poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział I




Cześć wam! Zacznę może od tego, że akcja sie dziej na 7 roku, nie było jeszcze wojny. Dużo rzeczy pozmieniałam, dodałam jedno odjęłam drugie :)
Zdania które pisane są pochyłą czcionką to myśli głównego narratora, w tym rozdziale Hermiony....
Mam nadzieje że wam sie spodoba...
PS. Przepraszam za błędy...


*********

* Hermiona


                Czułam adrenalinę, która przepływała w mojej krwi. Jechałam bez celu, mój czarny motor przecinał powietrze niczym strzała. Właśnie w takich chwilach wiedziałam, że jestem wolna, jestem szczęśliwa. Szczęście jednak nie trwało długo, zaraz za kolejny zakrętem odezwał się mój telefon.
-Kurwa!! Czy ja nie mogę mieć chwili spokoju?- Powiedziałam na głos rozdrażniona, nigdy nie lubiłam, jak przerywali mi moje ulubione zajęcie. Zjechałam na pobocze, ściągnęłam kask i odebrałam telefon.
-Słucham?-Zapytałam bezbarwnym głosem.
-Panienko, proszę wrócić szybko do domu. Panienki ojciec właśnie wrócił.-Przerwał kamerdyner, aby zaczerpnąć tchu. Usłyszałam szamotaninę po drugiej stronie. Coraz bardziej zaniepokojona, chciałam się odezwać, zostałam powstrzymana przez głoś przyjaciela Salazara.
- Jest ranny- powiedział cicho.
-Co, jak to ranny? Do cholery, miałeś zrobić wszystko, aby mu nic nie było. Obiecałeś mi to!-Warknęłam na niego.-Nie spodziewałam się tego po tobie Arezo. Miałam nadzieje, że chociaż ty mnie nie zawiedziesz.
-Sam oberwałem, myślisz, że nic nie robiłem. Doskonale wiesz, do czego są zdolni Śmierciożercy, o włos uniknąłem Avade ratując twojego ojca przed Crucio, a ty mi mówisz, że cię zawiodłem?- Mówił zdenerwowanym głosem.
-Doskonale wiesz, że straciłam dwoje ukochanych ludzi, nie chce ich również stracić, zrozum oni są dla mnie wszystkim.
-Wiem przepraszam, Tom nie potrzebnie ci niepokoi. Gdzie jesteś?
-Tom robi to, co mu kazałam wiec nie czepiaj się go i nie wiem gdzie jestem.
-Masz motor?
-Tak. Czemu pytasz?
-Po prostu próbuje zrozumieć, dlaczego nie wiesz gdzie jesteś, ale teraz już wiem. Dlaczego nigdy na siebie nie uważasz?
-Przestań mi matkować, wiem co robię.  Niedługo będę, to sobie ponarzekasz. - Powiedziałam, po czym się rozłączyłam, schowałam telefon, zawróciłam i odpaliłam swoją perełkę. W drodze powrotnej nie zwracała w ogolę uwagi na ograniczenia drogowe. Gnałam jak by mnie cały świat gonił.
Dlaczego moje życie musi być takie trudne? Dlaczego nie może być tak jak kiedyś? Doskonale pamiętam, jaka była szczęśliwa, kiedy dostała list z Hogwartu. Rodzice byli zadowoleni. W tym samym dniu dowiedziała się, że jestem adoptowana, nigdy nie miałam do nich żalu, że mi prędzej nie powiedzieli.  Wystarczyło, że wyznali mi prawdę, a ja ich jeszcze bardziej za to pokochałam. Moi biologicznych rodzice nie mogli się mną zająć, ponieważ bali się o moje bezpieczeństwo. Nie chcieli abym została zabita przez największego wroga mojego ojca. Tata był kiedyś Rycerzem Walpurgii, wyparł się Riddla, kiedy ten mu kazał odejść od mojej mamy, a później ją zabić albo sam zostanie zabity. Nigdy mi nie powiedzieli, dlaczego sam Lordzik chciał śmierci mojej mamy, ale, z czego się zdążyłam dowiedzieć to Voldemort chciał, aby mama mu urodziła potomka, kogoś, kto przejmie po nim władze. Fuj on jest okropny, nie dziwie się jej, że go wyśmiała, po czym się teleportowała, aby uciec przed jego gniewem. Właśnie w tedy brzydal zlecił mojemu ojcu zadanie, odnalezienie Aleksandry i doprowadzenie jej przed jego oblicze. Ojciec szybko ja znalazł, tylko nie przewidział, że się w niej zakocha i tak zaczęła się walka po miedzy Tomem Riddlem a moimi rodzicami. U Grengerów miała schronienie.  Zajęli się mną, bo nie mogli mieć swoich dzieci. Traktowali mnie jak bym była ich całym życiem. Kochali mnie i dawali mi wszystko, co czego potrzebowałam, a kiedy odeszli zabrali z sobą część mnie. Od ich śmierci minęło już tyle czasu, a ja jeszcze się nie pogodziłam z ich odejściem. Nawet teraz po poznaniu i pokochaniu Sulivanów, za każdym razem, kiedy myśli o pierwszych rodzicach jej serce krwawi z rozpaczy. Zginęli, tylko dla tego, że znaleźli się w nie właściwy miejscu i czasie. O nie nie, tym razem Voldemort nic nie miał z tym wspólnego, zginęli w drodze do domu w wypadku samochodowym, wiem tylko, że jakiś człowiek wjechał im na czołówkę.
Zostałam wyrwana z ponurych myśli przez deszcze, który zaczął mocno padać. Zwolniłam trochę, nie chcąc zniszczyć swojego maleństwa. Mówiłam już kocham swoją dziewczynkę. Nie? To teraz mówię, Kocham ją za to ją mam, za to, że potrafi mnie oderwać od życia, za to, że jest piękna, a dokładnie jeżdżę Honda CBR 1000RR. Mama mi kiedyś powiedziała, że podaje się śmierci na tacy, ale co ja mogę zrobić uwielbiam te uczucie.
Właśnie wjeżdżałam na teraz naszej posiadłości. Szybko dojechałam.
-Jasne, jak jechałaś 200km/h to i szybko dojechałaś. Wariatka!!-Odezwał się głoś rozsądku w mojej, jak że pięknej główce.
-Oh ty też? No hellloołłłłłłł jesteśmy tą samą osobą i tobie też się to podoba.
-Ta. Nie omieszkam dodać, że jesteś stuknięta. Gadasz sama z sobą.
Prychnęłam, zgasiłam silnik i pobiegłam do drzwi. Zanim jeszcze dotarłam do progu, otworzyły się a w nich stanął Arezo.
-Wszystko w porządku kochana. Jest u siebie w pokoju, nie przytomny- wyjaśnił mężczyzna.
-Chodźmy do niego, gdzie mama?
-Jest z twoim ojcem.
-Jak do tego doszło?
Spojrzał na mnie nie pewnie, nie wiedząc, co może mi powiedzieć,
-Spokojnie wiem o horkruksach.
-Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać dowiedział się, że Dumbledor wyznaczył kogoś, kto poszukuje horkruksów. Jak przybiliśmy do jaskinie to już na nas czekali, było ich sporo. Sami zaufani śmierciożercy.  Mieliśmy szczęście, że z nami byli Lupin Black i Tonks, nie wiem, co by było z nami Gdybyśmy tam byli sami. Rzuciliśmy się w wir walki ja zająłem się Carrowem i Crabbem, Lupin wziął na siebie Dołohow, Gibsona i Goyla, Black zajął się trójką Lestrangerów. Tonks i Salazar udało się dostać do miejsca położenia horkruksu, ale go tam nie było, właśnie w tedy pojawił się Malfoy i rzucił Crucio w Tonks, która nie zdążyła się obronić. Salazar jak zobaczył, kto rzucił zaklęciem w Tonks to zdębiał tak samo jak sam Malfoy. Pojawiła się Bellatriks rzuciła najpierw Sectumsempre no i na dokładkę dolor* i magna* w twojego ojca, chwyciła Lucjusza za ramie, a ten rzucił na mnie Avade, którą udało mi się ominąć. Ta wariatka Lestrange uciekając posłała Crucio w twojego ojca, którego osłoniłem swoim ciałem. Nie mieliśmy, co już tam szukać wiec się teleportowaliśmy do was. Od tamtego czasu Salazar jest nieprzytomny. – Mówił chaotycznie jak by chciał wszystko powiedzieć w jednym zdaniu. Zamilkł i otworzył drzwi do sypialni moich rodziców.
- Dlaczego Malfoy tak dziwnie się zachował?
-Widocznie nie wiesz, że przed siedemnastu laty on i twój ojciec się przyjaźnili. Malfoy do dziś myślał, że Salazar nie żyje. Jak wiesz Lucjusz jest śmierciozerca, skoro on wie, że Salazar żyje to i Voldemort wie. Twoi rodzice już nie są tak bezpieczni jak kiedyś.
-Wiedziałam, że coś się dziś wydarzy, ale nikt mnie nie słuchał, teraz musimy czekać aż tata się obudzi.
Posiedziałam jeszcze chwile z mama i Azero, po czym udałam się do swojego pokoju.
„Twoi rodzice nie są już tak bezpieczni jak kiedyś”
Słowa Azero cały czas się odbijało w mojej głowie. Boże dopomóż, aby nic im nie było. Otwierając drzwi zobaczyłam, że na parapecie siedzi Hedwiga. Szybko podbiegłam do okna i wpuściłam przemokniętego ptaka do pokoju. Sowa wysunęła nóżkę do przodu pokazując tym samym, że ma dla mnie list. Odczepiłam list, podałam sowie wodę i ziarenka. Usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać.


Cześć Miona!
Pisze, aby ci przypomnieć, że jutro masz nas odwiedzić w Norze.
Mam wielką nadzieje, że pamiętasz i będziesz.
Bardzo za tobą tęsknimy.
Już nie mogę się doczekać.
Twoja kochana przyjaciółka Ginni.

O cholera zapomniałam. Szybko naskrobałam piórem odpowiedz potwierdzającą moja wizytę, przyczepiłam Hedwidze do nóżki i wypuściłam ptaka. Podeszłam do łóżka, na które się położyłam. Skoro list przyniosłam mi sówka Harrego to on też jest w Norze. Doskonale. Musze im w końcu powiedzieć, że mam zamiar być w Domu Węża.  Bożę, ale co będzie jak mnie nie zrozumieją? Nie chce ich stracić.
-Spokojnie, zrozumieją w końcu to moim przyjaciele.- Powiedziałam do siebie w myślach.

Po 30 minutach rozmyślania, doszłam do wniosku, że cokolwiek się zdarzy nie zmienię mojej decyzji, zwlekłam się łóżka i pomaszerowałam do łazienki. Napuściłam wody do wanny, do wody dodałam ulubionego olejku migdałowego. Rozebrałam się i stanęłam przed lustrem. W tafli zobaczyłam swoje odbicie. Ostatnimi czasy bardzo się zmieniłam, moja sylwetka nabrała bardzo kobiecych kształtów, piersi urosły o dwa rozmiary, także teraz mam miseczkę 32D, jak dla mnie idealne przy moich 173 cm wzrostu oraz wcięcie w tali. Figury może mi zazdrościć nie jedna dziewczyna.  Mama zawsze mi powtarza, że mam talie osy.  Piękne duże niebieskie oczy, malutki lekko zadarty nosek i pełne usta. Piękna jestem, ta i skromną- pomyślałam i zaczęłam chichotać.
Spojrzałam w odbicie swoich oczu, widniał w nich strach i zagubienie. Ile jeszcze będę musiała wycierpieć? Potrząsnęłam głową, aby odgonić ponure myśli.
Puk, puk…puk,puk
Irytujący dźwięk, idź sobie. Chce spać-pomyślałam. Niestety nie posłuchał mojej mentalnej wypowiedzi. Kurwa…
Puk, puk…puk,puk
-Czego? Śpię chyba!!-Warknęłam w stronę drzwi. 
-Daj spokój Hermiono. Jest godzina 12. Wstawaj!!- Powiedział głoś łudząco podobny do mojej Ginni.
Hee Ginni?? Tutaj? Ale jak?
-Ginni?
-Tak. Wpuścisz mnie?
-Jasne.- Powiedziałam, chwyciłam różdżkę, machnęłam nią i wypowiedziałam hasło do otwarcia drzwi- Invitare*. Otwarte wchodź - krzyknęła.
Podniosłam się z łóżka, w tym samym czasie Weasleyówna wpadła do pokoju.
-Wow Hermi fajny pokój.- Powiedziała rozglądając się, spojrzała na przyjaciółkę i zapiszczała ze zdziwienia.-O matko, ale się zmieniłaś. Jesteś teraz piękna.
-Dzięki ty też się zmieniłaś.-Powiedziałam i dopiero zrozumiałam, co powiedziała- Ej jak to teraz? To prędzej nie byłam?-Zapytałam z udawaną obrazą.
-Eee to nie tak, teraz jesteś piękniejsza.-Tłumaczyła się dziewczyna.
-Spoko.- Wstałam i przytuliłam przyjaciółek.-Tęskniłam za tobą Ginni. Tak w ogóle, co ty tu robisz?
-Też tęskniłam, nie cieszysz się, że jestem? Mogę sobie iść.
-Nie o to chodzi, cieszę się, tylko nikt nie wiedziała gdzie mieszkam i jestem ciekawa.
-Aha, tata rano przy śniadaniu powiedział, że wybiera się do twoich rodziców, no i się z nim zabrałam. Nie masz mi tego za złe?
-No co ty. Fajnie, że jesteś. 
Gadałyśmy z sobą aż do obiadu. Zachodząc do jadalni, na schodach spotkałyśmy moją matkę. Wyglądała na bardzo zmartwiona.
- Cześć mamo.
- Dzień dobry Pani Sulivan-  Przywitała się Ginni.
- Dzień dobry dziewczynki.- Odpowiedziała smutnym głosem.
- Mamo, co się stało?
- Z Salazarem jest coraz gorzej, rany w ogóle się nie goją.
- Oh nie, nie znacie jakiegoś eliksiru na to zaklęcie? Trzeba coś zrobić.
- Co się stało?-Zapytała zmartwiona Ginni. No tak przecież nic nie wiedziała o ojcu.
- Wczoraj tata dostał jakimś dziwnym zaklęciem, które pierwszy raz słyszałam. Sectumsempra czy jakoś tam.
- Sectumsempra te same zaklęcie rzucił Harry na Mlfoya w tamtym roku szkolnym.
- Wiem-krzyknęła ruda- Snape będzie wiedział, co na to poradzić.
Obie z matka spojrzałyśmy na nią jak na wariatkę.
- Snape? A niby skąd on ma wiedzieć, fakt jest szpiegiem w szeregach Voldemorta, może się uda.
-To on wymyślił te zaklęcie.- Dodała Ginni widząc nasze miny.
Po tym, co nam Ginni wyznała mama posłała po Severusa. Przybył natychmiast, tata odzyskał przytomność zaraz jak tylko Snape go uleczył. Byłam mu wdzięczna jak nigdy. Wychodząc popatrzył na mnie i powiedział.
-Musimy porozmawiać Grenger, natychmiast.
Spojrzałam na niego zaskoczona, próbując wyczytać coś z oczu. Skinęłam głową potwierdzająco i ruszyłam do drzwi.
-Ginni poczekaj na mnie w moim pokoju.-Powiedziałam do zdezorientowanej dziewczyny, wychodząc na zewnątrz.
-Zimno.- Mruknęłam. Poczułam jak na moich ramionach wylądował płaszcz. Spojrzałam zaskoczona na Snapa.
-Przeziębisz się. Powiedz Grenger, co ci odbiło?-Powiedział wkurzony profesor.
Jejku, co jest z nim? Rozdwojenie jaźni ma czy jak? Najpierw miły, teraz wygląda jak by chciał mnie zabić. 
- Nie bardzo rozumiem, o co panu chodzi.
- Nie wiesz? Co to za pomyśl, aby być w moim Domu? Oszalałaś dziewczyno?
- A może się za panem stęskniłam?- Odparłam pytaniem na pytanie, głupio się uśmiechając.
- Bardzo się śmieszne Grenger. Pytam poważnie. Chcesz wejść w paszcze lwa?
- Chyba raczej w gniazdo żmij.
- Nie pyskuj-warknął.
- Nie jestem w szkole, aby mnie pan pouczał.
- Mniejsza o to gdzie jesteśmy. Odpowiadaj na pytanie.
- Po, co skoro i tak zna pan prawdę.-Odpowiedziałam już spokojnym głosem.
Snape milczał chwile, przeglądał się mi, jakby chciał wyczytać z moich oczu odpowiedź na nurtujące go pytanie. W końcu przerwał milczenie i powiedział zrezygnowanym głosem.
- On jest dorosły i tak zrobi, co zechce, myślisz, że cię posłucha? Boże dziewczyno, dla ślizgonów jesteś szlamom. To jest samobójstwo.
- Wiem i na pewno nie będzie to łatwe. Nie jestem już tą samo osobą profesorze, proszę się o mnie nie martwić. Musze, chociaż spróbować.
- Nie martwię się o ciebie tylko raczej o moich uczniów. Żebyś tylko nie żałowała.-Powiedział, po czym się teleportował.
Westchnęłam głęboko, odwracając się w stronę drzwi, w których stało zszokowana Ginni.
-Czy to wszystko prawda? Kto to jest on?-Zapytała drżącym głosikiem
O cholera, wszystko słyszałam. Kurwa nie tak to miało być.
-Choć do mojego pokoju, wszystko ci wyjaśnię.






















*dolorem- zaklęcie wymyślone na potrzebę ff(wywołuje potworny ból coś na podstawie Crucio, tylko, że lżejsze)
*magna tormenta- zaklęcie wymyślone na potrzebę ff 
*Invitare-hasło wymyślone na potrzebę ff

6 komentarzy:

  1. Pierwsza! Rozdział fajny. Tylko dlaczego przerwałaś teraz? :3 proszę o dłuższy! ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. podoba mi się. ;)
    czekam na ciąg dalszy ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Informuje serdecznie, że blog został dodany do Stowarzyszenia.
    Zapraszam do brania udziału w konkursach i dyskusjach.

    pozdrawiam serdecznie Ross!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj mnie też się podoba. Naprawdę fajnie się zapowiada - a jestem raczej wybredna w historiach dramione - bo przeczytałam ich już setki i prawie wszystko było. Co mnie zawsze denerwowało - na siłę robienie z Hermiony czystokrwistej, która od razu kocha Malfoy'ów a nienawidzi wszystkich mugoli - to niedorzeczne i wielki plus, że u Ciebie kochała swoich przybranych mugolskich rodziców. Pomysł oryginalny, styl w porządku - oby tak dalej :) Trzymam kciuki, życzę weny oraz pozdrawiam!
    Venetiia Noks :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, podoba mi się ;) Zapowiada się zajebi*cie :d Masz oryginalny pomysł. Twój styl pisania jest bardzo przyjemny. Masz talent i się ciesz... rozwijaj go! ;) Kto wie, może kiedyś wydasz książkę ?
    Zapraszam do mnie na bloga i na ankietę:
    http://dramionezakazanyowoc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Kilka słów krytyki na początek :P
    Więc, jesteś strasznie wulgarna, te KURWY aż rażą w oczy, spasuj trochę.
    Nie umiesz poprawnie pisać, Mlfoy'a ???? SERJO ?! Przeliteruję, ci to M A L F O Y , jedźmy dalej notorycznie zjadasz literki, błędy interpunkcyjne i ortograficzne aż WRZESZCZĄ O POMSTĘ DO NIEBA .
    Musiałaś z polskiego być nie złą prymuską .. .. ..
    No chyba,że urodziłaś się " ułomna " * w tej kwestji.
    ułomna * - Słowo mające na celu zawrzeć w sobie kilka określeń , na brak / olewnictwo nie tylko j. polskiego , ale też czytelników.

    OdpowiedzUsuń