Za wszelakie błędy przepraszam :)
Następny rozdział dodam w weekend...
Miłej lektury...
Pozdrawiam DraMion :*
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
***Hermiona
Stuk, stuk. Cisza. Stuk, stuk. Cisza. Stuk, Stuk. Hu hu.
Obudziłam się słysząc jakiś dźwięk.
Stuk, stuk. Cisza. Stuk, stuk. Cisza
Otworzyłam oczy i zaraz je zamknęłam.
O Boże
moja głowa.
Wstałam powolutku z łóżka, poczłapałam do garderoby, otworzyłam szafkę
i wyciągnęłam eliksir na kaca. Wypiłam całą fiolkę i usiadłam na fotelu
czekając na rezultat. 5 sekund, 10 sekund, 15 sekund i nic. Szybciej nie może
działać, cholera. Po upływie minuty ból głowy, mdłości i senność odpłynęły w nie
pamięć. Zabrałam jeszcze 3 flakoniki dla moich przyjaciół i weszłam do pokoju.
Ginni dalej spała, postanowiłam jej nie budzić niech pośpi. Stuk, stuk. Hu hu
Znowu. Zmarszczyłam brwi, to musi być sowa. Otworzyłam okno i
wielki puchacz wleciał do sierotka. Ciekawe
czyj jest, nigdy go nie widziałam.
-Oh maleńki, ale ci się zmokło, co nie.- Zagadałam do sowy,
podając jej miseczkę z piciem i ziarna. Ptak tylko w odpowiedzi zadarł głowę
arogancko i wystawił nóżkę pokazując tym, że ma list. Odwiązałam tasiemkę.
Rozdarłam kopertę i szybko przeczytałam list.
-Od, kogo to?
Pisnęłam przestraszona i upuściłam list na podłogę. Serce mi waliło
jak młot. Odetchnęłam i odwróciłam się w stronę łóżka.
-Przestraszyłaś mnie.-Syknęłam w stronę Ginni.- Od Dumbledora,
pisze, że moje przeniesienie odbędzie się tak jakby zgodnie z zasadami, będę
poddana ceremonii przydziału.
-Aha, głowa mnie boli.-Poskarżyła się wiewióra.- Masz coś może?
-Na stoliku obok łóżka, stoi dla ciebie flakonik, wypij cały, a ja
idę pod prysznic, później obudzę chłopaków.
-Ok
Wychodząc z łazienki, zauważyłam ze Ginni znowu zasnęła. Zegarek
wskazywał ze jest dopiero 8 rano. Postanowiłam ze dam jeszcze pospać chłopaka.
Ubrałam się szybko i poszłam do gabinetu taty. Zapukałam cicho, usłyszałam
strumienie proszę i wyszłam do sierotka
- Cześć tato, jak się czujesz?- Obeszłam biurka i pocałowałam ojca
na przywitanie w policzek.- Nie wyglądasz najlepiej.
- Nie martw się, przechodzi mi, minęło zaledwie kilka dni.
- Jak się sprawy maja? Dowiedziałem się, czy Malfoy wydał się, ze
cię widział?
- Nie, z mojego źródła niczego pożytecznego się nie dowiedziałem,
tylko tyle ze Lucjusz unika spotkań Smierciożerców. Jak i również tego ze mnie
szuka.
Rozmawiałam z tato jeszcze z jakoś godzinę. Mówiliśmy o szkole,
uzgodniliśmy ze będę miała prywatne dormitorium jak większość slizgonow.
Oczywiście poprosiłam tatę, aby mi wystawił fortepian do pokoju w Hogwarcie, na
co zgodził się ochoczo. Kilka minut po 9 pojawił się Tom zawiadamiając nas ze
jest śniadanie. Postanowiłam iść obudzić swoich leniwych przyjaciół. Wpadłem do
swojego pokoju jak burza i dosłownie mnie wymordowali. Na moim łóżku leżał
Harry, jego klatka piersiowa była gola, mogłam obejrzeć dokładnie zarys jego
mięśni, na nim okrakiem siedziała naga Ginni. Ręce mojego przyjaciela właśnie
ugniatały piersi dziewczyny, która unosiła się na udach i ponownie na niego
opadała, wydając przy tym nie zrozumiale dźwięki.
Zaraz,
zaraz czy oni uprawiają sex w moim łóżku? Nie no bosko.
Nie chcąc im przeszkadzać wycofałam się z pokój cicho zamykając za sobą drzwi.
-Kiedy to się stało ze oni
są razem?- Zapytałam sama siebie.
-Wtedy, kiedy cię nie było.-Odpowiedział
mi głos w głowie.
Po trzasnęłam głowa, aby wymazać obraz dwóch splecionych ciał.
Grr…Uśmiechając się wrednie, zapukałam i krzyknęłam przez drzwi.
- Za 10 minut jest śniadanie, pospiesznie się cokolwiek róbcie.
Dalej głupio się uśmiechając, poszłam do pokoju, gdzie był Ron.
Zapukałam do drzwi, ale nikt mi nie odpowiedział, wyszłam po cichu do sierotka,
ale Rona nie było w pokoju. Chcąc poczekać na niego, podeszłym do okna. Na
dziedzińcu stal tata, Snap i Syriusz. Widać było od razu, że Snap jest zdenerwowany,
mówił gestykulując rękoma, tata i Syriusz wyglądało na wstrząśniętych tym, co słyszą.
Rozmawiając udali się do domu, zapewne do gabinetu ojca.
Ciekawe, o co chodziło,
jeśli znowu się coś szykuje muszę mamie powiedzieć, aby ojcu zabroniła udać się
na kolejna akcje, wiadomo przecież ze jest jeszcze za słaby. Swoją droga, co to
za zaklęcia, ze takie są skutki.
Rozejrzałam się po pokoju sprawdzając czy czasami Ron nie wrócił.
A co jeśli on się odbija
do mojego pokoju, przecież tam jest Harry z Ginni. - Pomyślałam, biegiem wychodząc
z pokoju. Ron stał oparty o ścianę przy moich drzwiach. Powieki mnie
przymknięte, uśmiechnęłam się do niego, mówiąc.
- Szukałam cię. Gdzie byłeś?
- Cześć Miona, a ja szukałem Harrego, nie widziałam go może?
Pomyślałem ze jest u Ginni, ale drzwi są zamknięte. - Poskarżył się, wydymając
usta jak pięciolatek.
- Eee...Ginni z Harrym poszli się przejść do no do...- Kurde no gdzie, myśl kobieto.
-...eee…ogrodu. Tak ogrodu.- .Powiedziałam to zbyt głośno, Ron popatrzył na mnie
dziwnym wzrokiem.
- Ok, ale czemu tak długo ich nie ma?
- A bo ja wiem, daj spokój. Chodzimy lepiej na śniadanie.
Oczywiście Ron się zgodził z entuzjazmem. W jadalni czekali na nas
nie tylko moim rodzice, ale równie byli państwo Weasley, Syriusz, profesor
Snape, Tonk i Lupin.
- Dzień dobry- powiedzieliśmy jednocześnie z Ronem
- Dzień dobry, siadajcie proszę. A gdzie Harry i Ginni?- Powiedziała
mama, a reszta kiwnęła nam głowa.
- Są w ogrodzie, nie wiem, po co poszli o takiej porze na spacer i
w dodatku długo już ich nie ma. - Wyraził swoje niezadowolenie Ron
- Może nie czekajmy na nich, nie wiadomo, kiedy wrócą.- Zasugerowałam,
siadając obok profesora eliksirów. Śniadanie zostało podane przez skrzaty, co
było rzadkością w domu. Ginni i Harry zjawili się jakiś 20 minut później,
obydwoje z lekko różowymi policzkami. Jedliśmy w ciszy, tylko tata i pan S. rozmawiali
przyciszonym głosem. Udało mi się wyłapać kilka słów, mówili coś o dziedzicu
Merlina, jego pamiętnikach i o królu wampirów. Znudzona postanowiłam się zająć
śniadaniem.
***
Na Pokątnej udaliśmy się w pierwszej kolejności do sklepu braci Wesleyów,
następnie odwiedziliśmy księgarnie, aby dokupić brakujące podręczniki. U Madame
Malkin kupiliśmy sobie nowe szaty oraz sukienki na bal Bożonarodzeniowy. Na sam
koniec miałyśmy jeszcze zajść po zapasową różdżkę dla mnie.
-Miona, nie rozumiem, po co ci jeszcze jedna różdżka!? Przecież
tej, co masz nic nie jest.-Zapytała zaciekawiona wiewióra.
- Nigdy nic nie wiadomo, a zapasowa zawsze się przyda. Powiedz a jak
zarobię szlaban i zabiorą mi moja różdżkę? Mowie ci przyda się.
-Co proszę? TY I SZLABAN??- Wykrzyknęła szokowana- O boże, co oni jej
zrobili? O Boże nie poznaje jej.-Lamentowała pod nosem.
-He he Ginni bardzo śmieszne. W Bułgarii miałam też zapasowa,
tylko ze Sergiej mi ja połamał jak uciekał przed Wiktorem. - Odpowiedziałam i
posmutniałam.
-Miona, tęsknisz za nimi?
-W Durmstrangu miałam duże wsparcie właśnie w nich.- Zastanowiłam
się chwile.- Tak cholernie bardzo za nimi tęsknie.
Weszłyśmy do Ollivandera i dokonałam zakupu. Wychodząc ze sklepu
Ginni wpadła na jakiegoś chłopaka.
-Ej no jak łazisz!! Ślepa jesteś?
-Ja ślepa? To raczej jak ty łazisz?- Wrzasnęła zdenerwowana
wiewióra, podniosła się i spojrzała na swojego oprawce- Zabini..
Zabini? Szybko odwróciłam głowę w stronę chłopaka. No, zmienił się.
Nawet przystojny jest i to bardzo. Ciekawe czy mnie pozna, wątpię w to, ale
możemy się zabawić. Odstąpiłam trochę od nich i przyglądając się zajściu.
Chłopak jak tylko usłyszał swoje nazwisko przeniósł swój wzrok na Ginni.
-Weasley? Nie poznałem cię. Robisz się coraz ładniejsza.
-Ta Zabini. Zwykłe przepraszam by wystarczyło.
-Co tu robisz? Gdzie twoi chłopcy?
-Twoi chłopcy?- Odezwałam się zaciekawiona. Chłopak jak tylko mnie
usłyszał, to spojrzał w moja stronę.
-Harry i Ron- wyjaśniła ruda- Nie ma ich, i jak nie widać, to
jestem na zakupach.
-To było retoryczne pytanie. Może mnie przedstawisz swojej
koleżance?-Odpowiedział nie spuszczając ze mnie wzroku.- Pięknej koleżance.
Ginni spojrzał na mnie, pytając o pozwolenie, ja jednak zaprzeczyłam
lekkim ruchem głowy, aby Zabini nie zauważył.
-Nie, raczej nie.
-A to, dlaczego jeśli wolno wiedzieć?
-Bo ja cię znam Zabini.- Odpowiedziała.
-Nie przypominam sobie, abym cię poznał. Może mi pomożesz i zdradzisz,
chociaż swoje imię?
-Wkrótce się dowiesz, obiecuje.- Odparła tajemniczo Ginni
uśmiechając się uroczo.
-Wiesz Zabini trzeba było mnie uprzedzić, że wybierasz się na
podrywanie lasek, przyszedłbym godzinę później.- Usłyszałam przyjemny baryton.
Całą nasza trójka obróciła się w stronę nowo przybyłego chłopaka.
-Cześć Smoku. Jak byś był godzinę wcześniej to byś razem ze mną je
podrywał.
-Ta! - Odparł chłopak, patrząc cały czas na mnie- My się
znamy?-Zapytał.
-Yyy..ten…chyba…nie wiem- Wzruszyłam ramionami, udając, że jest mi
to obojętne.
-Inteligenta odpowiedz. Draco Malfoy- Przestawił się blondyn.
-Co? Malfoy! Ten Malfoy? Czyli fretka?- Zapytałam oszołomiona.
-O rety…Malfoy…Nie
wieże…Jejku, ale on przystojny…O czym ty myślisz dziewczyno to jest Malfoy!!! Ten
podły, wkurzający, wredny, przebiegły, Malfoy!!!Ta, ale za to przystojny...Bardzo?
Dobra dość!!!
-Ta, dzięki za przypomnienie, jak że uroczego przezwiska. Skąd
mnie znasz?
-Ginni może już wracajmy- Olałam pytanie blondyna, zerwała kontakt
wzrokowy z Malfoy i spojrzała wymownie na przyjaciółkę. Odwróciłam się, nie
czekając na odpowiedź rudej i ruszyłam w stronę Dziurawego Kotła.
- Żegnam ozięble.-Odezwała się Ginni i popędziła za mną.
Szłyśmy szybko, nie oglądając się już za siebie, wiec nie mogłyśmy
zobaczyć zdumionych min oby panów. W dziurawym kotle postanowiliśmy ze zamówień
sobie po piwie, czekając na chłopaków. Po odebraniu zamówienia z baru,
poszliśmy usiąść.
- Jak długo sypiasz z Harrym? Nie złe pytanie, jak długo jesteście
razem? Czemu ja nic nie wiem? -Zasypałam młoda Weasleyówne pytaniami.
- Co? Skąd o tym wiesz?
- Widziałam was dziś w MOIM pokoju.- Słowo pokoju powiedziałam
dobitnie.
- Eee sorki, poniosło nas...
- Yhy...To jak długo jesteście razem?
Ginni zawstydzona odwróciła głowę, patrzyła wszędzie tylko nie na
mnie.
- Ginni?
- Oh, cholera. Nie jesteśmy razem. Ok. My tylko z sobą śpimy.
Takiej odpowiedzi się nie spodziewałem. Dosłownie koparka mi opadła,
wpatrywałem się w nią, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę. Odchyliłam się na
krześle, przyglądała się dziewczynie z ciekawością.
- Kontynuuj.
- Nie chcemy się wiązać z sobą, dobra on nie chce związku, a ja
biorę to, co daje. Powiem ci szczerze ze zaczyna mi się nudzić już to. Harry po
powrocie do szkoły znajdzie sobie inna, a ja nie mam zamiaru czekać na nie
wiadomo co.
Nasza rozmowę przerwali chłopcy, którzy wrócili od Freda i Gorga.
***Draco
- To było dziwne.
- Co?
- No ta sytuacja na Pokątnej. Znasz może tą drugą?- Zapytałem
diabła.
Kim ona
jest? Gdzieś ją już widziałem. Ale gdzie? Dziwne, że nie pamiętam przecież jest
tak piękna.
Zawsze
pamiętam piękne dziewczyny. Cholera. Przestań.- Nakazał
sobie w myślach.
-Nie kojarzę jej, ale wydaje mi się, że ją znam. Może z Hogwartu?-
Odpowiedział Blaise.
-Nie, jak by chodziła do naszej szkoły to byśmy ja pamiętali. O
czym gadaliście?
-O niczym. Wpadłem na rudą, zapytałem czy mnie przedstawi, ale
nieznajoma powiedziała, że mnie zna i że się wkrótce dowiem, kim jest. –
Odpowiedział mój przyjaciel. Siedzieliśmy chwile w ciszy, pierwszy odezwał się
on.
-Draco? Co chciał od ciebie Lucjusz?
-Nic, znaczy powiem ci później ok?
- Spoko.
Cały dzień myślałem o tej dziewczynie z Pokątnej. Kim ona jest?
Skąd mnie zna? No i jeszcze ta wiewióra. Właśnie wiewióra. Zabini cały czas o
nie gadał. Jak to jest urocza piękna i zabawna? Oczywiście nie omieszkałem mu
przypomnieć, że podoba mu się zdrajczynie krwi. Właśnie siedzieliśmy u mnie w pokoju
i popijaliśmy ognistą.
-Wiesz diabeł, pierdolisz głupoty. Co z tego, że cię się podoba
jak i tak nie będzie jej miał...
-Niby, czemu?
-Bo to by się nie spodobało twojemu ojczulkowi.
-Mam gdzieś mojego ojczyma Draco, nie interesuje mnie jego zdanie.
-Ah Zabini ty nic nie rozumiesz prawda?
-Niby, co mam rozumieć?
-Może to, że on jest Śmierciożercą i jest przeciwko mugolą, szlamą
i zdrajcą krwi.
-On może tak, a ja nie, jak byś nie zauważył przyjacielu?- Słowo
przyjaciel powiedział z szacunkiem, jakim nikt nigdy do mnie się nie zwracał-
to ja się zmieniłem.
-Tak, obydwoje się zmieniliśmy.
***Hermiona
Od wydarzenia na Pokątnej minęło już dwa tygodnie. Właśnie wracam z Nory. Dziś Ginni zezwala z Harrym ich „związek”. Długo nie mogła się uspokoić, aby odciągnąć ją od myśli o Harrym, opowiadałam jej jak wyglądają moi przyjaciele z Bułgarii. Co robiliśmy, jakie numery robiliśmy, oraz wygadałam jej, że profesor S. ma córkę, która jest dla mnie jak siostra. Czas nam szybko zleciał, w domu pojawiłam się dopiero o 22. Wchodząc do rodzinnej rezydencji napotkałam swojego ojca.
- Cześć tato.- Przywitałam się i ucałowała ojca w policzek, po
czym dodałam.- Jak się czujesz?
- Nawet dobrze.
- To dobrze, idę już do siebie. A i później wychodzę.
- O tej porze młoda dano?- Zapytał tata zabawnym tonem puszczając
mi oczko.
Zaczęłam się z niego śmiać, odchodząc do swojego pokoju. W pół
drogi zatrzymał mnie głos ojca.
-Hermiono bym zapomniał, dostałaś list.
Pobiegłam do pokoju, zastanawiając się, kto napisał. List leżał na
stoliku przy kanapie. Na kopercie było napisane K. G., już wiedziałam, od kogo
jest list. Zaciekawiona rozerwałam kopertę.
Katherino…
Pisze,
aby ci przekazać ze zaczęli się interesować twoim zniknięciem. Wczoraj dorwał
mnie jakiś młody chłopak pytaj gdzie teraz jesteś. Wyglądał na jakiegoś arystokratycznego
pajaca. Drugim powodem, dlaczego pisze jest, przypomnienie, ze masz jeszcze
przyjaciół w Bułgarii. Razem z Ethanem i Sergiejem pragniemy ci powiedzieć ze
bardzo za tobą tęsknimy. Wiem ze teraz jesteś pewnie zajęta, w końcu wróciłaś
tam gdzie było twoje serce, ale proszę cię tylko nie zapomnij o nas. Sergiej idiota
znowu rozbił się motorem, ale nie martw się, wszystko w porządku. Nic mu nie
jest, w przeciwieństwie do motoru, po nim to nic nie zostało. Jak to możliwe,
że ten kretyn mam tyle szczęścia? Oczywiście dowiedziałaś się, ale nie od mnie,
groził nam, cytuję, „ Jeśli piśniecie chodź słówko Hermionie, to obiecuje ze
długo chodzić po ziemi nie będziecie”, on chyba nie zdaje sobie sprawy ze w Azkabanie nie ma Internetu. No, bo sama pomyśl, taki maniak jak on jak by
wiedział to by nam nie groził. Hmm muszę go uświadomić. Zamykam już temat
mojego brata, Syntia kazała ci przekazać ze niedługo się zobaczycie, nic po za
tym nie chciała powiedzieć, swoją droga ciekawe, o co chodzi. Szanowny pan tatuś
zabrał ja do Anglii. Dasz wiarę, tatusiek w końcu zainteresował się córka. A mnie
boli, że wyjechała i się ze mną nie pożegnała. Jutro już powrót do szkoły,
wyobrażasz sobie minę wszystkich chłopaków z D. Jak się dowiedzą, że już nie
uczęszczasz z nami do szkoły…Po prostu będzie szloch i lament. Ah żałuje, że z
tobą nie wróciłem do Anglii. Będę kończył, baw się dobrze w szkole…
Tęsknię
za tobą robaczku... M.S.
P.S.
Pozdrowię
od ciebie profesorka od zaklęć, pewnie, jako jedyny będzie się cieszył, że cię
nie ma….
Jak mogłam zapomnieć o nich. Odpisałam mu ze tez tęsknię,
dziękuje i kocham. Streściłam równie, co się działo u mnie przez ostatnie dwa
tygodnie. Ucieszyłam się ogromnie w końcu zobaczę moja przyjaciółkę. Nie
omieszkałam dopisać, że Sergiej będzie miał przerąbane jak go dorwę. Po
odesłaniu odpowiedzi, przebrałam się i postanowiłam pojeździć na moim maleństwie,
w końcu nie będzie mnie w domu długi czas. Muszę się nacieszyć na zapas.
***
Znowu jeździłam bez celu, wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie
strony. Nie miałam ochoty jeszcze wracać do domu, zerknęłam na zegarek,
wskazywał 3 w nocy. Pokręciłam się jeszcze po śpiących ulicach Londynu. Moje myśli
miały tylko jeden kierunek, oczy stalowoniebieski.
Nie rozumiem, jak mogę
myśleć tyle o tym imbecylu. Przecież tyle krzywdy mi wyrządził. Nikt nigdy nie
traktował mnie tak jak on.
-On ci się podoba.-
Usłyszałam w głowie głos.
-Jasne ja go
nienawidzę, nie gadaj głupot.
-Mów, co chcesz ja
wiem swoje.
-Dobra jest przystojny
i co z tego? Nadal jest arogancki, wredny i jest po prostu...Malfoyem
-Wiem, ale może się
zmienił. Nie znasz go, wiec nie oceniaj.
-Ludzie się nie
zmieniają tylko udają kogoś innego
-Tak sadzisz? A my to
niby, co? Tez udajemy
-My to to samo, wiec
pomyśl
-Oh zamknij się już.
Wkurzona na intruza, przycisnęłam gazu, teraz już gnałam
ponad 200km/h.
Kiedyś się zabije na
tym motorze.
Jak swój kierunek obrałam Tower Bridge. Uwielbiam jeździć
tam nocą. Tamiza wydawała się taka spokojna, wystarczyło się tylko zapatrzyć w
nurt rzeki a wszystkie myśli opuszczały moją głowę. Właśnie wjechałam na most.
Zsiadłam z motoru i ruszyłam do barierki. W powietrzu czuć było jakąś dziwna
energie, ogarnęło mnie uczucie, że coś się wydarzy. Zainteresowana zaczęłam się
rozglądać. Po Przeciwnej stronie, jakieś 200 metrów od mnie stało 2 ludzi. Byli
to mężczyźni. Stali w pół okręgu, tak jak by nad czymś górowali, albo raczej
kimś. Jedne się przesunął i miała idealny widok na skuloną postać przy
barierce. Zmroziłam oczy dla lepszej widoczności. Okładali ja pięściami, przy
tym krzyczące coś o jakiejś księdze. Zastygłam w bez ruchu, zastanawiając się,
co mam zrobić. Wiać, czy może pomoc? Wybrałam opcje numer dwa. Wyciągnęłam
różdżkę, chowając ja za plecy. Szlam w ich kierunku specjalnie mocniej
stawiając kroki. Tylko po to, aby mnie zauważyli. Jednak oni byli za bardzo
zabsorbowani tym, co robię, aby zauważyć ze ktoś się zbliża. Postanowiłam ze
się odezwę.
- Przepraszam Panów.
Zaskoczenie odwrócili się w moja stronę, spojrzeli na mnie,
po czym na siebie, posyłając sobie porozumiewawcze spojrzenie.
- Co ty robisz dziewczyno, powinnaś być w domu i dawno spać.
Udałam, ze dopiero teraz zauważyłam, jak się okazało skulonego
mężczyznę. Wykrzyknęłam przerażona.
- O Boże coście wy mu zrobili?
- Nic, smarkulo. Jeśli się nie wyniesiesz to tobie zrobimy
to samo.
- Nie doczekanie wasze-odpowiedziała, po czym wykrzyknęłam
drętwota i posłałam na łopatki jednego. Drogi mężczyzna wyciągnął różdżkę i
mierząc we mnie powiedział.
-Bardzo mi przykro panienko, ale Czarny Pan chce mieć go
niezwłocznie.
Widziałam jak zamachuje różdżką, ale byłam szybka.
Wypowiedziałam cicho zaklęcie rozbrajające.
-Nie tak szybko. Accio różdżki- powiedziałam, w moich rękach
wylądowały 2 patyki Śmierciożerców- Teraz na pewno zostawicie go w spokoju.
-Po, co się wtrącasz czarownico, oddaj nam różdżki i
zjeżdżaj stąd póki dobry. To jest tylko wampir, co cię on obchodzi.
Wampir? Kurwa, wampir?
Narażamy się dla nieśmiertelnej istoty? Kurwa, kurwa kurwa…
-Nie obchodzi mnie, kto to jest, co robi. Przykro mi bardzo,
ale hmm- wzruszyłam ramionami Drętwota
Pad mi pod nogi sparaliżowany, związałam ich jeszcze
magicznymi węzłami, a różdżki wyrzuciłam do rzeki. Podeszłym do wampira.
Wyglądał okropnie.
- No jak na istotę nieśmiertelna to ładnie cię urządzili.
W odpowiedzi usłyszałam nie wyraźnie słowa, cos jak "
zjeżdżaj z stad, jeśli chcesz żyć". Zdziwiona popatrzyłam na niego. Czy on mi grozi?
- Grozisz mi? Uratowałam ci tyłek, a ty mi grozisz? Nie no
dzięki koleś, ale mógłbyś okazać, choć trochę wdzięczności.
- Nie grożę, tylko ostrzegam. Jestem pozbawiony krwi a, nie
chce cię zabić.
- Krwi...- Wzdrygnąłem się, po czym palnęłam bez
zastanowienia- ok to pij.
Nastawiłam mu rękę, ten zaś spojrzał na mnie zaskoczony.
- Doceniam twoje starania, ale musiał bym cię zabić, a nie
chce tego. Proszę odejść już.
Nie mogłam nic wyczytać z jego oczu. Wzruszyłam ramionami, ruszyłam
w stronę mojego motoru. Gdy już na niego usiadłam, po wampirze i
smierciozercach nie było śladu. Swoja drogo jacyś beznadziejnie ci
smierciozercy. Rozmyślając nad tym, co się wydarzyło, ruszyłam w drogę powrotną
do domu. Jutro już powrót do szkoły. Uśmiechnęłam się na sama myśl. Jak tylko
znalazłam się w swoim pokoju, padłam na łóżko i nawet nie zdążyłam policzyć do
5 a już spałam.
fajny rozdział cieszę się że dodałaś nowy ale kiedy kolejny? :D wampir hym mam nadzieje że przystoiny hehe no to czekam na ździwione miny Draco i bleisa <3 ~~karolcia
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie . Dziś je znalazłam i strasznie mi się spodobało. Świetny pomysł:)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział z niecierpliwością:)
Pozdrawiam Jagoda:);*
Hej, wreszcie miałam trochę czasu, żeby wejść na Twojego bloga. I prawdę mówiąc niecierpliwie czekam na to, jak rozwinie się akcja.
OdpowiedzUsuńReaktywacja nastąpiła. :)
OdpowiedzUsuńhttp://heart-pain.blogspot.com/