**Draco
Pip...pip...pip...pip
- Witajcie. Tu kuzyn Lusi..łoo..letnie
romanse w pełnym rozkwicie, wszyscy są zakochani? A o to świetna piosenka grupy
Fun - We Are Young.
-Kurwa-Wydarłem się na cały ryj.
-Ja pierdole, co
jest grane. Skąd ta muzyka.- Pomyślałem, rozglądając się po pokoju, aby
zlokalizować źródło tego jebanego jazgotu. Znalazłem to coś na stoliku nocnym.
Podszedłem do tego, wziąłem do ręki i…
-Radio?!
Skąd ja mam w swojej świątyni radio? Albo raczej, kto mi podrzucił to mugolskie
coś? Hmm wiem, Zabini nie żyjesz.
Po wyłączeniu urządzenia, poszedłem prosto
do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, owinąłem się puszystym ręcznikiem w okuł
bioder i stanął przed lustrem. W ciągu ostatniego roku bardzo urosłem, miałem
teraz 186 cm wzrost. Potarłem ręką brodę.
Przystojny jestem.
Moje usta wykrzywiły się w ironiczny
uśmiech. Odwróciłem się na piecie załatwiłem szybko resztę toalety, ubrałem się
i zszedłem do jadalni na śniadanie.
- Witaj matko. - Powiedziałem, odsunąłem
krzesło i usiadłem na nim zgrabnie. Nałożyłem sobie jajecznice na talerzyk i
zabrałem się za jedzenie.
-Draco, wybierasz się gdzieś dziś?-
Zapytała matka.
-Tak
-Ah. Dobrze, w takim razie jak zjesz to idź
do gabinetu Lucjusza. Wspomniał, że chce z tobą porozmawiać.
-Jak miło, to w ze sobą
rozmawiacie?-Posłałem jej pogardliwe spojrzenie. Żenujące.-Nie patrz tak na
mnie moja droga Narcyzo- Jej imię powiedziałem tak jak bym powiedział szlama.
-Draco, nie odzywaj się tak do mnie. Jestem
twoją matką.
-Twoja rola matki polegała tylko i
wyłącznie na tym, że mnie urodziłaś.-Warknąłem w odpowiedzi.
Na Merlina, co za baba, tak o to straciłem
ochotę na śniadanie. Wstałem od stołu i skierowałem się do gabinetu ojca. Ciekawe, co on chce? Zapukałem, usłyszał
ciche "proszę" i wszedłem do sierotka.
- Witaj ojcze.
- Siadaj Draco. Chciałbym z tobą porozmawiać.
Przyjrzałem się jemu uważnie, jest ostatnio
w bardzo złej formie. Odkąd powrócił z jakiejś misji zachowując się bardzo
dziwnie. Zamyka się w gabinecie, albo znika gdzieś godzinami. Najdziwniejsze
jest to, że to co teraz robi, nie ma nic wspólnego z tym, że jest tym kim jest.
Zdarzyło mu się nawet nie pojawić na zebraniu Śmierciożerców, co oczywiście
miało swoje skutki. Ciotka Bella wparowała do naszej rezydencji i zaczęła
wrzeszczeć na ojca żeby się w końcu pozbierał, bo jeśli tego nie zrobi to
Czarny Pan go ukarze. Jest mi go szkoda, ale sam jest winny swego stanu. Jak by
to powiedzieć, ostatnio moje stosunki z rodzicami nie są najlepsze. Nie
popieram tego że ojciec jest sługusem Voldemorta. Jesteśmy szanowana rodzina i
ktoś taki jak
TEN-CO-IMIENI-NIE-WOLNO-WYMAWIAC nie powinien w ogolę nami rządzić.
Postanowiłem się postawić ojcu. Skończyło się, już nie jestem tym samym
chłopakiem, co kiedyś. Już mną nikt nie będzie rządził. Szczerze to mam ich
gdzieś.
Lucjusz Malfoy stracił władze nad swoim
synem.
Uśmiechnąłem się głupio do swoich myśli.
Spojrzałem obojętnie na ojca. Stał przy kominku i wpatrywał się w fotografie,
którą trzymał w ręce. Odchrząknąłem chcąc zwrócić jego uwagę, co mi się udało.
Jego spojrzenie nie było takie jak zawsze. Patrzył na mnie zmartwiony wzrokiem.
- Ojcze. Wezwałeś mnie do siebie, zamiast
powiedzieć mi o co chodzi, to milczysz i wpatrujesz się w ta fotografie która
trzymasz w ręku. Mógłbyś mi powiedzieć w ogóle kto na niej jest?- Nie
wytrzymałem ciszy.
Dopiero do mnie dotarło że na biurku też są
różne fotografie. Przedstawiające moje ojca i kogoś jeszcze, kogoś kogo nie
znałem.
- Nigdy tych zdjęć nie widziałem. Kto to
jest?- wskazałem palce na zdjęcie. Przedstawiało on młodą parę w dniu ślubu,
wyglądali na bardzo szczęśliwych. Mężczyzna o umięśnionej sylwetce, czarnych
włosach i szafirowo niebieskich oczach obejmował kobietę bardzo młodą i piękną,
jej długie brązowe włosy opadały w spiralach na plecy. Oczy miała
najsoczystszej zieleni, z których biła miłość.
Miłość,
Malfoy?? Poważnie?? Ehh od dziś zero kontaktu z S. Bredzę
-
To jest synu, mój przyjaciel, którego uważałem za zmarłego, ale jak się okazało
żyje. Nazywa się Salazar Sulivan, jest on głową najbardziej wpływowego rodu
czarodzieje w Europie. Sam fakt że nie udziela się w Ministerstwie już 17 lat,
ale jak by tylko powiedział jedno słowo, to wszystko by było, jak on chce. Ma on
ogromną władze, jednak z miłości do Aleksandry i swojej córki, postanowił, że
zniknie ze świat magii. Każdy myślał że nie żyje, zniknął 16 lat temu, nie
pozostawiając po sobie ani jednego śladu.
Wiem jedynie że dziewczynkę oddali do wychowania mugola. Nie chcą
narażać jej na niebezpieczeństwo.
-
Jaki niebezpieczeństwo?
- Nasz Pan chciał aby Aleksandra urodziła mu
dziedzica, te jednak się przeciwstawiła i uciekła. Wysłał na poszukiwania jej,
właśnie Slazara. Ten zaś zwlekał z powiedzeniem Czarnemu Panu gdzie ona jest,
tłumaczył się tym że nie może jej znaleźć. Oczywiście kłamał, odnalazł ja
bardzo szybko, tylko że zaczął coś do niej czuć. Jest to długa historia synu,
skończyła się tak że Czarny Pan go nienawidzi, bo mu się przeciwstawił i
odszedł z jego szeregów aby być z Alex.
-
Dlatego znikasz na tyle godzin? Szukasz go?
-
Tak synu, szukam go. Darze go wielkim szacunkiem i chodź odwrócił się od nas,
uważam go dalej za swojego przyjaciela.
Zdziwiłem
się tym co mi ojciec opowiadał, zazwyczaj uważał takich ludzi za zdrajców krwi.
Nawet takiego Weasleya nazywa zdrajcą, co on nigdy nie był w szeregach Lorda, a
ten Sulivan nie dość że odszedł, to jest po stronie Dumbledora. Moja uwagę
przykuło jeszcze jedno zdjęcie, przedstawiające orła szykującego się do ataku
na tle słońca. Było to herb rodowy Sulivanów. Pokręciłem głowa z rezygnacja. Co mnie to obchodzi?- pytałem samego
siebie.
-
Dobra, powiedz mi teraz po co mnie wezwałeś do siebie, zapewnię nie po to aby
mi opowiadać o twoim przyjacielu?
-
Masz racje SAM- WIESZ-KTO chce ci mieć w swoich szeregach synu, to jest
zaszczyt...-zmarszczyłem brwi, zdziwiony z tonu jakim to powiedział, mówił tak
jak by w to wątpił- Twoim obowiązkiem jest oczywiście się na to zgodzić. W
końcu pochodzisz z arystokratycznego rodu.- dokończył z rezygnacją
- Po, co? Dla mnie nie mam sensu, abym do
niego wstąpił. Nie popieram go i nie chce mu służyć.- Mówiąc to patrzyłem w
oczy ojca. Z każdy jednym słowem widziałem jak rosło w nich niedowierzanie i
złość.
-
Chcesz mi powiedzieć, że przeciwstawiasz się mojej woli? Że nie zrobisz tego,
co ci każe? Bo masz taki kaprys?- Ryknął wściekły ojciec.
-
Tak, właściwie to nie uważam tego za najważniejsze z moich priorytetów. Nie dam
się pomiatać jakiemuś szaleńcowi.
-
Jeśli tego nie zrobisz to cię wydziedziczenie.-
Wrzasnął ojciec, podrywając się z fotela, czerwony ze złości, ja również
się poderwałem z fotela, cedząc słowa dobitnie.
-
Nie obchodzi mnie twoje pieniądze albo raczej bogactwo rodu Malfoyów. Jeśli dla
ciebie jest ważniejszy Voldemord niż twój własny syn, krew z twojej krwi, to
faktycznie lepiej się mnie wyrzeknij. Wybór należy do ciebie ojcze.- Spojrzałem
ostatni raz na zszokowanego ojca i opuściłem jego gabinet.
**Hermiona
Od
wizyty Snepa minęło już parę dni. Dziś postanowiła że powiem chłopakom całą
prawdę o nim. Przemierzałam korytarze SulivanHome zmierzając do swojego pokoju,
w którym czekali na mnie moi przyjaciele. Cholera
jak ja im to powiem? Spokojnie, wdech wydech. Nakazałam sobie w myślach.
Weszłam do pokoju, byli już wszyscy. Świetnie.
-No w końcu jesteś. Może ty nam powiesz, o
co chodzi, bo Ginni siedzi cicho i nic nie chce pisnąć.-Odezwał się Harry.
-Ginni nic nie mówi, bo to ja muszę wam to
powiedzieć.-Oparłam i nabrałam powietrza- To wcale nie jest takie łatwe. Pamiętacie
jak wam opowiedziałam moją, jak że dramatyczną historię? Nie powiedziałam wam
istotnego szczegółu. Jak by to, hmm mam brata?- Powiedziałam, a raczej
zapytałam słodkim głosem i spojrzałam na chłopaków. Nie no ja zaraz jebnę, ha ha, ale miny, nie wytrzymałam i zaczęłam
się śmiać.
-Wiesz,
co durna kobiet- Oho odezwało się moje drugie ja.- Nie widzę w tym nic zabawnego? To jest tragiczne, ty jesteś
tragiczna.
-No,
co, przecież sama widziałaś te ich miny, po prostu nie wytrzymałam.
-Nie żebym coś
mówiła, ale oni patrzą na ciebie jak na wariatkę, którą z resztą jesteś.
-Co ty masz z tego,
że mnie obrażasz, nie wspominając, że obrażasz także siebie? Dziwna jesteś!
-Jestem tobą, to
powinno wystarczyć, a teraz bądź tak miła i wróć do rozmowy z naszymi
przyjaciółmi. Hermiono rozmowa.-Odezwało się zdegustowanym głosem.
Faktycznie ze mną coś jest nie tak? Kurde
mniejsza o to. Mam ważniejsze problemy, a dokładnie dwa, które patrzą na mnie
jak bym miała dwie głowy. No no humor się mnie trzyma.
-Dlaczego nic nam nie powiedziałaś?
Przecież byśmy ci pomogli go szukać.
- Sama nic nie wiedziałam.
- Harry daj jej wyjaśnić, ok- odezwał się
jak dotąd milczący Ron.
-Ok, zacznę od początku. Mój tata zanim
poznał moja mamę, to był zaręczony z Edalene Hampsfot. Mówił, że bardzo ją
kochał, była dla niego wszystkim. Mieli wziąć ślub 1 Stycznia 1989 roku, ale w
październiku 1988 mój tata poznał moja mamę. Nie wiedział, co się z nim dzieje,
nie rozumiał, dlaczego czół się przy Aleksandrze jak by mu niczego nie
brakowało, nie tęsknił za Edale. Spotykał się z nimi dwiema, przez cały czas
uczucia taty względem mamy się zmieniały. Z dnia na dzień coraz bardziej ją
kochał. Przez przypadek dowiedział się, że jego narzeczona podawała mu napój
miłosny. Tata się wściekł i porzucił Edalene, nie wiedząc, że ta zaszła z nim w
ciąże. Poślubił moją mamę pod koniec marca 1989 roku. Kiedy ja się urodziłam
ojciec dostał list, że Edalene urodziła syna i jest on jego. Tata starał się
znaleźć swoja była narzeczona, ale ją wcięło. Szukał jej wszędzie, ale nic to
nie dało. Nie mógł jej odnaleźć. Rok później musieli mnie oddać, ponieważ Lord
Voldemort się dowiedział, że tata ma dziecko, nie chcieli narażając mnie na
niebezpieczeństwo. Było to bardzo trudne dla Salazara nie dość, że mnie oddał
to nie mógł też odnaleźć swojego syna. Po 16 latach tata dowiedział się tylko,
że Edale zmieniła nazwisko. Wszelki ślad po niej zaginął, nikt nic nie wie. Tak
jakby nie istniała. Sam dowiedziałam się maju tego roku i to jest główny powód,
dla którego wróciła. Chce, muszę być blisko swojego brata. A nie mówiłam nic bo
tak naprawdę nie mam wiele informacji na jego temat.
Zakończyłam, dając im czas do oswojenia się
z tym, co powiedziała. Siedząc tak i patrząc na nich wcale nie wyglądają na
szokowanych. Dziwne, ja im mówię, że mam brata a oni jak gdyby nigdy nic patrzą
się na mnie i szczerzą jak sroka do sera. Jejku, z kim ja się zadaje. Sama jak
się dowiedziałam, że gdzieś tam mam brata to mało, co ducha nie wyzionęłam,
taki to był dla mnie szok.
-Ok, może coś powiecie, uhh -Zapytałam i
zaraz dodałam, widząc pytający wzrok Rona-Cokolwiek, nie jesteście w szoku albo
coś?
-Jesteśmy Hermiona, ale w twoim życiu
ostatnio dzieje się tyle rzeczy, że jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że nas
zaskakujesz, ale to jest bomba dosłownie.- Powiedział Harry- Wiesz coś jeszcze?
Jak on się nazywa?
-Nie wiem jak on się nazywa. Tata też nie
wie, powiedział tylko, że jego syna wychowują śmierciożercy. Z tego, co udało
mu się dowiedzieć to-powiedziałam i zaczęłam wyliczać na placach.
-Po pierwsze uczy się w Hogwarcie- Pierwszy
palec
-Po drugie jest w naszym wieku- Drugi palec
-Po trzecie i najważniejsze, ponieważ
określa nam pewną grupę, jest ślizgonem- Trzeci palec.
- Podsumowując to, co mam, to znam
prawdziwe imię matki mojego brata, jest w naszym wieku, uczy się w Hogwarcie.
Nie jest źle, zawsze lepiej jest to niż nic. Teraz tylko muszę poczekać do
rozpoczęcia roku i zacznę szukać. Oczywiście mam nadzieję, że mi w tym
pomożecie.
-
Jasne- odezwali się chórem moi przyjaciele.
Uśmiechnęłam się do nich z wdzięcznością.
Jeszcze tylko sprawa zmiany domów. Ginni spojrzała mi wyczekująco w oczy dając
do zrozumienia bym kontynuowała. A ja, jak to ja uśmiechnęłam się do niej
głupkowato i zaczęłam.
-To
jeszcze nie koniec?-zapytał Ron widząc moja minę.
-
No w sumie to nie jest jeszcze jedna rzecz o której wam nie powiedziałam-
zawiesiłam głos dla lepszego efektu, co mi tam i tak się wściekną to, chociaż
się zabawie. Ginni popatrzyła na mnie złym wzrokiem.
-Oh,
no dobrze. BojapoprosiłamDumbledoraoprzeniesieniedoslitherinu.- Powiedziałam
szybko na jednym wdechu
-Eee,
co?-Odezwał się Harry.
Wstałam z fotele, zaczęły mnie dopadać
wątpliwości. Chodziłam w kolko po pokoju. Co będzie jak mnie nie zrozumieją? Co
zrobię jak nie poprą? O boże Ron mnie zabije. Przecież nienawidzi ślizgonów.
-
Hola panienko ty też ich nienawidziłaś.-usłyszałam
głos w głowie.
- Tak tylko teraz
jest inaczej, ja też będę ślizgonem. Przecież nie będę nienawidzić samej siebie
no nie?
Moją popapraną rozmowę przerwał Harry.
-
Hermi spokojnie, już nam to powiedziałaś, teraz zrób to znowu tylko wolno.
Cokolwiek masz nam do powiedzenia to i tak już nie przebije tego, co się
zdarzyło w ciągu ostatnich dwóch lat. Uspokój się, będzie dobrze. -Powiedział
spokojnym głosem. Zatrzymałam się w miejscu i popatrzyłam na nich.
-
Nawet nie wiesz jak się myślisz Harry. Ok, pieprzyć to. Jak byłam w szkole na
rozmowie z Dumbledorem powiedziałam mu, że chce być w Slytherinie.-
Powiedziałam, po czym się zaczęło. Ron i Harry wytrzeszczyli na mnie oczy i
wydarli się jednocześnie
-
CO!!!KURWA!!!
-
Zamknijcie się i wysłuchajcie jej do końca, głąby- warknęła w ich stronę Ginni.
-
Mamy się zamknąć? Czy ciebie też pogięło siostra?-Warknął Ron, po czym odezwał
się do mnie- A ty normalna jesteś? Dla nich jesteś tylko szlama!! Nic nieznacząca
podróbkom czarownicy. Zwariowałaś prawda! Powiedz, że żartujesz!!Proszę- Dar
się Waesley. Dobrze, że wyciszyłam pokój, bo jak nic zaraz by wparowali tu
wszyscy.
-
Ron, mówię śmiertelnie poważnie. Wiem, że jest to szaleństwo, ale myślę, że tak
będzie łatwiej odnaleźć mi brata. Ron proszę zrozum mnie i nie potępiaj nie
zniosę tego, jeśli mnie znienawidzicie.
-
To mam rozumieć, że chcesz zabawić się ze śmiercią w chowanego dla kogoś, kogo
nawet nie znasz? Dla kogoś, kto pewnie zostanie śmierciożercą? Tak cię naprawdę
popierdoliło- Wydarł się Harry, posyłając mi wkurzone spojrzenie.
-
Nie no następny, kurwa nie jest mi wcale tak łatwo.- Pomyślałam i znowu
zaczęłam krążyć po moim pokoju, przyglądając się wzorom na dywanie pod moim
łóżkiem. Nigdy bym nie pomyślałam, że dywan może być tak interesującym obiektem
obserwacji. Fajna ta moja sypialnia.
-
Powiedz coś do cholery a nie milczysz- Ryknął już całkiem wkurwiony Potter.
Ups?znowu
-
Ja?no?wiec?przepraszam Harry wiem, że jest to dla ciebie trudne, myślisz, że mi
jest łatwo? Wiem, że to nie rozsądne z mojej strony, ale muszę coś zrobić żeby
ochronić mojego brata.
-
Boże wiesz jak to dziwnie brzmi? Przecież ty nawet nie wiesz jak on wgląda, kto
nim jest!!-Powiedział Harry bezbarwnym głosem. Teraz to już się trochę
zdenerwowałam.
-
Gadasz jak Snape. Ja chce abyście mnie poparli i pomogli mi w dowiedzeniu się
prawdy.-Wyznałam cichym głosem, dodając zbyt dużo wymagam od moich przyjaciół?
Dla was to za wiele? Chce tylko zrozumienia i poparcia. Wiem, że to trudne,
wiem, że możecie mnie też znienawidzić!...- nie skończyłam, ponieważ przerwał
mi Ron
-
Miona, spokojnie my się tylko o ciebie martwimy. Jak możesz myśleć, że ci
znienawidzę? Jesteś dla mnie jak siostra. Kocham cię mimo twoich chorych
pomysłów. Uhm ja cię popieram.
-
Ja też- Krzyknęła Ginni
Wszyscy spojrzeliśmy na Harrego, wyglądał
na zrezygnowanego. Uśmiechnął się blado do nas. Podszedł do Ginni i ja
przytulił. Najwyraźniej się już uspokoił bo odezwał się spokojnym głosem.
-
Mam inne wyjście? Pewnie nie. Ok niech ci będzie też pomogę. Tylko wiedz, że ja
cię nie popieram dla mnie to ty się narażasz. Jeśli coś ci zrobią to nie ręczę
za siebie. martwię się o to co możne się tam stać. Pomyślałaś o swoich
rodzicach? Przecież oni się ukrywają, a jak dziwne będzie, jeśli nagle wracasz
do szkoły i bach jesteś w Slytherinie? Wszyscy zaczną podejrzewać cię o nie
wiadomo, co?- mówił Harry szalenie gestykulując jedna ręka.
-
Wiem o tym Harry, ale trudno. Moi rodzice też tego nie popierają, ale się
pogodzili z tym, co chce zrobić. Tata jest nawet zadowolony, że chce pomóc
bratu nawet go nie znając.
-
Wiesz, im nie chodzi o to, że wyjdzie na jaw, że jestem ich córką, tylko o to
ze może mi coś się stać.
-
Wiesz Hermi, myślę sobie, że nawet dobrze jak się dowiedzą, że jesteś z
najstarszego
arystokratycznego rodu. Ah chciałbym
zobaczyć minę Malfoya- Rozmarzył się Ron
-
Oh Ron bądź poważny. Sorry, ale murze zapalić.-Powiedziałam. Tak papieros
pomoże mi się odstresować. Podeszłam do stolika obok łóżka, otworzyłam szufladę
i zaczęłam w niej gorączkowo szukać paczki. Gdzie ona jest, Grrr pytałam sama
siebie? Oh mam. Wyciągnęłam jednego i go odpaliłam.
-
Ahhh- zamruczałam- Chcecie?
Pokiwali głowami z szokiem wymalowanym na
twarzy. Wzruszyłam ramionami i rzuciłam Herremu paczkę na kolana. Otworzyłam
okno, zaciągając się papierosem. Zapatrzyłam się w przestrzeń i zaczęłam
rozmyślać
-
Ciekawe jak to będzie. Z dnia na dzień coraz bardziej się obawiam powrotu do
szkoły a tak bardzo mi jej brakuje. Tęsknie za wszystkim, poczyniwszy od Zakazanego
Lasu a skoczywszy na lochach. Ha tęsknie nawet za głupim gadaniem Malfoya.
Właśnie ciekawe jak przyjmą mnie ślizgoni. Oczywiście z otwartymi ramionami,
zaśmiałam się nie wesoło. Oj będzie ciężko. Jak ja wyjaśnię moją zmianę domów?
Musze porozmawiać z profesorem Dumbledore, on coś wymyśli.
-
Herm, powiedz, od kiedy palisz?- Zapytała Ginni, przerywając mi rozmyślenia.
-
Eee, co?- Odparłam inteligentnie, po czym dodałam.- Od dawna, pale, pije,
rozrabiam, jeżdżę na motorze, oj dużo by tu opowiadać.
-
Wow, co oni ci zrobili w tej Bułgarii?- Zapytał Harry z podziwem.
-
Ha pranie mózgu.
- Nie no serio Hermi bardzo się
zmieniłaś.-Zamyślił się chłopaka, po czym jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech-
Wiecie, co już nie mogę się doczekać szkoły.
-
Nie tylko ty, nie tylko ty.-Powiedziałam cicho.
Siedzieliśmy tak od północy, pijąc kremowe
piwo i opowiadając sobie, co się wydarzyło w ciągu tych dwóch lat, kiedy mnie
nie było. Umówiliśmy się, że nazajutrz wybierzemy się na Pokątną. Po 4 butelce
postanowiliśmy, że idziemy spać. Ja z Ginni położyliśmy się u mnie w pokoju a
chłopaków wysłałam do pokoju gościnnego. Po wyjściu chłopaków przebrałyśmy się
w piżamy i położyłyśmy się do łóżka. Jak tylko przyłożyłam głowę do poduszki,
momentalnie odpłynęłam w krainę Morfeusza.
fajnie piszesz, jakoś mi się wydaje, że tym bratem będzie Blaise Zabini, bo on jest blisko z Malfoyem , a wkońcu to jest Dramione, nie? Podoba mi się pomysł, ze Hermi nie jest szlamą.
OdpowiedzUsuńHej.
OdpowiedzUsuńTeż myślę, że Blaise jest jej bratem...ale to się okaże. :)
Cieszę się, że dodałaś rozdział. Już nie mogę się doczekać pojawienia się Hermiony w Hogwarcie. ;)
Ah, no i kiedy nowa notka? :D
OdpowiedzUsuńMożliwe, że to Zabini bo jego matka miała skłonności do częstych zmian partnerów, więc pewnie by tu podpasowała. A jak nie on to może Nott? Czekam na next! :)
OdpowiedzUsuń