środa, 20 marca 2013

Rozdział III

Chciała bym wam bardzo podziękować za komentarze. Jak je czytam, moje ego rośnie :) Ciesze się, że wam się podobają moje wypociny ;) Dodaje kolejny rozdział specjalnie dla was, mam nadzieje, że będzie zadowalający...
Za wszelakie błędy przepraszam :)
Następny rozdział dodam w weekend...
Miłej lektury...
Pozdrawiam DraMion :* 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------





***Hermiona


Stuk, stuk. Cisza. Stuk, stuk. Cisza. Stuk, Stuk. Hu hu.
Obudziłam się słysząc jakiś dźwięk.
Stuk, stuk. Cisza. Stuk, stuk. Cisza
Otworzyłam oczy i zaraz je zamknęłam.
O Boże moja głowa.
Wstałam powolutku z łóżka, poczłapałam do garderoby, otworzyłam szafkę i wyciągnęłam eliksir na kaca. Wypiłam całą fiolkę i usiadłam na fotelu czekając na rezultat. 5 sekund, 10 sekund, 15 sekund i nic. Szybciej nie może działać, cholera. Po upływie minuty ból głowy, mdłości i senność odpłynęły w nie pamięć. Zabrałam jeszcze 3 flakoniki dla moich przyjaciół i weszłam do pokoju. Ginni dalej spała, postanowiłam jej nie budzić niech pośpi. Stuk, stuk. Hu hu
Znowu. Zmarszczyłam brwi, to musi być sowa. Otworzyłam okno i wielki puchacz wleciał do sierotka. Ciekawe czyj jest, nigdy go nie widziałam.
-Oh maleńki, ale ci się zmokło, co nie.- Zagadałam do sowy, podając jej miseczkę z piciem i ziarna. Ptak tylko w odpowiedzi zadarł głowę arogancko i wystawił nóżkę pokazując tym, że ma list. Odwiązałam tasiemkę. Rozdarłam kopertę i szybko przeczytałam list.
-Od, kogo to?
Pisnęłam przestraszona i upuściłam list na podłogę. Serce mi waliło jak młot. Odetchnęłam i odwróciłam się w stronę łóżka.
-Przestraszyłaś mnie.-Syknęłam w stronę Ginni.- Od Dumbledora, pisze, że moje przeniesienie odbędzie się tak jakby zgodnie z zasadami, będę poddana ceremonii przydziału.
-Aha, głowa mnie boli.-Poskarżyła się wiewióra.- Masz coś może?
-Na stoliku obok łóżka, stoi dla ciebie flakonik, wypij cały, a ja idę pod prysznic, później obudzę chłopaków.
-Ok
Wychodząc z łazienki, zauważyłam ze Ginni znowu zasnęła. Zegarek wskazywał ze jest dopiero 8 rano. Postanowiłam ze dam jeszcze pospać chłopaka. Ubrałam się szybko i poszłam do gabinetu taty. Zapukałam cicho, usłyszałam strumienie proszę i wyszłam do sierotka
- Cześć tato, jak się czujesz?- Obeszłam biurka i pocałowałam ojca na przywitanie w policzek.- Nie wyglądasz najlepiej.
- Nie martw się, przechodzi mi, minęło zaledwie kilka dni.
- Jak się sprawy maja? Dowiedziałem się, czy Malfoy wydał się, ze cię widział?
- Nie, z mojego źródła niczego pożytecznego się nie dowiedziałem, tylko tyle ze Lucjusz unika spotkań Smierciożerców. Jak i również tego ze mnie szuka.
Rozmawiałam z tato jeszcze z jakoś godzinę. Mówiliśmy o szkole, uzgodniliśmy ze będę miała prywatne dormitorium jak większość slizgonow. Oczywiście poprosiłam tatę, aby mi wystawił fortepian do pokoju w Hogwarcie, na co zgodził się ochoczo. Kilka minut po 9 pojawił się Tom zawiadamiając nas ze jest śniadanie. Postanowiłam iść obudzić swoich leniwych przyjaciół. Wpadłem do swojego pokoju jak burza i dosłownie mnie wymordowali. Na moim łóżku leżał Harry, jego klatka piersiowa była gola, mogłam obejrzeć dokładnie zarys jego mięśni, na nim okrakiem siedziała naga Ginni. Ręce mojego przyjaciela właśnie ugniatały piersi dziewczyny, która unosiła się na udach i ponownie na niego opadała, wydając przy tym nie zrozumiale dźwięki.
Zaraz, zaraz czy oni uprawiają sex w moim łóżku? Nie no bosko.
Nie chcąc im przeszkadzać wycofałam się z pokój cicho zamykając za sobą drzwi.
-Kiedy to się stało ze oni są razem?- Zapytałam sama siebie.
-Wtedy, kiedy cię nie było.-Odpowiedział mi głos w głowie.
Po trzasnęłam głowa, aby wymazać obraz dwóch splecionych ciał. Grr…Uśmiechając się wrednie, zapukałam i krzyknęłam przez drzwi.
- Za 10 minut jest śniadanie, pospiesznie się cokolwiek róbcie.
Dalej głupio się uśmiechając, poszłam do pokoju, gdzie był Ron. Zapukałam do drzwi, ale nikt mi nie odpowiedział, wyszłam po cichu do sierotka, ale Rona nie było w pokoju. Chcąc poczekać na niego, podeszłym do okna. Na dziedzińcu stal tata, Snap i Syriusz. Widać było od razu, że Snap jest zdenerwowany, mówił gestykulując rękoma, tata i Syriusz wyglądało na wstrząśniętych tym, co słyszą. Rozmawiając udali się do domu, zapewne do gabinetu ojca.
Ciekawe, o co chodziło, jeśli znowu się coś szykuje muszę mamie powiedzieć, aby ojcu zabroniła udać się na kolejna akcje, wiadomo przecież ze jest jeszcze za słaby. Swoją droga, co to za zaklęcia, ze takie są skutki.
Rozejrzałam się po pokoju sprawdzając czy czasami Ron nie wrócił.
A co jeśli on się odbija do mojego pokoju, przecież tam jest Harry z Ginni. - Pomyślałam, biegiem wychodząc z pokoju. Ron stał oparty o ścianę przy moich drzwiach. Powieki mnie przymknięte, uśmiechnęłam się do niego, mówiąc.
- Szukałam cię. Gdzie byłeś?
- Cześć Miona, a ja szukałem Harrego, nie widziałam go może? Pomyślałem ze jest u Ginni, ale drzwi są zamknięte. - Poskarżył się, wydymając usta jak pięciolatek.
- Eee...Ginni z Harrym poszli się przejść do no do...- Kurde no gdzie, myśl kobieto. -...eee…ogrodu. Tak ogrodu.- .Powiedziałam to zbyt głośno, Ron popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
- Ok, ale czemu tak długo ich nie ma?
- A bo ja wiem, daj spokój. Chodzimy lepiej na śniadanie.
Oczywiście Ron się zgodził z entuzjazmem. W jadalni czekali na nas nie tylko moim rodzice, ale równie byli państwo Weasley, Syriusz, profesor Snape, Tonk i Lupin.
- Dzień dobry- powiedzieliśmy jednocześnie z Ronem
- Dzień dobry, siadajcie proszę. A gdzie Harry i Ginni?- Powiedziała mama, a reszta kiwnęła nam głowa.
- Są w ogrodzie, nie wiem, po co poszli o takiej porze na spacer i w dodatku długo już ich nie ma. - Wyraził swoje niezadowolenie Ron
- Może nie czekajmy na nich, nie wiadomo, kiedy wrócą.- Zasugerowałam, siadając obok profesora eliksirów. Śniadanie zostało podane przez skrzaty, co było rzadkością w domu. Ginni i Harry zjawili się jakiś 20 minut później, obydwoje z lekko różowymi policzkami. Jedliśmy w ciszy, tylko tata i pan S. rozmawiali przyciszonym głosem. Udało mi się wyłapać kilka słów, mówili coś o dziedzicu Merlina, jego pamiętnikach i o królu wampirów. Znudzona postanowiłam się zająć śniadaniem.
***
Na Pokątnej udaliśmy się w pierwszej kolejności do sklepu braci Wesleyów, następnie odwiedziliśmy księgarnie, aby dokupić brakujące podręczniki. U Madame Malkin kupiliśmy sobie nowe szaty oraz sukienki na bal Bożonarodzeniowy. Na sam koniec miałyśmy jeszcze zajść po zapasową różdżkę dla mnie.
-Miona, nie rozumiem, po co ci jeszcze jedna różdżka!? Przecież tej, co masz nic nie jest.-Zapytała zaciekawiona wiewióra.
- Nigdy nic nie wiadomo, a zapasowa zawsze się przyda. Powiedz a jak zarobię szlaban i zabiorą mi moja różdżkę? Mowie ci przyda się.
-Co proszę? TY I SZLABAN??- Wykrzyknęła szokowana- O boże, co oni jej zrobili? O Boże nie poznaje jej.-Lamentowała pod nosem.
-He he Ginni bardzo śmieszne. W Bułgarii miałam też zapasowa, tylko ze Sergiej mi ja połamał jak uciekał przed Wiktorem. - Odpowiedziałam i posmutniałam.
-Miona, tęsknisz za nimi?
-W Durmstrangu miałam duże wsparcie właśnie w nich.- Zastanowiłam się chwile.- Tak cholernie bardzo za nimi tęsknie.
Weszłyśmy do Ollivandera i dokonałam zakupu. Wychodząc ze sklepu Ginni wpadła na jakiegoś chłopaka.
-Ej no jak łazisz!! Ślepa jesteś?
-Ja ślepa? To raczej jak ty łazisz?- Wrzasnęła zdenerwowana wiewióra, podniosła się i spojrzała na swojego oprawce- Zabini..
Zabini? Szybko odwróciłam głowę w stronę chłopaka. No, zmienił się. Nawet przystojny jest i to bardzo. Ciekawe czy mnie pozna, wątpię w to, ale możemy się zabawić. Odstąpiłam trochę od nich i przyglądając się zajściu. Chłopak jak tylko usłyszał swoje nazwisko przeniósł swój wzrok na Ginni.
-Weasley? Nie poznałem cię. Robisz się coraz ładniejsza.
-Ta Zabini. Zwykłe przepraszam by wystarczyło.
-Co tu robisz? Gdzie twoi chłopcy?
-Twoi chłopcy?- Odezwałam się zaciekawiona. Chłopak jak tylko mnie usłyszał, to spojrzał w moja stronę.
-Harry i Ron- wyjaśniła ruda- Nie ma ich, i jak nie widać, to jestem na zakupach.
-To było retoryczne pytanie. Może mnie przedstawisz swojej koleżance?-Odpowiedział nie spuszczając ze mnie wzroku.- Pięknej koleżance.
Ginni spojrzał na mnie, pytając o pozwolenie, ja jednak zaprzeczyłam lekkim ruchem głowy, aby Zabini nie zauważył.
-Nie, raczej nie.
-A to, dlaczego jeśli wolno wiedzieć?
-Bo ja cię znam Zabini.- Odpowiedziała.
-Nie przypominam sobie, abym cię poznał. Może mi pomożesz i zdradzisz, chociaż swoje imię?
-Wkrótce się dowiesz, obiecuje.- Odparła tajemniczo Ginni uśmiechając się uroczo.
-Wiesz Zabini trzeba było mnie uprzedzić, że wybierasz się na podrywanie lasek, przyszedłbym godzinę później.- Usłyszałam przyjemny baryton. Całą nasza trójka obróciła się w stronę nowo przybyłego chłopaka.
-Cześć Smoku. Jak byś był godzinę wcześniej to byś razem ze mną je podrywał.
-Ta! - Odparł chłopak, patrząc cały czas na mnie- My się znamy?-Zapytał.
-Yyy..ten…chyba…nie wiem- Wzruszyłam ramionami, udając, że jest mi to obojętne.
-Inteligenta odpowiedz. Draco Malfoy- Przestawił się blondyn.
-Co? Malfoy! Ten Malfoy? Czyli fretka?- Zapytałam oszołomiona.
-O rety…Malfoy…Nie wieże…Jejku, ale on przystojny…O czym ty myślisz dziewczyno to jest Malfoy!!! Ten podły, wkurzający, wredny, przebiegły, Malfoy!!!Ta, ale za to przystojny...Bardzo? Dobra dość!!!
-Ta, dzięki za przypomnienie, jak że uroczego przezwiska. Skąd mnie znasz?
-Ginni może już wracajmy- Olałam pytanie blondyna, zerwała kontakt wzrokowy z Malfoy i spojrzała wymownie na przyjaciółkę. Odwróciłam się, nie czekając na odpowiedź rudej i ruszyłam w stronę Dziurawego Kotła.
- Żegnam ozięble.-Odezwała się Ginni i popędziła za mną.
Szłyśmy szybko, nie oglądając się już za siebie, wiec nie mogłyśmy zobaczyć zdumionych min oby panów. W dziurawym kotle postanowiliśmy ze zamówień sobie po piwie, czekając na chłopaków. Po odebraniu zamówienia z baru, poszliśmy usiąść.
- Jak długo sypiasz z Harrym? Nie złe pytanie, jak długo jesteście razem? Czemu ja nic nie wiem? -Zasypałam młoda Weasleyówne pytaniami.
- Co? Skąd o tym wiesz?
- Widziałam was dziś w MOIM pokoju.- Słowo pokoju powiedziałam dobitnie.
- Eee sorki, poniosło nas...
- Yhy...To jak długo jesteście razem?
Ginni zawstydzona odwróciła głowę, patrzyła wszędzie tylko nie na mnie.
- Ginni?
- Oh, cholera. Nie jesteśmy razem. Ok. My tylko z sobą śpimy.
Takiej odpowiedzi się nie spodziewałem. Dosłownie koparka mi opadła, wpatrywałem się w nią, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę. Odchyliłam się na krześle, przyglądała się dziewczynie z ciekawością.
- Kontynuuj.
- Nie chcemy się wiązać z sobą, dobra on nie chce związku, a ja biorę to, co daje. Powiem ci szczerze ze zaczyna mi się nudzić już to. Harry po powrocie do szkoły znajdzie sobie inna, a ja nie mam zamiaru czekać na nie wiadomo co.
Nasza rozmowę przerwali chłopcy, którzy wrócili od Freda i Gorga.


***Draco


- To było dziwne.
- Co?
- No ta sytuacja na Pokątnej. Znasz może tą drugą?- Zapytałem diabła.
Kim ona jest? Gdzieś ją już widziałem. Ale gdzie? Dziwne, że nie pamiętam przecież jest tak piękna.

Zawsze pamiętam piękne dziewczyny. Cholera. Przestań.- Nakazał sobie w myślach.
-Nie kojarzę jej, ale wydaje mi się, że ją znam. Może z Hogwartu?- Odpowiedział Blaise.
-Nie, jak by chodziła do naszej szkoły to byśmy ja pamiętali. O czym gadaliście?
-O niczym. Wpadłem na rudą, zapytałem czy mnie przedstawi, ale nieznajoma powiedziała, że mnie zna i że się wkrótce dowiem, kim jest. – Odpowiedział mój przyjaciel. Siedzieliśmy chwile w ciszy, pierwszy odezwał się on.
-Draco? Co chciał od ciebie Lucjusz?
-Nic, znaczy powiem ci później ok?
- Spoko.
Cały dzień myślałem o tej dziewczynie z Pokątnej. Kim ona jest? Skąd mnie zna? No i jeszcze ta wiewióra. Właśnie wiewióra. Zabini cały czas o nie gadał. Jak to jest urocza piękna i zabawna? Oczywiście nie omieszkałem mu przypomnieć, że podoba mu się zdrajczynie krwi. Właśnie siedzieliśmy u mnie w pokoju i popijaliśmy ognistą.
-Wiesz diabeł, pierdolisz głupoty. Co z tego, że cię się podoba jak i tak nie będzie jej miał...
-Niby, czemu?
-Bo to by się nie spodobało twojemu ojczulkowi.
-Mam gdzieś mojego ojczyma Draco, nie interesuje mnie jego zdanie.
-Ah Zabini ty nic nie rozumiesz prawda?
-Niby, co mam rozumieć?
-Może to, że on jest Śmierciożercą i jest przeciwko mugolą, szlamą i zdrajcą krwi.
-On może tak, a ja nie, jak byś nie zauważył przyjacielu?- Słowo przyjaciel powiedział z szacunkiem, jakim nikt nigdy do mnie się nie zwracał- to ja się zmieniłem.
-Tak, obydwoje się zmieniliśmy.


***Hermiona


Od wydarzenia na Pokątnej minęło już dwa tygodnie. Właśnie wracam z Nory. Dziś Ginni zezwala z Harrym ich „związek”. Długo nie mogła się uspokoić, aby odciągnąć ją od myśli o Harrym, opowiadałam jej jak wyglądają moi przyjaciele z Bułgarii. Co robiliśmy, jakie numery robiliśmy, oraz wygadałam jej, że profesor S. ma córkę, która jest dla mnie jak siostra. Czas nam szybko zleciał, w domu pojawiłam się dopiero o 22. Wchodząc do rodzinnej rezydencji napotkałam swojego ojca.
- Cześć tato.- Przywitałam się i ucałowała ojca w policzek, po czym dodałam.- Jak się czujesz?
- Nawet dobrze.
- To dobrze, idę już do siebie. A i później wychodzę.
- O tej porze młoda dano?- Zapytał tata zabawnym tonem puszczając mi oczko.
Zaczęłam się z niego śmiać, odchodząc do swojego pokoju. W pół drogi zatrzymał mnie głos ojca.
-Hermiono bym zapomniał, dostałaś list.
Pobiegłam do pokoju, zastanawiając się, kto napisał. List leżał na stoliku przy kanapie. Na kopercie było napisane K. G., już wiedziałam, od kogo jest list. Zaciekawiona rozerwałam kopertę.


Katherino…

Pisze, aby ci przekazać ze zaczęli się interesować twoim zniknięciem. Wczoraj dorwał mnie jakiś młody chłopak pytaj gdzie teraz jesteś. Wyglądał na jakiegoś arystokratycznego pajaca. Drugim powodem, dlaczego pisze jest, przypomnienie, ze masz jeszcze przyjaciół w Bułgarii. Razem z Ethanem i Sergiejem pragniemy ci powiedzieć ze bardzo za tobą tęsknimy. Wiem ze teraz jesteś pewnie zajęta, w końcu wróciłaś tam gdzie było twoje serce, ale proszę cię tylko nie zapomnij o nas. Sergiej idiota znowu rozbił się motorem, ale nie martw się, wszystko w porządku. Nic mu nie jest, w przeciwieństwie do motoru, po nim to nic nie zostało. Jak to możliwe, że ten kretyn mam tyle szczęścia? Oczywiście dowiedziałaś się, ale nie od mnie, groził nam, cytuję, „ Jeśli piśniecie chodź słówko Hermionie, to obiecuje ze długo chodzić po ziemi nie będziecie”, on chyba nie zdaje sobie sprawy ze w Azkabanie nie ma Internetu. No, bo sama pomyśl, taki maniak jak on jak by wiedział to by nam nie groził. Hmm muszę go uświadomić. Zamykam już temat mojego brata, Syntia kazała ci przekazać ze niedługo się zobaczycie, nic po za tym nie chciała powiedzieć, swoją droga ciekawe, o co chodzi. Szanowny pan tatuś zabrał ja do Anglii. Dasz wiarę, tatusiek w końcu zainteresował się córka. A mnie boli, że wyjechała i się ze mną nie pożegnała. Jutro już powrót do szkoły, wyobrażasz sobie minę wszystkich chłopaków z D. Jak się dowiedzą, że już nie uczęszczasz z nami do szkoły…Po prostu będzie szloch i lament. Ah żałuje, że z tobą nie wróciłem do Anglii. Będę kończył, baw się dobrze w szkole…


Tęsknię za tobą robaczku... M.S.



P.S.

Pozdrowię od ciebie profesorka od zaklęć, pewnie, jako jedyny będzie się cieszył, że cię nie ma….


Jak mogłam zapomnieć o nich. Odpisałam mu ze tez tęsknię, dziękuje i kocham. Streściłam równie, co się działo u mnie przez ostatnie dwa tygodnie. Ucieszyłam się ogromnie w końcu zobaczę moja przyjaciółkę. Nie omieszkałam dopisać, że Sergiej będzie miał przerąbane jak go dorwę. Po odesłaniu odpowiedzi, przebrałam się i postanowiłam pojeździć na moim maleństwie, w końcu nie będzie mnie w domu długi czas. Muszę się nacieszyć na zapas.


***

Znowu jeździłam bez celu, wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony. Nie miałam ochoty jeszcze wracać do domu, zerknęłam na zegarek, wskazywał 3 w nocy. Pokręciłam się jeszcze po śpiących ulicach Londynu. Moje myśli miały tylko jeden kierunek, oczy stalowoniebieski.
Nie rozumiem, jak mogę myśleć tyle o tym imbecylu. Przecież tyle krzywdy mi wyrządził. Nikt nigdy nie traktował mnie tak jak on.
-On ci się podoba.- Usłyszałam w głowie głos.
-Jasne ja go nienawidzę, nie gadaj głupot.

-Mów, co chcesz ja wiem swoje.

-Dobra jest przystojny i co z tego? Nadal jest arogancki, wredny i jest po prostu...Malfoyem

-Wiem, ale może się zmienił. Nie znasz go, wiec nie oceniaj.

-Ludzie się nie zmieniają tylko udają kogoś innego

-Tak sadzisz? A my to niby, co? Tez udajemy

-My to to samo, wiec pomyśl

-Oh zamknij się już.
Wkurzona na intruza, przycisnęłam gazu, teraz już gnałam ponad 200km/h.
Kiedyś się zabije na tym motorze.
Jak swój kierunek obrałam Tower Bridge. Uwielbiam jeździć tam nocą. Tamiza wydawała się taka spokojna, wystarczyło się tylko zapatrzyć w nurt rzeki a wszystkie myśli opuszczały moją głowę. Właśnie wjechałam na most. Zsiadłam z motoru i ruszyłam do barierki. W powietrzu czuć było jakąś dziwna energie, ogarnęło mnie uczucie, że coś się wydarzy. Zainteresowana zaczęłam się rozglądać. Po Przeciwnej stronie, jakieś 200 metrów od mnie stało 2 ludzi. Byli to mężczyźni. Stali w pół okręgu, tak jak by nad czymś górowali, albo raczej kimś. Jedne się przesunął i miała idealny widok na skuloną postać przy barierce. Zmroziłam oczy dla lepszej widoczności. Okładali ja pięściami, przy tym krzyczące coś o jakiejś księdze. Zastygłam w bez ruchu, zastanawiając się, co mam zrobić. Wiać, czy może pomoc? Wybrałam opcje numer dwa. Wyciągnęłam różdżkę, chowając ja za plecy. Szlam w ich kierunku specjalnie mocniej stawiając kroki. Tylko po to, aby mnie zauważyli. Jednak oni byli za bardzo zabsorbowani tym, co robię, aby zauważyć ze ktoś się zbliża. Postanowiłam ze się odezwę.
- Przepraszam Panów.
Zaskoczenie odwrócili się w moja stronę, spojrzeli na mnie, po czym na siebie, posyłając sobie porozumiewawcze spojrzenie.
- Co ty robisz dziewczyno, powinnaś być w domu i dawno spać.
Udałam, ze dopiero teraz zauważyłam, jak się okazało skulonego mężczyznę. Wykrzyknęłam przerażona.
- O Boże coście wy mu zrobili?
- Nic, smarkulo. Jeśli się nie wyniesiesz to tobie zrobimy to samo.
- Nie doczekanie wasze-odpowiedziała, po czym wykrzyknęłam drętwota i posłałam na łopatki jednego. Drogi mężczyzna wyciągnął różdżkę i mierząc we mnie powiedział.
-Bardzo mi przykro panienko, ale Czarny Pan chce mieć go niezwłocznie.
Widziałam jak zamachuje różdżką, ale byłam szybka. Wypowiedziałam cicho zaklęcie rozbrajające.
-Nie tak szybko. Accio różdżki- powiedziałam, w moich rękach wylądowały 2 patyki Śmierciożerców- Teraz na pewno zostawicie go w spokoju.
-Po, co się wtrącasz czarownico, oddaj nam różdżki i zjeżdżaj stąd póki dobry. To jest tylko wampir, co cię on obchodzi.
Wampir? Kurwa, wampir? Narażamy się dla nieśmiertelnej istoty? Kurwa, kurwa kurwa…
-Nie obchodzi mnie, kto to jest, co robi. Przykro mi bardzo, ale hmm- wzruszyłam ramionami Drętwota
Pad mi pod nogi sparaliżowany, związałam ich jeszcze magicznymi węzłami, a różdżki wyrzuciłam do rzeki. Podeszłym do wampira. Wyglądał okropnie.
- No jak na istotę nieśmiertelna to ładnie cię urządzili.
W odpowiedzi usłyszałam nie wyraźnie słowa, cos jak " zjeżdżaj z stad, jeśli chcesz żyć". Zdziwiona popatrzyłam na niego. Czy on mi grozi?
- Grozisz mi? Uratowałam ci tyłek, a ty mi grozisz? Nie no dzięki koleś, ale mógłbyś okazać, choć trochę wdzięczności.
- Nie grożę, tylko ostrzegam. Jestem pozbawiony krwi a, nie chce cię zabić.
- Krwi...- Wzdrygnąłem się, po czym palnęłam bez zastanowienia- ok to pij.
Nastawiłam mu rękę, ten zaś spojrzał na mnie zaskoczony.
- Doceniam twoje starania, ale musiał bym cię zabić, a nie chce tego. Proszę odejść już.
Nie mogłam nic wyczytać z jego oczu. Wzruszyłam ramionami, ruszyłam w stronę mojego motoru. Gdy już na niego usiadłam, po wampirze i smierciozercach nie było śladu. Swoja drogo jacyś beznadziejnie ci smierciozercy. Rozmyślając nad tym, co się wydarzyło, ruszyłam w drogę powrotną do domu. Jutro już powrót do szkoły. Uśmiechnęłam się na sama myśl. Jak tylko znalazłam się w swoim pokoju, padłam na łóżko i nawet nie zdążyłam policzyć do 5 a już spałam.
 

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział II




**Draco

Pip...pip...pip...pip

- Witajcie. Tu kuzyn Lusi..łoo..letnie romanse w pełnym rozkwicie, wszyscy są zakochani? A o to świetna piosenka grupy Fun - We Are Young.
-Kurwa-Wydarłem się na cały ryj.
-Ja pierdole, co jest grane. Skąd ta muzyka.- Pomyślałem, rozglądając się po pokoju, aby zlokalizować źródło tego jebanego jazgotu. Znalazłem to coś na stoliku nocnym. Podszedłem do tego, wziąłem do ręki i…
-Radio?! Skąd ja mam w swojej świątyni radio? Albo raczej, kto mi podrzucił to mugolskie coś? Hmm wiem, Zabini nie żyjesz.
Po wyłączeniu urządzenia, poszedłem prosto do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, owinąłem się puszystym ręcznikiem w okuł bioder i stanął przed lustrem. W ciągu ostatniego roku bardzo urosłem, miałem teraz 186 cm wzrost. Potarłem ręką brodę.
 Przystojny jestem.
Moje usta wykrzywiły się w ironiczny uśmiech. Odwróciłem się na piecie załatwiłem szybko resztę toalety, ubrałem się i zszedłem do jadalni na śniadanie.
- Witaj matko. - Powiedziałem, odsunąłem krzesło i usiadłem na nim zgrabnie. Nałożyłem sobie jajecznice na talerzyk i zabrałem się za jedzenie.
-Draco, wybierasz się gdzieś dziś?- Zapytała matka.
-Tak
-Ah. Dobrze, w takim razie jak zjesz to idź do gabinetu Lucjusza. Wspomniał, że chce z tobą porozmawiać.
-Jak miło, to w ze sobą rozmawiacie?-Posłałem jej pogardliwe spojrzenie. Żenujące.-Nie patrz tak na mnie moja droga Narcyzo- Jej imię powiedziałem tak jak bym powiedział szlama.
-Draco, nie odzywaj się tak do mnie. Jestem twoją matką.
-Twoja rola matki polegała tylko i wyłącznie na tym, że mnie urodziłaś.-Warknąłem w odpowiedzi.
Na Merlina, co za baba, tak o to straciłem ochotę na śniadanie. Wstałem od stołu i skierowałem się do gabinetu ojca. Ciekawe, co on chce? Zapukałem, usłyszał ciche "proszę" i wszedłem do sierotka.
-  Witaj ojcze.
 - Siadaj Draco. Chciałbym z tobą porozmawiać.
Przyjrzałem się jemu uważnie, jest ostatnio w bardzo złej formie. Odkąd powrócił z jakiejś misji zachowując się bardzo dziwnie. Zamyka się w gabinecie, albo znika gdzieś godzinami. Najdziwniejsze jest to, że to co teraz robi, nie ma nic wspólnego z tym, że jest tym kim jest. Zdarzyło mu się nawet nie pojawić na zebraniu Śmierciożerców, co oczywiście miało swoje skutki. Ciotka Bella wparowała do naszej rezydencji i zaczęła wrzeszczeć na ojca żeby się w końcu pozbierał, bo jeśli tego nie zrobi to Czarny Pan go ukarze. Jest mi go szkoda, ale sam jest winny swego stanu. Jak by to powiedzieć, ostatnio moje stosunki z rodzicami nie są najlepsze. Nie popieram tego że ojciec jest sługusem Voldemorta. Jesteśmy szanowana rodzina i ktoś  taki jak TEN-CO-IMIENI-NIE-WOLNO-WYMAWIAC nie powinien w ogolę nami rządzić. Postanowiłem się postawić ojcu. Skończyło się, już nie jestem tym samym chłopakiem, co kiedyś. Już mną nikt nie będzie rządził. Szczerze to mam ich gdzieś.
 Lucjusz Malfoy stracił władze nad swoim synem.
Uśmiechnąłem się głupio do swoich myśli. Spojrzałem obojętnie na ojca. Stał przy kominku i wpatrywał się w fotografie, którą trzymał w ręce. Odchrząknąłem chcąc zwrócić jego uwagę, co mi się udało. Jego spojrzenie nie było takie jak zawsze. Patrzył na mnie zmartwiony wzrokiem.
- Ojcze. Wezwałeś mnie do siebie, zamiast powiedzieć mi o co chodzi, to milczysz i wpatrujesz się w ta fotografie która trzymasz w ręku. Mógłbyś mi powiedzieć w ogóle kto na niej jest?- Nie wytrzymałem ciszy.
Dopiero do mnie dotarło że na biurku też są różne fotografie. Przedstawiające moje ojca i kogoś jeszcze, kogoś kogo nie znałem.
- Nigdy tych zdjęć nie widziałem. Kto to jest?- wskazałem palce na zdjęcie. Przedstawiało on młodą parę w dniu ślubu, wyglądali na bardzo szczęśliwych. Mężczyzna o umięśnionej sylwetce, czarnych włosach i szafirowo niebieskich oczach obejmował kobietę bardzo młodą i piękną, jej długie brązowe włosy opadały w spiralach na plecy. Oczy miała najsoczystszej zieleni, z których biła miłość. 
Miłość, Malfoy?? Poważnie?? Ehh od dziś zero kontaktu z S. Bredzę
- To jest synu, mój przyjaciel, którego uważałem za zmarłego, ale jak się okazało żyje. Nazywa się Salazar Sulivan, jest on głową najbardziej wpływowego rodu czarodzieje w Europie. Sam fakt że nie udziela się w Ministerstwie już 17 lat, ale jak by tylko powiedział jedno słowo, to wszystko by było, jak on chce. Ma on ogromną władze, jednak z miłości do Aleksandry i swojej córki, postanowił, że zniknie ze świat magii. Każdy myślał że nie żyje, zniknął 16 lat temu, nie pozostawiając po sobie ani jednego śladu.  Wiem jedynie że dziewczynkę oddali do wychowania mugola. Nie chcą narażać jej na niebezpieczeństwo.
- Jaki niebezpieczeństwo?
-  Nasz Pan chciał aby Aleksandra urodziła mu dziedzica, te jednak się przeciwstawiła i uciekła. Wysłał na poszukiwania jej, właśnie Slazara. Ten zaś zwlekał z powiedzeniem Czarnemu Panu gdzie ona jest, tłumaczył się tym że nie może jej znaleźć. Oczywiście kłamał, odnalazł ja bardzo szybko, tylko że zaczął coś do niej czuć. Jest to długa historia synu, skończyła się tak że Czarny Pan go nienawidzi, bo mu się przeciwstawił i odszedł z jego szeregów aby być z Alex.
- Dlatego znikasz na tyle godzin? Szukasz go?
- Tak synu, szukam go. Darze go wielkim szacunkiem i chodź odwrócił się od nas, uważam go dalej za swojego przyjaciela.
Zdziwiłem się tym co mi ojciec opowiadał, zazwyczaj uważał takich ludzi za zdrajców krwi. Nawet takiego Weasleya nazywa zdrajcą, co on nigdy nie był w szeregach Lorda, a ten Sulivan nie dość że odszedł, to jest po stronie Dumbledora. Moja uwagę przykuło jeszcze jedno zdjęcie, przedstawiające orła szykującego się do ataku na tle słońca. Było to herb rodowy Sulivanów. Pokręciłem głowa z rezygnacja. Co mnie to obchodzi?- pytałem samego siebie.
- Dobra, powiedz mi teraz po co mnie wezwałeś do siebie, zapewnię nie po to aby mi opowiadać o twoim przyjacielu?
- Masz racje SAM- WIESZ-KTO chce ci mieć w swoich szeregach synu, to jest zaszczyt...-zmarszczyłem brwi, zdziwiony z tonu jakim to powiedział, mówił tak jak by w to wątpił- Twoim obowiązkiem jest oczywiście się na to zgodzić. W końcu pochodzisz z arystokratycznego rodu.- dokończył z rezygnacją
- Po, co? Dla mnie nie mam sensu, abym do niego wstąpił. Nie popieram go i nie chce mu służyć.- Mówiąc to patrzyłem w oczy ojca. Z każdy jednym słowem widziałem jak rosło w nich niedowierzanie i złość.
- Chcesz mi powiedzieć, że przeciwstawiasz się mojej woli? Że nie zrobisz tego, co ci każe? Bo masz taki kaprys?- Ryknął wściekły ojciec.
- Tak, właściwie to nie uważam tego za najważniejsze z moich priorytetów. Nie dam się pomiatać jakiemuś szaleńcowi.
- Jeśli tego nie zrobisz to cię wydziedziczenie.-  Wrzasnął ojciec, podrywając się z fotela, czerwony ze złości, ja również się poderwałem z fotela, cedząc słowa dobitnie.  
 - Nie obchodzi mnie twoje pieniądze albo raczej bogactwo rodu Malfoyów. Jeśli dla ciebie jest ważniejszy Voldemord niż twój własny syn, krew z twojej krwi, to faktycznie lepiej się mnie wyrzeknij. Wybór należy do ciebie ojcze.- Spojrzałem ostatni raz na zszokowanego ojca i opuściłem jego gabinet.



**Hermiona


Od wizyty Snepa minęło już parę dni. Dziś postanowiła że powiem chłopakom całą prawdę o nim. Przemierzałam korytarze SulivanHome zmierzając do swojego pokoju, w którym czekali na mnie moi przyjaciele. Cholera jak ja im to powiem? Spokojnie, wdech wydech. Nakazałam sobie w myślach. Weszłam do pokoju, byli już wszyscy. Świetnie.
-No w końcu jesteś. Może ty nam powiesz, o co chodzi, bo Ginni siedzi cicho i nic nie chce pisnąć.-Odezwał się Harry.
-Ginni nic nie mówi, bo to ja muszę wam to powiedzieć.-Oparłam i nabrałam powietrza- To wcale nie jest takie łatwe. Pamiętacie jak wam opowiedziałam moją, jak że dramatyczną historię? Nie powiedziałam wam istotnego szczegółu. Jak by to, hmm mam brata?- Powiedziałam, a raczej zapytałam słodkim głosem i spojrzałam na chłopaków. Nie no ja zaraz jebnę, ha ha, ale miny, nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
-Wiesz, co durna kobiet- Oho odezwało się moje drugie ja.- Nie widzę w tym nic zabawnego? To jest tragiczne, ty jesteś tragiczna.
-No, co, przecież sama widziałaś te ich miny, po prostu nie wytrzymałam.
-Nie żebym coś mówiła, ale oni patrzą na ciebie jak na wariatkę, którą z resztą jesteś.
-Co ty masz z tego, że mnie obrażasz, nie wspominając, że obrażasz także siebie? Dziwna jesteś!
-Jestem tobą, to powinno wystarczyć, a teraz bądź tak miła i wróć do rozmowy z naszymi przyjaciółmi. Hermiono rozmowa.-Odezwało się zdegustowanym głosem.
Faktycznie ze mną coś jest nie tak? Kurde mniejsza o to. Mam ważniejsze problemy, a dokładnie dwa, które patrzą na mnie jak bym miała dwie głowy. No no humor się mnie trzyma.
-Dlaczego nic nam nie powiedziałaś? Przecież byśmy ci pomogli go szukać.
- Sama nic nie wiedziałam.
- Harry daj jej wyjaśnić, ok- odezwał się jak dotąd milczący Ron.
-Ok, zacznę od początku. Mój tata zanim poznał moja mamę, to był zaręczony z Edalene Hampsfot. Mówił, że bardzo ją kochał, była dla niego wszystkim. Mieli wziąć ślub 1 Stycznia 1989 roku, ale w październiku 1988 mój tata poznał moja mamę. Nie wiedział, co się z nim dzieje, nie rozumiał, dlaczego czół się przy Aleksandrze jak by mu niczego nie brakowało, nie tęsknił za Edale. Spotykał się z nimi dwiema, przez cały czas uczucia taty względem mamy się zmieniały. Z dnia na dzień coraz bardziej ją kochał. Przez przypadek dowiedział się, że jego narzeczona podawała mu napój miłosny. Tata się wściekł i porzucił Edalene, nie wiedząc, że ta zaszła z nim w ciąże. Poślubił moją mamę pod koniec marca 1989 roku. Kiedy ja się urodziłam ojciec dostał list, że Edalene urodziła syna i jest on jego. Tata starał się znaleźć swoja była narzeczona, ale ją wcięło. Szukał jej wszędzie, ale nic to nie dało. Nie mógł jej odnaleźć. Rok później musieli mnie oddać, ponieważ Lord Voldemort się dowiedział, że tata ma dziecko, nie chcieli narażając mnie na niebezpieczeństwo. Było to bardzo trudne dla Salazara nie dość, że mnie oddał to nie mógł też odnaleźć swojego syna. Po 16 latach tata dowiedział się tylko, że Edale zmieniła nazwisko. Wszelki ślad po niej zaginął, nikt nic nie wie. Tak jakby nie istniała. Sam dowiedziałam się maju tego roku i to jest główny powód, dla którego wróciła. Chce, muszę być blisko swojego brata. A nie mówiłam nic bo tak naprawdę nie mam wiele informacji na jego temat.
Zakończyłam, dając im czas do oswojenia się z tym, co powiedziała. Siedząc tak i patrząc na nich wcale nie wyglądają na szokowanych. Dziwne, ja im mówię, że mam brata a oni jak gdyby nigdy nic patrzą się na mnie i szczerzą jak sroka do sera. Jejku, z kim ja się zadaje. Sama jak się dowiedziałam, że gdzieś tam mam brata to mało, co ducha nie wyzionęłam, taki to był dla mnie szok.
-Ok, może coś powiecie, uhh -Zapytałam i zaraz dodałam, widząc pytający wzrok Rona-Cokolwiek, nie jesteście w szoku albo coś?
-Jesteśmy Hermiona, ale w twoim życiu ostatnio dzieje się tyle rzeczy, że jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że nas zaskakujesz, ale to jest bomba dosłownie.- Powiedział Harry- Wiesz coś jeszcze? Jak on się nazywa?
-Nie wiem jak on się nazywa. Tata też nie wie, powiedział tylko, że jego syna wychowują śmierciożercy. Z tego, co udało mu się dowiedzieć to-powiedziałam i zaczęłam wyliczać na placach.
-Po pierwsze uczy się w Hogwarcie- Pierwszy palec
-Po drugie jest w naszym wieku- Drugi palec
-Po trzecie i najważniejsze, ponieważ określa nam pewną grupę, jest ślizgonem- Trzeci palec.
- Podsumowując to, co mam, to znam prawdziwe imię matki mojego brata, jest w naszym wieku, uczy się w Hogwarcie. Nie jest źle, zawsze lepiej jest to niż nic. Teraz tylko muszę poczekać do rozpoczęcia roku i zacznę szukać. Oczywiście mam nadzieję, że mi w tym pomożecie.
- Jasne- odezwali się chórem moi przyjaciele.
Uśmiechnęłam się do nich z wdzięcznością. Jeszcze tylko sprawa zmiany domów. Ginni spojrzała mi wyczekująco w oczy dając do zrozumienia bym kontynuowała. A ja, jak to ja uśmiechnęłam się do niej głupkowato i zaczęłam.
-To jeszcze nie koniec?-zapytał Ron widząc moja minę.
- No w sumie to nie jest jeszcze jedna rzecz o której wam nie powiedziałam- zawiesiłam głos dla lepszego efektu, co mi tam i tak się wściekną to, chociaż się zabawie. Ginni popatrzyła na mnie złym wzrokiem.
-Oh, no dobrze. BojapoprosiłamDumbledoraoprzeniesieniedoslitherinu.- Powiedziałam szybko na jednym wdechu
-Eee, co?-Odezwał się Harry.
Wstałam z fotele, zaczęły mnie dopadać wątpliwości. Chodziłam w kolko po pokoju. Co będzie jak mnie nie zrozumieją? Co zrobię jak nie poprą? O boże Ron mnie zabije. Przecież nienawidzi ślizgonów.
- Hola panienko ty też ich nienawidziłaś.-usłyszałam głos w głowie.
- Tak tylko teraz jest inaczej, ja też będę ślizgonem. Przecież nie będę nienawidzić samej siebie no nie?
Moją popapraną rozmowę przerwał Harry.
- Hermi spokojnie, już nam to powiedziałaś, teraz zrób to znowu tylko wolno. Cokolwiek masz nam do powiedzenia to i tak już nie przebije tego, co się zdarzyło w ciągu ostatnich dwóch lat. Uspokój się, będzie dobrze. -Powiedział spokojnym głosem. Zatrzymałam się w miejscu i popatrzyłam na nich.
- Nawet nie wiesz jak się myślisz Harry. Ok, pieprzyć to. Jak byłam w szkole na rozmowie z Dumbledorem powiedziałam mu, że chce być w Slytherinie.- Powiedziałam, po czym się zaczęło. Ron i Harry wytrzeszczyli na mnie oczy i wydarli się jednocześnie
- CO!!!KURWA!!!
- Zamknijcie się i wysłuchajcie jej do końca, głąby- warknęła w ich stronę Ginni.
- Mamy się zamknąć? Czy ciebie też pogięło siostra?-Warknął Ron, po czym odezwał się do mnie- A ty normalna jesteś? Dla nich jesteś tylko szlama!! Nic nieznacząca podróbkom czarownicy. Zwariowałaś prawda! Powiedz, że żartujesz!!Proszę- Dar się Waesley. Dobrze, że wyciszyłam pokój, bo jak nic zaraz by wparowali tu wszyscy.
- Ron, mówię śmiertelnie poważnie. Wiem, że jest to szaleństwo, ale myślę, że tak będzie łatwiej odnaleźć mi brata. Ron proszę zrozum mnie i nie potępiaj nie zniosę tego, jeśli mnie znienawidzicie.
- To mam rozumieć, że chcesz zabawić się ze śmiercią w chowanego dla kogoś, kogo nawet nie znasz? Dla kogoś, kto pewnie zostanie śmierciożercą? Tak cię naprawdę popierdoliło- Wydarł się Harry, posyłając mi wkurzone spojrzenie.
- Nie no następny, kurwa nie jest mi wcale tak łatwo.- Pomyślałam i znowu zaczęłam krążyć po moim pokoju, przyglądając się wzorom na dywanie pod moim łóżkiem. Nigdy bym nie pomyślałam, że dywan może być tak interesującym obiektem obserwacji. Fajna ta moja sypialnia.
- Powiedz coś do cholery a nie milczysz- Ryknął już całkiem wkurwiony Potter. Ups?znowu
- Ja?no?wiec?przepraszam Harry wiem, że jest to dla ciebie trudne, myślisz, że mi jest łatwo? Wiem, że to nie rozsądne z mojej strony, ale muszę coś zrobić żeby ochronić mojego brata.
- Boże wiesz jak to dziwnie brzmi? Przecież ty nawet nie wiesz jak on wgląda, kto nim jest!!-Powiedział Harry bezbarwnym głosem. Teraz to już się trochę zdenerwowałam.
- Gadasz jak Snape. Ja chce abyście mnie poparli i pomogli mi w dowiedzeniu się prawdy.-Wyznałam cichym głosem, dodając zbyt dużo wymagam od moich przyjaciół? Dla was to za wiele? Chce tylko zrozumienia i poparcia. Wiem, że to trudne, wiem, że możecie mnie też znienawidzić!...- nie skończyłam, ponieważ przerwał mi Ron
- Miona, spokojnie my się tylko o ciebie martwimy. Jak możesz myśleć, że ci znienawidzę? Jesteś dla mnie jak siostra. Kocham cię mimo twoich chorych pomysłów. Uhm ja cię popieram.
- Ja też- Krzyknęła Ginni
Wszyscy spojrzeliśmy na Harrego, wyglądał na zrezygnowanego. Uśmiechnął się blado do nas. Podszedł do Ginni i ja przytulił. Najwyraźniej się już uspokoił bo odezwał się spokojnym głosem.
- Mam inne wyjście? Pewnie nie. Ok niech ci będzie też pomogę. Tylko wiedz, że ja cię nie popieram dla mnie to ty się narażasz. Jeśli coś ci zrobią to nie ręczę za siebie. martwię się o to co możne się tam stać. Pomyślałaś o swoich rodzicach? Przecież oni się ukrywają, a jak dziwne będzie, jeśli nagle wracasz do szkoły i bach jesteś w Slytherinie? Wszyscy zaczną podejrzewać cię o nie wiadomo, co?- mówił Harry szalenie gestykulując jedna ręka.
- Wiem o tym Harry, ale trudno. Moi rodzice też tego nie popierają, ale się pogodzili z tym, co chce zrobić. Tata jest nawet zadowolony, że chce pomóc bratu nawet go nie znając.
- Wiesz, im nie chodzi o to, że wyjdzie na jaw, że jestem ich córką, tylko o to ze może mi coś się stać.
- Wiesz Hermi, myślę sobie, że nawet dobrze jak się dowiedzą, że jesteś z najstarszego
arystokratycznego rodu. Ah chciałbym zobaczyć minę Malfoya- Rozmarzył się Ron
- Oh Ron bądź poważny. Sorry, ale murze zapalić.-Powiedziałam. Tak papieros pomoże mi się odstresować. Podeszłam do stolika obok łóżka, otworzyłam szufladę i zaczęłam w niej gorączkowo szukać paczki. Gdzie ona jest, Grrr pytałam sama siebie? Oh mam. Wyciągnęłam jednego i go odpaliłam.
- Ahhh- zamruczałam- Chcecie?
Pokiwali głowami z szokiem wymalowanym na twarzy. Wzruszyłam ramionami i rzuciłam Herremu paczkę na kolana. Otworzyłam okno, zaciągając się papierosem. Zapatrzyłam się w przestrzeń i zaczęłam rozmyślać
- Ciekawe jak to będzie. Z dnia na dzień coraz bardziej się obawiam powrotu do szkoły a tak bardzo mi jej brakuje. Tęsknie za wszystkim, poczyniwszy od Zakazanego Lasu a skoczywszy na lochach. Ha tęsknie nawet za głupim gadaniem Malfoya. Właśnie ciekawe jak przyjmą mnie ślizgoni. Oczywiście z otwartymi ramionami, zaśmiałam się nie wesoło. Oj będzie ciężko. Jak ja wyjaśnię moją zmianę domów? Musze porozmawiać z profesorem Dumbledore, on coś wymyśli.
- Herm, powiedz, od kiedy palisz?- Zapytała Ginni, przerywając mi rozmyślenia.
- Eee, co?- Odparłam inteligentnie, po czym dodałam.- Od dawna, pale, pije, rozrabiam, jeżdżę na motorze, oj dużo by tu opowiadać.
- Wow, co oni ci zrobili w tej Bułgarii?- Zapytał Harry z podziwem.
- Ha pranie mózgu.
- Nie no serio Hermi bardzo się zmieniłaś.-Zamyślił się chłopaka, po czym jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech- Wiecie, co już nie mogę się doczekać szkoły.
- Nie tylko ty, nie tylko ty.-Powiedziałam cicho.
 Siedzieliśmy tak od północy, pijąc kremowe piwo i opowiadając sobie, co się wydarzyło w ciągu tych dwóch lat, kiedy mnie nie było. Umówiliśmy się, że nazajutrz wybierzemy się na Pokątną. Po 4 butelce postanowiliśmy, że idziemy spać. Ja z Ginni położyliśmy się u mnie w pokoju a chłopaków wysłałam do pokoju gościnnego. Po wyjściu chłopaków przebrałyśmy się w piżamy i położyłyśmy się do łóżka. Jak tylko przyłożyłam głowę do poduszki, momentalnie odpłynęłam w krainę Morfeusza.