sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział XVI



Dobry wieczór!
Oddaje w wasze ręce kolejny rozdział 
Podziękowania dla kochanej Dominiki za to, że musi się męczyć z moimi błędami
Dziękuje ci również kochana za podrasowanie rozdziału, jest teraz lepszy...
tak wiec, oto przed wami 7 stron worda 


kropki, przecinki, literki 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hermiona

Alpy 01.01
Do Rumuni wybierałam się następnego dnia rano. Zaraz po tym jak Raphael mnie poinformował o moje karze, udałam się do swojej komnaty, aby napisać list do moich bliskich. Synti wysłałam informacje, że nie czeka jej kara, a rodziców poinformowałam, że postanowiłam wrócić prędzej do Hogwartu. Napisałam również do Draco, aby zachował w tajemnicy swoją moc. Nie omieszkałam również dodać, aby na siebie uważał i oszczędzał siły na powrót do szkoły. Chciałam napisać coś więcej, ale widziałam, że nie mogę. Uporawszy się z listami, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, czekając na przybycie Michaela.
Michael wytłumaczył mi w skrócie, czego mogę się spodziewać. Zapoznał mnie z mapami Rumuńskich lasów, próbując choć po części przygotować mnie do tego z pozoru dziecinnie prostego zadania. Mogłoby się wydawać, że jako czarownica, mogę z łatwością dorwać tego potwora, tylko nie można zapominać o pewnym szczególe. Nie zawsze magia działa na  tego typu stworzenia.
Rumunia 06.01
W Rumuni jestem już piąty dzień. Zatrzymałam się w miasteczku Bradeni w Transylwanii, gdzie ostatnio odnotowano atak. Poprzedniej nocy zapoznałam się z terenem. Próbowałam nawet nawiązać jakiekolwiek znajomości, ale niewiele z tego wyszło. Kompletnie nic nie udało mi się ustalić i nie mam żadnego pomysłu od czego mogłabym zacząć swoje poszukiwania. Ludzie nie są zbyt ufni w stosunku do mnie, bijąc się o siebie i swoich bliskich. Obawiają się tego stworzenia tak, jakby ono mogło się dowiedzieć, jakie informacje każdy z nich mi przekazał.
Wieczorem, przed wyjściem dostałam sowę. Była to przepiękna płomykówka z niesamowitym czarnym jak noc upierzeniem. Delikatnie odwiązałam list przywiązany do nóżki ptaka. Była to krótka notka. Można było wywnioskować, że ktoś pisał ją szybko, chociaż nierówne pismo dało się odczytać z łatwością. Po przeczytaniu nagłówka już wiedziałam kto jest jej nadawcą.

 Granger!
Nikt nie wie co się z tobą dzieje.
Mam dziwne przeczucie, że coś się stanie. Coś złego.
Nie mam czasu na zamartwianie się, wiec uważaj na siebie.
                                                                                                                 D.

Uśmiechnęłam się, rzucając list na łóżko. Ubrana w buty do konnej jazdy, obcisłe jeansy oraz skurzaną kurtkę, wyszłam z pokoju. Zamierzałam odwiedzić pobliski bar. Może w nim uda mi się czegoś dowiedzieć. Wchodząc do środka, czułam na sobie spojrzenia tutejszych. Szczerze powiedziawszy to gościnność nie była ich najmocniejszą stroną. Usiadłam tyłem do baru, mniej więcej na środku lokalu, mając dobry widok na całe pomieszczenie. Chciałam się trochę rozejrzeć, zdobywając przy tym jakieś wskazówki, mogące mi pomóc w rozwiązaniu sprawy. Było niewielu ludzi. Większość stanowili pijani staruszkowie oraz kilka kobiet, chcących zwrócić na siebie uwagę mężczyzn. Odwracając się w stronę barmana, który czekał na moje zamówienie, napotkałam parę oczu, intensywnie we mnie wpatrzonych. Mężczyzna siedzący w najdalej oddalonym, przyciemnionym kącie, podniósł swojego drinka w geście toastu, nie spuszczając ze mnie wzroku. Lekki dreszcz przebiegł po moich plecach.
- Whisky z lodem, poproszę. - Złożyłam zamówienie. - Mógłbyś mi powiedzieć, kto siedzi w rogu pomieszczenia po prawej stronie? - Zapytałam barmana, kiedy podał mi moje zamówienie. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Tam nikogo nie ma panienko.
Odwróciłam się przestraszona. Faktycznie przy stoliku nikt nie siedział. Szybko wypiłam swojego drinka, chcąc podjąć jakiekolwiek działania, przybliżające mnie do rozwiązania tego coraz dziwniejszego zadania.  W połowie drogi do hotelu, miałam dziwne przeczucie, że ktoś za mną idzie. Nie przejmując się tym jednak zbytnio, szłam dalej. Po prawej stronie zobaczyłam wejście do ciemnego tunelu, z małą szczeliną na jego końcu, przez którą wpadała blada wiązka światła. Była to najlepsza droga ucieczki w razie ataku. Kiedy tylko zniknęłam w ciemnościach, z cichym pyknięciem teleportowałam się tuż za plecami mojego prześladowcy, który okazał się tajemniczym mężczyzną z pubu. Facet, myśląc że wciąż znajduję się przed nim, przyspieszył kroku, chcąc mnie dogonić. Nonszalancko oparłam się o ścianę, zaraz przy wejściu do przejścia i zapytałam:
- Szukasz kogoś? - Zdezorientowany mężczyzna odwrócił się w moją stronę, zerkając co chwilę w miejsce, w którym wydawało mu się, że się znajduję. - Czego chcesz?
- To raczej ja powinienem zadać ci to pytanie. Jesteś kolejnym łowcą? Chcesz złapać wilka?
Zaskoczona wyprostowałam się. Skąd wiedział o łowcach? Chcąc zatuszować swoje zaskoczenie, odpowiedziałam arogancko.
- Nie chce go złapać, tylko zabić. Po co za mną szedłeś?
- Chcę, abyś wyjechała. Nie wtrącaj się w to, co ciebie nie dotyczy.
- Już za późno. Zostałam w to wplątana i muszę doprowadzić tę sprawę do końca. Powiedz mi kim jesteś.
- Jestem tutejszym hrabią.
- Nic mi to nie mówi. Więc wiesz coś o wilku?
- Wiem, ale dalej uważam, że to nie twój problem.
- Zapomnij. Ja nie wyjadę dopóki nie zrobię tego, czego ode mnie oczekują. Dwójka najlepszych łowców zginęła tropiąc to coś. Nie mam czasu na głupoty. Jak coś wiesz to powiedz!
- Nie masz pojęcia w co się pakujesz. Powinniśmy znaleźć jakieś inne miejsce. To nie nadaje się na tego typu rozmowy.
- Chodźmy do mojego hotelu.
Czy to rozsądne z mojej strony, aby zapraszać nieznajomego do pokoju, w który mieszkam? No ale jak to mówią: Tonący brzytwy się chwyta.
***
Siedzieliśmy w salonie. Mój gość - Hrabia Valkan Valerious popijał whisky, ja zaś, chcąc zachować trzeźwość umysłu, ograniczyłam się jedynie do szklanki wody.
- Stworzenie, które tropisz to hybryda. Połączenie wampira i wilkołaka. Nie mam pojęcia jak zostało stworzone, a tym bardziej w jakim celu. Wiadomo jedynie, że wymknęło się spod kontroli swojego stwórcy. Jest to istota nadzwyczaj silna, przebiegła i inteligentna. Obserwuję ją od roku. Z każdym kolejnym atakiem robi się coraz bardziej agresywna. Atakuje tylko na terenie Transylwanii, w pobliskich miasteczkach położonych wysoko w górach. Masz może mapę? Pokażę ci ten obszar.
Rozłożyliśmy mapę na stole w salonie. Jak się dowiedziałam, znajdowaliśmy się na terenie żadnego krwi stworzenia. Szpilkami zaznaczyliśmy miejsca, które do tej pory zostały zaatakowane. Zostało już niewiele małych miasteczek oraz wsi, które mogłyby stanowić kolejny jego cel. Valkan dużo opowiedział mi o lasach oraz przypuszczalnych miejscach, gdzie mogłabym znaleźć bestię.
Nasza rozmowa trwała już bardzo długo, a ja dowiedziałam się naprawdę wiele. Młody hrabia opuścił mnie, kiedy zegar wybił trzecią w nocy. Czułam, że w końcu ruszyłam z miejsca, że zaczyna się coś dziać. Postanowiłam, iż następnego ranka przeniosę się do innej wsi, która w następnej kolejności mogła zostać zaatakowana.
Rumunia 09.01
Powoli tracę cierpliwość. Wykańcza mnie ta gonitwa za wilkiem. To cholerne stworzenie jest zawsze krok przede mną. Zorientowało się, że je tropię, więc bawi się ze mną w kotka i myszkę. Na domiar złego, dotarła do mnie wiadomość, że Valkan nie żyje. Znaleziono jego ciało, całe rozszarpane, w pobliżu jego domu. Teraz już musiałam polegać jedynie na swoim instynkcie łowieckim.
Dni dłużyły mi się niemiłosiernie, pragnęłam już wrócić do moich przyjaciół. Tęskniłam za Gryfonami i Ślizgonami. Najbardziej jednak udzielała mi się tęsknota za niebieskookim Blondynem. Przez tę rozłąkę dotarło do mnie, że naprawdę mi na nim zależy. To nie była tylko dziecięca sympatia, głupie zauroczenie, ale coś głębszego. Coś, do czego bałam się przyznać, nawet przed samą sobą.
Ponownie dostałam list. Treść była bardzo podobna do poprzedniej.

Granger!
Nie odpisujesz, a ja się martwię!
Chciałem cię poinformować, że ten przeklęty wampir złożył mi wizytę.
Chciał się dowiedzieć gdzie jesteś. Cieszy mnie to, że on również tego nie wie. Jednocześnie martwi mnie fakt, że nikt nie ma pojęcia gdzie się podziewasz.
Błagam… uważaj na siebie!

                                                                                                            D.

Chwyciłam za pergamin i pióro, chcąc napisać odpowiedź, jednak przerwało mi pukanie do drzwi. Złapałam za różdżkę i poszłam otworzyć. W progu stał chłopak z recepcji. Bez słowa wręczył mi białą kopertę, odwrócił się i zniknął w głębi korytarza. Zainteresowana spojrzałam na przesyłkę. Nie było na niej żadnej informacji. Zajrzałam do środka. W wewnątrz była czarna kartka, złożona na pół. Czerwonym atramentem było na niej napisane:

Już niedługo się spotkamy moja dziecinko...

Nie było podpisu, ale ja go nie potrzebowałam. Wiedziałam, od kogo ona jest. Wściekłość rozeszła się po moim ciele. Bezwzględne stworzenie próbuje mnie zastraszyć. Niewiele myśląc ubrałam się w to, co zawsze i wyszłam z pokoju. Na początku udałam się do recepcji, dowiedzieć się kto zostawił list. Kiedy zapytałam o to chłopaka, ten jedynie ze zdziwieniem wypisanym na twarzy odparł, że nie przynosił mi żadnego listu. Jego odpowiedź w ogóle mnie nie zaskoczyła. Musiał mieć wyczyszczoną pamięć. Niepokoiło mnie jedynie to, że ta bestia wiedziała gdzie mieszkam.
Rumunia 11.01
Ostatnie dwa dni były jakąś cholerną gonitwą. Nie spałam od 48 godzin. Jestem poobijana, a moja moc jest na wyczerpaniu. W dodatku zgubiłam różdżkę podczas wczorajszej walki z wilkiem. Została mi jedynie katana, którą dostarczyła mi dziś sowa. Zmęczona kładę się spać, by przygotować się na kolejne starcie.
Rumunia 12.01
Stoję wpatrzona w ślepia zabójcy. Jego rozmiar jest imponujący. Wrogość i chęć mordu bije od niego z daleka. Podnoszę się z ledwością, chcąc zrobić unik od kolejnego ciosu. Nie udaje mi się to jednak i czuję jak szpony bestii wbijają się moje plecy, przecinając skórę, aż do kości. Upadam na kolana, łapiąc łapczywie powietrze.
Przychodzą w życiu człowieka takie chwile, kiedy się pytasz samego siebie: co ty wyprawiasz? Dla mnie, dziś nastał taki dzień. W moim umyśle pojawiają się obrazy z ostatnich dwóch lat. Jak bardzo się zmieniłam, kogo poznałam, kogo pokochałam. Bo właśnie to, z czym teraz próbuję sobie poradzić, robię to dla osoby, na której mi zależy. Zakazane uczucie... coś, czego tak wielu chciałoby doświadczyć, podczas gdy inni uciekając przed nim, chciałoby je w sobie na zawsze stłumić. Walczą z tym, próbując nie dopuścić do siebie prawdy, zamazując ją kłamstwami wymyślonymi na potrzebę swojego rozumu. Kręty labirynt, z którego nie ma już wyjścia. A ty tkwisz w nim dalej, próbując zrozumieć swoje uczucia.
Kolejny cios przerwał moje rozmyślania. Ledwie rozchylając powieki mogłam zobaczyć ogromne cielsko, stojącą nade mną i szykujące się do kolejnego ciosu. Bestia rozpostarła łapy, wyginając się w tył, wydając z siebie przeraźliwy ryk. To była szansa dla mnie. Przywołując zaczarowaną katanę, którą wręczył mi Michael, podniosłam się z ziemi. Nie zastanawiając się długo wbiłam katanę prosto w pierś stworzenia, przebijając serce. Rozległ się jedynie żałosny jęk śmiertelnie rannego wilka. Jego ciało momentalnie się skurczyło, przemieniając się na powrót w człowieka. Patrzyłam w błękitne oczy młodego mężczyzny, który umierając zdołał jeszcze wyszeptać: dziękuję.
Ciało spaliłam, tak jak mnie poinformowano. Swoje rany opatrzyłam zaraz po dotarciu do hotelu. Spakowałam swoje rzeczy, zaklęciem wysyłając je do Hogwartu. Musiałam jeszcze pojawić się w Alpach, aby poinformować Radę o przebiegu wydarzeń.
Alpy 11.01
Wkroczyłam do świątyni na chwiejnych nogach. Jedynym czego potrzebowałam było moje łóżko. Wiedziałam jednak, że będę musiała długo czekać, aby móc wreszcie opaść na nie bezwładnie, odpływając do krainy snów.
Zastałam całą dziesiątkę w jadalni. Oparłam się o framugę drzwi, nie bacząc na moje naganne zachowanie. Miałam w głębokim poważaniu szacunek, z którym powinnam się do nich odnosić.
- Zadanie wykonane.
Odwrócili się w moje stronę zaskoczeni. Raphael zerwał się z krzesła, podchodząc do mnie.
- Cieszę się, że nic ci nie jest. Wiedziałem, że sobie poradzisz.
- Daruj sobie Raphaelu, ona jest wykończona. Dajmy jej spokój. - Odezwał się Michael.
Z wdzięcznością spojrzałam w jego oczy. Posłał mi słaby uśmiech, a ja odwzajemniłam się tym samym. Chcąc odejść pożegnałam się z Radą i przemówiłam do Raphaela.
- Pamiętasz co mi powiedziałeś jak wybierałam się do Rumuni?
- Ten wyjazd da ci dużo czasu na przemyślenia. Zrozumiesz co naprawdę czujesz. - Powtórzył te same słowa co wtedy.
- Tak i miałeś racje. Zrozumiałam co czuje.
Odeszłam, zostawiając go. Zaraz po przekroczeniu progu, teleportowałam się.  Zakazany Las wydawał się spokojny, warstwa śniegu otulała całą najbliższą okolicę. Ruszyłam w stronę zamku, Hogwart, domu, za którym tęskniłam, z ludźmi których potrzebuje.
***
Zadziwiające, ale po drodze nie spotkałam nikogo. Było mi to na rękę. Zmierzałam do lochów, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Dotarłam do ukrytego wejścia. Odetchnęłam głęboko, wypowiadając wyraźnie hasło.
- Czysta krew.
Ha, naprawdę zabawne…
Wyobraźcie sobie jak się zdziwiłam, kiedy w pokoju wspólnym zastałam tylko Fun Club Mr. Malfoya. Nie zwracając na nie uwagi, skierowałam się w stronę schodów. Mijając Ślizgonki zostałam zatrzymana przez Reginę.
- Granger!
Nic, zero reakcji, szłam dalej.
- Granger! Szlamo! Mówię do ciebie! - Wydarła się dziewczyna.
Przystanęłam i odwróciłam się powoli w jej kierunku, unosząc jedną brew. Stała pośrodku pokoju z rękoma opartymi na biodrach. Podeszłam do niej powoli. 
- Czego?
- Grzeczniej nie potrafisz? Rozmawiasz z kimś lepszym od siebie, więc kultura cię do czegoś zobowiązuje. - Zamilkła, przyglądając się mojej twarzy. - Wyglądasz jak śmierć.
Uśmiechając się krzywo, udałam, że się nad tym zastanawiam, oglądając dokładnie moje paznokcie u rąk.
- Słuchaj uważnie, bo mam zamiar ci to powiedzieć tylko raz Davis. Jak dla mnie jesteś nikim. Zwykłą bezczelną dziewuchą zadzierającą nosa, uważającą się za nie wiadomo kogo. Więc radzę ci grzecznie odpierdol się, zwłaszcza dzisiaj. Zrozumiałaś?
Dziewczyna na moje słowa chciała mnie uderzyć, co jej nie wyszło, bo w porę się odsunęłam. Wkurzona za to zachowanie dziewczyny, wyciągnęłam swoją zapasową różdżkę, celując nią prosto w jej klatkę piersiową.
- Jakiej części mojej wypowiedzi nie zrozumiałaś? - Zapytałam.
- Za kogo ty się uważasz? - Odezwała się Astoria Greengrass.
Jeszcze jedna…
Całkowicie ignorując młodą arystokratkę, zwróciłam się do Davis.
- Zapytam ostatni raz, czego ty chcesz?
Dziewczyna zwęziła oczy, sycząc w moją stronę:
- Chcę, abyś się w końcu wyniosła! Chcę, abyś odczepiła się od Malfoya i Zabiniego! Odkąd się pojawiłaś w ogóle na nas nie zwracają uwagi! Draco, kiedy wrócił do szkoły z przerwy świątecznej, cały czas kręci się ze Snape, próbując dowiedzieć się gdzie byłaś. Masz go zostawić! On należy do nas!
W odpowiedzi wybuchnęłam śmiechem. Zdenerwowana blondynka nie wytrzymała i rzuciła zaklęciem w moją stronę. W mgnieniu oka przestałam się śmiać, odbijając urok. Ta zaś nie poddając się rzuciła kolejne. Rozpoczął się istny pojedynek na zaklęcia.
- Furnunculus!
- Protego!
- Densaugeo!
- Impedimenta!
- Drętwota!
- Rictusempra!
- Sectumsempra!
- Expelliarmus!
- Crucio!
- Expulso! Expelliarmus!
Dziewczynie wypadł magiczny patyk z ręki. Zdezorientowana, rozejrzała się po koleżankach, te jak na zawołanie ustawiły się za nią, z wyciągniętymi różdżkami, skierowanymi w moją stronę. Podniosłam wysoko głowę, posyłając im znudzone spojrzenie.
- Wiesz Davon, wcale się nie różnisz od swojej rodziny. Jesteś tak samo stuknięta jak oni. Zresztą te twoje koleżanki… -machnęłam lekceważąco różdżką w ich kierunku - są takie same.
- Jak śmiesz nas obrażać! Spójrz na siebie. Jesteś szlamą, ale jakimś sposobem dostałaś się do naszego domu i myślisz, że wszystko ci wolno? - Odezwała się Parkinson, swoim mopsowatym głosem. - Lepiej uważaj na to co mówisz, bo możemy cię teraz uszkodzić, albo nawet zabić.
Pokręciłam głową z politowaniem.
- Jak tam chcecie, mi jest to obojętne. - Wzruszyłam ramionami. - Wtedy cała wasza banda wyląduje w Azkabanie. I wiecie co? Zrobicie przysługę światu, bo nikt nie będzie musiał już się z wami męczyć.
- Jak śmiesz! Crucio!
- Ignis ardentis!*
Parkinson i ja wypowiedziałyśmy formuły zaklęć w tym samym czasie. Z tym, że ja uniknęłam niewybaczalnego zaklęcia, a ona zwijała się na podłodze z bólu, krzycząc w niebogłosy. Patrząc na cierpienie wymalowane na twarzy dziewczyny, nic nie czułam, zero wyrzutów sumienia, zero emocji.
- Eripio.* - Zaraz po wypowiedzeniu formułki odwracającej zaklęcie, Pansy zemdlała. - Myślę, że powinnyście zając się swoją koleżanką, która teraz potrzebuje porządnej dawki energii.
Powiedziawszy to, odwróciłam się na pięcie, zmierzając do swojego dormitorium. Ponownie zostałam zatrzymana przez Greengrass.
- Granger, jeszcze nie skoczyłyśmy… - niedane jej jednak było dokończyć, bo nie wytrzymałam.
- Słuchaj ty głupia idiotko! Nie było mnie przez pierdolone kilkanaście dni. Musiałam uganiać się po lesie za pieprzonym wilkiem, znosić ból, jakiego ty sobie nawet nie wyobrażasz! Jestem wściekła, obolała i mam już was wszystkich kurwa dość! Jeśli będziesz chciała możemy dokończyć to innym razem, ale teraz moja cierpliwość się wykończyła, więc spierdalaj!
Wydarłam się na nią, nie zważając na jej oburzoną minę. Nie czekając na jej reakcję, odwróciłam się i ruszyłam do swojego pokoju. Z ledwością się do niego doczłapałam. Zmęczona padłam na łóżko, nie zważając na to, że jestem głodna i brudna. Wykończona, czułam jak pochłania mnie ciemność. Zanim jednak oddałam się objęciom Morfeusza, zemdlałam.









--------------------------------------------------------------------------------

- Ignis ardentis, - zaklęcie wymyślone na potrzebę opowiadania, osoba, na które zostało rzucone, czuje ból, który pali od wewnątrz ciała. Zaklęcie działa tak długo, puki osoba, która je rzuciła, nie wypowie przeciw zaklęcia.
- Eripio, - zaklęcie wymyślone na potrzebę opowiadania, powoduje uwolnienie od Ignis ardentis.
 

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział XV




 Dzień dobry 
Mam nadzieje, że weekend wam się udał, bo mi bardzo, jeszcze czuje skutki :p
Chciałbym wam zaprezentować rozdział 15! Jak to szybko minęło, jesteśmy prawie w połowie. 
Moi kochani bohaterzy, ponownie borykają się mega problemami...
Uwaga pojawia się nowy wątek! Ciekawe czy zgadniecie jaki? 
 Rozdział dodaje bez bety, ponieważ moja kochana Dominika ma na głowie mnóstwo nauki, od której nie chce jej odrywać.. Za wszelkie błędy, przecinki i literówki przepraszam...
Nika ten rozdział dedykuje tobie, jako odskocznie od tych wszystkich książek! Trzymam za ciebie kciuki :) 

Moi mili, mam wrażenie, ze nie podoba wam się moje opowiadanie... :( 
Komentujcie proszę! To dla was nie wiele, a dla mnie dużo znaczy :) 
Kolejny rozdział będzie, wtedy kiedy w również się wykażecie...
Pozdrawiam gorąco i życzę udanej niedzieli DraMion
----------------------------------------------------------------------




Draco



 Jak na zawołanie oby dwie odwróciły się w moją stronę. Moja kuzynka rzuciła się na mnie, piszcząc jak pięciolatka, która dostała ulubionego lizaka.
- Obudziłeś się! Tak bardzo się cieszę, że nic ci nie jest.- Gadała jak nakręcona, nie robiąc sobie nic z tego, że w ogóle nie zwracam na nią uwagi. Moje oczy były utkwione w dziewczynie, która mnie nawiedza w snach, z oczu Hermiony można było wyczytać ulgę jak i strach.
Czego się bała?
- Jak myślisz, możemy mu powiedzieć?- Zapytała się Syntia, brązowowłosej. Ta wzruszyła ramionami.
- Słyszałeś wszystko?- Zapytała, brzmienie jej głosu wywołało dreszcze na moich plecach.
- No, wszystko. W co ty wpakowałaś moją siostrę?-  Wy warczałem w jej stronę. Musiałem schować swoje uczucia pod maską wściekłości. Wściekłości, którą wywołałem sowimi uczuciami do niej. Zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem, ignorując moje pytanie., Odwróciła się w stronę okna.
- Syntia jak chcesz to możesz mu powiedzieć, a ja posłucham.
- Słyszałeś może kiedyś legendy o starożytnym Bractwie Białego Kruka?
- Słyszałem, elitarna grupa czarodziejów. Bla bla bla, co to ma do tego?
- Możesz mi nie przerywać, ośle.
Od strony okna było słychać prychniecie, spojrzałem na Hermione, mrużąc oczy groźnie, ta zaś zaczęła się śmiać bezczelnie na głoś.
- Ej no uspokoicie się i dacie mi mówić w spokoju.
- Dobra, dobra sorry. Już siedzę cicho, nie będę się nawet śmiała. Kontynuuj.
- Bractwo istnieje od..hmm…kiedy to było…niech sobie przypomnę..
- V wieku n.e.-Wtrąciła się brązowowłosa, za to S. posłała jej wkurzone spojrzenie, gryfonka albo raczej ślizgonka, podniosła ręce w geście poddania.
- Wracając tam gdzie mi przerwano, Bractwo Białego Kruka istnieje, drogi kuzynie. Kiedy ludzkości zagraża niebezpieczeństwo, nieznana nam siła budzi się do życia, w skutek, czego w jednym roku rodzi się siedmioro dzieci, obdarzonych niezwykłymi mocami. Każdy z nas ma inny dar w sobie, a łączy nas moc energii. Jak by to ci powiedzieć, czysty prąd. Teraz jest nas siedmioro, ja, Sergiej, Misza, Ethan, Aron, Asad, no, ale go już prawie nie ma i Hermiona. Ona nami przewodzi. Urodziła się ze wszystkimi mocami.
- Nie wierze, to jest nie realne.
- Hermiono, za prezentuj się proszę.
- Oh czy to jest koniecznie, widział, co umiem.
Razem z Syntia, spojrzeliśmy na nią wyczekująco. Hermiona przewracając oczami, podeszła do mnie do łóżka. Wyciągając rękę przed siebie.
- Pierwsze ci pokarze, liny.
Z dłoni dziewczyny, tak jak ostatnim razem wyłoniła się błękitna linia. Mogła nimi sterować tak jak własnymi rękoma, na udowodnienie pociągnęła mnie za włosy.
- Uważaj Grenger, wszystko mnie boli.
- Nie przesadzaj, Marcus uszkodził ci nogę, nie głowę.- Zabrała swoje lino coś tam.- Teraz wiatr.
Na wyciągniętej dłoni, utworzyła miniaturkę trąby powietrznej, później była woda, ziemia, energia, niebieski ogień, którym mnie wyleczyła, na sam koniec zostawiła normalny ogień. Podrzucała w powietrzu kulkę ognia, chodząc w tą i z powrotem po sali, z zamyśloną miną. Zatrzymała się i rzuciła ja we mnie. Chcąc się obronić, wysunąłem dłonie do przodu, piłeczka się odbiła od niewidzialnej tarczy, zatrzymując nad łóżkiem. Granger podeszła do niej i zgniotła ja w dłoni.
- Hermiona!- Krzyknęła Syntia.
- Oszalałaś? Najpierw ten pierdolony wampir rzuca się na mnie, bo myślał, że cię przeleciałem, teraz walisz w mnie kulą ognia! Chcesz mnie zabić?
- Hmm…Było by łatwiej. Jak widziałeś, posiadasz dar tarczy. Tarcza i ogień ciekawe, co jeszcze.- Mruczała pod nosem.  Odwróciła się w stronę okna.- Musze już iść, niedługo zegar wybije 17. Nie będzie mnie pewnie parę dni. Wyśle ci wiadomość S. Wyjaśnij mu do końca, kim jest. A ja idę ci dupę ratować. Malfoy trzymaj się i zdrowiej, ja już cię nie uleczę. Pa- wybiegła z Sali.
Po wyjściu dziewczyny, siedzieliśmy w ciszy.
- Jak ty się dowiedziałaś, że masz dar?- Przerwałem cisze, pytając moją kuzynkę.
- Hermiona mnie uświadomiła, wiesz kiedyś na lekcji Czarnej Magii, Misza pojedynkował się z Horacym, rzucali na siebie paskudne zaklęcia, Horacy w końcu rzucił w Misze zaklęcie nie wybaczalne, bojąc się o niego, chciałam się rzucić, aby go osłonić swoim ciałem, powstrzymała mnie Hermiona, która złapała mnie za rękę, ale udało mi się osłonić go tarczą. Wszyscy myśleli, że to Misza wyczarował tarcze, jakimś zaklęciem nie werbalnym, nawet ja.  Jednak Miona, zabrała mnie w tedy z sali i powiedziała mi, kim jestem i opowiedziała mi o mocy, jaką posiadłam, z czasem ukształtowała się we mnie moc jasnowidzenia, ale nie tak, że mogę na zawołanie coś przewidzieć, mam wizje i to bardzo rzadko, ostatnio miałam dwa miesiące temu. Wizja ta zaważyła na tym, że jestem teraz w Hogwarcie.
Ze wszystkiego, co usłyszałem, zapamiętałem tylko: na lekcji Czarnej Magii, powstrzymała mnie Hermiona, zabrała mnie wtedy z sali.
- Chcesz mi powiedzieć, że ona przez dwa lata chodziła o Durmstrangu?? – Zapytałem.
- Co? Ten, no. Kurwa! Ona mnie zabije, ja pierdole, tak się wygadać. Nie wieże, że to powiedziałam.- Syntia zaczęła chodzić w kółko, gadając do siebie. Przerażony patrzyłem na jej zachowanie.
- Jejku, jejku już po mnie, o Boże, co ja narobiłam.- Złapała się za głowę, ciągnąc włosy.- Nie dość, że narobiłam jej problemów z akcją w klubie to jeszcze to! O Boże.
- MOGŁA BYŚ SIĘ KURWA USPOKOIĆ.- Wydarłem się. Dziewczyna, ustała w miejscu, spojrzała na mnie zaskoczona.
- No widzę, że do zdrowia wracasz, bardzo mnie to cieszy, tylko to ja będę miała przejebane. Słuchaj Draco, masz siedzieć cicho i nic, nikomu nie mówić rozumiesz. Ciebie tęż już obowiązują zasady.
- Jakie zasady?
- Masz moc, nikt nie może się o niej dowiedzieć. Wygadasz się to czeka cię kara, taka jak Asada.
- Czyli jaka? Śmierć? Myślisz, że się boje? Kobieto moim ojcem jest Śmierciożercą, któremu się przeciwstawiłem, i tak mnie czeka śmierć, wiec proszę, groźby zachowaj dla siebie.
- Nie chodzi mi o normalną śmierć, w Bractwie tak nazywamy kare, polegającą na tym, że dana osoba jest uwięziona w lochach, przywiązana do ściany przez jeden miesiąc, jej ciało pozbawione jest duszy, cierpi przerażające męki. Sam proces, kiedy dusza opuszcza ciało, jest gorszy, niż pocałunek Dementora, z tym, że, po miesiącu odzyskujesz ją, jeśli wyrazisz skruchę, zostajesz zwolniony z kary, moce, jakie miałeś zostają odebrane, wraz z nimi magią, pamięć zostaje wyczyszczona. Jednym słowem robią z ciebie charłaka, stajesz się cieniem samego siebie. Bez pamięci, bez niczego.


***


Hermiona

 

 Zbiegając z wzgórza, zerknęłam na zegarem. Dochodziła siedemnasta, cholera zaraz się spóźnię. Przyspieszyłam biegu, aby zdążyć na czas. Moje spóźnienie w niczym mi nie pomorze. Przebiegłam przez dziedziniec, nie zaszczycając wartowników spojrzeniem. Zdyszana wpadłam w progi świątyni, przystając na chwile, aby nabrać tchu, poprawiając swoją czarna pelerynę, ruszyłam do Sali obrad.
Z dumnie uniesioną głowa wkroczyłam do pomieszczenia, w towarzystwie dzwonów, ogłaszających wybicie równej godziny.  Siedzieli w pół okręgu, na rzeźbionych fotelach, albo raczej tronach. Pierwszy z mojej lewej siedział Darren, Benjamin, Karolin, Michael, Raphael, Elijah, Alaric, Lee., Noah, Autumn. Wspominałam już, że przewodził nimi Raphael, jego prawym był Michael. Bezwzględny, nieobliczany, zimny człowiek, wierzył, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Panował nad wszystkimi mocami. Szkolił mnie w walce wręcz. Był mi również bliski jak Raphael. Reszta rady zazwyczaj była cicho, uważnie obserwując. Od dwóch lat nic się nie zmieniło, te same twarze, ta sama salą, tylko, jaka tym razem będzie kara?
Uklęknęłam na środku Sali, chcąc oddać im hołd. Pochylając głowę nisko, uśmiechnęłam się drwiąco. Błahe czyny, mogą zdziałać cuda, niech myślą, że są lepsi. Prostując się przybrałam maskę spokoju, nienagannej grzeczności.
- Gdzie jest winna?- Usłyszałam głos Michaela, patrzył na mnie drwiąco, jak by wiedział, o czym pomyślałam. Wyzywająco spojrzałam w jego oczy, mówiąc..
- Stoi przed wami! Ja jestem winna.
Widziałam na ich twarzach niedowierzanie. Skupiłam się na dwójce, która miała najwięcej do powiedzenia. Raphael patrzył na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy, w jego oczach czaiła się duma, z to Michael dalej nie mógł uwierzyć w moje słowa.
- Żartujesz sobie?
- Czy wyglądam jak bym żartowała? Raphael powiedział jasno, chcecie winnego, wiec o to jestem. Ukarzcie mnie jak wam się podoba. Miejmy to już za sobą.
- Nie możemy cię ukarać Katherino. To nie jest takie proste. My nie chcemy ci karać, jesteś dla nas zbyt cenna.- Odezwała się pierwszy raz, od kiedy ja znam Autumn.
Piękna blondynka, o niebieskich oczach, małym noskiem i krwisto czerwonych ustach, jej głos idealnie pasował do ciała, niczym niebiańskie dzwoneczki. Była kobietą czynu, młoda i piękna, jak oni wszyscy. Nic się nie zmieniali, każdy z nich wyglądał na 25 lat. Jak to robili? Nie wiem.
- Chcesz powiedzieć, że jestem bezkarna? Dobrze wiecie, że możecie to zrobić, ale nie chcecie. Nie pozwolę wam na skrzywdzenie nikogo, na kim mi zależy. Będę ich bronić za wszelką cenę.
Moje słowa zawisły w powietrzu, wpatrywali się we mnie w ciszy.
- Cóż, zaskoczyłaś mnie Hermiono. Musimy się naradzić, co zrobić. Ty proszę, udaj się do swojej komnaty. Wezwiemy cię, kiedy wyrok zapadnie.
Ukłoniłam się im, prostując posłałam kpiące spojrzenie Michaelowi, w odpowiedzi uśmiechnął się do mnie ze zrozumieniem.  Tylko przy nim mogłam zachowywać się tak beztrosko, on, jako jedyny ciągle walczył. Był łowcą, tropił swoje ofiary, aby je zabić.
Usiadłam na łóżku, tępo wpatrując się w okno. Widok był cudowny, świątynia wznosiła się jednej z Alpejskich gór. Nikt dokładnie nie wiedział gdzie jest, znaliśmy tylko lokalizacje, aby się teleportować. Wydaje mi się, że jest to gdzieś na granicy Francja-Włochy, zważywszy za szczyty górskie.
Nie wiem ile siedziałam, nie zwracałam uwagi na płynący czas. Moje myśli krążyły gdzieś w Londynie, w jednym ze szpitali, przy pewnym blondynie. Uświadomiłam sobie, że zależy mi na Draco, czuje do niego coś więcej niż zwykłą sympatie, ale jest jeszcze Marcus. Cholernie przystojny idiota. W głowie huczały mi słowa wampira „ będę o ciebie walczył, tak długo, puki żyć będę”. Chciałam tego? Nie wiem. I co ja mam zrobić? Jestem rozdarta między nimi, Marcus daje mi spokojną ostoje, Draco zaś dreszczyk emocji.
Moje rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi. Czyżby już?
- Proszę.
Po pokoju wszedł Michael, jego czarny jak noc garnitur, kontrastował z białym wystrojem sypialni. Minę miał obojętną, usiadł wygodnie na kanapie. Przyglądałam się mu, taksując jego wysportowane ciało, kolejny przystojniak. Spojrzałam w jego oczy, koloru złota, podnosząc pytająco brew, czekając aż zacznie.
- Jak się czujesz?
Zaskoczona tym, że pyta o stan mojego zdrowia, z opóźnienie odpowiedziałam.
- Dobrze? Tak mi się wydaje, czemu pytasz?
- Użyłaś bardzo dużo mocy H, zazwyczaj trzeba czasu, aby się zregenerować.
 Czy oni muszą wiedzieć wszystko?
- Szpiegowanie ludzi jest nielegalne. – Mówię patrząc na niego znacząco, kiedy chce cos powiedzieć, nie daje dojść mu do słowa.- Nie zaczynaj gadki, że to twoja natura! Gdyby nie wy i ta wasza mania sprawowania kontroli, nie było by zaistniałej sytuacji.
Uśmiechnęłam się do niego uroczo.
- Raphael ma racje, pozwalasz sobie na za dużo.
Teatralnie przewróciłam oczami.
- A wy za to za bardzo ingerujecie w moje życie.
Teraz on wywrócił oczami, pochylił się lekko do przodu opierając łokcie na kolanach, głęboko zajrzał mi w oczy.
- Igrasz z ogniem słoneczko.- Jego głos stał się mroczniejszy, bardziej seksowny.
- Wiem, do czego dążysz, odpuść sobie. Moja decyzja dalej pozostaje tak jak dawniej.
W ogóle się nie przejął tym, co powiedziałam, uśmiechnął się szeroko, ukazując swoje proste białe zęby.
- Warto było spróbować. Kim jest ten chłopak, którego uratowałaś?
- Nie wierz?
- Eee nie?
- Ha nie wierze!- Wykrzyknęłam, podnosząc się z łóżka.- Jest coś, czego ty nie wierz. Wow.
- Nie przesadzaj, wiec jak on się nazywa?
- Draco Malfoy.
Od strony drzwi dobiegł nas kobiecy krzyk, obydwoje spojrzałyśmy w tamtą stronę. W otwartych drzwiach stał Autumn. Jej mina świadczyła o głęboki szoku, wpatrywała się w mnie z szeroko otwartymi oczami. To ona musiała wydać z siebie ten dźwięk.
- Czy coś się stało?- Pytam, zmartwiona jej zachowaniem.
- Tak, Raphael chciała a byście wrócili już na sale. – Odpowiedział, słabym głosem.
Odwróciła się na pięcie i zniknęła w głębi korytarza. Zszokowana stoję dalej w tej samej pozycji, gapiąc się na miejsce, w którym przed chwilą stałą kobieta. Zdezorientowana przenoszę moje spojrzenia na Michaela, pytająco unosząc brew, ten jedynie wzrusza ramionami.
- To było dziwne. Widziałeś jej wyraz twarzy?
- Tak, myślę, że coś nią wstrząsnęło.
- Co niby?
- Nie wiem, chodźmy już, Raphael nie lubi czekać.- Zaśmiał się ze swojego komentarzu, w skutek, czego załamałam ręce jak do modlitwy, przewracając oczami. Czasem zachowuje się jak dziecko.
W sali był tylko Raphael. Siedział na swoim „tronie”, swoje oczy utkwił w mojej osobie, bacznie mnie obserwując. Zaczął mówić..
- W północnej Rumunii grasuje jakieś stworzenie. Nie wiemy, co to jest, ale ma wielką siłę, szybko się porusza, jakieś 190 cm. To coś, zabiło już tysiące ludzi. Trzeba je zgładzić.
Nie wiedziałam, po co, on mi to mówi. Zdezorientowana spojrzałam na Michaela, wyraz jego twarzy, świadczył, że, zrozumiał, do czego pije jego przywódca.
- Wyślij tam łowców, po to oni są prawda?
- Cóż łowcy nie dają sobie rady, zabito już dwóch. Potrzebuje kogoś, kto podoła temu zadaniu.
Cholera! Zmarszczę brwi na niego, o co kurwa chodzi?
- A co ja mam z tym wspólnego? Wydaje mi się, że jest to działka Michaela?
- Możliwe, że jego, ale tym zadaniem zajmiesz się ty!
Równocześnie z Michaelem wykrzyknęliśmy, „co”, zdenerwowany łowca, nie chciał odpuścić.
- Oszalałeś? Ona nie jest łowczynią, nie ma doświadczenia w walce z magicznymi stworzeniami, wiem, do czego jest zdolne te stworzenie. Zabiło moich najlepszych łowców. Myślę, że nie przemyślałeś tego?!- Ostatnie zdanie wykrzyczał, wstając z swojego tronu.
- To jest jej kara, ma znaleźć i zabić to coś, czymkolwiek to jest. Jak by to powiedzieć? Ah tak! Hermiono czeka cię krucjata.

sobota, 8 czerwca 2013

wow

Jestem zaszczycona 10 tys. wyświetleń...
Dziękuje serdecznie 
pozdrawiam DraMion :)