niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdzaił IX

Po ciężkich próbach, nie przespanych nocach,
udało mi się coś napisać,
Serdecznie zapraszam na kolejny rozdział mojego opowiadania, który dedykuje mojej Becie Dominice.
Dziękuje kochana, gdyby nie ty i twój link do Alex Band nic by nie powstało.

************************************************************************

** Hermiona
- Ah moja droga. Jam jest Marcus Descartes.
 Marcus, cholera całkowicie zapomniałam.
- Dlaczego, tak bardzo zależało ci na poznaniu mnie?
- Na początku chciałem ci podziękować za uratowanie Christophera, ale później zdobywałem coraz więcej informacji o tobie. Byłem cholernie zaintrygowany, a uwierz mi, w moim długim życiu jest naprawdę mało rzeczy, które intrygują nieśmiertelnych. Stało się dla mnie jasne, że nie wystarczy mi tylko, krótki list z podziękowaniem dla ciebie, musiałem cię poznać.
- Po co ta maskarada, wystarczyło podać miejsce, a zjawiłabym się bez problemu.
- Być może, ale gdzie w tym wszystkim byłaby zabawa?
- Tak może dla ciebie to jest zabawne, ale dla mnie nie. Kazałeś mi czekać trzy miesiące.  Tak rzeczywiście, kurewsko zabawne!
- Ah, widzę że z tobą nie będę się nudził.
Wampir posłał mi, zapierający dech w piersiach, uśmiech. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze w towarzystwie faceta, i to jeszcze zabójczo przystojnego faceta. Dowiedziałam się o nim mnóstwa rzeczy. Jego rodzinnym krajem były Włochy, jednak obecnie mieszkał w Anglii, wraz z Christopherem.
Około pierwszej w nocy, rozstaliśmy się, umawiając się na kolejne spotkanie za tydzień,  które miało się odbyć w Londynie.
Wchodząc do Pokoju Wspólnego Ślizgonów, nie spodziewałam się nikogo spotkać, jednak czekała mnie niespodzianka. Przy kominku, na kanapie siedział blondyn, z nietęgą miną. Wiedziałam, że powinnam z nim porozmawiać, cokolwiek zrobić, aby wyjaśnić  to, co zdarzyło się w tamtej Sali, tylko nie byłam pewna jak, jednak Malfoy wiedział.
- Długo na ciebie musiałem czekać!
- Już to dziś słyszałam.
- Tak? Od kogo? Może od tego, z którym tańczyłaś? Byłaś z nim teraz?
- Yhym, no w sumie to byłam, ale nie o tym chciałeś ze mną rozmawiać, prawda? O co chodzi? Streszczaj się, spieszę się.
Wyraz twarzy Malfoya się zmienił, stał się chłodny, nieosiągalny, patrzył na mnie zmrużonymi oczami, cedząc dobitnie słowa:
- Chciałem powiedzieć, że to, co wydarzyło się w tamtej Sali, w ogóle nie powinno się stać.  Chcę, abyś o tym zapomniała, ja już zapomniałem. Nie chcę, aby ktoś się dowiedział, że cię pocałowałem. Na pewno to rozumiesz. To by mogło zszargać moją reputacje. Sorry Granger, ale to był taki impuls.
- Impuls? Malfoy, poważnie?- Zwęziłam oczy, patrząc na chłopaka.- A cholera z tobą, proszę  bardzo już nic nie pamiętam! Wedle życzenia!
- Świetnie, dobranoc Granger.- Rzucił chłopak, kierując się w stronę swojego dormitorium.
Nie tak łatwo da się zapomnieć
Nie mogłam uwierzyć jak bardzo mnie dotknęły słowa chłopaka. Wkurzona na niego, siebie i cały świat, ruszyłam do pokoju. Zmęczona padłam na łóżko, od razu zasypiając.
Rano zwarta i gotowa, czekałam na wybicie dziewiątej, zaraz po śniadaniu mieliśmy wracać do domu na święta. Nie mogąc wytrzymać dłużej bezsilności, wypadłam z pokoju, z zamiarem odwiedzenia moich przyjaciół z dawnego domu. W PW ślizgonów nikogo nie spotkałam, po drodze również ani żywej duszy. Wchodząc do salonu gryfonów przywitał mnie gwar rozmów, które ucichły po moim wejściu. Nie robiąc sobie nic ze zdziwionych spojrzeń, skierowałam się w stronę kominka, przy którym siedzieli moi przyjaciele. Wszyscy wstali na mój widok, witając mnie zaskoczonym spojrzeniem. Pierwszy odezwał się Harry.
- Czy coś się stało?
Zbita z tropu, nie bardzo zrozumiałam, o co mu chodzi. No, bo co miało się niby stać? Tylko ich odwiedziłam.
- Yh z tego, co się orientuje to nie…dlaczego pytasz?
- No, bo pojawiłaś się tu o…- zerknął na zegarek- ósmej rano.
- Nie nic się nie stało Harry, po prostu nudzi mnie ta bezczynność. Postanowiłam, że was odwiedzę i oto jestem. Witajcie kochani.
Uściskałam wszystkich po kolei i chcąc im w spokoju, przekazać wydarzenia z wczorajszego wieczora, pociągnęłam ich do, pustego już, dormitorium chłopaków. Opowiedziałam im o zdarzeniu na Tower Bridge, o Christopherze, Marcusie i wszystkim, co mnie nurtowało. Oczywiście pomijając Bractwo. Zajęci rozmawianiem nie zwracaliśmy w ogóle uwagi na mijający czas. O czekającym nas śniadaniu, przypomniał nam dopiero brzuch Rona, który głośno zaburczał. Zarumieniony chłopak bąknął przeprosiny.
- Chyba już jest dziewiąta prawda?- Zapytałam. Odpowiedziała mi Ginni.
- Żartujesz chyba, jest dokładnie 10: 09, co oznacza, że jesteśmy cholernie spóźnieni.
Wszyscy na raz, rzuciliśmy się do drzwi i po chwili cała nasza czwórka leżała na podłodze, śmiejąc się w najlepsze.
***Draco
‘Ja już zapomniałem’
Przypomniały mi się moje wczorajsze słowa.
Ta, gówno prawda. Granger do cholery, dlaczego mi siedzisz ciągle w głowie?
Wiedziałem, co powinienem zrobić, muszę z nią porozmawiać, jakoś odkręcić to, co powiedziałem. Nie tak to miało wyglądać. Przemawiała przeze mnie złość, na nią, że potwierdziła moje przypuszczenia.
Byłem po prostu zazdrosny. O, Merlinie! Zazdrosny i to o kogo? O Granger. Super, po prostu genialnie! Ze mną się dzieje coś niedobrego. Zdaję sobie sprawę, że zaczyna mi na niej zależeć, tylko, co mam z tym zrobić? Nic nie wskóram, ona mnie nienawidzi. A jednak, może nie wszystko stracone?
Użalając się tak nad sobą, szedłem z Diabłem do WS na śniadanie, a towarzysz mojej niedoli gadał jak nakręcony.
- Smoku słuchasz ty mnie?
- Nie!
- Wiedziałem, ale trudno, jeśli nie chcesz wiedzieć, z kim była wczoraj Granger na balu...
Zesztywniałem cały, na wzmiankę o Hermionie. Dobrze, że jestem mistrzem w ukrywaniu swoich emocji, obojętnym tonem, więc odpowiedziałem.
- A skąd pomysł, że mnie to interesuje?
- Wczoraj wydawało mi się, że jednak cię interesuje, ale jak nie to nie.- Powiedział i przyspieszył kroku.
- Dobra czekaj. Wygrałeś, jestem ciekawy, gadaj.
- Teraz to gadaj, tak? Więc, jej partnerem był….-teatralnie zawiesił głos-… Marcus Descartes.
- Kto kurwa?- Zamurowało mnie dosłownie. Zatrzymałem się raptownie.- Ale…ale…to jest wampir.
- No nie byle jaki wampir, sam król wampirów. Stary masz przesrane, jesteś zainteresowany tą samą laską, co koleś z kilkusetletnim doświadczaniem.
Po jego słowach, oprzytomniałem.
- Jesteś nienormalny, czy co? Nie jestem nią zainteresowany!
- Jasne, siebie możesz oszukiwać, ale mnie ci się nie uda zwieść. Widzę jak na nią patrzysz, kiedy tylko pojawi się w zasięgu twojego wzroku, nie możesz oderwać od niej oczu. 
- Wal się Zabini.
Przy stole przeznaczonym dla ślizgonów byli już prawie wszyscy, brakowało jedynie trzech uczniów. Mianowicie, mnie, Diabła i pewnej brązowowłosej dziewczyny. Usiadłem obok Synti, oparłem łokcie na stole, chowając głowę miedzy dłonie.
Kurwa! Granger i Descartes? Po moim, kurwa trupie! Ona jest moja!
Cały zesztywniałem, napinając każdy mięsień w moim ciele.
Moja? Co ja pierdole? Oprzytomniej człowieku!
Przejechałem dłońmi po twarzy, mierzwiąc swoje włosy i wzdychając z irytacji.
- Ej, co jest?- Zapytała mnie Syntia.
- Nic specjalnego, nie wyspałem się.- Odpowiedziałem, a od strony Diabła, było słychać śmiech. Zmrużyłem oczy, warcząc w jego stronę.- Coś cię kurwa bawi, Zabini? Ciekawe czy będzie ci wesoło jak profesor S dowie się, że dobierałeś się do jego córki!? Co wtedy zrobisz Diable?- Zamyśliłem się.- Swoją drogą, trzymaj swoje szatańskie łapy przy sobie, kumasz!
- Ej ja tu siedzę.- Zaprotestowała S.
- Ty tu nie masz nic do powiedzenia. A ty jeśli ją skrzywdzisz, to będziesz miał ze mną do czynienia!
- Smoku, zamknij się! Nas nic nie łączy, my tylko razem byliśmy na balu, nic więcej, a to co widziałeś później było tylko i wyłącznie skutkiem alkoholu!- Powiedział Blaise.
- Super, cieszę się, że sobie to wyjaśniliśmy. Ej siostra co ci jest? Jesteś jakaś…zielona?
- Mam kaca, a nie mam eliksiru, byłam u Hermiony, ale jej nie ma, wydaje mi się, że nie wróciła na noc.
- CO?
Drzwi do Wielkiej Sali z hukiem się otworzyły, a czwórka roześmianych uczniów weszła do środka sali, jak gdyby nigdy nic. Wśród nich była panna Granger. Z czystą złością patrzyłem jak kieruje się do stołu, tych mapetów, gryfonów. W mojej głowie huczały słowa S i Hermiony:
‘wydaje mi się, że nie wróciła na noc’
‘ streszczaj się, spieszę się’
Czy ona spędziła noc z wampirem?
….
***Hermiona
Śmiejąc się z koordynacji ruchowej Rona, ruszyliśmy na śniadanie. Zajęta gadaniem głupot, skierowałam się razem z nimi do stołu Gryffindoru.
Czułam się lepiej, po tym jak opowiedziałam im o wszystkim, było mi lżej na duszy. Muszę jedynie porozmawiać z S, więc skierowałam spojrzenie na stół mojego domu. Byli tam wszyscy. Blaise, Syntia i nawet Malfoy, cała trójka patrzyła na mnie z uniesionymi brwiami. Nie rozumiałam, o co im chodzi, dopiero po chwili do mnie to dotarło.
Brawo geniuszu, nie ten stół!
Odezwała się moja podświadomość. Marszcząc czoło, wygięłam brew w irytacji. Podnoszę  w ich stronę puchar z sokiem dyniowym w geście toastu. Zaskoczeni patrzą po sobie.
Ha, mam was!
Panna Snape, kręciła głową w niedowierzaniu. Zabini rozbawiony pochylał się nad Malfoyem, szepcząc mu coś do ucha. Najwyraźniej to, co usłyszał arystokrata, nie bardzo mu się spodobało, bo momentalnie spiął się cały i warknął coś w stronę Diabła. Spojrzał na mnie ze złością, zerwał się z krzesła, przy okazji je przewracając, czym zwrócił na siebie uwagę wszystkich obecnych i dumnym krokiem wyszedł z WS.
- Idę do S, zobaczymy się w pociągu, pa.
Rzuciłam gryfonom na pożegnanie i ruszyłam przed siebie. Podnosząc krzesło, które przewrócił blondyn, zajęłam jego miejsce.
- Coś mnie ominęło, Diable?
- Uh, nie rozumiem!?- Powiedział, albo raczej zapytał chłopak.
Wyginając brew, rozsiadłam się wygodnie, zakładając ręce na piersi. Posłałam mu spojrzenie, które mówiło: „Kogo chcesz oszukać, ja wiem wszystko”.
- Co mu powiedziałeś?
- Nic takiego. On jest tak jakby…- zamyślił się, szukając odpowiednich słów-… sfrustrowany. Męczy biedaka, jedna sprawa.
Zamyślona, już nic mu nie odpowiedziałam.  Moje myśli krążyły między Marcusem, a Draco.
Wiedziałam jedno: Mam słabość do blondynów!

sobota, 13 kwietnia 2013

Ogłoszenie parafialne....

Ladies
Obawiam się, że rozdział dziś się nie pojawi...
Jestem wyprana z weny...
Jeśli mi się uda coś napisać, wy pierwsze się dowiecie.
Naprawdę jest mi cholernie przykro, ale cóż czasem tak bywa
DraMion 

PS. Mam dla was Marcusa & Christophera ;)

Mrcus

Christopher




poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział VIII....całość

EDIT:
Zapomniałam się przywitać... 
Witajcie kochani :)
Chciałam wam podziękować za komentarze
Od razu pisze że kolejny rozdział będzie w sobotę :p
Komentujcie, może prędzej dodam :)
DraMion



--------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bale w Hogwarcie, są naprawdę rzadkością, jeśli takowy bal ma się odbyć, jest to wydarzenie na skale całego świata magicznego. Grono pedagogiczne, uczniowie szóstego i siódmego roku, pracownicy szkoły oraz nieliczni zaproszeni goście, przybyli w pięknych strojach wieczorowych, ukrywając swoją tożsamość za maskami. Wielka Sala, została zmieniona w prawdziwą sale balową. Pod sufitem było tysiące migoczących iskierek, dzięki czemu całe pomieszczenie lśniło magicznym blaskiem. Po prawej stronie od wejścia, zostały ustawione stoliki przy każdym po 8 miejsc, po lewej stronie został zrobiony parkiet, wraz ze sceną. Ściany oraz podłoga była przemieniona w biały marmur z złotymi żyłkami. Całość prezentowała się wspaniale.

W głównym holu, u szczytu schodów, stało trzech mężczyzn. Dwóch z nich, było ślizgonami, trzecia postać okryta delikatną mgiełką tajemniczości, nonszalancko stała oparta o ścianę, z założonymi rękoma na piersi. Blaise Zabini wraz z Terencym Higgisem, przyglądali się mężczyźnie, nie mogli sobie przypomnieć skąd go kojarzą, a kojarzą na pewno, takiej pewności siebie, czystej arogancji, nie można zapomnieć. Jedwabna maska, jaką miał tajemniczy gość, skutecznie zasłaniała jego włos, oczy oraz nos. W tej samej chwili, trzy dziewczyny, ustały właśnie na szczycie schodów, prowadzących do holu głównego. Każda inna, ale również piękna. Olśniłby swoją gracją, każdą osobę. Rozmowy ucichły, szepty ustały, ludzie wstrzymali oddechy, piękne panie, ruszyły w dół. Ginevra Weasley dzisiejszego wieczoru towarzyszyła Higgisowi, Syntia Snap, Zabiniemu, tylko trzecia bohaterka jakże efektownego zejścia, nie miała partnera. Jakie było jej zdziwienie, kiedy, przed nią, stanął tajemniczy mężczyzna. Nie wiele myśląc, złapała za podane ramie. 

Z dumnie uniesioną głową, wkroczyła do Wielkiej Sali. Spojrzenie wszystkich tam obecnych, zatrzymało się na właśnie tej dwójce. Osobno wyglądali pięknie, ona ubrana w suknie z czarnej koronki, z czarno złotą maską zasłaniająca oczy i nos, on zaś, aby pasował do niej ubrany był cały na czarno, idealnie wykrojony smoking, prezentował młodą, wysportowaną sylwetkę. Razem tworzyli oszałamiająco parę, nikt nie mógł im dorównać, niczym książę i księżniczka ciemności, spowici w aurze tajemniczości.

Hermiona czuła się oszołomiona, nie miała pojęcia, kim jest ów tajemniczy mężczyzna, którego prawe ramie spoczywa na jej tali, drugie zaś trzyma jej dłoń. Nie odzywali się do siebie w ogóle, więc nie mogła go rozpoznać po głosie, nawet, jeśli by coś powiedział, i tak by nie wiedziała, kim jest. Mogła przysiądź, że nigdy go nie spotkała, była niemal pewna. Zachwycona umiejętnościami tanecznymi swojego partnera, przetańczyła z nim już godzinę. Zmęczona postanowiła, chwile odpocząć, jej partner zaś porwał do tańca inna dziewczynę.  Hermiona z anielskim uśmiechem, udała się do stołu, który zajmowali jej znajomi.

- Miona, mówiłaś, że z nikim nie idziesz. A tu proszę, nie dość, że masz partnera to jeszcze nie wypuszczał cię z objęć od samego początku. Kim on jest?- Napadła na panna Weasley.
- Szczerze? To nie mam pojęci, kim on jest.- Odpowiedziała i wzruszyła ramionami.- Gdzie macie swoich partnerów?
- Poszli po drinki, zaraz powinni wrócić. Naprawdę, nie wiesz, kto to?

W odpowiedzi dziewczyna, jedynie zaprzeczyła ruchem głowy, zamyślona przyglądała się tajemniczemu mężczyźnie. Do stolika dotarła dwójka ślizgonów. Kilka krótkich rozmów, kilka śmiechów. W pewnym momencie Ginni zniknęła z Haggisem na parkiecie, Zabini się ulotnił do sowich kumpli, przy stoliku zostały tylko dwie przyjaciółki. Zaczęły szeptać do siebie.

- Zaglądałaś w jego myśli?
- Tak, ale nie mogę się przebić.
- Jak to nie możesz? Przecież to nie możliwe!
- S możliwe, w twoim umyśle nie czytam, blokujesz mnie.
- Tak, tak, tylko jak byś chciała to moją tarcze możesz zniszczyć.
- Aha, mogę, nie mówiłam ci, ale Malfoy również mnie blokuj, u niego nawet nie mogę naruszyć muru, jaki otacza jego myśli. Wiesz jest to irytujące. A ty, kojarzysz go?
- Nie, z resztą nie widzę jego twarzy. Zastanawiałaś się, dlaczego Draco posiada tarcze.
- Nie, to jest nie ważne. Wielu ludzi rodzi się z tym darem, nawet my nieliczni nie możemy nic zdziałać. S, skup się, to ważne czy go rozpoznajesz.
 - …
- Błagam cię, ma on maskę na pół twarzy, ja z łatwością rozpoznaje prawie wszystkich gości, ty tylko pomyśl.
- Yhhh, nie widziałam go. Jak tańczy?
- O bosko, w jego ramionach czułam się wyjątkowo, cała jego uwaga skupiała się na mojej osobie. Nic się nie liczyło, wszystko wokół zniknęło. Martwi mnie jak na mnie działa, nigdy tak się nie czułam w ramionach innego przedstawiciela płci brzydkiej.- Powiedziała Hermiona i zaczęła się śmiać.

- On ci się podoba!
- Jasne, jak może mi się podobać ktoś, kogo nie znam? Pomyśl!
- Dlaczego podoba ci się mój kuzyn, go też nie znasz!
- Malfoy? Zwariowałaś on mi się nie podoba!
- Dobra tak sobie tłumacz! Ja spadam, a ty się baw dobrze.- Panna Snap wstała, zatrzymała się i wyszeptała do ucha przyjaciółki.- Teraz się przekonasz, że nie tylko twój tajemniczy partner tańczy wyśmienicie.

Zaskoczona brązowowłosa dziewczyna, nic nie odpowiedziała, zaczęła się rozglądać po otoczeniu. W jej kierunku szedł sam książę Slytherinu, ubrany nienagannie, czerń smokingu podkreślała śnieżnobiała koszula, na twarzy miał jedwabną maska zasłaniającą oczy. Włosy elegancko zaczesane do tyłu, bez grama żelu. Emanowała od niego niezaprzeczalna pewność siebie. Dumny arystokratac zatrzymał się przed Hermioną. Zaoferował swoją dłoń, mówiąc.

- Uczynisz mi ten zaszczyt, zatańczysz ze mną?
- Malfoy?- Zapytała oszołomiona.- Jesteś pewny?- Odpowiedziała, wstając, podała mu swoją dłoń.
- Oczywiście.

Młodzieniec zaprowadził młodą kobietę na parkiet. Gdy usłyszał pierwsze nuty melodie, przyciągnął ją do siebie, przybierając pozycje do walca. Dzieliło ich zaledwie dwa centymetry może trzy. Wirując razem, miedzy innymi tańczącymi parami, wyróżniali się gracja, z jaką wykonywali każdy ruch. Dla pewnego postronnego obserwatora, mogłoby się wydawać, że są w sobie szaleńczo zakochani.

Draco Malfoy był z natury aroganckim arystokratą, dla niego liczyło się tylko jego osoba, jedna dzisiejszego wieczoru cos w nim pękło. Stojąc pod ścianą, obserwował jak Hermiona tańczyła z nikomu nieznanym mężczyzną, myślał, że zwariuje. Nie mógł pojąć, co się z nim dzieje. On zimny, arogancki, obojętny na wszystkich i wszystko, myślał, że zabije partnera ślizgonki, tylko, dlatego, że ten z nią tańczył.

Wiedział jak jego poprzednik na niego patrzy, teraz, kiedy trzymał owa dziewczynę w ramionach, czuł się tak jakby wszystko wrócił na odpowiednie miejsce. Zwrócił swoje zimne spojrzenie na mężczyznę stojącego pod ścianą, gestem właściciela, przyciągnął Hermione do siebie, teraz ich ciała były przy sobie, nawet najdrobniejszy pyłek nie mógł zmieścić się miedzy nimi.
- Malfoy, dlaczego ze mną tańczysz?- Zapytała Miona.
- Ponieważ mam na to ochotę. Nie podoba ci się?
- Tylko pytam, przez ostatnie 5 dni mnie unikałeś, a teraz ze mną tańczysz.
- Nie unikałem cię, po prostu nie chciałem się kłócić.
Hermiona takiej odpowiedzi się nie spodziewała, popatrzyła prosto w oczy blondyna, który posłała jej swój typowo ślizgoński uśmiech. Przez jej głowę przepływały tysiące myśli. Zastanawiała się, dlaczego w Draco, nastąpiła taka zmiana. Musi przyznać racja Synti, chłopak naprawdę się zmienił. Nie mogła, już dostrzec w nim tego dawnego ślizgona, a może nie chciała.

Piosenka się skończyła, jednak ani Draco ani Hermiona, nie chcieli jeszcze kończyć. Stali na środku Sali, czekając na kolejną melodie. Młody Malfoy przytulił do siebie pannę Granger, razem przetańczyli kolejne piosenki. Było im dobrze w swoim towarzystwie, jednak zmęczenie dopadło również ich. Wrócili do stolika razem, zmęczeni opadli na krzesła.
- Miałaś racje S, Malfoy też dobrze tańczy.
- Ha mówiłam ci przecież, swoją drogą jak na kogoś, kto się nie lubi, długo z sobą tańczyliście.
- Wyglądaliście razem jak zakochane gołąbki.- Dodał swoje Blaise.
- Zamknij się Diable.- Powiedzieli równocześnie Hermiona i Draco.

Czas płynął szybko, przyjaciele bawili się w najlepsze, panna Sulivan została zaproszona do tańca, przez swojego ojca, który jako nie liczny mógł się pochwalić zaproszeniem na bal.

- Tato? Co ty wyprawiasz? Chcesz, aby ktoś cię rozpoznał?
- Spokojnie córeczko. Nikt mnie nie rozpozna, po co są te maski. Chciałbym się dowiedzieć, z kim tańczyłaś na początki balu, w połowie i nie dawno.
- Tato! Przestań, nie jestem małą dziewczynką.
- A żałuje tego kochanie. Po prostu powiedz, martwię się o moją księżniczkę.
- Oh no dobrze, na początku nie wiem, z kim tańczyłam, nie rozpoznaje go, później z Draco Malfoyem..-Pan Sulivan, zesztywniał. Niezdająca sobie z tego sprawy dziewczyna kontynuowała.-…Blaisem Zabinim, Teracem Haggisem, Harrym Potterem, Deanem Thomasem, Severusem Snapem i ponownie z Draco Malfoyem. Tato wszystko w porządku.
- Co? Tak oczywiście, czemu pytasz?
- Zatrzymałeś się w połowie piosenki.
- Przepraszam córeczko, tańczmy. Powiedz mi jeszcze, co cię łączy z Malfoyem.
- Nic, tato.
- Uważaj na siebie kochanie.
- Spokojnie on się zmienił, wiem jak to wygląda, bronie kogoś, kto mi wyrządził tyle złego, ale on po prostu był tak wychowywany. Ja już zapomniałam o tym wszystkim, również ciebie tato proszę nie bądź uprzedzony do niego.

Jeden taniec się skończył, drugi zaczął. Brązowowłosa tańczyła ze wszystkimi. Obecnie obracała się w ramionach Draco Malfoya. Hermiona już nie myślała o tajemniczym nie znajomym, młody arystokrata z łatwością zajął jej umysł swą osobą. Obydwoje wiedzieli, że długo nie zapomną tego wieczoru.

Obserwujący ich mężczyzna lekko zwęził oczy, czekał cierpliwie, kiedy jego partnerka skończy taniec. Kto by pomyślał, że mu zawróci w głowie zwykła czarownica. Chęć jej poznania, stała się dla niego niczym obsesja. Chciał zobaczyć ją jak się uśmiech, kiedy jest smutna, zła. Tak, stała się jego małą obsesją. Nigdy nie myślał, że w swoim nudnym żywocie, natrafi na taka interesującą osobę, kobietę. Kiedy ujrzał ją na schodach, wiedział, że jest zgubiony. Nigdy nie bał się niczego, strach był mu obcy do tej chwili, teraz lekka się uczuć, jaki się w nim budziły. Nie mógł rozpoznać tego, co nim kierowało, wiedział jedynie, że dla tej młodej kobiety zrobi wszystko, miał u niej długo wdzięczności, którego nigdy nie spłaci. Zaabsorbowany swoimi myślami nie zauważył, że piosenka się skończyła, kiedy ponownie spojrzał na parkiet, nie było już na nim panny Granger, ani jej partnera.

Draco wyprowadził dziewczynę z Sali, weszli do pierwszej wolnej klasy. Zdezorientowana, patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Ślizgon, nic nie mówiąc podszedł do okna. Otoczyła ich cisza.

- Mógłbyś, mi powiedzieć, dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?
- Mógłbym.
- Malfoy, nie denerwuj mnie! Powiedz!

Arystokrata podszedł do dziewczyny, złapał ja w tali, przyciągając do siebie. Zaskoczona ślizgonka, położyła dłonie na jego piersi, podnosząc głowę wysoko, aby zajrzeć chłopakowi w oczy. Ani ona, ani on, nie kontrolowali już tego, co się z nimi dzieje. Centymetr po centymetrze, przybliżali swoje twarze do siebie, zatrzymali się ledwie kilka minimetrów od siebie, patrząc głęboko w oczy. Blondyn delikatnie przejechał szczupłymi palcami po zarumienionym policzku szatynki. Kciukiem podniósł brodę dziewczyny, nie pytając o pozwolenie, wbił się w jej wargi.

Całował ją powoli. Kiedy to robił, miała wrażenie, jakby świat przestał dla niej istnieć. Liczył się tylko on, jego usta, jego ręka na jej twarzy. Była zachłanna, czekała tak długo, chciała więcej. Wsunęła palce w jego miękkie włosy i delikatnie za nie pociągnęła. Jęknął cicho, zanim odsunął się na ułamek sekundy, by pocałować ją mocniej. Bez wahania udzieliła jego językowi wstępu do swoich ust. Smakował obłędnie. Po kilku minutach odsunął się ode niej z wielkim uśmiechem, jaki każdy człowiek powinien mieć na ustach, kiedy właśnie pocałuje po raz pierwszy osobę, na którą tak długo czekał.

Mijały sekundy, minut, a może godziny. Dopiero zaczęło docierać do nich to, co zrobili, do czego dopuścili. Uczynili coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Hermiona odwróciła się na piecie, wybiegając szybko z klasy. Nie zwracała uwagi na wołającego ja chłopaka.

Przemierzała puste korytarze, kierowała się na wierze Astronomiczną. Musila ochłonąć, to, co miało miejsce przed chwilą, zburzyło jej, dotychczasowe, idealnie poukładane życie.

Dotarła na miejsce, podchodząc do barierki, nie zauważyła mężczyzny, który stał w koncie. Zapatrzona w gwiazdy, odpłynęła. Do rzeczywistości, przywrócił ja głos, od którego robi się gęsia skórka na ciele. Zmysłowe brzmienie, pobudzało najskrytsze zakamarki duszy człowieka, namawiając do grzechu.

- Długo na ciebie musiałem czekać.- Usłyszała, zaskoczona odwróciła się w stronę, z której było słychać szept, lecz nikogo nie wdziała.
- Nie bardzo rozumiem. Zapewne byłeś na dole, wiec mnie widziałeś.
- Owszem, byłem, ale nie o tym mówię.
- Mógłbyś wyjść z tego mroku, nie bardzo lubię rozmawiać z powietrzem.- Powiedziała z irytacja. - Co masz na myśli?

Z cienia pod kolumnami, wyłoniła się postać jej tajemniczego partnera, podszedł do niej leniwym krokiem, zatrzymując się, kilka centymetrów przed dziewczyną. Szybkim ruchem, rozwiązał jej maskę, która z głuchym stukotem opadła na drewnianą podłogę.

- Taka piękna, niczym najdoskonalsza róża.- Wymruczał jej do ucha.
- Możesz mi wyjaśnić, co dokładnie robisz? Odsłoniłeś moją twarz zrób to również ze swoją.
- A co to by dało i tak mnie nie znasz.
- Przekonajmy się.

Nie zauważalnym ruchem, pozbył się maski. Stał przed nią zabójczo przystojny blondyn, z wyraźnie zarysowaną szczęką, oczami o kolorze soczystej zieleni.

- Ok, masz racje nie znam cię.
 - Ale za to ja cię znam Hermiono Katherino Sulivan.
- Łoł, ciszej trochę, kim jesteś? Dlaczego mi towarzyszyłeś?
- Towarzyszyłem ci, ponieważ, pragnę cię poznać. Musze ci wyznać pewną rzecz. Można by było rzec, że jest to przerażające, zwarzywszy na to, że w ogóle mnie nie znasz. Wiem o tobie wszystko!
- Jak miło, a teraz mi powiedz, dlaczego twierdzisz, że kazałam ci na siebie długo czekać?
- Jak ty niecierpliwa. Dobrze, powiem wszystko. Czekałam na spotkanie z tobą ponad cztery miesiące, przez pierwszy w ogóle nie wiedziałem, kim jesteś. Zdajesz sobie sprawę, jak ciężko jest cokolwiek o tobie znaleźć?- Zapytał, w odpowiedzi dziewczyna jedynie podniosła pytająco brew.- Ok, ok wracam do tematu. Kiedy już udało mi się zdobyć twoje nazwisko, co było najtrudniejsze ze wszystkich moich misji, namierzenie ciebie okazało się już łatwiejsze. Kolejna przeszkodą, jest to, że, uczysz się w jednej z najlepiej chronionych szkół na całym świecie. Jedyna okazja do poznania ciebie jest dzisiejsza noc. Zdobycie zaproszenia, było dziecinnie łatwe, i o to jestem.
- Dużo o mnie wiesz, ale ja nadal o tobie nic.
- Ahh, moją droga. Jam jest Marcus Descartes.