niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdzaił IX

Po ciężkich próbach, nie przespanych nocach,
udało mi się coś napisać,
Serdecznie zapraszam na kolejny rozdział mojego opowiadania, który dedykuje mojej Becie Dominice.
Dziękuje kochana, gdyby nie ty i twój link do Alex Band nic by nie powstało.

************************************************************************

** Hermiona
- Ah moja droga. Jam jest Marcus Descartes.
 Marcus, cholera całkowicie zapomniałam.
- Dlaczego, tak bardzo zależało ci na poznaniu mnie?
- Na początku chciałem ci podziękować za uratowanie Christophera, ale później zdobywałem coraz więcej informacji o tobie. Byłem cholernie zaintrygowany, a uwierz mi, w moim długim życiu jest naprawdę mało rzeczy, które intrygują nieśmiertelnych. Stało się dla mnie jasne, że nie wystarczy mi tylko, krótki list z podziękowaniem dla ciebie, musiałem cię poznać.
- Po co ta maskarada, wystarczyło podać miejsce, a zjawiłabym się bez problemu.
- Być może, ale gdzie w tym wszystkim byłaby zabawa?
- Tak może dla ciebie to jest zabawne, ale dla mnie nie. Kazałeś mi czekać trzy miesiące.  Tak rzeczywiście, kurewsko zabawne!
- Ah, widzę że z tobą nie będę się nudził.
Wampir posłał mi, zapierający dech w piersiach, uśmiech. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze w towarzystwie faceta, i to jeszcze zabójczo przystojnego faceta. Dowiedziałam się o nim mnóstwa rzeczy. Jego rodzinnym krajem były Włochy, jednak obecnie mieszkał w Anglii, wraz z Christopherem.
Około pierwszej w nocy, rozstaliśmy się, umawiając się na kolejne spotkanie za tydzień,  które miało się odbyć w Londynie.
Wchodząc do Pokoju Wspólnego Ślizgonów, nie spodziewałam się nikogo spotkać, jednak czekała mnie niespodzianka. Przy kominku, na kanapie siedział blondyn, z nietęgą miną. Wiedziałam, że powinnam z nim porozmawiać, cokolwiek zrobić, aby wyjaśnić  to, co zdarzyło się w tamtej Sali, tylko nie byłam pewna jak, jednak Malfoy wiedział.
- Długo na ciebie musiałem czekać!
- Już to dziś słyszałam.
- Tak? Od kogo? Może od tego, z którym tańczyłaś? Byłaś z nim teraz?
- Yhym, no w sumie to byłam, ale nie o tym chciałeś ze mną rozmawiać, prawda? O co chodzi? Streszczaj się, spieszę się.
Wyraz twarzy Malfoya się zmienił, stał się chłodny, nieosiągalny, patrzył na mnie zmrużonymi oczami, cedząc dobitnie słowa:
- Chciałem powiedzieć, że to, co wydarzyło się w tamtej Sali, w ogóle nie powinno się stać.  Chcę, abyś o tym zapomniała, ja już zapomniałem. Nie chcę, aby ktoś się dowiedział, że cię pocałowałem. Na pewno to rozumiesz. To by mogło zszargać moją reputacje. Sorry Granger, ale to był taki impuls.
- Impuls? Malfoy, poważnie?- Zwęziłam oczy, patrząc na chłopaka.- A cholera z tobą, proszę  bardzo już nic nie pamiętam! Wedle życzenia!
- Świetnie, dobranoc Granger.- Rzucił chłopak, kierując się w stronę swojego dormitorium.
Nie tak łatwo da się zapomnieć
Nie mogłam uwierzyć jak bardzo mnie dotknęły słowa chłopaka. Wkurzona na niego, siebie i cały świat, ruszyłam do pokoju. Zmęczona padłam na łóżko, od razu zasypiając.
Rano zwarta i gotowa, czekałam na wybicie dziewiątej, zaraz po śniadaniu mieliśmy wracać do domu na święta. Nie mogąc wytrzymać dłużej bezsilności, wypadłam z pokoju, z zamiarem odwiedzenia moich przyjaciół z dawnego domu. W PW ślizgonów nikogo nie spotkałam, po drodze również ani żywej duszy. Wchodząc do salonu gryfonów przywitał mnie gwar rozmów, które ucichły po moim wejściu. Nie robiąc sobie nic ze zdziwionych spojrzeń, skierowałam się w stronę kominka, przy którym siedzieli moi przyjaciele. Wszyscy wstali na mój widok, witając mnie zaskoczonym spojrzeniem. Pierwszy odezwał się Harry.
- Czy coś się stało?
Zbita z tropu, nie bardzo zrozumiałam, o co mu chodzi. No, bo co miało się niby stać? Tylko ich odwiedziłam.
- Yh z tego, co się orientuje to nie…dlaczego pytasz?
- No, bo pojawiłaś się tu o…- zerknął na zegarek- ósmej rano.
- Nie nic się nie stało Harry, po prostu nudzi mnie ta bezczynność. Postanowiłam, że was odwiedzę i oto jestem. Witajcie kochani.
Uściskałam wszystkich po kolei i chcąc im w spokoju, przekazać wydarzenia z wczorajszego wieczora, pociągnęłam ich do, pustego już, dormitorium chłopaków. Opowiedziałam im o zdarzeniu na Tower Bridge, o Christopherze, Marcusie i wszystkim, co mnie nurtowało. Oczywiście pomijając Bractwo. Zajęci rozmawianiem nie zwracaliśmy w ogóle uwagi na mijający czas. O czekającym nas śniadaniu, przypomniał nam dopiero brzuch Rona, który głośno zaburczał. Zarumieniony chłopak bąknął przeprosiny.
- Chyba już jest dziewiąta prawda?- Zapytałam. Odpowiedziała mi Ginni.
- Żartujesz chyba, jest dokładnie 10: 09, co oznacza, że jesteśmy cholernie spóźnieni.
Wszyscy na raz, rzuciliśmy się do drzwi i po chwili cała nasza czwórka leżała na podłodze, śmiejąc się w najlepsze.
***Draco
‘Ja już zapomniałem’
Przypomniały mi się moje wczorajsze słowa.
Ta, gówno prawda. Granger do cholery, dlaczego mi siedzisz ciągle w głowie?
Wiedziałem, co powinienem zrobić, muszę z nią porozmawiać, jakoś odkręcić to, co powiedziałem. Nie tak to miało wyglądać. Przemawiała przeze mnie złość, na nią, że potwierdziła moje przypuszczenia.
Byłem po prostu zazdrosny. O, Merlinie! Zazdrosny i to o kogo? O Granger. Super, po prostu genialnie! Ze mną się dzieje coś niedobrego. Zdaję sobie sprawę, że zaczyna mi na niej zależeć, tylko, co mam z tym zrobić? Nic nie wskóram, ona mnie nienawidzi. A jednak, może nie wszystko stracone?
Użalając się tak nad sobą, szedłem z Diabłem do WS na śniadanie, a towarzysz mojej niedoli gadał jak nakręcony.
- Smoku słuchasz ty mnie?
- Nie!
- Wiedziałem, ale trudno, jeśli nie chcesz wiedzieć, z kim była wczoraj Granger na balu...
Zesztywniałem cały, na wzmiankę o Hermionie. Dobrze, że jestem mistrzem w ukrywaniu swoich emocji, obojętnym tonem, więc odpowiedziałem.
- A skąd pomysł, że mnie to interesuje?
- Wczoraj wydawało mi się, że jednak cię interesuje, ale jak nie to nie.- Powiedział i przyspieszył kroku.
- Dobra czekaj. Wygrałeś, jestem ciekawy, gadaj.
- Teraz to gadaj, tak? Więc, jej partnerem był….-teatralnie zawiesił głos-… Marcus Descartes.
- Kto kurwa?- Zamurowało mnie dosłownie. Zatrzymałem się raptownie.- Ale…ale…to jest wampir.
- No nie byle jaki wampir, sam król wampirów. Stary masz przesrane, jesteś zainteresowany tą samą laską, co koleś z kilkusetletnim doświadczaniem.
Po jego słowach, oprzytomniałem.
- Jesteś nienormalny, czy co? Nie jestem nią zainteresowany!
- Jasne, siebie możesz oszukiwać, ale mnie ci się nie uda zwieść. Widzę jak na nią patrzysz, kiedy tylko pojawi się w zasięgu twojego wzroku, nie możesz oderwać od niej oczu. 
- Wal się Zabini.
Przy stole przeznaczonym dla ślizgonów byli już prawie wszyscy, brakowało jedynie trzech uczniów. Mianowicie, mnie, Diabła i pewnej brązowowłosej dziewczyny. Usiadłem obok Synti, oparłem łokcie na stole, chowając głowę miedzy dłonie.
Kurwa! Granger i Descartes? Po moim, kurwa trupie! Ona jest moja!
Cały zesztywniałem, napinając każdy mięsień w moim ciele.
Moja? Co ja pierdole? Oprzytomniej człowieku!
Przejechałem dłońmi po twarzy, mierzwiąc swoje włosy i wzdychając z irytacji.
- Ej, co jest?- Zapytała mnie Syntia.
- Nic specjalnego, nie wyspałem się.- Odpowiedziałem, a od strony Diabła, było słychać śmiech. Zmrużyłem oczy, warcząc w jego stronę.- Coś cię kurwa bawi, Zabini? Ciekawe czy będzie ci wesoło jak profesor S dowie się, że dobierałeś się do jego córki!? Co wtedy zrobisz Diable?- Zamyśliłem się.- Swoją drogą, trzymaj swoje szatańskie łapy przy sobie, kumasz!
- Ej ja tu siedzę.- Zaprotestowała S.
- Ty tu nie masz nic do powiedzenia. A ty jeśli ją skrzywdzisz, to będziesz miał ze mną do czynienia!
- Smoku, zamknij się! Nas nic nie łączy, my tylko razem byliśmy na balu, nic więcej, a to co widziałeś później było tylko i wyłącznie skutkiem alkoholu!- Powiedział Blaise.
- Super, cieszę się, że sobie to wyjaśniliśmy. Ej siostra co ci jest? Jesteś jakaś…zielona?
- Mam kaca, a nie mam eliksiru, byłam u Hermiony, ale jej nie ma, wydaje mi się, że nie wróciła na noc.
- CO?
Drzwi do Wielkiej Sali z hukiem się otworzyły, a czwórka roześmianych uczniów weszła do środka sali, jak gdyby nigdy nic. Wśród nich była panna Granger. Z czystą złością patrzyłem jak kieruje się do stołu, tych mapetów, gryfonów. W mojej głowie huczały słowa S i Hermiony:
‘wydaje mi się, że nie wróciła na noc’
‘ streszczaj się, spieszę się’
Czy ona spędziła noc z wampirem?
….
***Hermiona
Śmiejąc się z koordynacji ruchowej Rona, ruszyliśmy na śniadanie. Zajęta gadaniem głupot, skierowałam się razem z nimi do stołu Gryffindoru.
Czułam się lepiej, po tym jak opowiedziałam im o wszystkim, było mi lżej na duszy. Muszę jedynie porozmawiać z S, więc skierowałam spojrzenie na stół mojego domu. Byli tam wszyscy. Blaise, Syntia i nawet Malfoy, cała trójka patrzyła na mnie z uniesionymi brwiami. Nie rozumiałam, o co im chodzi, dopiero po chwili do mnie to dotarło.
Brawo geniuszu, nie ten stół!
Odezwała się moja podświadomość. Marszcząc czoło, wygięłam brew w irytacji. Podnoszę  w ich stronę puchar z sokiem dyniowym w geście toastu. Zaskoczeni patrzą po sobie.
Ha, mam was!
Panna Snape, kręciła głową w niedowierzaniu. Zabini rozbawiony pochylał się nad Malfoyem, szepcząc mu coś do ucha. Najwyraźniej to, co usłyszał arystokrata, nie bardzo mu się spodobało, bo momentalnie spiął się cały i warknął coś w stronę Diabła. Spojrzał na mnie ze złością, zerwał się z krzesła, przy okazji je przewracając, czym zwrócił na siebie uwagę wszystkich obecnych i dumnym krokiem wyszedł z WS.
- Idę do S, zobaczymy się w pociągu, pa.
Rzuciłam gryfonom na pożegnanie i ruszyłam przed siebie. Podnosząc krzesło, które przewrócił blondyn, zajęłam jego miejsce.
- Coś mnie ominęło, Diable?
- Uh, nie rozumiem!?- Powiedział, albo raczej zapytał chłopak.
Wyginając brew, rozsiadłam się wygodnie, zakładając ręce na piersi. Posłałam mu spojrzenie, które mówiło: „Kogo chcesz oszukać, ja wiem wszystko”.
- Co mu powiedziałeś?
- Nic takiego. On jest tak jakby…- zamyślił się, szukając odpowiednich słów-… sfrustrowany. Męczy biedaka, jedna sprawa.
Zamyślona, już nic mu nie odpowiedziałam.  Moje myśli krążyły między Marcusem, a Draco.
Wiedziałam jedno: Mam słabość do blondynów!

8 komentarzy:

  1. Anonimowy19:41:00

    Www ; 3 draco zazdrooosny. I dobrze mu tak. A teraz... Marcus się zakochał! Xd będzie wojna... o jej serce *.*
    Do kolejnego! //Irytek

    Ps. Przepraszam że z anonima ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnie zdanie wywołało u mnie napad niekontrolowanego śmiechu ... Hahahahahahahhahahahaa no dobra czas napisać coś konstruktywnego...
    Notka ci się jak najbardziej udała:)
    Ulala Draco zazdrosny ? Hihi bosko XD Marcus jest świetny :) Ale skąd Blaise o nim wiedział ???
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :)
    Dużo, bardzo dużo WENY życzę :)
    Możesz mnie informować o nowych notkach ? Byłabym wdzięczna :) - 47127772

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy20:43:00

    Wspanialy. Tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy21:13:00

    Wena wróciła! ;* *_*

    OdpowiedzUsuń
  5. aaaa świetny rozdział a jeszcze do tego zazdrosny Malfoy haha nie no niemożliwe a wamir to wamir ahhh :D świetny rzdział kocham tego bloga i przy okazji ciebie normalnie <3 czekam na kolejny i buziaczki <3

    OdpowiedzUsuń
  6. ŁUUUHU ! :*
    Tak się Ciesze że Twoja wena wróciłą ♥
    Pisz kochan jak najszybciej :*
    Czekam na kolejna notke :) Bractwo , Marcus i Malfoy :)
    Super połaćzenie , pisz tak dalej a mnie uzależnisz :)
    Czekam na kolejny rodział !

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny rozdział!
    Nie mogę doczekać się następnego dodaj jak najszybciej :)

    Pozdrawiam Jagoda:);*

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam słabość do blondynów! - SZCZERE :P
    Boże ale to jest boskie ... A Draco zazdrosny - Mrraaauuu =.= Więcej takich rozdziałów

    OdpowiedzUsuń