środa, 6 listopada 2013

Rozdział 24


Kilka słów wstępnie...

Witam was serdecznie!! 
Oto przed wami rozdział 24! Zostało zaledwie tylko 6 :( 
szybko to zleciało.

Zapraszam do Elton, pojawił się tam dla was rozdział!!


Nie będę przedłużać, zapraszam do czytania...

PS. Dziękuje za komentarze jesteście kochane :* 

PS2. dziękuje Mika :* 


kropki, przecinki, literki

**********************************************************



Draco
Z niedowierzaniem słuchałem słów pana Sulivana.
- Córeczko, Śmierciożercy zaatakowali nasz dom. Twoja matka…- jego głos się załamał - Aleksandra nie żyje.
Patronus zniknął, a w Wielkiej Sali zapanowała cisza. Każdy wpatrywał się w białą jak płótno Hermionę. Zerwałem się z miejsca, podchodząc do niej. Z oczu dziewczyny biła czysta rozpacz, nie zważając na nic, przyciągnąłem ją do siebie. Wtuliła się we mnie ufnie, pozwalając swoim łzą płynąc po policzkach. Nie mówiłem nic, wiedziałem, że moje słowa w niczym jej nie pomogą.
Drzwi do WS otworzyły się z hukiem, podniosłem wzrok na mężczyznę, który przybył. Profesor Snape, zobaczywszy nas przystanął. Swoje współczujące spojrzenie skupił na Hermionie. Ta czując jego wzrok na sobie, spięła się cała, odsuwając mnie delikatnie od siebie. Spojrzałem w jej oczy, dostrzegając czającą się w nich wściekłość. Odwróciła się w stronę mistrza eliksirów.
- Hermiono, tak mi przykro... - zaczął, jednak brązowowłosa nie pozwoliła mu dokończyć. Cała się trzęsła z powstrzymywanej wściekłości.
- Jesteś z siebie zadowolony Snape? Gdyby nie ty i twoje głupie pomysły, moja matka dalej by żyła! Ale nie, wielki pan Snape musiał się wtrącić!
- Hermiono, to nie tak! Oni mieli być bezpieczni, wszystko było ustalone, tylko twój wypadek pokrzyżował nam plany. Gdybyś powiedziała prawdę, wszystko wyglądałoby inaczej.
Hermiona nie wytrzymała. Magia emanowała z jej ciała, otaczając dziewczynę ledwie widoczną złotą poświatą.
- Tak bardzo jesteś ciekaw, co się wydarzyło? Proszę bardzo! Masz zasraną rację! Należę do Bractwa Białego Kruka, tak samo jak i twoja córka! Zostałam ranna, ponieważ ratowałam ją przed byciem charłakiem! - wykrzyknęła, stawiając kroki w stronę oniemiałego profesora.
Musiałem zareagować, jakoś ją powstrzymać. Położyłem dłoń na jej ramieniu, ściskając je lekko. Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona. Mój dotyk ja nieco uspokoił. Odwróciła się powoli w stronę Synti, patrząc jej w oczy. Panna Snape pisnęła cicho i złapała się za głowę. 
Nie mówiąc nic, Hermiona odwróciła się w stronę wyjścia. Zawahała się w pewnym momencie. Podążyłem za jej wzrokiem. W drzwiach stał mężczyzna, ubrany w czarny garnitur. Zaciśnięta szczęka, spięte mięśnie, wyraźnie świadczyły o tym, że nie był zadowolony. Hermiona przeklinając pod nosem, wyminęła jednego z odwiecznych, nie zaszczycając go ani jednym spojrzeniem. Wraz z jej wyjściem, wokoło wybuchnęły rozmowy. Wszyscy próbowali zrozumiec sens przed chwilą usłyszanych słów. Nie zwracając na nikogo uwagi, podszedłem do stołu swojego domu. Musiałem się dowiedzieć czy z Syntią wszystko w porządku. Co zrobiła jej Hermiona?
- Co się stało S?
Spojrzała na mnie załzawionymi oczyma.
- Hermiona zwołała Bractwo, za godzinę mamy być wszyscy w Szkocji. - wyszeptała.
- Wiadomość mentalna, dlaczego w takim razie złapałaś się za głowę? Przecież już nie raz się tak komunikowałyście.
- Tak, ale nigdy nie użyła takiej dużej ilości mocy. Ja mam tarcze Draco, a mimo to zadziałało na mnie bardzo silnie. Nie chce wiedzieć jak bardzo musiało to zaboleć chłopaków.
***
Hermiona
Wpadłam jak burza do swojego dormitorium. Opadłam na łóżko, niczym szmaciana lalka. Chciałabym zwinąć się w kłębek i cierpieć w spokoju. Jednak nie było mi to dane.
- Możesz mi powiedzieć, co ci strzeliło do głowy! - Warknął Michael, zatrzaskując za sobą drzwi.
- Ty to ma wyczucie czasu.
- Tylko tyle masz zamiar mi powiedzieć?
Podniosłam się z łóżka i usiadłam w fotelu. Oparłam łokcie na kolanach chowając twarz w dłoniach. Nie miałam w ogóle ochoty z nim rozmawiać.
- Wytłumacz mi to!
Westchnęłam.
- A co tu tłumaczyć, słyszałeś wszystko. Moja mama... - głos mi się załamał, a z oczu popłynęły łzy - ...nie żyje.
- Nie o tym mówię. Wyznałaś przed całym Hogwartem, że należysz do Bractwa!
- No i co w związku z tym? - zapytałam, nie podnosząc na niego wzroku. Nie obchodziło mnie nic oprócz zemsty. W mojej głowie już układał się plan. Moja obojętność, musiała zdenerwować Michaela, bowiem zaczął na mnie wrzeszczeć.
- Do ciebie nie dociera, co zrobiłaś?! ZŁAMAŁAŚ ZASADY!
- Zasady są po to, aby je łamać.
- HERMIONA! Jeśli Rafael się o tym dowie, zostaniesz ukarana!
Zaczynał już mnie naprawdę denerwować. Podniosłam się z fotela, podchodząc do niego powoli.
- Powiem to tylko raz, wiec słuchaj uważnie. Mam gdzieś Rafaela i jego pieprzone zasady! To moje Bractwo, ja nim dowodzę i to ja będę dyktować warunki jego funkcjonowania. Czy ci się to podoba czy nie, mam zamiar wziąć sprawę w swoje ręce!
Michael stał w ciszy, przyglądając mi się intensywnie.
- Co ty chcesz zrobić?
- To, co powinnam już dawno.
- Nie możesz wtrącać się w wojnę! To jest przeznaczone Harremu Potterowi.
- A kto powiedział, że chce zabić Voldemorta?
- A nie?
- Nie. Jak mówiłeś to zadanie Harrego, on został wybrany.
- To co ty chcesz zrobić?
- Nic takiego. Mam tylko zamiar zemścić się na osobie, która zabiła moją mamę. - wzruszyłam ramionami, jakby to było najnormalniejszą rzeczą na ziemi. - A kruki mi w tym pomogą.
Nie miałam już nic dodania, odwróciłam się tyłem do niego. Chciałam zostać już sama.
- Młody Malfoy wie, że masz zamiar zabić jego ciotkę?
Odwróciłam się do niego zaskoczona. Zmarszczyłam brwi.
- A co ona ma do tego?
- To ona jest winna śmierci Aleksandry.
Zamrugałam kilkakrotnie.
- Skąd to wiesz?
- Widziałem nagrania z kamer.
- Kamer?
- Twój ojciec zamontował system monitoringu w waszym domu.
Nie powiedziałam nic, bo co mogłam? Tak naprawdę, czułam się bezradna. Cokolwiek bym zrobiła, nie zwrócę życia mojej mamie. Ból, jaki towarzyszył mi od wyjścia z WS, zwiększał się z każdą chwilą. Nie mogła się załamać, nie teraz.
- Muszę już iść Michaelu. Czekają na mnie.
Ruszyłam w stronę drzwi, które się otworzył. Stał w nich Draco. Z jego oczu mogłam wyraźnie wyczytać, że słyszał naszą rozmowę. I dobrze, niech wie, jaką ma ciotkę.
- Hermiono - wyszeptał.
Nie patrząc mu w oczy, wyminęłam go. Nie chciałam z nim teraz rozmawiać, nie mogłam znieść myśli, że to ktoś z jego rodziny jest odpowiedzialny za śmierć osoby, którą kochałam całym sercem. Wiedziałam, że to nie jego wina, że nie powinnam tak postępować, ale to było silniejsze ode mnie.
***
Na wyspie pogoda była tragiczna. Wiał silny wiatr, z nieba padał zimny deszcz, a wokoło panowała ponura atmosfera. Pogoda była przygnebiająca, idealna do zaistniałej tragedii. Przybili wszyscy, zasypując mnie tysiącami pytań. Kiedy powiedziałam im co się stało, zapadła cisza. Wiedziałam, że ta wiadomość nimi wstrząsnęła.
- Hermiono, jest nam bardzo przykro. - powiedział Aron.
- Mi też, ale nie mogę się załamać.
- Cokolwiek zdecydujesz, będziemy stać po twojej stronie, my również kochaliśmy Aleksandrę. - wypowiedział się za wszystkich Ethan.
Kiwnęłam głową, dziękując im tym samym za zaangażowanie. Powiedziałam im dokładnie, co planuję zrobić. Dałam im wybór, mieli zdecydować czy zostają ze mną, co wiązało się z przerwaniem nauki, czy wracają do szkół. Wszyscy byli zgodni. Nasz czas nadszedł, mogliśmy w końcu pomóc uratować świat. W końcu po to istnieje Bractwo.
 ***
Pogrzeb odbył się trzy dni później, w południe. Ceremonia jak tyle przybyłych osób, była niezwykle skromna i wzruszająca. Zjawili się zarówno mugole jak i czarodzieje. Mama swoim stylem bycia zyskała sobie dużo przyjaciół. Wielu ją opłakiwało. 
Wraz z tatą stałam na przodzie żałobnego orszaku. Ostatni raz pozwoliłam sobie na chwile słabości, nie powstrzymując wypływających łez. Stojąc prosto, wyczuwałam ciekawskie spojrzenia ludzi, spowodowane nie tylko śmiercią jednego z moich rodziców, ale sensacyjnej dla nich wiadomości. Dzisiejsze gazety szalały, rozpisując się o moim powiązaniu z Krukami. Ja milczałam, nie miałam im nic do powiedzenia. Sama czekałam na to, co się wydarzy.
Po pogrzebie, pożegnałam się z ojcem. Musiałam wrócić do szkoły i spakować swoje rzeczy. Przygotować się na nadejście kolejnych dni. Najważniejszą sprawą był Draco. Z blondynem nie rozmawiałam od pamiętnego wieczoru. Najzwyczajniej w świecie go unikałam. Wyczuwałam jego spojrzenia, widziałam próby zbliżenia się do mnie, jednak z pomocą Synti skutecznie mu to utrudniałam. Sama siebie nie rozumiałam, bo doskonale wiedziałam, że nie jest on jednym ze Śmierciożerców. Jednak łatwiej było go unikać. Zadziwiające jak szybko można zostać zwykłym tchórzem...
***
Dwie godziny później siedziałam na fotelu w dormitorium Draco, czekając na niego. Po upływie dwudziestu minut, drzwi otworzył się powoli. Przez próg wszedł blondyn. Był wyraźnie przybity, świadczyła o tym posępna mina. Położył się na łóżku, przecierając twarz dłońmi, wzdychając jednocześnie. Nie zauważył mnie. Wstałam powoli, podchodząc do łóżka. Pochyliłam się nad nim.
- Draco... - wyszeptałam, łamiącym się głosem.
Malfoy słysząc moje słowa usiadł, otwierając oczy. Nie zdążyłam się odsunąć, wskutek czego zderzyliśmy się głowami. Zobaczyłam przysłowiowe gwiazdki pod powiekami, jednak już po chwili tonęłam w ramionach chłopaka. Długo się nie odzywaliśmy, cisze przerwał on.
- Dlaczego? - zapytał, nie musiał dodawać nic więcej, wiedziałam o co pyta.
- Przepraszam, nie powinnam się od ciebie osuwać. Ja... cholera! Tak mi ciężko...
Pocałował mnie w głowę, mówiąc:
- Nie obawiaj się mnie, nie jestem taki jak oni. Myślałem, że mi ufasz.
- Bo ufam! Chodziło mi o sam fakt, że to twoja ciotka. Wiem głupie, dlatego przepraszam.
- Dobrze, ale nie rób mi już tego więcej. Myślałem, że zwariuje bez ciebie.
Spięłam się, jak mam mu obiecać coś takiego, jak dziś już mnie nie będzie w Hogwarcie?
- Draco... - zawahałam się- ...odchodzę.
- Dobrze. Zaraz, co? Jak to odchodzisz? - spojrzał na mnie zaskoczony - I co w ogóle znaczy odchodzę?
- Opuszczam szkołę, mam zamiar walczyć z poplecznikami Voldemorta.
- Jak będziemy się widywać? Bo będziemy, prawda? - spojrzał mi w oczy, szukając potwierdzenia swoich słów. Nie znalazł ich.
- Nie możemy. Wiem, że będzie nam trudno, ale musimy to przetrwać.
Draco milczał, zamyślonym wzrokiem wpatrując się w wesoło skaczące płomienie w kominku, tak różne od jego obecnego stanu ducha.
- Masz rację, tak będzie lepiej. Muszę ci o czymś powiedzieć. Dostałem list od ojca. Pisał, że mam się wstawić w domu. Chce abym…
Naszą rozmowę przerwał huk otwieranych drzwi. Do pokoju weszła zdyszana Syntia. Kiwnęła głową na powitanie Draconowi.
- Musimy już iść, wszyscy czekają.
- Dobra daj mi chwile, tylko się pożegnam.
Syntia pożegnała się z Draco krótkim: „uważaj na siebie” i już jej nie było. Spojrzałam w oczy, które śniły mi się po nocach. Nie wiedziałam, jak sobie bez niego poradzę.
- Muszę już iść.
- Hermiono nie zdążyłem ci powiedzieć najważniejszego.
- Nie ma teraz na to czasu. Ufam ci i cokolwiek zrobisz zawsze będę z tobą. - przytuliłam się do niego. W silnych ramionach chłopaka czułam się bezpiecznie, najlepiej w ogóle bym ich nie opuszczała, ale musiałam. - Błagam uważaj na siebie, nie chcę stracić kolejnej osoby, którą kocham. - pocałowałam go lekko w policzek.
Nie nawidzę pożegnań. Puszczając dłoń blondyna ruszyłam do wyjścia. Draco nie pozwolił mi na to, łapiąc mnie za rękę i odwracając w swoją stronę. PO chwili poczułąm jego usta na swoich. Złapał mnie za pośladki i przycisnął do drzwi, całując zachłannie. Uczepiłam się jego ramion, niczym ostatniej deski ratunku, nogami oplatając szczupłe biodra chłopaka.
W pocałunek włożyliśmy wszystkie emocje, jakie nami targały. Miłość, radość, tęsknotę i ból spowodowany rozstaniem. Trwaliśmy tak może sekundy, czy minuty. Nie wiem... Żadne z nas nie chciało przerywać tej chwili. Oderwaliśmy się od siebie, łapczywie nabierając powietrza. Zetknęliśmy się czołami, czując na sobie swoje oddechy.
- Tak bardzo cię kocham - wyszeptał.
W moich oczach pojawiły się łzy. Zamrugałam kilkakrotnie, byle by je powstrzymać. Draco pocałował mnie w czoło, stawiając na nogi. Odstąpił ode mnie na krok, a ja chłonęłam każdy fragment jego idealnego ciała. Chciałam zapamiętać każdą srebrną iskrę w jego oczach, każdy jego dotyk, zapach, głos...
- Będę tęsknić - wyszeptałam, otwierając drzwi. W progu zatrzymał mnie, łamiącym się głosem.
- Hermiono, uważaj na siebie.
Nie wytrzymałam i rozpłakałam się na dobre. Obawiałam się, że może być to nasze ostanie spotkanie. Zamykając drzwi, ostatni raz spojrzałam na młodego dziedzica. Po jego bladym policzku spływała jedna, samotna łza.
***
Dwa miesiące później, gdzieś w Wielkiej Brytanii….

W przygnebiającym zamczysku, którego położenia nikt nieupoważniony nie znał, zostało zwołane zebranie. W pomieszczeniu, które swoją świetność przeżywało kilkadziesiąt lat temu, na zdobionym tronie siedział Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. U jego stóp wił się wąż, sycząc złowrogo na przybyłych.
Postacie w czarnych pelerynach klęczały, oddając hołd swojemu panu.  Wyprostowały się jednocześnie, spoglądając niepewnie na swojego władcę. Nie wiedzieli, czego mogą się po nim spodziewać, wiedzieli jedynie, że targa nim bezgraniczna wściekłość.
- Może któryś z was mi powie, jak to się stało, że jedna z moich najbardziej oddanych Śmierciożerczyń nie żyje? - wysyczał w stronę zebranych.
Nikt nie śmiał się odezwać. Oni sami nie mogli pojąc jak to się stało, że Bellatrix nie żyje. Była najokrutniejsza z nich wszystkich. Wśród sług Czarnego Pana, cieszyła się szacunkiem i podziwem.
- ŻĄDAM ODPOWIEDZI!
Spośród dziesiątki zebranych, odezwał się przyjemny baryton, w ogóle niepasujący do tego miejsca.
- Panie, zaskoczyli ją. Akcja miała odbyć się bez zbędnych niespodzianek. Nie spodziewała się nikogo. Zaatakowali ją niespodziewanie, obezwładniając cała grupę, z którą była. Nikt więcej nie ucierpiał, jedynie Bella straciła życie.
- Podejdź do mnie chłopcze.
Z szeregu wystąpił młody mężczyzna, ściągając jednocześnie białą maskę, zasłaniającą jego przystojną twarz. Swoje oblicze, teraz chował jedynie pod kapturem. Pochylając głowę nisko, stanął przed swoim panem.
- Kto ją zabił? - zapytał Lord, swoimi czerwonymi ślepiami przewiercając wysportowaną sylwetkę młodzieńca na wskroś. Sunął po umyśle swojego poddanego jak po otwartej księdze. Wiedział, że młodzieniec mu na to pozwolił, w innym wypadku nie dałby rady wedrzeć się w myśli chłopaka. Był zadowolony, że zyskał kolejną potężną maszynę do zabijania.
- Hermiona Sullivan, panie. - odpowiedział, prostując się, wskutek czego jego kaptur opadł na ramiona chłopaka, odsłaniając jego platynowe włosy.
Lord Voldemort mógł teraz bez przeszkód spojrzeć w zimne jak lód oczy Draco Malfoya.

7 komentarzy:

  1. Rozdział jest świetny, ale zaczynam się niepokoić. Draco, maszyna do zabijania, coś czuje, że nieźle, tu jeszcze namieszasz. Już się nie mogę doczekać kolejnej notki :)
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Że co proszę Dracoo maszyną do zabijania ?!? WTF??
    Tak po za tym świetny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się porobiło... Draco poddanym Voldemorta, jeszcze pewnie teraz mu każe zabić Hermionę. Ciekawe jak to się dalej potoczy. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  4. o żesz w mordeczkę !
    To żes nieźle pojechała z tym rozdziałem .
    Jestem w szoku !
    Draco wstąpił w szeregi Czarnego pana ;O
    Dlaczego? Czyżby Imperius? Pranie mózgu? Czy inne czary??
    I na dodatek ta maszyna do zabijania ;O I to ,że wydal Voldkowi Mione ;O
    Normalnie moja szczęka leży na podłodze i nie ma zamiaru sie podnieść .
    Jestem ciekawa co jeszcze wymyslisz.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie nie nie ! Draco taki nie jest ! On jest krukiem to musi być Imperius !!! Merlinie co za cudo ! Moja szczęka wala się po Ziemi XD Kocham to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy03:41:00

    Hej kiedy nn? Pochłonęłam twój blog w jeden dzień i po prostu jestem zakochana! Mogę otwarcie powiedzieć, że z taką wizją się jeszcze nie spotkałam. o
    Masz niesamowity talent i spokojnie jesteś u mnie na równi z Vanettią czy Icmą :) Już ,,wpadłam'' więc nic na to nie poradzę. Czekam na dalszą część bo mnie ciekawość zżera od środka... Hmm... Co by tu dodać? Blog nic dodać nic ująć! ^^
    Mam nadzieję że trochę podbudowałam twoją wenę i szybko dodasz następny rozdział

    Od teraz zakochana w twoim blogu:
    Optymistyczna Pesymistka ♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Planowana data dodania kolejnego posta jest 21 listopada, ale mogę już teraz powiedzieć, że się nie wyrobie, dokładnie to nie wiem:( moje drugie opowiadanie całkowicie pochłania moją wenę..

    Bardzo się ciesze że ci się podoba :)

    OdpowiedzUsuń