Po ciężkich próbach, nie przespanych nocach,
udało mi się coś napisać,
Serdecznie zapraszam na kolejny rozdział mojego opowiadania, który dedykuje mojej Becie Dominice.
Dziękuje kochana, gdyby nie ty i twój link do Alex Band nic by nie powstało.
************************************************************************
** Hermiona
- Ah moja droga. Jam jest Marcus
Descartes.
Marcus, cholera całkowicie zapomniałam.
- Dlaczego, tak bardzo zależało ci na
poznaniu mnie?
- Na początku chciałem ci podziękować za
uratowanie Christophera, ale później zdobywałem coraz więcej informacji o
tobie. Byłem cholernie zaintrygowany, a uwierz mi, w moim długim życiu jest
naprawdę mało rzeczy, które intrygują nieśmiertelnych. Stało się dla mnie
jasne, że nie wystarczy mi tylko, krótki list z podziękowaniem dla ciebie,
musiałem cię poznać.
- Po co ta maskarada, wystarczyło podać
miejsce, a zjawiłabym się bez problemu.
- Być może, ale gdzie w tym wszystkim
byłaby zabawa?
- Tak może dla ciebie to jest zabawne,
ale dla mnie nie. Kazałeś mi czekać trzy miesiące. Tak rzeczywiście, kurewsko zabawne!
- Ah, widzę że z tobą nie będę się
nudził.
Wampir posłał mi, zapierający dech w
piersiach, uśmiech. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Jeszcze nigdy nie
czułam się tak dobrze w towarzystwie faceta, i to jeszcze zabójczo przystojnego
faceta. Dowiedziałam się o nim mnóstwa rzeczy. Jego rodzinnym krajem były
Włochy, jednak obecnie mieszkał w Anglii, wraz z Christopherem.
Około pierwszej w nocy, rozstaliśmy się,
umawiając się na kolejne spotkanie za tydzień,
które miało się odbyć w Londynie.
Wchodząc do Pokoju Wspólnego Ślizgonów,
nie spodziewałam się nikogo spotkać, jednak czekała mnie niespodzianka. Przy
kominku, na kanapie siedział blondyn, z nietęgą miną. Wiedziałam, że powinnam z
nim porozmawiać, cokolwiek zrobić, aby wyjaśnić
to, co zdarzyło się w tamtej Sali, tylko nie byłam pewna jak, jednak
Malfoy wiedział.
- Długo na ciebie musiałem czekać!
- Już to dziś słyszałam.
- Tak? Od kogo? Może od tego, z którym
tańczyłaś? Byłaś z nim teraz?
- Yhym, no w sumie to byłam, ale nie o
tym chciałeś ze mną rozmawiać, prawda? O co chodzi? Streszczaj się, spieszę
się.
Wyraz twarzy Malfoya się zmienił, stał
się chłodny, nieosiągalny, patrzył na mnie zmrużonymi oczami, cedząc dobitnie
słowa:
- Chciałem powiedzieć, że to, co wydarzyło
się w tamtej Sali, w ogóle nie powinno się stać. Chcę, abyś o tym zapomniała, ja już
zapomniałem. Nie chcę, aby ktoś się dowiedział, że cię pocałowałem. Na pewno to
rozumiesz. To by mogło zszargać moją reputacje. Sorry Granger, ale to był taki
impuls.
- Impuls? Malfoy, poważnie?- Zwęziłam
oczy, patrząc na chłopaka.- A cholera z tobą, proszę bardzo już nic nie pamiętam! Wedle życzenia!
- Świetnie, dobranoc Granger.- Rzucił
chłopak, kierując się w stronę swojego dormitorium.
Nie
tak łatwo da się zapomnieć
Nie mogłam uwierzyć jak bardzo mnie
dotknęły słowa chłopaka. Wkurzona na niego, siebie i cały świat, ruszyłam do
pokoju. Zmęczona padłam na łóżko, od razu zasypiając.
Rano zwarta i gotowa, czekałam na wybicie
dziewiątej, zaraz po śniadaniu mieliśmy wracać do domu na święta. Nie mogąc
wytrzymać dłużej bezsilności, wypadłam z pokoju, z zamiarem odwiedzenia moich
przyjaciół z dawnego domu. W PW ślizgonów nikogo nie spotkałam, po drodze
również ani żywej duszy. Wchodząc do salonu gryfonów przywitał mnie gwar
rozmów, które ucichły po moim wejściu. Nie robiąc sobie nic ze zdziwionych
spojrzeń, skierowałam się w stronę kominka, przy którym siedzieli moi
przyjaciele. Wszyscy wstali na mój widok, witając mnie zaskoczonym spojrzeniem.
Pierwszy odezwał się Harry.
- Czy coś się stało?
Zbita z tropu, nie bardzo zrozumiałam, o
co mu chodzi. No, bo co miało się niby stać? Tylko ich odwiedziłam.
- Yh z tego, co się orientuje to
nie…dlaczego pytasz?
- No, bo pojawiłaś się tu o…- zerknął na
zegarek- ósmej rano.
- Nie nic się nie stało Harry, po prostu
nudzi mnie ta bezczynność. Postanowiłam, że was odwiedzę i oto jestem. Witajcie
kochani.
Uściskałam wszystkich po kolei i chcąc im
w spokoju, przekazać wydarzenia z wczorajszego wieczora, pociągnęłam ich do,
pustego już, dormitorium chłopaków. Opowiedziałam im o zdarzeniu na Tower
Bridge, o Christopherze, Marcusie i wszystkim, co mnie nurtowało. Oczywiście
pomijając Bractwo. Zajęci rozmawianiem nie zwracaliśmy w ogóle uwagi na
mijający czas. O czekającym nas śniadaniu, przypomniał nam dopiero brzuch Rona,
który głośno zaburczał. Zarumieniony chłopak bąknął przeprosiny.
- Chyba już jest dziewiąta prawda?-
Zapytałam. Odpowiedziała mi Ginni.
- Żartujesz chyba, jest dokładnie 10: 09,
co oznacza, że jesteśmy cholernie spóźnieni.
Wszyscy na raz, rzuciliśmy się do drzwi i
po chwili cała nasza czwórka leżała na podłodze, śmiejąc się w najlepsze.
***Draco
‘Ja
już zapomniałem’
Przypomniały mi się moje wczorajsze
słowa.
Ta,
gówno prawda. Granger do cholery, dlaczego mi siedzisz ciągle w głowie?
Wiedziałem, co powinienem zrobić, muszę z
nią porozmawiać, jakoś odkręcić to, co powiedziałem. Nie tak to miało wyglądać.
Przemawiała przeze mnie złość, na nią, że potwierdziła moje przypuszczenia.
Byłem po prostu zazdrosny. O, Merlinie!
Zazdrosny i to o kogo? O Granger. Super,
po prostu genialnie! Ze mną się dzieje coś niedobrego. Zdaję sobie sprawę,
że zaczyna mi na niej zależeć, tylko, co mam z tym zrobić? Nic nie wskóram, ona mnie nienawidzi. A jednak, może nie wszystko
stracone?
Użalając się tak nad sobą, szedłem z
Diabłem do WS na śniadanie, a towarzysz mojej niedoli gadał jak nakręcony.
- Smoku słuchasz ty mnie?
- Nie!
- Wiedziałem, ale trudno, jeśli nie
chcesz wiedzieć, z kim była wczoraj Granger na balu...
Zesztywniałem cały, na wzmiankę o
Hermionie. Dobrze, że jestem mistrzem w ukrywaniu swoich emocji, obojętnym
tonem, więc odpowiedziałem.
- A skąd pomysł, że mnie to interesuje?
- Wczoraj wydawało mi się, że jednak cię
interesuje, ale jak nie to nie.- Powiedział i przyspieszył kroku.
- Dobra czekaj. Wygrałeś, jestem ciekawy,
gadaj.
- Teraz to gadaj, tak? Więc, jej
partnerem był….-teatralnie zawiesił głos-… Marcus Descartes.
- Kto kurwa?- Zamurowało mnie dosłownie.
Zatrzymałem się raptownie.- Ale…ale…to jest wampir.
- No nie byle jaki wampir, sam król
wampirów. Stary masz przesrane, jesteś zainteresowany tą samą laską, co koleś z
kilkusetletnim doświadczaniem.
Po jego słowach, oprzytomniałem.
- Jesteś nienormalny, czy co? Nie jestem
nią zainteresowany!
- Jasne, siebie możesz oszukiwać, ale
mnie ci się nie uda zwieść. Widzę jak na nią patrzysz, kiedy tylko pojawi się w
zasięgu twojego wzroku, nie możesz oderwać od niej oczu.
- Wal się Zabini.
Przy stole przeznaczonym dla ślizgonów
byli już prawie wszyscy, brakowało jedynie trzech uczniów. Mianowicie, mnie,
Diabła i pewnej brązowowłosej dziewczyny. Usiadłem obok Synti, oparłem łokcie
na stole, chowając głowę miedzy dłonie.
Kurwa!
Granger i Descartes? Po moim, kurwa trupie! Ona jest moja!
Cały zesztywniałem, napinając każdy
mięsień w moim ciele.
Moja?
Co ja pierdole? Oprzytomniej człowieku!
Przejechałem dłońmi po twarzy, mierzwiąc
swoje włosy i wzdychając z irytacji.
- Ej, co jest?- Zapytała mnie Syntia.
- Nic specjalnego, nie wyspałem się.-
Odpowiedziałem, a od strony Diabła, było słychać śmiech. Zmrużyłem oczy,
warcząc w jego stronę.- Coś cię kurwa bawi, Zabini? Ciekawe czy będzie ci
wesoło jak profesor S dowie się, że dobierałeś się do jego córki!? Co wtedy
zrobisz Diable?- Zamyśliłem się.- Swoją drogą, trzymaj swoje szatańskie łapy
przy sobie, kumasz!
- Ej ja tu siedzę.- Zaprotestowała S.
- Ty tu nie masz nic do powiedzenia. A ty
jeśli ją skrzywdzisz, to będziesz miał ze mną do czynienia!
- Smoku, zamknij się! Nas nic nie łączy,
my tylko razem byliśmy na balu, nic więcej, a to co widziałeś później było
tylko i wyłącznie skutkiem alkoholu!- Powiedział Blaise.
- Super, cieszę się, że sobie to
wyjaśniliśmy. Ej siostra co ci jest? Jesteś jakaś…zielona?
- Mam kaca, a nie mam eliksiru, byłam u
Hermiony, ale jej nie ma, wydaje mi się, że nie wróciła na noc.
- CO?
Drzwi do Wielkiej Sali z hukiem się
otworzyły, a czwórka roześmianych uczniów weszła do środka sali, jak gdyby
nigdy nic. Wśród nich była panna Granger. Z czystą złością patrzyłem jak
kieruje się do stołu, tych mapetów, gryfonów. W mojej głowie huczały słowa S i
Hermiony:
‘wydaje
mi się, że nie wróciła na noc’
‘
streszczaj się, spieszę się’
Czy
ona spędziła noc z wampirem?
….
***Hermiona
Śmiejąc się z koordynacji ruchowej Rona,
ruszyliśmy na śniadanie. Zajęta gadaniem głupot, skierowałam się razem z nimi
do stołu Gryffindoru.
Czułam się lepiej, po tym jak
opowiedziałam im o wszystkim, było mi lżej na duszy. Muszę jedynie porozmawiać
z S, więc skierowałam spojrzenie na stół mojego domu. Byli tam wszyscy. Blaise,
Syntia i nawet Malfoy, cała trójka patrzyła na mnie z uniesionymi brwiami. Nie
rozumiałam, o co im chodzi, dopiero po chwili do mnie to dotarło.
Brawo
geniuszu, nie ten stół!
Odezwała się moja podświadomość.
Marszcząc czoło, wygięłam brew w irytacji. Podnoszę w ich stronę puchar z sokiem dyniowym w
geście toastu. Zaskoczeni patrzą po sobie.
Ha,
mam was!
Panna Snape, kręciła głową w
niedowierzaniu. Zabini rozbawiony pochylał się nad Malfoyem, szepcząc mu coś do
ucha. Najwyraźniej to, co usłyszał arystokrata, nie bardzo mu się spodobało, bo
momentalnie spiął się cały i warknął coś w stronę Diabła. Spojrzał na mnie ze
złością, zerwał się z krzesła, przy okazji je przewracając, czym zwrócił na
siebie uwagę wszystkich obecnych i dumnym krokiem wyszedł z WS.
- Idę do S, zobaczymy się w pociągu, pa.
Rzuciłam gryfonom na pożegnanie i
ruszyłam przed siebie. Podnosząc krzesło, które przewrócił blondyn, zajęłam
jego miejsce.
- Coś mnie ominęło, Diable?
- Uh, nie rozumiem!?- Powiedział, albo
raczej zapytał chłopak.
Wyginając brew, rozsiadłam się wygodnie,
zakładając ręce na piersi. Posłałam mu spojrzenie, które mówiło: „Kogo chcesz
oszukać, ja wiem wszystko”.
- Co mu powiedziałeś?
- Nic takiego. On jest tak jakby…-
zamyślił się, szukając odpowiednich słów-… sfrustrowany. Męczy biedaka, jedna
sprawa.
Zamyślona, już nic mu nie
odpowiedziałam. Moje myśli krążyły
między Marcusem, a Draco.
Wiedziałam jedno: Mam słabość do
blondynów!
Www ; 3 draco zazdrooosny. I dobrze mu tak. A teraz... Marcus się zakochał! Xd będzie wojna... o jej serce *.*
OdpowiedzUsuńDo kolejnego! //Irytek
Ps. Przepraszam że z anonima ;)
Ostatnie zdanie wywołało u mnie napad niekontrolowanego śmiechu ... Hahahahahahahhahahahaa no dobra czas napisać coś konstruktywnego...
OdpowiedzUsuńNotka ci się jak najbardziej udała:)
Ulala Draco zazdrosny ? Hihi bosko XD Marcus jest świetny :) Ale skąd Blaise o nim wiedział ???
Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :)
Dużo, bardzo dużo WENY życzę :)
Możesz mnie informować o nowych notkach ? Byłabym wdzięczna :) - 47127772
Wspanialy. Tak dalej.
OdpowiedzUsuńWena wróciła! ;* *_*
OdpowiedzUsuńaaaa świetny rozdział a jeszcze do tego zazdrosny Malfoy haha nie no niemożliwe a wamir to wamir ahhh :D świetny rzdział kocham tego bloga i przy okazji ciebie normalnie <3 czekam na kolejny i buziaczki <3
OdpowiedzUsuńŁUUUHU ! :*
OdpowiedzUsuńTak się Ciesze że Twoja wena wróciłą ♥
Pisz kochan jak najszybciej :*
Czekam na kolejna notke :) Bractwo , Marcus i Malfoy :)
Super połaćzenie , pisz tak dalej a mnie uzależnisz :)
Czekam na kolejny rodział !
Cudowny rozdział!
OdpowiedzUsuńNie mogę doczekać się następnego dodaj jak najszybciej :)
Pozdrawiam Jagoda:);*
Mam słabość do blondynów! - SZCZERE :P
OdpowiedzUsuńBoże ale to jest boskie ... A Draco zazdrosny - Mrraaauuu =.= Więcej takich rozdziałów