaś przed całym Hogwartem, że należysz do Bractwa!
- No i co
w związku z tym? - zapytałam, nie podnosząc na niego wzroku. Nie obchodziło
mnie nic oprócz zemsty. W mojej głowie już układał się plan. Moja obojętność,
musiała zdenerwować Michaela, bowiem zaczął na mnie wrzeszczeć.
- Do
ciebie nie dociera, co zrobiłaś?! ZŁAMAŁAŚ ZASADY!
- Zasady
są po to, aby je łamać.
-
HERMIONA! Jeśli Rafael się o tym dowie, zostaniesz ukarana!
Zaczynał
już mnie naprawdę denerwować. Podniosłam się z fotela, podchodząc do niego
powoli.
- Powiem
to tylko raz, wiec słuchaj uważnie. Mam gdzieś Rafaela i jego pieprzone zasady!
To moje Bractwo, ja nim dowodzę i to ja będę dyktować warunki jego
funkcjonowania. Czy ci się to podoba czy nie, mam zamiar wziąć sprawę w swoje
ręce!
Michael
stał w ciszy, przyglądając mi się intensywnie.
- Co ty
chcesz zrobić?
- To, co
powinnam już dawno.
- Nie
możesz wtrącać się w wojnę! To jest przeznaczone Harremu Potterowi.
- A kto
powiedział, że chce zabić Voldemorta?
- A nie?
- Nie. Jak
mówiłeś to zadanie Harrego, on został wybrany.
- To co ty
chcesz zrobić?
- Nic
takiego. Mam tylko zamiar zemścić się na osobie, która zabiła moją mamę. -
wzruszyłam ramionami, jakby to było najnormalniejszą rzeczą na ziemi. - A kruki
mi w tym pomogą.
Nie miałam
już nic dodania, odwróciłam się tyłem do niego. Chciałam zostać już sama.
- Młody
Malfoy wie, że masz zamiar zabić jego ciotkę?
Odwróciłam
się do niego zaskoczona. Zmarszczyłam brwi.
- A co ona
ma do tego?
- To ona
jest winna śmierci Aleksandry.
Zamrugałam
kilkakrotnie.
- Skąd to
wiesz?
-
Widziałem nagrania z kamer.
- Kamer?
- Twój
ojciec zamontował system monitoringu w waszym domu.
Nie
powiedziałam nic, bo co mogłam? Tak naprawdę, czułam się bezradna. Cokolwiek
bym zrobiła, nie zwrócę życia mojej mamie. Ból, jaki towarzyszył mi od wyjścia
z WS, zwiększał się z każdą chwilą. Nie mogła się załamać, nie teraz.
- Muszę
już iść Michaelu. Czekają na mnie.
Ruszyłam w
stronę drzwi, które się otworzył. Stał w nich Draco. Z jego oczu mogłam
wyraźnie wyczytać, że słyszał naszą rozmowę. I dobrze, niech wie, jaką ma
ciotkę.
- Hermiono
- wyszeptał.
Nie
patrząc mu w oczy, wyminęłam go. Nie chciałam z nim teraz rozmawiać, nie mogłam
znieść myśli, że to ktoś z jego rodziny jest odpowiedzialny za śmierć osoby,
którą kochałam całym sercem. Wiedziałam, że to nie jego wina, że nie powinnam
tak postępować, ale to było silniejsze ode mnie.
***
Na wyspie
pogoda była tragiczna. Wiał silny wiatr, z nieba padał zimny deszcz, a wokoło
panowała ponura atmosfera. Pogoda była przygnebiająca, idealna do zaistniałej
tragedii. Przybili wszyscy, zasypując mnie tysiącami pytań. Kiedy powiedziałam
im co się stało, zapadła cisza. Wiedziałam, że ta wiadomość nimi wstrząsnęła.
-
Hermiono, jest nam bardzo przykro. - powiedział Aron.
- Mi też,
ale nie mogę się załamać.
-
Cokolwiek zdecydujesz, będziemy stać po twojej stronie, my również kochaliśmy
Aleksandrę. - wypowiedział się za wszystkich Ethan.
Kiwnęłam
głową, dziękując im tym samym za zaangażowanie. Powiedziałam im dokładnie, co
planuję zrobić. Dałam im wybór, mieli zdecydować czy zostają ze mną, co wiązało
się z przerwaniem nauki, czy wracają do szkół. Wszyscy byli zgodni. Nasz czas
nadszedł, mogliśmy w końcu pomóc uratować świat. W końcu po to istnieje
Bractwo.
***
Pogrzeb
odbył się trzy dni później, w południe. Ceremonia jak tyle przybyłych osób,
była niezwykle skromna i wzruszająca. Zjawili się zarówno mugole jak i
czarodzieje. Mama swoim stylem bycia zyskała sobie dużo przyjaciół. Wielu ją
opłakiwało.
Wraz z
tatą stałam na przodzie żałobnego orszaku. Ostatni raz pozwoliłam sobie na
chwile słabości, nie powstrzymując wypływających łez. Stojąc prosto, wyczuwałam
ciekawskie spojrzenia ludzi, spowodowane nie tylko śmiercią jednego z moich
rodziców, ale sensacyjnej dla nich wiadomości. Dzisiejsze gazety szalały,
rozpisując się o moim powiązaniu z Krukami. Ja milczałam, nie miałam im nic do
powiedzenia. Sama czekałam na to, co się wydarzy.
Po
pogrzebie, pożegnałam się z ojcem. Musiałam wrócić do szkoły i spakować swoje
rzeczy. Przygotować się na nadejście kolejnych dni. Najważniejszą sprawą był
Draco. Z blondynem nie rozmawiałam od pamiętnego wieczoru. Najzwyczajniej w
świecie go unikałam. Wyczuwałam jego spojrzenia, widziałam próby zbliżenia się
do mnie, jednak z pomocą Synti skutecznie mu to utrudniałam. Sama siebie nie
rozumiałam, bo doskonale wiedziałam, że nie jest on jednym ze Śmierciożerców.
Jednak łatwiej było go unikać. Zadziwiające jak szybko można zostać zwykłym
tchórzem...
***
Dwie
godziny później siedziałam na fotelu w dormitorium Draco, czekając na niego. Po
upływie dwudziestu minut, drzwi otworzył się powoli. Przez próg wszedł blondyn.
Był wyraźnie przybity, świadczyła o tym posępna mina. Położył się na łóżku,
przecierając twarz dłońmi, wzdychając jednocześnie. Nie zauważył mnie. Wstałam
powoli, podchodząc do łóżka. Pochyliłam się nad nim.
- Draco...
- wyszeptałam, łamiącym się głosem.
Malfoy
słysząc moje słowa usiadł, otwierając oczy. Nie zdążyłam się odsunąć, wskutek
czego zderzyliśmy się głowami. Zobaczyłam przysłowiowe gwiazdki pod powiekami,
jednak już po chwili tonęłam w ramionach chłopaka. Długo się nie odzywaliśmy,
cisze przerwał on.
-
Dlaczego? - zapytał, nie musiał dodawać nic więcej, wiedziałam o co pyta.
-
Przepraszam, nie powinnam się od ciebie osuwać. Ja... cholera! Tak mi ciężko...
Pocałował
mnie w głowę, mówiąc:
- Nie
obawiaj się mnie, nie jestem taki jak oni. Myślałem, że mi ufasz.
- Bo ufam!
Chodziło mi o sam fakt, że to twoja ciotka. Wiem głupie, dlatego przepraszam.
- Dobrze,
ale nie rób mi już tego więcej. Myślałem, że zwariuje bez ciebie.
Spięłam
się, jak mam mu obiecać coś takiego, jak dziś już mnie nie będzie w Hogwarcie?
- Draco...
- zawahałam się- ...odchodzę.
- Dobrze.
Zaraz, co? Jak to odchodzisz? - spojrzał na mnie zaskoczony - I co w ogóle
znaczy odchodzę?
-
Opuszczam szkołę, mam zamiar walczyć z poplecznikami Voldemorta.
- Jak
będziemy się widywać? Bo będziemy, prawda? - spojrzał mi w oczy, szukając
potwierdzenia swoich słów. Nie znalazł ich.
- Nie
możemy. Wiem, że będzie nam trudno, ale musimy to przetrwać.
Draco
milczał, zamyślonym wzrokiem wpatrując się w wesoło skaczące płomienie w kominku,
tak różne od jego obecnego stanu ducha.
- Masz
rację, tak będzie lepiej. Muszę ci o czymś powiedzieć. Dostałem list od ojca.
Pisał, że mam się wstawić w domu. Chce abym…
Naszą
rozmowę przerwał huk otwieranych drzwi. Do pokoju weszła zdyszana Syntia.
Kiwnęła głową na powitanie Draconowi.
- Musimy
już iść, wszyscy czekają.
- Dobra
daj mi chwile, tylko się pożegnam.
Syntia
pożegnała się z Draco krótkim: „uważaj na siebie” i już jej nie było.
Spojrzałam w oczy, które śniły mi się po nocach. Nie wiedziałam, jak sobie bez
niego poradzę.
- Muszę
już iść.
- Hermiono
nie zdążyłem ci powiedzieć najważniejszego.
- Nie ma
teraz na to czasu. Ufam ci i cokolwiek zrobisz zawsze będę z tobą. -
przytuliłam się do niego. W silnych ramionach chłopaka czułam się bezpiecznie,
najlepiej w ogóle bym ich nie opuszczała, ale musiałam. - Błagam uważaj na
siebie, nie chcę stracić kolejnej osoby, którą kocham. - pocałowałam go lekko w
policzek.
Nie
nawidzę pożegnań. Puszczając dłoń blondyna ruszyłam do wyjścia. Draco nie
pozwolił mi na to, łapiąc mnie za rękę i odwracając w swoją stronę. PO chwili
poczułąm jego usta na swoich. Złapał mnie za pośladki i przycisnął do drzwi,
całując zachłannie. Uczepiłam się jego ramion, niczym ostatniej deski ratunku,
nogami oplatając szczupłe biodra chłopaka.
W
pocałunek włożyliśmy wszystkie emocje, jakie nami targały. Miłość, radość,
tęsknotę i ból spowodowany rozstaniem. Trwaliśmy tak może sekundy, czy minuty.
Nie wiem... Żadne z nas nie chciało przerywać tej chwili. Oderwaliśmy się od
siebie, łapczywie nabierając powietrza. Zetknęliśmy się czołami, czując na
sobie swoje oddechy.
- Tak
bardzo cię kocham - wyszeptał.
W moich
oczach pojawiły się łzy. Zamrugałam kilkakrotnie, byle by je powstrzymać. Draco
pocałował mnie w czoło, stawiając na nogi. Odstąpił ode mnie na krok, a ja
chłonęłam każdy fragment jego idealnego ciała. Chciałam zapamiętać każdą
srebrną iskrę w jego oczach, każdy jego dotyk, zapach, głos...
- Będę
tęsknić - wyszeptałam, otwierając drzwi. W progu zatrzymał mnie, łamiącym się
głosem.
-
Hermiono, uważaj na siebie.
Nie
wytrzymałam i rozpłakałam się na dobre. Obawiałam się, że może być to nasze
ostanie spotkanie. Zamykając drzwi, ostatni raz spojrzałam na młodego
dziedzica. Po jego bladym policzku spływała jedna, samotna łza.
***
Dwa miesiące później, gdzieś w Wielkiej
Brytanii….
W
przygnebiającym zamczysku, którego położenia nikt nieupoważniony nie znał,
zostało zwołane zebranie. W pomieszczeniu, które swoją świetność przeżywało
kilkadziesiąt lat temu, na zdobionym tronie siedział
Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. U jego stóp wił się wąż, sycząc
złowrogo na przybyłych.
Postacie w
czarnych pelerynach klęczały, oddając hołd swojemu panu. Wyprostowały się jednocześnie, spoglądając
niepewnie na swojego władcę. Nie wiedzieli, czego mogą się po nim spodziewać,
wiedzieli jedynie, że targa nim bezgraniczna wściekłość.
- Może
któryś z was mi powie, jak to się stało, że jedna z moich najbardziej oddanych
Śmierciożerczyń nie żyje? - wysyczał w stronę zebranych.
Nikt nie śmiał
się odezwać. Oni sami nie mogli pojąc jak to się stało, że Bellatrix nie żyje.
Była najokrutniejsza z nich wszystkich. Wśród sług Czarnego Pana, cieszyła się
szacunkiem i podziwem.
- ŻĄDAM
ODPOWIEDZI!
Spośród
dziesiątki zebranych, odezwał się przyjemny baryton, w ogóle niepasujący do
tego miejsca.
- Panie,
zaskoczyli ją. Akcja miała odbyć się bez zbędnych niespodzianek. Nie
spodziewała się nikogo. Zaatakowali ją niespodziewanie, obezwładniając cała
grupę, z którą była. Nikt więcej nie ucierpiał, jedynie Bella straciła życie.
- Podejdź
do mnie chłopcze.
Z szeregu
wystąpił młody mężczyzna, ściągając jednocześnie białą maskę, zasłaniającą jego
przystojną twarz. Swoje oblicze, teraz chował jedynie pod kapturem. Pochylając
głowę nisko, stanął przed swoim panem.
- Kto ją
zabił? - zapytał Lord, swoimi czerwonymi ślepiami przewiercając wysportowaną
sylwetkę młodzieńca na wskroś. Sunął po umyśle swojego poddanego jak po
otwartej księdze. Wiedział, że młodzieniec mu na to pozwolił, w innym wypadku
nie dałby rady wedrzeć się w myśli chłopaka. Był zadowolony, że zyskał kolejną
potężną maszynę do zabijania.
- Hermiona
Sullivan, panie. - odpowiedział, prostując się, wskutek czego jego kaptur opadł
na ramiona chłopaka, odsłaniając jego platynowe włosy.
Lord Voldemort mógł teraz bez przeszkód spojrzeć w
zimne jak lód oczy Draco Malfoya.
Rozdział jest świetny, ale zaczynam się niepokoić. Draco, maszyna do zabijania, coś czuje, że nieźle, tu jeszcze namieszasz. Już się nie mogę doczekać kolejnej notki :)
OdpowiedzUsuńhttp://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/
Że co proszę Dracoo maszyną do zabijania ?!? WTF??
OdpowiedzUsuńTak po za tym świetny rozdział :D
Ale się porobiło... Draco poddanym Voldemorta, jeszcze pewnie teraz mu każe zabić Hermionę. Ciekawe jak to się dalej potoczy. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
OdpowiedzUsuńo żesz w mordeczkę !
OdpowiedzUsuńTo żes nieźle pojechała z tym rozdziałem .
Jestem w szoku !
Draco wstąpił w szeregi Czarnego pana ;O
Dlaczego? Czyżby Imperius? Pranie mózgu? Czy inne czary??
I na dodatek ta maszyna do zabijania ;O I to ,że wydal Voldkowi Mione ;O
Normalnie moja szczęka leży na podłodze i nie ma zamiaru sie podnieść .
Jestem ciekawa co jeszcze wymyslisz.
Pozdrawiam
Nie nie nie ! Draco taki nie jest ! On jest krukiem to musi być Imperius !!! Merlinie co za cudo ! Moja szczęka wala się po Ziemi XD Kocham to opowiadanie <3
OdpowiedzUsuńHej kiedy nn? Pochłonęłam twój blog w jeden dzień i po prostu jestem zakochana! Mogę otwarcie powiedzieć, że z taką wizją się jeszcze nie spotkałam. o
OdpowiedzUsuńMasz niesamowity talent i spokojnie jesteś u mnie na równi z Vanettią czy Icmą :) Już ,,wpadłam'' więc nic na to nie poradzę. Czekam na dalszą część bo mnie ciekawość zżera od środka... Hmm... Co by tu dodać? Blog nic dodać nic ująć! ^^
Mam nadzieję że trochę podbudowałam twoją wenę i szybko dodasz następny rozdział
Od teraz zakochana w twoim blogu:
Optymistyczna Pesymistka ♡
Planowana data dodania kolejnego posta jest 21 listopada, ale mogę już teraz powiedzieć, że się nie wyrobie, dokładnie to nie wiem:( moje drugie opowiadanie całkowicie pochłania moją wenę..
OdpowiedzUsuńBardzo się ciesze że ci się podoba :)