piątek, 22 marca 2013

Rozdział IV



                                                                     Hi, Hey, Hola moi mili.
Dziękuje bardzo za komentarze, jest mi bardzo miło :)
Oddaje w wasze ręce kolejny rozdział ;)
Za błędy przepraszam...
Kolejny dodam w czwartek...
Pozdrawiam DraMion


** Hermiona


Ostatnie dni wakacji szybko mi upłynęły. Stałam właśnie na stacji Kings Cross i rozglądałam się za kimś znajomym.
-Witaj piękna.-Usłyszałam, obróciła się w stronę osoby, która mnie przywitała.
-Zabini, czego chcesz?- Spojrzałam na niego z drwiną, pytając- A może zgubiłeś Malfoya? Nie chce cię rozczarować, ale w moim towarzystwie go nie spotkasz. Tacy jak on nie zadają się z takimi jak ja.
-Nie wiem, co ci zrobił Smok, ale widzę, że nie pałasz do niego sympatią?!
-Co? Sympatią? Oszalałeś? Ja Go Nienawidzę.-odparła już wkurzona, wypowiadając wyraźnie każde słowo.
- No w końcu cię znalazłem. Co ty tu robisz? Wchodź do pociągu. Czekamy na ciebie. No Hermiona, szybciej- Powiedział Ron, dopiero po wypowiedzeniu mojego imienia, uświadomił sobie, że rozmawiam z ślizgonem.- O w mordę.- Dodał i spojrzał na mnie przepraszająco.
-Dzięki Ron, nie ważne.-Powiedziałam, czekając na reakcje Zabiniego.
- Hermiona? Czekaj, czekaj…- Zamyślił się chłopak. Popatrzył na mnie zaciekawiony. Normalnie wyobraziłam sobie jak trybiki w jego głowie wskakują na prawidłowe miejsce. Jeden, dwa, trzy i ….
- Grenger?? Ja pierdole. To się Malfoy ucieszy. Dobra ja spadam gołąbki, podzielić się dobrą nowiną ze Smokiem.-Powiedział i zaczął odchodzić. Zatrzymał się w pół kroku, odwrócił się w moją stronę.- Cieszę się, że już jesteś Hermiono.
- Co to było?- Zapytał zszokowany Ron
-Nie wie, dobra, chodźmy już do pociągu bo faktycznie nam odjedzie, a ja nie mam na to w ogóle ochoty.
Od ponad godziny zadaje sobie pytanie co będzie. Obawiam się tego jak cholera, nie boje się slizgonow, bo co oni mogą mi tak na prawdę zrobić. Prędzej ja im coś zrobię niż oni mi. No i jeszcze ten cholery Zabini. O co mu chodziło, to nie mam zielonego pojęcia. Może naćpał się czegoś. Kurde i do tego wszystkiego dochodzi Malfoy. Pieprzony, seksowny Malfoy. Wyciągnęłam z torby książkę, delikatnie ręką przejechałam po okładce. Była to starożytna księga „Ordinis Corvus”, w tłumaczeniu oznacza to Bractwo Kruka. Opisuje ona wspaniałą sztukę magii Immortales od VII w.n.e., pochodzą z  Francji. Wiedza jak się w niej znajduje, powaliła by na kolana samego Voldemorta. No ale cóż, jest tylko jeden jedyny egzemplarz, należący właśnie do mnie. Przed otwarciem rozejrzałam się ukradkiem, aby sprawdzić co robią moi przyjaciele. Ginni zamyślona spoglądała w okno, Ron i Harry gadali jak najęci, Lavender spała wtulona w Seamusa, Dean wraz z Parvati rozmawiali o nadchodzącym roku . Jejku normalnie cały Griffindor do przedziału nam się wpakował. Rozbawiona pokręciłam głową wracając do mojej książki.  Otworzyłam ją na stronie 569, rozdział nosił nazwę „Otwórz umysł na działania natury”. Zafascynowana zatopiłam się w książce, nie zwracając zupełnie uwagi na to co się dzieje wokół mnie. Przewracając kolejna kartę, dotarły do mnie słowa Ginni.
- Czy to jest biały kruk? Od kiedy kruki są białe?
Moja głowa sama wystrzeliła w stronę otwartego okna, na którym siedział ptak. Szeroko otworzyłam oczy niedowierzając.
Co ty tu do cholery robisz? – zapytałam telepatycznie ptaka
-Pani, wysłała mnie do ciebie starszyzna, pragnę ci przekazać że dziś o godzinie 18 odbędzie się potajemne zebranie, w którym ty masz nie uczestniczyć, zostało zwołane przez Asada, który podszywa się pod ciebie, pani.
- Gdzie?
- W Szkocji na wyspie Inchmurrin, znajdującej się na…
-Wiem gdzie ona jest. Dziękuje ci za przekazanie wiadomości. Leć.
Ptak przytaknął i odleciał w nieznajomym kierunku, czując jak wściekłość mnie pochłania, zamknęłam oczy aby się uspokoić .
Po jaką cholerę ten idiota to robi? Jak on śmie!! Oj biedny będzie!-  pomyślałam.
-Hermiona! – wydarła się Ginni.
Zaskoczona spojrzałam na nią, wpatrywała się w mnie zdziwiona, jak każdy w przedziale.
 O co im chodzi?
- Tak?-zapytałam, nie stać mnie na nic więcej zwłaszcza że złość aż mnie pali.
- Co to miało być?
- Niby co?
- No to, jak ten ptak na ciebie patrzył, to było tak jak, jak…- zabrakło jej słów
- Tak jak by mi chciał coś powiedzieć?- Podpowiedziałam jej, a ta mi przytaknęła.- Nie wiem co to było.
- Tylko to wyglądało to tak jak byś mu odpowiadała.- Świetnie jeszcze tego mi brakuje.
-Ginni daj spokój, przecież to nie możliwe. Nie umiem gadać ze zwierzętami.
Wpatrywała się we mnie ze zmrużonymi oczami, przetrawiając to co jej powiedziałam. Aby odciągnąć ich myśli od kruka, postanowiłam zagadać ich jakimś tematem.
- Ok było to dziwne nie przeczę, ale nie miałam nic z tym wspólnego. Powiedzcie mi lepiej czy Gwardia Dumbledora dalej istnieje?- Tak jak przewidziałam, udało mi się odciągnąć od zajścia przed chwilą, tylko wiewióra patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niej, ta zaś odwzajemniła mi go. Chcąc aby zapomniała, usiadłam blisko jej i powiedziałam szeptem.
-Podoba mi się Malfoy.- Ha, mam cie. Wytrzeszczyła oczy, odpowiadając również cicho.
-Jaja sobie robisz?
-Nie, dlaczego? Sama przyznaj, niezły jej. Te oczy.- Westchnęłam- Na Pokątnej miałam wrażenie że zagląda mi nimi na samo dno duszy. A jego ciało…-celowo nie dokończyłam.
- Ok, masz racje jest boski, ale moim zdaniem Zabini jest lepszy…
Tak oto całą podróż do Hogwardu przegadałyśmy o chłopakach. Ich wadach, zaletach. Właśnie dojeżdżaliśmy na miejsce. Nawet nie zdążyła się zastanowić co zrobić z Asadem.  O co w ogóle mu chodzi. Jak tylko znalazłam się na zewnątrz zegarek wskazywał 17:45. Zwróciłam się do Harrego, który właśnie do mnie podszedł.
- Musze coś załatwić, zobaczymy się w zamku. Pa
Nie czekając na  odpowiedz chłopaka, pognałam do wyjścia. Jak tylko się wydostałam, teleportowałam się do Szkocji.


** Sergiej

- O co może jej chodzić?- Zapytałem brata, właśnie przybyliśmy na wyspę.- Nie wydaje ci się dziwne, dziś zaczyna się szkoła i u nas i u niej. Musiało się stać coś naprawdę ważnego.
Misza, ja i Ethan zatrzymaliśmy się na samym końcu, zamykając krąg. Hermiony nigdzie jej jeszcze nie było, za to przybili wszyscy członkowie Kruka. Syntia przesunęła się w nasza stronę.
-Co się dzieje?- Zapytała dziewczyna, na co wzruszyliśmy ramionami.
Do sierotka kręgu wstąpiła Asad, przemawiając .
-Moi drodzy, dziękuje za przybycie. Hermiona się nie zjawi. To ja wysłałem powiadomienia.- Przerwał, po zgromadzonych przebiegł szmer zdziwienia i nie dowierzania.- Wiem że jest to dziwne, ale chciałbym się z wami podzielić moimi zastrzeżeniami do rządów Hermiony. Uważam że ona się nie nadaje do tego, aby stać na czele i nami przewodzić. Ona nic nie umie. Nie chce nam pozwolić dołączyć się do wojny. Chce abyśmy się przeciwstawili jej…
-Jaja sobie robisz człowieku?- Nie wytrzymałem, za kogo on się uważa, aby ja obrażać?- Zdajesz sobie sprawę że jeśli ona się dowie o tym co wyprawiasz to cię zabije! Nikt z nas nie będzie jej w tym przeszkadzał.
- Gówno prawda, nic mi nie zrobi. Ona nie jest to tego zdolna. Twierdzisz że jest taka wspaniała a nawet nie wie co się dzieje w jej bractwie. No powiedzcie gdzie jest nasza wspaniała przewodnicząca? Siedzi w szkole i nie ma zielonego pojęcia że my tu jesteśmy.
- Asad zastanów się co wyprawiasz- Odezwała się jak to tej pory milcząca Syntia- Sergiej ma racje, nie znasz Hermiony i nie wiesz do czego jest zdolna.
- Czy wy jesteście tacy ślepi, ona nie jest godna tego miejsca. Do cholery jest pieprzono szlamą.- Wydarł się Asad. Zacząłem się trząść ze wściekłości, rzuciłem się na niego z pięściami. Trafiłem go dwa razy w głowę, po czym poczułem jak coś mnie oplata w tali i z impetem odrzuca nas od siebie. Spojrzałem w dół, oplatała mnie błękitna linia.
A jedna się dowiedziała.
Zapadła cisza, nikt się nie śmiał odezwać, każdy wpatrywał się w rozwścieczone brązowe oczy. Z jej dłoni płynęły liny trzymające nas w kleszczach.


** Hermiona

Krety, idiota, palant.
Wpatrywali się w mnie jak przestraszone króliki. Chcą groźnego przywódcy, będą go mieli. Puściłam chłopaków, liniami oplotłam Asad za szyje przyciągając go pod moje nogi. Zmusiłam go do uklęknięcia, wpatrując się w jego oczy.
- Pamiętaj, ja zawsze wiem co się dzieje w moim bractwie. Zastanawia mnie jedno. Wiesz co? Dlaczego zawsze znajdzie się jakiś idiota, który myśli że wie wszystko? Powiedz Asad co miałeś im takiego do powiedzenia, oczywiście pomijając to że jestem szlamą.- Chłopak spuścił głowę nie odzywając się. Zacisnęłam mocniej liny.- Tracę cierpliwość.
- Nic, pani.- Wychrypiał.
- Powtórz to co powiedziałeś innym.
- Pani, proszę.
- Powtarzaj. – Wykrzyknęłam, czując jak złość rozsadza mnie od sierotka.
- Powiedziałem im że nie jesteś godna tego miejsca które zajmujesz. Że nie chcesz nas dopuścić do walki z Tym Co Imienia Nie Wolno Wymawiać.- Przerwał, podniósł głowę patrząc mi prosto w oczy.- Że niczego nie umiesz.
Liny którymi go trzymałam, zniknęły. Przyjrzałam się jemu uważnie, obchodząc go dookoła. Łapczywie łapał powietrze, twarz miał zmasakrowaną, warga i łuk brwiowy rozwalony, oko podbite. Rozejrzałam się po zgromadzonych. Byli wszyscy. Zastanawiając się co mam z nim zrobić, podeszłam do niego, kładąc rękę na jego głowie.
- Tare de mino, tare de no. Sanuse se mino.*
Rany na jego twarzy zniknęły, tak samo jak obrażenia na jego ciele.
- Wstań.
Polecenie wykonał bez problemu. Odeszłam od niego co najmniej na 10 metrów. Musze jakoś wyładować wściekłość. Skoncentrowałam się na energii płynącej w moim ciele, tworząc w ręce kule energii.  Rzuciłam ja w nic nie spodziewającego się Asada, tego zaś odrzuciło porządnie. Jak tylko wylądował, podniósł się szybko i rzucił we mnie kulą cz. Machnęłam ręką tak że kula się odbiła od mnie i wylądowała w jeziorze , obróciłam się wokół własnej osi rzucając w niego zieloną wiązkę energii, nie zdążył zrobić uniku, upadł na jedno kolano sparaliżowany. Podchodząc do niego zwróciłam się do reszty.
- Możecie wracać już do siebie. Przedstawienie skończone. Oczywiście nie zabije go ale trafi pod rade starszych, oni zdecydują co zrobić.
- Hermiono…- Odezwał się Aron, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Nie Aron, nic co powiesz nie zmieni mojego zdania, zasłużył na kare i będzie ja miał. Idźcie już.
Posłusznie zaczęli się oddalać. Połowa się już teleportowała, zostali moi przyjaciele.
- Was też to dotyczy. Wracajcie do szkoły.
-Chcieli byśmy z tobą porozmawiać.- Odpowiedział Misza.- Długo się nie widzieliśmy.
- Nie ma na to teraz czasu, powinniście być teraz w szkole. Tak samo jak ja.
- Dobrze już idziemy, ale chciałem ci powiedzieć że my nic nie wiedzieliśmy o tym że on podszył się pod ciebie. – Zmarszczyłam brwi,  o czym on mówi?
- Wiem przecież, spokojnie nic mi nie będzie. Nie jestem na was zła, jejku przecież podrobił mój podpis.  Skąd mogliście wiedzieć że to nie ja. Wracajcie do szkoły, wystarczająco jesteście spóźnieni.- Pokiwali głowami na znak zgody, pierwsza teleportowała się Syntia, później Ethan, Misza, Sergiej popatrzyła na mnie, uśmiechnęłam się do niego.- Poczekaj.- Zawołałam,  ustał w miejscu i spojrzał na mnie tymi swoimi czarnymi oczami.
- Jak się czujesz?- zapytałam, podchodząc do niego.
- Dobrze, mam chyba połamane żebro ale jest ok.
- Uklęknij.- Uklęknął na jedno kolano, patrząc mi w oczy. Uśmiechnęłam się uspokajająco. - Tare de mino, tare de no. Sanuse se mino.*
- Teraz lepiej?
-No jasne, kiedy się tego nauczyłaś? Zastanawialiśmy się czym poczęstowałaś Asada. A tu proszę ty go uzdrowiłaś.
- Musiałam, jak by dostał taką dawkę energii na swoje obrażenia, które ty mu zrobiłeś, mógł by umrzeć, ale nie po to cię zatrzymałam. Dlaczego nie uważasz na swoje życie? Sergiej, który to już motor? Boże uważaj na siebie, nie chce cie stracić.
- Kto ci powiedział? Cholera, prosiłem ich aby się zamknęli.
-Daj spokój doskonale wiesz, że i tak bym się dowiedziała. Który to już motor?
- Czwarty, i przepraszam postaram się ogarnąć, ale nic nie obiecuje.- Podszedł do mnie i mnie przytulił.- Jak ty się czujesz?
- Ja dobrze, bywało gorzej.  Jak się dowiedziałam co ten kretyn szykuje, musiałam się pilnować aby nie znaleźć go od razu.
Wtulona w niego czułam jak moje mięśnie się rozluźniają. Wdychając jego zapach, zapominam o całym świecie. Poczułam jak się od mnie leciutko odsuwa, złapał mnie pod brodę i zajrzał w oczy.  Uśmiechnął się do mnie pięknie i pocałował. Zszokowana na początku nie oddałam pocałunku, dopiero jak poczułam jego język na moich wargach proszący o wstęp, otworzyłam usta i oddałam pocałunek. Całowaliśmy się tak jakby miał być to ostatni pocałunek w naszym życiu. Pozwoliłam sobie na chwile zapomnienia.
- Sergiej przestań- odsunęłam się od chłopaka- Wracaj już, ja zabiorę Asada do Starszyzny
- Dobrze, Hermiono jesteś pewna że chce go tak ukarać, przecież oni zrobią z niego wraka, to gorsze niż śmierć.
- Spokojnie, nic mu strasznego nie zrobią.
Chyba….
Chłopak kiwnął głowa i po sekundzie go nie było. Ja równie podeszłam do Asada i teleportowałam się w Alpy, do głównej siedziby Rady Starszych.

****

6 komentarzy:

  1. UU jestem pierwsza :)
    Bardzo podoba mi się Twój blog ;)
    Taki troche inny .
    Hermiona ja nie wierze ona i takie złoo ^^
    Bractwo Kruka , no powiem Ci genialnie ! Zawsze to coś nowego , Gratuluje i życze dużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. Strasznie mi się podoba masz świetne pomysły.
    Dodaj rozdział prędzej proszę:)

    Pozdrawiam Jagoda:);*

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam do Ciebie poważne wyzwanie. Jutro dodaj kolejny rozdział :DD

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy14:44:00

    bardzo ciekawy rozdział :D czekam na kolejny <3 karolcia

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest ŚWiETNE ! Dziewczynom czekam na dalsze i jestem bardzo zadowolona. tylko dłuższy rozdział i jak najszybciej ; D ta.. Mówię a sama ni robię.. Pozdrawiam //I.

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy23:26:00

    Świetny blog, na prawdę, będę regularnie zaglądać a w między czasie zapraszam do mnie http://rose-scorpius-love.blogspot.com/, dopiero zaczynam i zależy mi na Twojej opinii:)

    OdpowiedzUsuń