środa, 6 listopada 2013

Rozdział 24


Kilka słów wstępnie...

Witam was serdecznie!! 
Oto przed wami rozdział 24! Zostało zaledwie tylko 6 :( 
szybko to zleciało.

Zapraszam do Elton, pojawił się tam dla was rozdział!!


Nie będę przedłużać, zapraszam do czytania...

PS. Dziękuje za komentarze jesteście kochane :* 

PS2. dziękuje Mika :* 


kropki, przecinki, literki

**********************************************************



Draco
Z niedowierzaniem słuchałem słów pana Sulivana.
- Córeczko, Śmierciożercy zaatakowali nasz dom. Twoja matka…- jego głos się załamał - Aleksandra nie żyje.
Patronus zniknął, a w Wielkiej Sali zapanowała cisza. Każdy wpatrywał się w białą jak płótno Hermionę. Zerwałem się z miejsca, podchodząc do niej. Z oczu dziewczyny biła czysta rozpacz, nie zważając na nic, przyciągnąłem ją do siebie. Wtuliła się we mnie ufnie, pozwalając swoim łzą płynąc po policzkach. Nie mówiłem nic, wiedziałem, że moje słowa w niczym jej nie pomogą.
Drzwi do WS otworzyły się z hukiem, podniosłem wzrok na mężczyznę, który przybył. Profesor Snape, zobaczywszy nas przystanął. Swoje współczujące spojrzenie skupił na Hermionie. Ta czując jego wzrok na sobie, spięła się cała, odsuwając mnie delikatnie od siebie. Spojrzałem w jej oczy, dostrzegając czającą się w nich wściekłość. Odwróciła się w stronę mistrza eliksirów.
- Hermiono, tak mi przykro... - zaczął, jednak brązowowłosa nie pozwoliła mu dokończyć. Cała się trzęsła z powstrzymywanej wściekłości.
- Jesteś z siebie zadowolony Snape? Gdyby nie ty i twoje głupie pomysły, moja matka dalej by żyła! Ale nie, wielki pan Snape musiał się wtrącić!
- Hermiono, to nie tak! Oni mieli być bezpieczni, wszystko było ustalone, tylko twój wypadek pokrzyżował nam plany. Gdybyś powiedziała prawdę, wszystko wyglądałoby inaczej.
Hermiona nie wytrzymała. Magia emanowała z jej ciała, otaczając dziewczynę ledwie widoczną złotą poświatą.
- Tak bardzo jesteś ciekaw, co się wydarzyło? Proszę bardzo! Masz zasraną rację! Należę do Bractwa Białego Kruka, tak samo jak i twoja córka! Zostałam ranna, ponieważ ratowałam ją przed byciem charłakiem! - wykrzyknęła, stawiając kroki w stronę oniemiałego profesora.
Musiałem zareagować, jakoś ją powstrzymać. Położyłem dłoń na jej ramieniu, ściskając je lekko. Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona. Mój dotyk ja nieco uspokoił. Odwróciła się powoli w stronę Synti, patrząc jej w oczy. Panna Snape pisnęła cicho i złapała się za głowę. 
Nie mówiąc nic, Hermiona odwróciła się w stronę wyjścia. Zawahała się w pewnym momencie. Podążyłem za jej wzrokiem. W drzwiach stał mężczyzna, ubrany w czarny garnitur. Zaciśnięta szczęka, spięte mięśnie, wyraźnie świadczyły o tym, że nie był zadowolony. Hermiona przeklinając pod nosem, wyminęła jednego z odwiecznych, nie zaszczycając go ani jednym spojrzeniem. Wraz z jej wyjściem, wokoło wybuchnęły rozmowy. Wszyscy próbowali zrozumiec sens przed chwilą usłyszanych słów. Nie zwracając na nikogo uwagi, podszedłem do stołu swojego domu. Musiałem się dowiedzieć czy z Syntią wszystko w porządku. Co zrobiła jej Hermiona?
- Co się stało S?
Spojrzała na mnie załzawionymi oczyma.
- Hermiona zwołała Bractwo, za godzinę mamy być wszyscy w Szkocji. - wyszeptała.
- Wiadomość mentalna, dlaczego w takim razie złapałaś się za głowę? Przecież już nie raz się tak komunikowałyście.
- Tak, ale nigdy nie użyła takiej dużej ilości mocy. Ja mam tarcze Draco, a mimo to zadziałało na mnie bardzo silnie. Nie chce wiedzieć jak bardzo musiało to zaboleć chłopaków.
***
Hermiona
Wpadłam jak burza do swojego dormitorium. Opadłam na łóżko, niczym szmaciana lalka. Chciałabym zwinąć się w kłębek i cierpieć w spokoju. Jednak nie było mi to dane.
- Możesz mi powiedzieć, co ci strzeliło do głowy! - Warknął Michael, zatrzaskując za sobą drzwi.
- Ty to ma wyczucie czasu.
- Tylko tyle masz zamiar mi powiedzieć?
Podniosłam się z łóżka i usiadłam w fotelu. Oparłam łokcie na kolanach chowając twarz w dłoniach. Nie miałam w ogóle ochoty z nim rozmawiać.
- Wytłumacz mi to!
Westchnęłam.
- A co tu tłumaczyć, słyszałeś wszystko. Moja mama... - głos mi się załamał, a z oczu popłynęły łzy - ...nie żyje.
- Nie o tym mówię. Wyznałaś przed całym Hogwartem, że należysz do Bractwa!
- No i co w związku z tym? - zapytałam, nie podnosząc na niego wzroku. Nie obchodziło mnie nic oprócz zemsty. W mojej głowie już układał się plan. Moja obojętność, musiała zdenerwować Michaela, bowiem zaczął na mnie wrzeszczeć.
- Do ciebie nie dociera, co zrobiłaś?! ZŁAMAŁAŚ ZASADY!
- Zasady są po to, aby je łamać.
- HERMIONA! Jeśli Rafael się o tym dowie, zostaniesz ukarana!
Zaczynał już mnie naprawdę denerwować. Podniosłam się z fotela, podchodząc do niego powoli.
- Powiem to tylko raz, wiec słuchaj uważnie. Mam gdzieś Rafaela i jego pieprzone zasady! To moje Bractwo, ja nim dowodzę i to ja będę dyktować warunki jego funkcjonowania. Czy ci się to podoba czy nie, mam zamiar wziąć sprawę w swoje ręce!
Michael stał w ciszy, przyglądając mi się intensywnie.
- Co ty chcesz zrobić?
- To, co powinnam już dawno.
- Nie możesz wtrącać się w wojnę! To jest przeznaczone Harremu Potterowi.
- A kto powiedział, że chce zabić Voldemorta?
- A nie?
- Nie. Jak mówiłeś to zadanie Harrego, on został wybrany.
- To co ty chcesz zrobić?
- Nic takiego. Mam tylko zamiar zemścić się na osobie, która zabiła moją mamę. - wzruszyłam ramionami, jakby to było najnormalniejszą rzeczą na ziemi. - A kruki mi w tym pomogą.
Nie miałam już nic dodania, odwróciłam się tyłem do niego. Chciałam zostać już sama.
- Młody Malfoy wie, że masz zamiar zabić jego ciotkę?
Odwróciłam się do niego zaskoczona. Zmarszczyłam brwi.
- A co ona ma do tego?
- To ona jest winna śmierci Aleksandry.
Zamrugałam kilkakrotnie.
- Skąd to wiesz?
- Widziałem nagrania z kamer.
- Kamer?
- Twój ojciec zamontował system monitoringu w waszym domu.
Nie powiedziałam nic, bo co mogłam? Tak naprawdę, czułam się bezradna. Cokolwiek bym zrobiła, nie zwrócę życia mojej mamie. Ból, jaki towarzyszył mi od wyjścia z WS, zwiększał się z każdą chwilą. Nie mogła się załamać, nie teraz.
- Muszę już iść Michaelu. Czekają na mnie.
Ruszyłam w stronę drzwi, które się otworzył. Stał w nich Draco. Z jego oczu mogłam wyraźnie wyczytać, że słyszał naszą rozmowę. I dobrze, niech wie, jaką ma ciotkę.
- Hermiono - wyszeptał.
Nie patrząc mu w oczy, wyminęłam go. Nie chciałam z nim teraz rozmawiać, nie mogłam znieść myśli, że to ktoś z jego rodziny jest odpowiedzialny za śmierć osoby, którą kochałam całym sercem. Wiedziałam, że to nie jego wina, że nie powinnam tak postępować, ale to było silniejsze ode mnie.
***
Na wyspie pogoda była tragiczna. Wiał silny wiatr, z nieba padał zimny deszcz, a wokoło panowała ponura atmosfera. Pogoda była przygnebiająca, idealna do zaistniałej tragedii. Przybili wszyscy, zasypując mnie tysiącami pytań. Kiedy powiedziałam im co się stało, zapadła cisza. Wiedziałam, że ta wiadomość nimi wstrząsnęła.
- Hermiono, jest nam bardzo przykro. - powiedział Aron.
- Mi też, ale nie mogę się załamać.
- Cokolwiek zdecydujesz, będziemy stać po twojej stronie, my również kochaliśmy Aleksandrę. - wypowiedział się za wszystkich Ethan.
Kiwnęłam głową, dziękując im tym samym za zaangażowanie. Powiedziałam im dokładnie, co planuję zrobić. Dałam im wybór, mieli zdecydować czy zostają ze mną, co wiązało się z przerwaniem nauki, czy wracają do szkół. Wszyscy byli zgodni. Nasz czas nadszedł, mogliśmy w końcu pomóc uratować świat. W końcu po to istnieje Bractwo.
 ***
Pogrzeb odbył się trzy dni później, w południe. Ceremonia jak tyle przybyłych osób, była niezwykle skromna i wzruszająca. Zjawili się zarówno mugole jak i czarodzieje. Mama swoim stylem bycia zyskała sobie dużo przyjaciół. Wielu ją opłakiwało. 
Wraz z tatą stałam na przodzie żałobnego orszaku. Ostatni raz pozwoliłam sobie na chwile słabości, nie powstrzymując wypływających łez. Stojąc prosto, wyczuwałam ciekawskie spojrzenia ludzi, spowodowane nie tylko śmiercią jednego z moich rodziców, ale sensacyjnej dla nich wiadomości. Dzisiejsze gazety szalały, rozpisując się o moim powiązaniu z Krukami. Ja milczałam, nie miałam im nic do powiedzenia. Sama czekałam na to, co się wydarzy.
Po pogrzebie, pożegnałam się z ojcem. Musiałam wrócić do szkoły i spakować swoje rzeczy. Przygotować się na nadejście kolejnych dni. Najważniejszą sprawą był Draco. Z blondynem nie rozmawiałam od pamiętnego wieczoru. Najzwyczajniej w świecie go unikałam. Wyczuwałam jego spojrzenia, widziałam próby zbliżenia się do mnie, jednak z pomocą Synti skutecznie mu to utrudniałam. Sama siebie nie rozumiałam, bo doskonale wiedziałam, że nie jest on jednym ze Śmierciożerców. Jednak łatwiej było go unikać. Zadziwiające jak szybko można zostać zwykłym tchórzem...
***
Dwie godziny później siedziałam na fotelu w dormitorium Draco, czekając na niego. Po upływie dwudziestu minut, drzwi otworzył się powoli. Przez próg wszedł blondyn. Był wyraźnie przybity, świadczyła o tym posępna mina. Położył się na łóżku, przecierając twarz dłońmi, wzdychając jednocześnie. Nie zauważył mnie. Wstałam powoli, podchodząc do łóżka. Pochyliłam się nad nim.
- Draco... - wyszeptałam, łamiącym się głosem.
Malfoy słysząc moje słowa usiadł, otwierając oczy. Nie zdążyłam się odsunąć, wskutek czego zderzyliśmy się głowami. Zobaczyłam przysłowiowe gwiazdki pod powiekami, jednak już po chwili tonęłam w ramionach chłopaka. Długo się nie odzywaliśmy, cisze przerwał on.
- Dlaczego? - zapytał, nie musiał dodawać nic więcej, wiedziałam o co pyta.
- Przepraszam, nie powinnam się od ciebie osuwać. Ja... cholera! Tak mi ciężko...
Pocałował mnie w głowę, mówiąc:
- Nie obawiaj się mnie, nie jestem taki jak oni. Myślałem, że mi ufasz.
- Bo ufam! Chodziło mi o sam fakt, że to twoja ciotka. Wiem głupie, dlatego przepraszam.
- Dobrze, ale nie rób mi już tego więcej. Myślałem, że zwariuje bez ciebie.
Spięłam się, jak mam mu obiecać coś takiego, jak dziś już mnie nie będzie w Hogwarcie?
- Draco... - zawahałam się- ...odchodzę.
- Dobrze. Zaraz, co? Jak to odchodzisz? - spojrzał na mnie zaskoczony - I co w ogóle znaczy odchodzę?
- Opuszczam szkołę, mam zamiar walczyć z poplecznikami Voldemorta.
- Jak będziemy się widywać? Bo będziemy, prawda? - spojrzał mi w oczy, szukając potwierdzenia swoich słów. Nie znalazł ich.
- Nie możemy. Wiem, że będzie nam trudno, ale musimy to przetrwać.
Draco milczał, zamyślonym wzrokiem wpatrując się w wesoło skaczące płomienie w kominku, tak różne od jego obecnego stanu ducha.
- Masz rację, tak będzie lepiej. Muszę ci o czymś powiedzieć. Dostałem list od ojca. Pisał, że mam się wstawić w domu. Chce abym…
Naszą rozmowę przerwał huk otwieranych drzwi. Do pokoju weszła zdyszana Syntia. Kiwnęła głową na powitanie Draconowi.
- Musimy już iść, wszyscy czekają.
- Dobra daj mi chwile, tylko się pożegnam.
Syntia pożegnała się z Draco krótkim: „uważaj na siebie” i już jej nie było. Spojrzałam w oczy, które śniły mi się po nocach. Nie wiedziałam, jak sobie bez niego poradzę.
- Muszę już iść.
- Hermiono nie zdążyłem ci powiedzieć najważniejszego.
- Nie ma teraz na to czasu. Ufam ci i cokolwiek zrobisz zawsze będę z tobą. - przytuliłam się do niego. W silnych ramionach chłopaka czułam się bezpiecznie, najlepiej w ogóle bym ich nie opuszczała, ale musiałam. - Błagam uważaj na siebie, nie chcę stracić kolejnej osoby, którą kocham. - pocałowałam go lekko w policzek.
Nie nawidzę pożegnań. Puszczając dłoń blondyna ruszyłam do wyjścia. Draco nie pozwolił mi na to, łapiąc mnie za rękę i odwracając w swoją stronę. PO chwili poczułąm jego usta na swoich. Złapał mnie za pośladki i przycisnął do drzwi, całując zachłannie. Uczepiłam się jego ramion, niczym ostatniej deski ratunku, nogami oplatając szczupłe biodra chłopaka.
W pocałunek włożyliśmy wszystkie emocje, jakie nami targały. Miłość, radość, tęsknotę i ból spowodowany rozstaniem. Trwaliśmy tak może sekundy, czy minuty. Nie wiem... Żadne z nas nie chciało przerywać tej chwili. Oderwaliśmy się od siebie, łapczywie nabierając powietrza. Zetknęliśmy się czołami, czując na sobie swoje oddechy.
- Tak bardzo cię kocham - wyszeptał.
W moich oczach pojawiły się łzy. Zamrugałam kilkakrotnie, byle by je powstrzymać. Draco pocałował mnie w czoło, stawiając na nogi. Odstąpił ode mnie na krok, a ja chłonęłam każdy fragment jego idealnego ciała. Chciałam zapamiętać każdą srebrną iskrę w jego oczach, każdy jego dotyk, zapach, głos...
- Będę tęsknić - wyszeptałam, otwierając drzwi. W progu zatrzymał mnie, łamiącym się głosem.
- Hermiono, uważaj na siebie.
Nie wytrzymałam i rozpłakałam się na dobre. Obawiałam się, że może być to nasze ostanie spotkanie. Zamykając drzwi, ostatni raz spojrzałam na młodego dziedzica. Po jego bladym policzku spływała jedna, samotna łza.
***
Dwa miesiące później, gdzieś w Wielkiej Brytanii….

W przygnebiającym zamczysku, którego położenia nikt nieupoważniony nie znał, zostało zwołane zebranie. W pomieszczeniu, które swoją świetność przeżywało kilkadziesiąt lat temu, na zdobionym tronie siedział Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. U jego stóp wił się wąż, sycząc złowrogo na przybyłych.
Postacie w czarnych pelerynach klęczały, oddając hołd swojemu panu.  Wyprostowały się jednocześnie, spoglądając niepewnie na swojego władcę. Nie wiedzieli, czego mogą się po nim spodziewać, wiedzieli jedynie, że targa nim bezgraniczna wściekłość.
- Może któryś z was mi powie, jak to się stało, że jedna z moich najbardziej oddanych Śmierciożerczyń nie żyje? - wysyczał w stronę zebranych.
Nikt nie śmiał się odezwać. Oni sami nie mogli pojąc jak to się stało, że Bellatrix nie żyje. Była najokrutniejsza z nich wszystkich. Wśród sług Czarnego Pana, cieszyła się szacunkiem i podziwem.
- ŻĄDAM ODPOWIEDZI!
Spośród dziesiątki zebranych, odezwał się przyjemny baryton, w ogóle niepasujący do tego miejsca.
- Panie, zaskoczyli ją. Akcja miała odbyć się bez zbędnych niespodzianek. Nie spodziewała się nikogo. Zaatakowali ją niespodziewanie, obezwładniając cała grupę, z którą była. Nikt więcej nie ucierpiał, jedynie Bella straciła życie.
- Podejdź do mnie chłopcze.
Z szeregu wystąpił młody mężczyzna, ściągając jednocześnie białą maskę, zasłaniającą jego przystojną twarz. Swoje oblicze, teraz chował jedynie pod kapturem. Pochylając głowę nisko, stanął przed swoim panem.
- Kto ją zabił? - zapytał Lord, swoimi czerwonymi ślepiami przewiercając wysportowaną sylwetkę młodzieńca na wskroś. Sunął po umyśle swojego poddanego jak po otwartej księdze. Wiedział, że młodzieniec mu na to pozwolił, w innym wypadku nie dałby rady wedrzeć się w myśli chłopaka. Był zadowolony, że zyskał kolejną potężną maszynę do zabijania.
- Hermiona Sullivan, panie. - odpowiedział, prostując się, wskutek czego jego kaptur opadł na ramiona chłopaka, odsłaniając jego platynowe włosy.
Lord Voldemort mógł teraz bez przeszkód spojrzeć w zimne jak lód oczy Draco Malfoya.

środa, 23 października 2013

Rozdział 23

Cześć i czołem :)
Pierwsza sprawa! Tak jak pisałam rozdział dzisiaj. Mam nadzieje że wam się spodoba, 
Ja osobiście jestem z niego bardzo zadowolona. Jest on bez bety, Dominika ma go dziś sprawdzić. Za błędy przepraszam.
Druga sprawa! Pilnie potrzebuje bety, która zajmie się sprawdzaniem mojego opowiadania Elton. Chciała bym was serdecznie na nie zaprosić  http://elton-zakochaniuczniowie.blogspot.co.uk/ , tam również pojawił się nowy rozdział. Dziękuje za komentarze i czekam na następne. 


literki, kropki, przecinki



 -----------------------------------------------------------------------------------------------
Co ja w ogóle tu robię? Pytałam samą siebie. Siedzę wraz z Syntią na trybunach stadionu, przyglądając się treningowi drużyny domu węża. Draco dzisiejszego dnia wziął sobie za główny cel, katowanie Diabła morderczym treningiem. Co ja gadam, tak było każdego dnia, od pamiętnego śniadania, kiedy oddałam swojej przyjaciółce istotną część jej garderoby. Mój chłopak, jejku jak to dziwnie brzmi, jeszcze nie mogę się przyzwyczaić, kiedy skojarzył fakty, chciał się rzucić na biednego Blaisa z pięściami. Skończyło się na tym, że Draco poprzysiągł sobie, że ukarzę Diabła za to, że nie posłuchał jego rady i dobrał się do Synti. Sama zainteresowana, była lekko speszona zaistniałą sytuacją. Jedynie mi wyznała powód swojego niecnego zachowania. Zwyczajnie w świecie chciała zapomnieć o Miszy, nie układało im się w ogóle. Z racji tego, że ciągnęło ją do Zabiniego, postanowiła wykorzystać sytuacje.
Za to mój związek z młodym dziedzicem, układał się idealnie. Przez te dwa tygodnie, zbliżyliśmy się do siebie. Każdą wolną chwilę poświęcaliśmy sobie, spotykając się to u niego, to u mnie. Czułam, że blondyn stał się istotną częścią mojego życia. Wiedziałam, że gdyby go zabrakło, mój świat ległby w gruzach. Kiedy go nie było w pobliżu, tęskniła, zaś, kiedy tylko go widziałam, moja twarz rozjaśniał jeden z najlepszych uśmiechów, na jakie mnie stać. Wystarczyło muśniecie jego dłoni o moją, a przyjemne dreszcze przechodziły po moim ciele. Ukradkowe spojrzenia, skryte gesty, tajemnicze liściki, stały się dla mnie ważne. Całe te ukrywanie spodobało nam się. Z dnia na dzień Draco zaskakiwał mnie swoja pomysłowością. Wczoraj, zaciągnął mnie do starego schowka na miotły. Co robiliśmy? To już możecie sobie wyobrazić. Byliśmy tak zajęci sobą, że spóźniliśmy się na lekcje eliksirów, w skutek, czego dostaliśmy wieczorem szlaban.
Mogłam z ręką na sercu powiedzieć, że z Draco nie da się nudzić. Przystojny blondyn wiedział jak zając nam czas. Czułam się przy nim szczęśliwa. Moje rozmyślenia przerwał podirytowany głos panny Snape.
- Kiedy on ma zamiar sobie odpuścić? Mam go już dość!
- Kto?
- Kto? Kto? Jeszcze się pytasz? Twój Romeo.
Spojrzałam na nią z lekko podniesioną prawą brwią.
- Widzisz! Nawet na ciebie źle działa jego towarzystwo, tak samo jak on unosisz brew.
- Proszę cię, nie melodramatyzuj.- Zamilkłam, wyczuwając w pobliżu nową osobę. Zajrzałam do umysłu przybysza.
- Czujesz? Kto to?
- Sergiej, odnalazł Asada.
- Jest sam?
- Tak, znaczy nie. Jest z nim teraz Ginni. Zbliżają się do stadionu. Idź do nich, poczekajcie na mnie przy wejściu.
Syntia nic nie mówiąc ruszyła w stronę wyjścia, ja zaś skupiłam się na umyśle Malfoya.
- Draco!
Chłopak rozejrzał się wokół siebie, szukając osoby, która go woła. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Potrząsnął lekko głowa, wydawał się być zdezorientowany.
- Draco!
Dopiero za drugim razem spojrzał w moją stronę, marszcząc brwi.
- Miona?
- Draco, musze już iść. Sergiej znalazł Asada, jest teraz w Alpach. Musze tam się udać. Zobaczymy się wieczorem. Pa
W odpowiedzi lekko kiwnął głową, posyłając mi buziaka w powietrzu. Szybko pognałam w stronę wyjścia. Znalazłam Sergieja i Syntie stojących pod ścina, cicho dyskutujących. Na mój widok obydwoje zamilkli.
- Gdzie Ginni?
- Wróciła do zamku. Sergiej mi właśnie mówił o tym gdzie znalazł Asada.
- Tak? A nie czasami o Miszy?- Spojrzałam na nią z politowaniem.
- Przed tobą nic się nie ukryje? 
- Gdybyś użyła tarczy, nie było by tej rozmowy.
- Dobra dość! Mamy coś do zrobienia. Syntia też idzie z nami?- Zapytał chłopak, na co wzruszyłam ramionami.
- Nie, dzięki. Poczekam aż Draco przestanie męczyć Blaisa.- Odpowiedziała i ruszyła do zamku, zostawiając ich samych.
- To do ruszamy?- Zapytał wesoło Sergiej, zarzucając swoje ramie na moje barki.- Jak się stąd wydostaniemy?
- Przez…- nie dokończyłam, przerwał mi dobrze znany głos, dobiegający za moich pleców.
- Hermiona!!
Odwróciliśmy się w do Draco idącego w moje stronę. Sergiej ponownie mnie przytulił ramieniem, na co oczy blondyna zwęziły się groźnie.
- Chciałem osobiście się pożegnać.- Powiedział, wzrok miał cały czas utkwiony w ramieniu Rosjanina. Zrzuciłam rękę Sergieja z mojego ramienia, podchodząc do Malfoya. Jego piękne oczy nie wyrażały żadnych uczuć, kiedy na mnie spojrzał zagościła w nich czułość.
- Uważaj na siebie, skarbie.- Wyszeptał, głaszcząc mnie po policzku. Uśmiechnęłam się do niego uroczo, wdzięczna za jego troskę. Pocałowałam go delikatnie w usta. Wyszeptałam:
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.  Idź już i wracaj szybko.
                                                                              ****                     

Co ja mam zrobić z tym cholernym gadem?
Pytałam sam siebie, stojąc nad nieprzytomnym ciałem Asada. Wiedziałam jedno, chłopak zdradził. Wypaplał wszystko, co wiedział o Bractwie temu przeklętemu gadowi. Nie miała pojęcia, co w taki wypadku możemy zrobić, nasza tajemnica została odkryta prze największego wroga. Czego możemy się spodziewać po kimś takim? Tego nie wiedział nikt. Czy się bałam? Strach paraliżował całe moje ciało. Musze coś zrobić, nie mogę pozwolić na to, co chce zrobić ta gnida. Osobno mamy wielkie moce, razem jesteśmy potężni.
To się jeszcze okaże.
Odezwał się głos w mojej głowie. Zignorowałam go. Do celi wszedł Sergiej. Gwizdnął na widok bezwładnego ciała zdrajcy.
- Ale go urządziłaś. Powiedział coś?
- Tchórz wygadał wszystko, co wiedział temu przeklętemu Voldemortowi.
- Jak myślisz, po co mu taka wiedza?
- Nie mam pojęcia, ale podejrzewam, że będzie chciał abyście przeszli na jego stronę. Ten śmieć…-wskazałam ręką na Asada-… przekazał mu nasze imiona, gdzie się uczymy.
- Co z tym zrobisz?
- Nie wiem musze porozmawiać z Raphaelem. Cholera to jest takie zagmatwane.- Oparłam się o ścianę, zamykając oczy.
- Hermiona? Jest coś jeszcze prawda? Jesteś blada jak ściana, co on ci powiedział?
Powili otworzyłam oczy, Sergiej mógł w nich zobaczyć, wszystko moje uczucia, które trawiły moje ciało. Strach, złość, irytacje. Najgorsze z nich było bezsilność.
- Asad przekazał mu gdzie mieszkam, a co z tym idzie? Voldemort wie gdzie mieszkają moi rodzice. Zwołaj wszystkich proszę, niech pokarzą się w Alpach. Idę do Raphaela.
Odwróciłam się w stronę wyjścia. W progu zatrzymał mnie głos mojego przyjaciela.
- A co z nim?
- Niech leży, zobaczymy jak się wszystko ułoży.
Tak jak podejrzewałam, Raphael się wściekł. Miotał na prawo i lewo przekleństwami, jakich świat jeszcze nie słyszał, i to w kilkunastu językach. Doszliśmy do wniosku, że musze jakoś chronić swoich rodziców. Po pojawieniu się kruków, przekazałam im, co wiem. Ustaliliśmy, że Misza i Ethan zlokalizują posiadłość gdzie ukrywają się Śmierciożercy wraz ze swoim panem. Sergiej zaś zamieszka razem z moimi rodzicami, ale dopiero jutro. Dzisiejszej nocy mama jest we Francji, ma wrócić dopiero jutro wieczorem, zaś tata jest na misji zakonu. Syntia wraz ze mną zostanie w Hogwarcie, aby nie wzbudzać podejrzeń.
Czas nam mijał szybo. Michael zabrał nas na trening, dał nam w kość i to ostro. Tłumacząc się tym, że wyrocznia zapowiada już niedługą wojnę zła z dobrem, a dobry trening zawsze się przyda. Po morderczych zajęciach, wróciliśmy do swoich szkół.
 - Długo nas nie było, chłopaki się wkurzą.- Powiedział Syntia smętnie.
Dziewczyna była bardzo zmęczona. Michael uczył ją rozszerzać tarcze, aby obroniła jak najwięcej osób.
- Yhy.
- Martwisz się prawda?
- Czuje, że coś się wydarzy, coś złego.
Zamilkłyśmy oboje, pogrążone w ciszy. Nagle Syntia zatrzymała się, wlepiając spojrzenie w moją stronę.
- Na Marlina! Zapomniałam całkowicie ci o czymś powiedzieć.
Spojrzałam na nią wyczekująco.
- Wiem, kto jest twoim baratem. Wiedziałam to już od dawna, przepraszam, że nic nie powiedziałam prędzej, ale tyle się wydarzyło, że całkowicie o tym zapomniałam. Jest nim Blaise.
Stałam w szoku, patrząc się na nią z niedowierzaniem. I ona mi to dopiero teraz mówi?
- Jesteś pewna?
- Stu procentowej pewności nie mam, ale wszystko do siebie pasuje. Musisz jedynie wykonać test krwi.
- Ta, podejdę do niego i powiem. Blaise daj mi swoją rękę, chce sprawdzić czy jestem moim zaginionym bratem.
Syntia spojrzała na mnie z politowaniem, kręcąc głowa.
 - Chodźmy już lepiej, musze sprawdzić czy Draco nie zabił mi Blaisa.
- Wzięło cię, co?
Dziewczyna westchnęła i pokiwała twierdząco głową.
Drogę do lochów pokonałyśmy w ciszy, każda pogrożona w swoich myślach. W pokoju wspólnym, przywitała nas gwar rozmów. Rozejrzałam się po kolegach z domu szukając tej najważniejszej osoby. Kiedy moje spojrzenie spotkało się z jego, ruszyliśmy w swoją stronę. Już po chwili została porwana w silne ramiona Draco.
- Tak się martwiłem, a kiedy Syntia powiedziała, że wezwałaś swoich kruków, myślałem, że zwariuje.
Uciszyłam jego wywód pocałunkiem, nie obchodziło mnie, że się ujawnimy, miała gdzieś wszystkich obecnych. Liczył się tylko on i jego dotyk. Kiedy się od siebie oderwaliśmy w pokoju panował cisza. Złapałam Draco za rękę ciągnąc go w stronę mojego pokoju. Musiałam z kimś porozmawiać, a on był najlepszą osobą.
Kiedy drzwi się za nami zamknęły, znowu poczułam delikatne usta chłopaka na swoich, całował mnie z pasja. Delikatnie a zarazem zaborczo, przekazując tym samy swoje uczucia.
- Nigdy mi już tego nie rób.- Wyszeptał ochrypniętym głosem.
- Obiecuje. Draco musze z tobą porozmawiać.
Chłopak jedynie zaprowadził mnie w stronę łóżka. W pierwszej kolejności powiedziałam mu, co się wydarzyło w Alpach, o Asadzie, jego zdradzie, o tym, że teraz Lord Voldemort wie o istnieniu Bractwo Białego Kruka, o moich obawach i lękach. Później wyjawiłam powód mojego przeniesienia się do Slitherinu. O poszukiwaniach brata, o podejrzeniach Synti. Chłopak słuchał mnie w ciszy, czasami coś mówiąc. Obiecał, że pomoże mi się przekonać czy faktycznie Blaise jest moim bratem. Po długiej rozmowie, trzymał mnie w ramionach, szepcząc uspokajające słówka. Całował mnie delikatnie, co prowadziło do tego, że kochaliśmy się długo i namiętnie. Z pasją, zapamiętując każdy skrawek naszego ciała.
                                                                                     *****

Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi. Musieliśmy zasnąć. Spojrzałam na zegarek, wskazywał szósta wieczorem. Pukanie powtórzyło się ponownie. Podniosłam się z łóżka, chcąc sprawdzić, kto się do nas dobija. Założyłam koszule Draco. Za drzwiami spodziewałam się ujrzeć któregoś ze swoich przyjaciół. Widząc osobę, stojącą po drugiej stronie, moja szczeka walała się po podłodze.
- Panno Sulivan chciałbym widzieć cię w moim gabinecie za pół godziny.- Powiedział, po czym bez słowa odszedł powiewając sowimi szatami.
Zamykając drzwi, musiałam mieć głupia minę, ponieważ kiedy Draco mnie zobaczył, zaczął śmiać się jak szalony.
- Bardzo zabawne.- Burknęłam, siadając na łóżku.
- Kto to był?- Zapytał, kiedy się uspokoił.
- Profesor Snape. Chce, aby pokazała się w jego gabinecie za pół godziny.
Wstałam, ruszając do łazienki. Blondyn podążył za mną. Po szybkim prysznicu i chyba setnym upomnieniu Draco, ubrałam się i ruszyłam do gabinetu ojca S.

                                                                                   *****

- Powiesz w końcu, co się wydarzyło trzy tygodnie temu?
- Mówiłam przecież.
- Oboje wiemy, że kłamiesz! Wiem o twoim przynależeniu do Bractwa Białego Kruka.
- Nie wiem, o czym pan mówi.- Powiedziałam obojętnym głosem.
- Dlaczego kłamiesz? Przyznaj, że miało to coś wspólnego z twoim stanem, prawda? Byłaś na jakiejś misji, zostałaś ranna i wróciłaś z powrotem. To jest niebezpieczne.
- Niech się pan nie wypowiada o rzeczach, o których nie ma pan bladego pojęcia. Nic panu nie powiem, a nawet, jeśli bym to zrobiła to i tak by to się panu na nic nie przydało.- Powiedziałam wstając.- To chyba wszystko, to ja już pójdę.- Odwróciłam się i chciała opuścić gabinet, kiedy zatrzymały mnie słowa profesora.
- Czarny Pan wie o waszym istnieniu, chce waszej śmierci. Nie chodzi tu Hermiono o to, że chce was wykorzystać, ale boje się o swoją córkę.
- Co? Ale.. Jak?
- Skąd wiem? Przecież to proste, czarny pan przekazał nam imiona i miejsce waszej nauki. Wiem, że dwie dziewczyny uczą się w Hogwarcie, jedną jesteś ty a druga moja córka. Oni tego jeszcze nie wiedzą, ale jeśli któryś na to wpadnie, nie wiem, co może wymyślić ten szaleniec.
- Ja… naprawdę nie mam pojęcia, o co panu chodzi.
Nauczyciel westchnął zrezygnowany, powiedział pustym głosem.
- Przepraszam, że podsunęłam twojemu ojcu pomysł z ujawnieniem się.
- To był pan? No cóż, może być pan z siebie dumny. Voldemort wie gdzie teraz mieszkają moi rodzice, grozi im niebezpieczeństwo.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Wróciłam do PW ślizgonów. Prawie nikogo nie było, większość poszła na kolacje. Opadła na kanapę, myśląc o tym, co mnie czeka. Mój wzrok przykuła pewna dziewczyna, ubrana w kurtkę, na która narzuciła pelerynę. Swoje długie blond włosy, schowała pod kapturem. Wiedziałam, kim ona jest. Zmierzał w stronę wyjścia, co oznaczało, że albo się z kimś spotka albo ma zamiar ponownie złożyć Marcusowi wizytę. Zajrzałam w jej umysł, chcąc dowiedzieć się gdzie zmierza. Nie myśląc wiele, przywołałam swoje uranie i poszłam za nią. Zmierzała w stronę Zakazanego Lasu. Kiedy tylko wkroczyła w wyznaczone miejsce teleportacji, zniknęła z cichym pyknięciem. Ja również teleportowałam się. Znalazłam ją stojącą w ukryciu drzew, jakieś 50 metrów od głównej bramy. Oparłam się nonszalancko o pobliskie drzewo. Wszędzie panowała cisza, otulona mrokiem.
- Nie nauczyli cię, że nie wolno podglądać ludzi, albo wampirów, jak kto woli.- Odezwała się, na co dziewczyna podskoczyła lekko przestraszona. Spojrzała na mnie, w jej oczach pojawiło się zrozumienie.
- Ty musisz być ta, jak jej tam Hermiona Sulivan. Wiele o tobie słyszałam. Nawet Draco coś tam mi wspomniał.- Na dźwięk imienia mojego chłopaka, cała się spięłam, jednak na twarzy dalej miałam maskę obojętności.
- Czego tu szukasz?
- Nie twój interes.
- Mylisz się, mój. Jeśli myślisz, że uda ci się pojmać Marcusa, to albo jesteś głupia albo szalona.
- Nie potrzebuje tego przeklętego wampira, tylko rzeczy, która do niego należy.
Zmarszczyłam brwi, czyżby nasze podejrzenia się sprawdziły.
- Po co Lordowi księga Merlina?
Blondynka zamrugała zaskoczona moim pytanie.
- Widzę, że dużo wiesz.
- On nie ma tej księgi. Ona jest w posiadaniu Bractwa Białego Kruka. Wiesz o ich istnieniu wiec nie rób takiej głupiej miny.
- Ale jak to? Przecież ja muszę ją zdobyć, w innym razie nie będę miała jak się na nim zemścić.- Powiedziała zrozpaczona.
- Zemścić? Za co?
Łowczyni spojrzała na mnie pustym wzrokiem.
- Co cię to obchodzi?
- Nie wiem.- Wzruszyłam ramionami.- Może uda mi się ci pomóc.
Blondynka, westchnęła zrezygnowana, zaczęła opowiadać mi swoja historie. Nie było to coś wielkiego, no może prócz tego, że sama ma 200 lat i jest pół wampirem. Pragnie zemsty na Voldemorcie za śmierć jej przyjaciela. Zdobycie księgi miało jej umożliwić zbliżenie się do niego. A teraz, kiedy Marcus nie jest w posiadaniu cennego pisma jej plan legł na panewce.
Robiło się coraz później i zimniej. Udało mi się nakłonić dziewczynę do tego byśmy weszły do domu Marcusa. Jakie było jego zdziwienie, kiedy ujrzał nas dwie. Wpiera spojrzał na mnie, później jego wzrok padł na łowczynie. Dziewczyna spięła się pod jego badawczym spojrzeniem.
- Co cię do mnie sprowadza Hermiono z tak uroczym gościem?- Zapytał, patrząc cały czas w oczy blondynki.
Przewróciłam oczami na jego zachowanie.
- Porozmawialiśmy sobie szczerz i Dominika wycofuje się ze swojego zadania.- Pewna myśl pojawiła się w mojej głowie, uśmiechając się chytrze, rzuciłam.- Ale jak wiesz Czarny Pan, nie powoli jej od tak porzucić tego zadania, za bardzo mu zależy na tej księdze. Jest ona w niebezpieczeństwie, Hogwart nie jest teraz najlepszym miejscem dla niej. Myślę sobie, że najlepszym rozwiązaniem będzie, kiedy ty zapewnisz jej schronienie.
- Co?!
- Co?!
Zabrzmiało jednocześnie, dwie pary oczu patrzyło na mnie.
- Jejku nie rozumiecie po ludzku?- Wyrzuciłam ręce w powietrze w geście irytacji.
Po przekazaniu swojego planu Marcusowi, zadowolony wampir zgodził się ochoczo. Miał możliwość zbliżyć się do dziewczyny. A co na to Dominika? Nie byłą zadowolona faktem że ma mieszkać z hałda wampirów, ale po krótkiej namowie zgodziła się.
Do Hogwartu wróciłam sama, miałam jedynie podesłać rzeczy dziewczyny do rezydencji Descartes’a. Była godzina dwudziesta, miałam nadzieje, że zdążę jeszcze na kolacje.
 
                                                                                 *****
* Draco

- Syntia, gdzie ona jest? Mówiłaś, że godzinne temu wyszła z gabinetu twojego ojca.
- Wiem, co mówiłam i nie mam pojęcia gdzie jest.

W tym samym czasie przez wejście do WS weszła Hermiona, miała na sobie kurtkę. Zmarszczyłem brwi, gdzie ona była? Kiedy wyczuła mój wzrok na sobie, spojrzała prosto w moje oczy. Uśmiechnęła się szeroko. Ruszyła w moją stronę. Nagle ustała, patrząc przed siebie, wszelkie kolory odpłynęły z jej twarzy. Podążyłem za jej wzrokiem. Leciał w jej stronę patronus w postaci orła. Ludzie szeptali do siebie, ciekawi wiadomości, jaką ma do przekazania magiczne ptak. Już po chwili w sali było słychać zrozpaczony głos pana Sulivana. 

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdzaił 22


Cześć!
Po pierwsze! Mamy kolejny rozdział, zastrzegam że jest on przeznaczany dla dorosłych. Mi pisanie go sprawiło wielka radość. Nakręca :) Mam nadzieje że wam się spodoba, ja jestem z niego bardzo zadowolona. Po drugie, mam dla was niespodziankę, pisze kolejne opowiadanie "Elton". Niedługo pojawi się prolog, historia ta będzie inna niż wszystkie, to mogę wam obiecać. Po trzecie, jest mi bardzo przykro, coraz mnie komentujecie, oczywiście dziękuje bardzo tym co są ze mną, wasze komentarze motywują. Wydaje mi się że nie rozumiecie pewnej rzeczy, nam autora, bardzo pomagają wasze opinie. To motywuje, a kiedy ja czytam wasze komentarze, czuje że moja wena aż buzuje. Dobra przechodzę do konkretów....




 kropki przecinki literki 


********************************************************************


Rozdział 22

Hermiona

To, co zobaczyłam po przekroczeniu sypialni Malfoya, pozostanie w mojej pamięci do końca życia, nie wspominając nic o odgłosach. W głowie mi się nie mieściło, jak mogło do tego dojść. Stając w drzwiach i obserwując zajętą sobą parę, czułam coś perwersyjnego. Powinnam odejść, pozostawiając ich samych, jednak nie mogłam. Zafascynowana pracą dwóch ciał, stałam jak urzeczona. Dlaczego ja z Draco nie mogę być teraz na ich miejscu? Zawsze coś musi się spieprzyć. Pragnęłam blondyna w najbardziej namiętny sposób. Pragnienie te spalało mnie od środka. Chciałam z nim robić rzeczy, których nigdy nie robiłam, spróbować nowych sposobów doznania najwspanialszej rozkoszy. Z rozmyśleń wyrwał mnie okrzyk, zwiastujący, że punkt programu mamy za sobą. Spojrzałam w oczy dziewczyny, które patrzyły wprost na mnie. Kpiąco uniosłam kącik ust. Odeszłam, zamykając drzwi za sobą. Skierowałam się w stronę pokoju wspólnego, mając nadzieję, że tam odnajdę Draco. Nie myliłam się, siedział na kanapie, wyjątkowo sam. Jego mina nie świadczyła o niczym dobrym. Był wściekły. Przeklinając swoją głupotę, podeszłam do niego.
- Możemy porozmawiać? - Zapytałam, jednak moje pytanie zostało zignorowane.
- Nie zachowuj się jak urażone dziecko!
W odpowiedzi jedynie prychnął pod nosem.
- Draco, proszę. - Wyszeptałam, z nadzieją, że zwrócenie się do niego po imieniu pomoże.
- Czego jeszcze chcesz Granger? - Powiedział głosem pozbawionym jakichkolwiek uczuć, nawet na mnie nie patrząc.
- Przepraszam, to nie tak jak myślisz.
- Nie tak jak myślę? A skąd możesz wiedzieć, co myślę! - Wstał gwałtownie z sofy, stając zaledwie kilka centymetrów od mojej twarzy. Wyszeptał, niskim głosem - Zakpiłaś sobie ze mnie.
- Nie będę z tobą o tym rozmawiać, kiedy przyglądają nam się wszyscy ślizgoni, chodź ze mną. - Ruszyłam, ciągnąc chłopaka za sobą. Kiedy tylko znaleźliśmy się w moim pokoju, zaczęłam mówić.
- Nigdy nie byłam z Marcusem. - widząc, że chce mi przerwać, zagroziłam mu palcem - Nie przerywaj mi! Łączyło nas pożądanie, nic więcej. Wyprzedzając kolejne twoje pytanie, nie spałam z nim, chodź było blisko. Nie rób takiej głupiej miny. - Rzucił mi urażone spojrzenie, wywróciłam oczami na jego zachowanie. - Wtedy w skrzydle szpitalnym, kiedy się mnie zapytałeś o niego, chciałam ci wszystko opowiedzieć, ale jak wiesz przerwano nam, może i dobrze. Mogłam wyjaśnić sobie wszystko z Marcusem. Nigdy nie byliśmy parą i nigdy nie będziemy. On nigdy mi nie proponował abym została jego dziewczyną, czy kobietą. Marcus nic do mnie nie czuje, ani ja do niego. Jesteśmy teraz przyjaciółmi, łączy nas tylko wspólny cel.
Zamilkłam, niecierpliwie czekając na reakcje ze strony blondyna. Draco podszedł powoli do mnie, biorąc mnie za ręce i przyciągając do siebie. Zaskoczona oparłam się dłońmi o jego tors. Zadarłam głowę wysoko, aby móc spojrzeć w jego oczy. On jakby na to czekał, bo przywarł ustami do moich warg. Odpowiedziałam żarliwie na jego pieszczotę, oplatając go ramionami. Pod materiałem białej koszuli wyczuwałam idealne mięśnie jego klatki piersiowej. On zaś błądził dłońmi po moich plecach, a jego dotyk palił moją skórę. Drżałam cała z niecierpliwości, pragnąc go niemiłosiernie. Jęknęłam cicho, kiedy jego język drażnił moje ramię. Poczułam jak ściąga moją koszulkę i po chwili stałam przed nim tylko w koronkowym biustonoszu. Blondyn wziął mnie na ręce i delikatnie położył mnie na łóżku. Drżącymi rękoma odpiął guzik moich jeansów i jednym szybkim ruchem uwolnił mnie od nich. Leżałam teraz przed nim w samej bieliźnie, a palący wzrok chłopaka działał na mnie oszałamiająco. Nachylając się nade mną, palce Draco odnalazły moje sutki, które pod jego dotykiem wyprężyły się i stwardniały. Z trudem łapałam oddech, kiedy chłopak złapał jeden z nich w swoje gorące usta. Gdybym nie leżała teraz na łóżku, byłam pewna, że nie utrzymałabym równowagi. Kiedy Draco się wyprostował, odsuwając się ode mnie chciałam zaprotestować, aby tego nie robił, jednak zobaczywszy, że chłopak pozbywa się swoich ubrań, zamilkłam. Patrzyłam na niego jak urzeczona, głodnym wzrokiem chłonąc każdy skrawek jego idealnego, młodego ciała. Musiał zobaczyć jakieś wahanie w moim wzroku, ponieważ zapytał.
- Jesteś pewna?
- Oczywiście.
Pocałował mnie głęboko, przylegając swoim ciałem do mojego. Pieścił ustami każdy fragment skóry, pozbawiając się ostatnich skrawków materiału jakie mnie zasłaniały. Nie było miejsca jakiego by nie pocałował. Kiedy zagłębił się językiem w moją kobiecość, myślałam, że zwariuję. Jęczałam pod wpływem jego dotyku, wariując od doznań, jakie mi serwował.
- Nie obawiaj się, zaufaj mi. Tak bardzo cię pragnę. Cały płonę. - Wymruczał.
- Draco, błagam.
- Już maleńka, jeszcze chwilkę, daj mi się tobą nacieszyć. Jesteś taka gorąca, taka wspaniała.
Ponownie wrócił od pieszczenia mnie językiem, a kiedy zagłębił palec w moim wnętrzu, eksplodowałam. W najśmielszych snach nie wyobrażałam sobie takiej rozkoszy. Podparł się na łokciach, patrząc na mnie oczami czarnymi jak węgiel.
- Tak bardzo cię pragnę, nie mogę się doczekać, kiedy będę w tobie.
- Draco, proszę. - Wyjęczałam. - Nie przeciągaj tego.
Bez zbędnych już słów, wszedł we mnie boleśnie powoli, rozkoszując się każdą chwilą. Gdy był we mnie w całości znieruchomiał, dając mi czas mojemu ciału do przyzwyczajenia się. Patrząc mi w oczy wyszeptał zachrypniętym głosem.
- W porządku?
- Tak, proszę nie przestawaj. Kochaj mnie Draco.
Przyległ do mnie bliżej, wkładając swoje dłonie pod moje pośladki. Wbiłam mu paznokcie w plecy, wyginając biodra w jego stronę, owijając nogi wokół jego bioder. Wchodził we mnie głęboko, szybkimi, mocnymi ruchami. Niemal sprawiając mi ból. Jednak ten słodki, pomieszany z nutami rozkoszy. Nidy jeszcze nie czułam się tak, jak teraz. To było coś pięknego. Czułam jak zbliżam się ku końcowi, a moje ciało staje nad przepaścią spełnienia.
- Błagam cię skarbie, dojdź ze mną, właśnie teraz. - Jęknął.
Spadałam w otchłań najwspanialszej rozkoszy, rozpadając się na kawałeczki. Każdym skrawkiem mojego ciała zawładnęły dreszcze minionego orgazmu.
Draco zsunął się ze mnie, opadając ciężko na pościel obok, przygarniając mnie do swojej piersi i całując w czubek głowy. Chwilę leżeliśmy w ciszy, wsłuchując się w swoje przyspieszone oddechy, starając się uspokoić bijące w szalonym tempie serca, kiedy pierwszy odezwał się Draco.
- To było wspaniałe, ty byłaś wspaniała.
Uśmiechnęłam się leniwie, nie otwierając oczu. Tak bardzo pragnęłam, aby ta chwila trwała wiecznie.
- Ty również. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam.
Ponownie pogrążyliśmy się w ciszy. Prawie spałam, kiedy poczułam, że Draco się odsuwa. Chciałam zaprotestować, powiedzieć, aby nigdzie nie odchodził. Nie chciałam psuć tej chwili. Jednak po otworzeniu oczu, ujrzałam go opartego na jednym łokciu i przyglądającego mi się. W ogóle nie wyglądał na zmęczonego.
- Nie możesz spać?
- Nie chce spać, chce na ciebie patrzeć. Śpij kochanie, jesteś zmęczona.
Przytulił mnie do siebie. Długo nie musiałam czekać, już po chwili odpływałam w objęciach morfeusza. Na granicy snu zdołałam usłyszeć, najpiękniejsze słowa, jakie mogły paść z jego ust. Kocham cię Miona.

Draco

Po otworzeniu oczu nie wiedziałem gdzie się znajduję, więc rozejrzałem się pospiesznie. Kiedy mój wzrok padł na dziewczynę śpiącą w moich ramionach, wszystkie wspomnienia poprzedniej nocy wróciły do mnie ze z dwojoną siłą. Przyciągnąłem ją bliżej siebie, pragnąc ponownie poczuć słodki smak jej ciała i usłyszeć jęki rozkoszy. Na same wspomnienie wczorajszego wieczora, czułem, że jestem ponownie gotowy. Ręka Hermiony nieświadomie otarła się o mojego nabrzmiałego członka. Jęknąłem głucho w włosy dziewczyny.
- Draco? Stało się coś? - Spytała nieświadoma uczuć, jakie wywołała swoim dotykiem. Powiodła wzrokiem po moim ciele. Poczułem się tak jakbym był nagi, a byłem przykryty cienkim prześcieradłem. Zatrzymała się na moim członku. - Och!
- Och, mówisz? Widzisz, co ty ze mną robisz?  Błagam cię zabierz swoją rączkę skarbie, bo zaraz zwariuję.
- A jeśli nie?
- Hermiono, błagam. Dziś nie dam rady się tak kontrolować jak wczoraj.
Oczy jej zabłysły na wspomnienie wczorajszej nocy. Podniosła się powoli, odsłaniając swoje nagie ciało. Była idealna w każdym calu. Nie zwracając uwagi na moje zaskoczone spojrzenie, usiadła na mnie okrakiem, nadziewając się na moją erekcję. Rozkoszując się władzą, jaką miała nade mną, opuściła się powoli. Kiedy byłem już cały w jej wnętrzu, znieruchomiała. Była tak cholernie wilgotna. Oczy miała przymknięte, a jest usta wyginały się w uśmiechu. Zaczęła kręcić kółka swoimi biodrami, jęcząc głośno.  Złapałem ją za pośladki, unieruchamiając ją. Oddychałem szybko, czując jak rozkosz, szaleje w moich żyłach. Uniosła się lekko i ponownie opadła na mnie z całą siłą.  Pomogłem jej mnie ujeżdżać.  Kciukiem dotknąłem jej łechtaczki, wskutek czego wygięła się w łuk, wypychając swoje sterczące piersi w moją stronę. Podpierając się na łokciach, złapałem jeden sutek w swoje usta, przygryzając go mocno, na co krzyknęła głośno moje imię, zaciskając się na moim penisie. Dochodziła razem ze mną, nie przestając się poruszać. Zmęczona opadła na moje ciało, ciężko dysząc. Nie spuszczałem swojego spojrzenia z jej twarzy. Ona patrzyła wszędzie, tylko nie na mnie. Złapałem jej podbródek w swoje palce, zmuszając, by na mnie spojrzała. Oczy miała zamknięte, kiedy zaczęła mówić.
- Draco…ja…ja…to, co się stało.. Ja nie wiem jak… - Zabrakło jej słów.
- Ej, spójrz na mnie. - Podniosła drżące powieki. - Skarbie ja nie mam nic przeciwko temu, abyś tak mnie witała każdego dnia. I nie przepraszaj mnie. To był najwspanialszy seks w moim życiu. A teraz podnoś swoją sexy dupkę i idziemy na śniadanie.
- Dobrze, ale ja idę się wykąpać.
- Mogę się dołączyć?
- Draco! Ty idź do siebie, spotkamy się za 20 minut.
Wyskoczyła szybko z łóżka, nie zważając na to, że jest naga. Cieszyło mnie to, że czuje się swobodnie w moim towarzystwie. Zanim wyjdę chciałem jeszcze coś jej powiedzieć, wczoraj pewnie tego nie usłyszała.
- Hermiono?
- Tak?
- Chciałbym ci coś powiedzieć.
- Draco później dobrze? Spóźnimy się na śniadanie, a ja padam z głodu.
Westchnąłem zrezygnowany.
- Dobrze.
Skierowałem się do siebie i nie zwracając uwagi na stan mojego dormitorium, ruszyłem do łazienki. Wziąłem długi prysznic, chcąc poukładać sobie wszystko w głowie. Przede wszystkim muszę wyznać Hermionie, że ją kocham. Tyle razy już mówiłem jej, co czuje, ale teraz chciałem przekazać jej dwa najważniejsze słowa. To, co przeżyłem wczorajszej nocy i dzisiejszego ranka było czymś niespodziewanym. Chciałem, aby to, co jest miedzy nami trwało wiecznie i nic, ani nikt nie powstrzyma mnie przed tym, aby uczynić ja swoją kobietą. Teraz już wiem, że jest ona tą jedyną. Że to ją będę kochać zawsze.
Wchodząc do pokoju, nie przejmowałem się tym że jestem nagi. Wycierałem głowę ręcznikiem i w pewnym momencie usłyszałem chrząknięcie. Zatrzymałem się w bezruchu, zdezorientowany zsuwając ręcznik z głowy. Patrzyłem wprost w poważne oczy Hermiony, która w prawej ręce trzymała czerwone, koronkowe stringi. Szeroko otwartymi oczami, wpatrywałem się w skrawek skąpej bielizny.
Skąd to się tu wzięło?
Dopiero teraz dostrzegłem czysty huragan w moim pokoju. Pościel z łóżka walała się po podłodze, na stoliku nocnym stały dwa kieliszki, w połowie wypełnione czerwonym winem, wraz z kilkunastoma świecami. Przerażony, nie wiedziałem, co się dzieje.
- Co się tu stało? - Zapytałem sam siebie. Jednak odpowiedziała mi Hermiona.
- No ja też chciałabym się dowiedzieć. Czyje to? - Pomachała mi przed nosem skrawkiem materiału.
Spojrzałem na nią. Cholera! Co ona sobie pomyśli? Przecież to wygląda jednoznacznie!
- Hermiona! Błagam cię, uwierz mi. Ja nic nie zrobiłem.
W odpowiedzi jedynie usłyszałem jej głośny śmiech. Zmarszczyłem brwi.
- Co cię tak bawi?
- Ty i twoja mina. Wiem, że ty nie masz z tym nic wspólnego, ale ja wiem, kto to. Później się tym zajmiemy. Teraz może byś się ubrał? – Podniosła brwi i zmierzyła mnie głodnym spojrzeniem.
- Nie patrz tak na mnie, jeśli chcesz iść na śniadanie.
Uśmiechnęła się uroczo, siadając grzecznie w fotelu. W czasie, kiedy ja się ubierałem ona zdążyła posprzątać mój pokój.  Gotowy do wyjścia, podałem jej dłoń i przyciągnąłem do siebie, całując ją lekko w usta.
- Dziękuję.
- Za co?
- Za całokształt i za to, że posprzątałaś.
- To nie ja, to magia. - Wyszeptała konspiracyjnie. Roześmiałem się, słysząc te słowa. - Co chciałeś mi powiedzieć?
Milczałem, przyglądając się jej dokładnie. Wyglądała ślicznie. Włosy miała wyprostowane, a na twarzy widniał delikatny makijaż. Na ciele miała zarzuconą szkolną szatę, a pod spodem, widniał czarny, kaszmirowy sweterek. Efekt dopełniały ciemne, wytarte rurki i wysokie buty na płaskiej podeszwie. 
- Wyglądasz pięknie.
- To chciałeś mi powiedzieć?
- Chciałem ci powiedzieć, że cię kocham.
Zaskoczony łatwością, z jaką jej to powiedziałem, uśmiechnąłem się szeroko.
- Ja ciebie też kocham, Draco.
Spojrzałem w jej oczy, szukając jakiejkolwiek oznaki kłamstwa. Odnalazłem tylko szczerość. Uradowany jak nigdy, przytuliłem ją do siebie, pragnąc jej ciepła. W końcu byłem szczęśliwy.
- I tak dla jasności, chciałabyś zostać moją dziewczyną? - Czułem się jak dziecko. Określenie "dziewczyna" wcale do niej nie pasowało, ale chciałem, by wiedziała, że należy do mnie.  W odpowiedzi pocałowała mnie delikatnie w usta, jednak po chwili ta delikatna pieszczota zamieniła się w namiętny pocałunek. Po dobrych kilku minutach oderwaliśmy się od siebie. Wiedziałem, że jeśli nie przestaniemy w tym momencie, to nigdy stąd nie wyjdziemy. Wyciągnąłem ją z mojego dormitorium, przechodząc przez pokój wspólny. Nikogo w nim nie zastaliśmy. Była już pora śniadania, więc zapewne wszyscy już zgromadzili się w Wielkiej Sali.
- Draco, myślę, że powinniśmy na razie trzymać nasz związek w tajemnicy. Tak będzie lepiej i dla nas i dla twojej rodziny. Nie zrozum mnie źle, ale nie chcę byś miał problem z ojcem, dlatego że związałeś się z wrogiem.
Czy chodziło jej tylko o mnie?
- Ty również nie miałabyś łatwo. - Zamyśliłem się. - Tak masz rację, tak będzie na razie prościej. Jedna wstrząsająca wiadomość na dzień wystarczy.
- Co masz na myśli?- Zmarszczyła brwi.
- Zapomniałaś? Dziś w Proroku Codziennym ukazuje się artykuł na temat twojej rodziny. 
Spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem.
- To ja..ten…zapomniałam.
- Haha, jasne, ty się boisz.
Wyprostowała się, patrząc na mnie dumnie.
- Nie boje się, nie mam czego. Ale wszyscy się będą na mnie gapić. - Jęknęła. 
- No to żadna różnica. Zawsze przyciągasz uwagę. - Pocałowałem ją w usta - To co, idziemy?
Kiwnęła głową, jednak dalej stała w miejscu. Przewróciłem oczami, przyciągając ją ramieniem do siebie. Drzwi do Wielkiej Sali stały otworem, więc kiedy znaleźliśmy się w progu, wszystkie rozmowy ucichły, a każdy, kto był obecny na śniadaniu wpatrywał się w nas uważnie. Przybrałem iście ślizgońską postawę i ruszyłem do stołu, ciągnąc za sobą zdrętwiałą Hermionę.
- No wyluzuj się!
- Nie wiem jak ty to robisz, ale to nie jest takie proste.
- Bo ja kochanie mam gdzieś to, co inni powiedzą o mnie. - Wyszeptałem jej do ucha.
Kiedy zajęliśmy miejsca naprzeciwko Syntii i Blaisa, dopiero się zaczęło. Ludzie szeptali do siebie, uradowani nową plotką, do której zapewne dodadzą coś swojego. Nawet Ślizgoni, co chwilę zerkali w naszym kierunku, zaciekawionym wzrokiem przyglądając się Hermionie. Zirytowany warknąłem w ich stronę.
- Ludzie opanujcie się. Trochę taktu wam nie zaszkodzi!
Hermiona, tak niedawno pełna obaw, teraz nic nie robiąc sobie ze spojrzeń, jakie ludzie posyłali w jej stronę, zaczęła spokojnie jeść śniadanie. Po zjedzonym posiłku, wyciągnęła z kieszeni swojej szaty czerwone zawiniątko i rzuciła nim w Syntię.
- Następnym razem, sprzątaj po sobie.